<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 26 Sty 2013 - 23:54

Maks nie odpowiedział Uriemu na wypowiedziane słowa odnośnie powołania. To że posiada on dobre podejście do dzieci, nie znaczy że od razu jego powołaniem będzie praca w przedszkolu. A i tak pewny był że Uri stara się być bardziej złośliwy, by zniechęcić do siebie wszystkich tu obecnych.
Artur zadawał pytania, więc Maks mając dużo cierpliwości, tłumaczył chłopakowi. Nieszczęście jednak stało się że noga młodego zaplątała w kabel i odłączyła urządzenie monitorujące serce. Wszyscy automatycznie spojrzeli na piszczący ekran. A Maks po słowach Uriego zabrał chłopaka od urządzeń biorąc go na ręce.
- Nic się nie stało. - Uspokajał młodego, widząc jak Uri go traktuje. Nie odezwał się do niego nic, bo przecież przeklinać nie będzie w obecności dziecka czy przybyłych lekarzy.
Ivanov postawił młodego na ziemi, kiedy ten chciał do iść matki. Kobieta powiedziała swoje i wyszła z synem zostawiając panów samych.
- Tak się zastanawiam... Czy Twój ojciec też Cię tak traktował. Żal mi Cie Uri. By tak traktować nic niewinne dziecko. Wracaj do zdrowia.
Tyle mu powiedział na koniec z dość poważnym wyrazem na twarzy. Więcej nie będzie zatruwał mu tutaj samotności. Ale w pracy to co innego. Opuścił pomieszczenie, tak samo jak szpital wracając do swojego mieszkania w centrum.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Nie 27 Sty 2013 - 18:19

Porównanie jego zachowania do ojca, wstrząsnęło nim. Zacisnął pięści na pościeli. Nie był taki jak ojciec, nie mógł być. Niestety prawda była taka, że w wielu aspektach był identyczny. Nie miał zbyt dobrych wspomnień z dzieciństwa. W większości pamiętał zapitego, awanturującego się ojca i łomot jaki mu dawał za najmniejsze przewinienia albo od tak bo miał gorszy humor.
- Cholera by to wzięła… - mruknął do siebie, zamykając oczy. Może niepotrzebnie się uniósł, ale do tego dzieciaka nic nie docierało. Dobiła go świadomość, że jego ojciec postępował z nim tak samo. Darł się na niego o byle co i niespecjalnie umiał się nim zajmować.
Po paru godzinach męczenia się zasnął w akompaniamencie szumiących maszyn.

***

Dwa tygodnie później ( 29 czerwca, wtorek)

Uri wyszedł z siłowni zmęczony. Trenował ile się dało by jak najszybciej wrócić do formy. W sumie już czuł się dobrze rana dokuczała tylko czasami jak przesadził. Lekarz zdjął mu szwy jakiś czas temu i był zaskoczony jak szybko jego pacjent dochodził do siebie. Agranowicz był zadowolony, może nawet uda mu się wcześniej wrócić do pracy. Chociaż miał w domu zajęcie, spojrzał na dwa pięciomiesięczne psy bawiące się niedaleko. Tresura zwierzaków dobrze mu szła i lubił się nimi zajmować. Zarzucił ręcznik na kark i udał się w stronę domu. Psy pobiegły za nim domagając się uwagi. Poświęcił im chwile drapiąc za uszami, a potem wszedł po schodach do domu. W holu dopiero usłyszał dzwoniący telefon, nie zdążył jednak odebrać. Zerknął na wyświetlacz komórki opierając się o blat kuchenny. Trzydzieści nieodebranych połączeń i wszystkie od Zoji. Przewrócił oczami i wykręcił jej numer by nie musiała dobijać się dalej. Kobieta odebrała niemal natychmiast.
- Uri! Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?! Na miłość boską wiesz ile musiałam czekać?! – zrugała go z lekką irytacją w głosie.
- Ponieważ nie życzę sobie byś wtykała nos w moje życie, a poza tym jestem zajęty – powiedział oschle mając nadzieję, że ciotka się obrazi i da mu spokój. Zoja jednak nic sobie nie robiła ani z jego tonu, a słów tym bardziej. Zdążyła się już przyzwyczaić do takiego zachowania siostrzeńca. Od wczesnego popołudnia krzątała się po domu wszystko przygotowując na kolację. Zaprosiła również Maksa z rodziną podając im dokładny adres. Ustroiła ładnie stół, a dania zamówiła w restauracji. Nigdy nie była zbyt dobrą kucharką, a praca zajmowała jej czas i odbierała siły by zajmować się również gotowaniem. Jedynym problemem był Uri.
- Muszę z tobą omówić projekt, dotyczy nowych inwestycji, zebranie jest w piątek, ale oczekuję Cię dzisiaj o 17 w domu – powiedziała i najzwyczajniej w świecie się rozłączyła. Spojrzał na telefon z niedowierzaniem, co za kobieta. Już on znał te marne zagrywki ciotki z pewnością chodziło nie tylko o sprawy firmy skoro zapraszała go do mieszkania. Zazwyczaj po prostu wpadał do jej biura i tam dyskutowali o szczegółach. Najchętniej w ogóle by zignorował tą rozmowę, ale wiedział, że jeśli nie pojedzie to Zoja odsunie go od projektu i płynących z niego później zysków. Nie mógł sobie pozwolić na utratę dodatkowego „zastrzyku” gotówki. Pieniądze lokował na różnych kontach jako zabezpieczenie. Nigdy nie zaprzepaszczał szansy na ewentualny interes. Zerknął na godzinę była szesnasta. Skierował się na górę, uznając że im szybciej to załatwi tym szybciej wróci do siebie i jeszcze raz go przeanalizuje. Wziął szybki prysznic, obwiązał się w pasie ręcznikiem i dotknął mocno zaczerwienionej blizny. Gdyby nie Ivanov już byłby martwy. Trudno było się oswoić z myślą, że to właśnie on uratował mu życie. Otrząsnął się z rozmyślań i poszedł do sypialni by się ubrać. Założył czarne spodnie od garnituru, koszulę w tym samym kolorze i kaburę. Do wewnętrznych kieszeni marynarki powkładał resztę potrzebnych rzeczy, wziął ją i przewiesił przez ramię. Zszedł na dół do sieni gdzie założył czarne eleganckie buty i przejrzał się w lustrze. Ubrany cały na czarno, wyglądał bardziej jakby wybierał się na pogrzeb. Przynajmniej nie sprawiał już wrażenia jak by był jedną nogą w grobie. Nie zwlekając wyszedł na zewnątrz zamykając drzwi i kierując się w stronę garaży. Otworzył samochód, rzucił marynarkę na siedzenie obok i włączył klimatyzację by się nie ugotować. Wyjechał z domu kierując się do centrum miasta gdzie miała mieszkanie jego ciotka. Jechał jak zwykle szybko, słuchając płyty z muzyką klasyczną, nie znosił rzępolenia jakie serwowało większość radiostacji. Na miejsce dojechał za dwadzieścia siedemnasta, zaparkował i założył marynarkę zapinając ją. Wpisał kod dostępu przed wejściem i poszedł do windy. W środku odetchnął rozpinając dwa guziki koszuli. Nie znosił małych przestrzeni. Cierpiał na lekką klaustrofobię. W dużej mierze udało mu się zwalczyć lęk, ale dyskomfort i uczucie duszności pozostało do dziś. Gdyby Zoja mieszkała na niższym piętrze to wybrał by schody, jednak wycieczka na samą górę średnio mu się widziała. Chciał mieć tą całą wizytę już za sobą. Przemęczył się chwilę w windzie i z ulgą ją opuścił. Nacisnął dzwonek czekając aż Zoja mu otworzy. Gdy tak się stało zlustrował ją nieco zaskoczonym spojrzeniem. Owszem ciotka zawsze bardzo dbała o wygląd i ładnie się ubierała, ale jak na warunki domowe ubrana była wyjątkowo elegancko. Ładna jasna sukienka, wysokie buty, włosy spięte w kok oraz długie kolczyki. Uśmiechnęła się do niego czarująco robiąc mu miejsce w przejściu. Najwyraźniej dał się wrobić w coś co miało mało wspólnego z interesami.
- Czekasz na kogoś? – zapytał niby neutralnym tonem czując przyjemny zapach potraw. Kobieta zamknęła za nim drzwi grając na zwłokę.
- Owszem, najpierw zjemy kolację, a potem przekażę Ci dokumenty – powiedziała wchodząc do kuchni. Poszedł za nią marszcząc brwi, już miał zaprotestować, ale ciotka wcisnęła mu w ręce półmisek z makaronem.
- Bądź tak dobry i zanieś do salonu – powiedziała proszącym tonem, a sama wzięła ostatnią miskę z sałatką. Wchodząc do pomieszczenia zatrzymał się. Stół zastawiony potrawami jak dla dużej liczby osób. Wszystko robiło duże wrażenie.
- Kto dokładnie ma przyjść? – zapytał niezadowolony, że znowu został wmanewrowany w jakiś cyrk. Podał kobiecie naczynie, która dopiero po ulokowaniu go i ostatnich poprawkach zastawy, zwróciła na niego krytyczne spojrzenie.
- Przyjaciele rodziny – powiedziała podchodząc do niego, poprawiła jego koszulę – Idealnie, chociaż mógłbyś założyć krawat – dodała. Uri posłał jej niechętne spojrzenie ignorując rady.
- Jakich przyjaciół i co ja tutaj w takim układzie robię? – zapytał ze stoickim spokojem chociaż sytuacja wcale nie przypadła mu do gustu. Kobieta spoważniała.
- Jesteś częścią rodziny Aristow i czy tego chcesz czy nie, masz wobec nas pewne zobowiązania – powiedziała nieustępliwym tonem. Ich pojedynek na spojrzenia przerwało rodzeństwo wchodzące do pomieszczenia.
- Wujek! – wydarł się Artur i dopadł do niego z uśmiechem. Dwa lata młodsza dziewczynka zachowała dystans z niepewną miną. Kobieta próbowała ją jakoś zachęcić do przywitania się z wujem, ale Tania była zbyt przestraszona samym podchodzeniem do niego, a co dopiero odzywaniem się. Kurczowo trzymała się matki i zerkała na niego czasami gdy nie patrzył w jej kierunku. W mieszkaniu rozległ się głośny dźwięk dzwonka. Zoja ożywiła się i na chwilę odlepiła od siebie córkę. Nachyliła się do siostrzeńca i powiedziała ściszonym głosem.
- Bycie miłym od czasu do czasu Cię nie zabije, ale ja to zrobię jeśli będziesz nieuprzejmy. Postaraj się chociaż ze względu na nas i nie przynieś mi wstydu.
Poszła otworzyć drzwi, a Uri przewrócił oczami. Ciotka dalej traktowała go jakby miał jedenaście lat. Goście musieli być kimś ważnym skoro tak się starła. Zapowiadał się długi wieczór. Wyszedł z salonu by przywitać gości, skoro już i tak się stąd nie wykręci. Widok przełożonego kompletnie go zaskoczył. To on starał się trzymać go na dystans, a jego ciotka wprost przeciwnie. Zachował twarz uśmiechając się lekko i witając z wszystkimi uprzejmie. Udając, że ich obecność nie jest dla niego nowością. Już on sobie porozmawia z Zoją, niech ją tylko dorwie. Podał rękę Maksowi i uścisnął ją mocniej niż było to konieczne.
- Dobrze Cię widzieć – powiedział grzecznościowe kłamstwo, chociaż gdzieś tam wewnątrz był zadowolony na jego widok. Zlustrował go oceniającym spojrzeniem.
- Jak w pracy? Radzisz sobie z dokumentami? – zapytał z lekkim zainteresowaniem w głosie, a ciotka ukradkiem posłała mu spojrzenie z aprobatą. Już się bała, że będzie opryskliwy i grubiański, ale na szczęście Uri potrafił tworzyć pozory szczerej uprzejmości. Przeszli z gośćmi do salonu.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Nie 27 Sty 2013 - 22:03

Obserwując zachowanie Uriego wobec dziecka jasno odzwierciedlała jego przeszłość. Maks mimo iż go nie znał zbyt dobrze i nie miał pojęcia o przeszłości, trafił widocznie porównując podwładnego do ojca. Widocznie dzieciństwa mężczyzna nie miał udanego. Tak samo Maksimilian. Różnica w tym tylko taka, że jeden posiadał rodziców, drugi ich stracił. Mimo to przez sześć lat żaden rodzic Maksa nie uderzył, ani nie traktował tak, jak to było w przypadku Agranowicza.
Nie chcąc denerwować swoją obecnością Uriego, Maks opuścił szpital udając się do swojego mieszkania w kamienicy, położonej w pobliżu centrum miasta. Samochód parkował na podwórku, który był do tego przeznaczony. Czyli do kamienicy był specjalny wjazd bramą.
Będąc u siebie, zamknął mieszkanie, przebrał się i zrobił sobie kolację. Jednak nie wiedząc czemu, nie bardzo miał apetyt. W ciszy panującej jego myśli były tylko wokół jednej osoby...

~ ~ ~

Czas szybko leci. Maksimilian umówił się z ciotką Uriego odnośnie terminu spotkania rodzinnego u niej w domu. Wahał się, ale za jej namową zgodził. A jako iż jego jedyną rodziną była siostra z mężem i dzieciakami, nakłonił ją by zgodzili z nim pójść. Poznaliby bliżej rodzinę jego kolegi, a dzieciaki nie będą się nudziły. Artura już poznały, także może się polubią?
Dni w pracy były lżejsze i cięższe. Mimo tego Maks radził sobie bardzo dobrze. Systematycznie i dokładnie nad wszystkim panował. Nie miał zaległości. Na miejsce Uriego wyznaczył kogoś tymczasowo z innego bloku, wymieniając nadzorców co tydzień. Raz sam wziął na siebie odpowiedzialność za sprawy "przyjaciela". Przynajmniej wszystko szło jak powinno.
Nadszedł ten dzień, gdzie musiał się przygotować do wyjścia. Wrócił z pracy niemal na styk. Miał tylko godzinę na przebranie się i uszykowanie. Ubrał zatem białą koszulę i czarne spodnie. Do kieszeni przełożył swoje dokumenty a za plecy schował broń. Nie będzie się bawił w zakładanie kabury bo przecież na misję nie idzie. Lecz w ramach bezpieczeństwa, lepiej jedną spluwę mieć przy sobie. Siostra jego może tego nie pochwali, ale coś. Ostrożności nigdy za wiele. Rozczesał włosy grzebieniem, nie używając żelu. Nie lubił mieć ulizanej fryzury. Problem miał z krawatem jaki założyć. Czarny, czerwony czy niebieski? Wszystkie przymierzał. Aż w końcu zamknął oczy i losował. Padło na niebieski. Uśmiechnął się do siebie i go założył. Potem marynarka i był gotowy. Upewniając się że posiada wszystkie dokumenty, rozległ się dzwonek u drzwi. Siostrzyczka widocznie już przyjechała. Otworzył drzwi i nie pomylił się. Przywitał z Sofyą, która również pięknie była ubrana. Niebieska suknia sięgająca kolan z szerokim dekoltem oraz ramiączkami. Na to miała błękitną marynarkę. Włosy jak zwykle rozpuszczone i ułożone na bok. Ich długość sięgała łopatek.
- Gotowy? - Spytała poprawiając bratu krawat.
- Tak... A dzieciaki i Adam? - Zapytał, bowiem ich nie widział a tylko ją.
- Czekają w samochodzie. - Odpowiedziała ze spokojem, po czym oboje opuścili mieszkanie Ivanova. Maks tylko zamknął je porządnie i udali do pojazdu szwagra. Tak zatem dojechali na wskazany adres.
Przez drogę trochę rozmawiali o tym spotkaniu. Nie był do końca przekonany czy dobrze zrobił, wyciągając ich na to spotkanie. Sofya zapewniała go, że to nic wielkiego. Sami również chętnie poznają rodzinę jego przyjaciela. Bo czemuż by nie?
Trzeba przyznać, ze mieszkanie Pani Aristow nie znajdowało się zbyt daleko. Centrum miasta może i wielkie, ale to tylko kilka ulic dalej. Zaparkowali samochód na przeznaczonym do tego miejscu. Wysiedli i skierowali się do wejścia budynku. Winda zajechali na odpowiednie piętro. Stanęli przed drzwiami, zaś Maks jako pierwszy. Warto jeszcze wspomnieć, że bez prezentów ani rusz. Także po drodze wstąpili do jednego sklepu, a raczej Maks two uczynił.
Drzwi się otworzyły a w nich nikt inny jak Pani Aristow. Maksimilian przywitał się odpowiednio wręczając jej bukiet kwiatów lilii jako podziękowanie za zaproszenie. Przynajmniej przyszedł facet z kulturą. Spojrzenie skierował na Uriego z uśmiechem, który mu nie schodził od chwili wejścia. Uścisnął mu dłoń, ale po chwili objął go jak przyjaciela na powitanie, klepiąc po plecach.
- Ja również się cieszę. Szybko dochodzisz do siebie. - Skomentował jego stan, przyglądając się mu z uwagą. Zaraz padły pytania odnośnie pracy. Tutaj Maks pokręcił głową.
- Bez pracy nie możesz żyć, co? Radzę sobie bez problemu. Nie masz się czym martwić.
Zapewnił uspokajając kolegę. Przedstawił rodzinie Aristow swoją siostrę Sofyę, jej męża Adama oraz dzieciaki Igora i Tamarę. Jednakże dzieciaki Sofyi obawiały się trochę obcych ludzi i bardziej trzymali się spodni taty czy sukni mamy. Sofya jeszcze od siebie i swojej rodziny podarowała Zoji upieczony przez siebie placek jabłecznik. Domowej roboty podarunek to zawsze coś. Wtedy zaś udali się wszyscy do salonu.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sro 30 Sty 2013 - 19:51

Zoja zachwycona przyjęła kwiaty i wstawiła je do wazonu z wodą by nie zwiędły. Jabłecznik wyniosła do kuchni, a po powrocie rozpoczęła rozmowę z Sofyą i jej mężem. Artur w tym czasie niestrudzenie próbował nawiązać kontakt z nowymi towarzyszami zabaw jak podejrzewał. Jego młodsza siostra zdecydowanie się do przywitania ich nie paliła i siedziała cicho w krzeście obok matki. Uri zajął miejsce naprzeciwko ciotki, tak że z jednej strony siedział Maks, a z drugiej Artur. Utkwił spojrzenie w przełożonym i uniósł brew.
- Czyli nie muszę się obawiać stosu niewypełnionych papierów i ruiny zamiast biura? – zapytał z lekką złośliwą nutą w głosie. Nie mógł całkowicie odmówić sobie drobnych złośliwości, nie byłby sobą. Zresztą Maks zdawał się dobrze je przyjmować. Artur wiercił się na krześle i wymachiwał rękoma co jakiś czas żywiołowo o czymś opowiadając i starając się zadzierzgnąć znajomości z dziećmi Sofyi. Chłopiec był tak głośny, że własnych myśli nie słyszał. Położył mu rękę na głowie mało delikatnie.
- Ciszej Artur to nie zawody w przekrzykiwaniu się – mruknął karcąco i zabrał rękę.
- Wcale nie krzyczałem! – burknął lekko urażony, ale powrócił do wcześniejszej rozmowy. Nie wiarygodne, że z tak małego ciała może wydobywać się tyle decybeli. Uri nie miał podejścia do dzieci, a swojej cierpliwości w obcowaniu z pasami nie przenosił na pociechy Zoji. Powrócił spojrzeniem do klawisza, obserwując jego ruchy ukradkiem. Słuchał połowicznie toczącej się przy stole rozmowy i zjadał podane potrawy. Nałożył sobie dwa duże kawałki kurczaka i sałatkę również z pokrojonym w kostkę mięsem. Jedzenie było pyszne, nie miał się do czego przyczepić.
Nie bardzo wiedział o czym ma właściwie rozmawiać z siedzącym tuż przy nim mężczyzną. Dopiero zdał sobie sprawę jak niewiele o nim wiedział i jak mało ich łączyło. Nigdy nie pytał go o nic osobistego. Zresztą rzadko rozmawiali, przeważnie on albo się z niego wyśmiewał, poniżał albo przekazywali sobie informacje dotyczące pracy. Teraz widział go inaczej, spojrzał na jego siostrę i jej rodzinę. Wyglądali na szczęśliwych i pogodnych ludzi.
Dobre podejście Ivanova do dzieci również było zaskakujące. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak on będzie zachowywał się w ten sposób. Miał wrażenie, że Maks z Delfina i Maks stąd to dwie różne osoby. Pierwszy był chłodny, zdystansowany jak on sam, a od drugiego biło jakieś wewnętrzne ciepło, coś pozytywnego. Z trudem odrywał od niego oczy, z głęboko ukrytą zachłannością poznając nowe reakcje i miny przełożonego. Chciał widzieć i wiedzieć o nim więcej. Siła tego pragnienia uderzyła w niego jak nigdy dotąd. Przestał na chwilę jeść i ponownie utkwił w nim przenikliwe spojrzenie.
- Mieszkacie razem? – zadał pierwsze lepsze pytanie jakie przyszło mu do głowy. Nie walczył z tym pragnieniem. Uznał, to za zbieranie wartościowych informacji. Mimo, że Maks uratował mu życie i jak na razie nie wykazywał wobec niego czy rodziny żadnych niszczycielskich zapędów, on i tak nie darzył go zaufaniem. Spoglądał na niego z podejrzliwością usiłując „zwęszyć” jakiś podstęp. Jego wzrok w pewnym momencie bezwiednie zjechał na usta klawisza. Pocałunek w szpitalu siedział mu w głowie jak zakorzeniony chwast. Denerwowało go z jaką częstotliwością jego mózg wracał do tamtej chwili. Nie całował się z nim po raz pierwszy, ale było to coś zupełnie innego, nie z jego inicjatywy. Bez brutalności, agresji lecz z pasją. Jakby Maks go sprawdzał, prowokował i cóż był nim jakoś bardziej zainteresowany.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sro 30 Sty 2013 - 22:47

Sofya i Maksimilian są bardzo towarzyskimi osobami. Oboje mogli dużo gadać w towarzystwie nowych ludzi i chętni byli na kontakty. Często nawet do siebie dzwonili albo rozmawiali za pomocą komunikatora w necie. Tak i tutaj nie okazali się być cichymi osobami. Szwagier od czasu do czasu także włączał się do rozmowy, choć bardziej sprawiał wrażenie spokojnego człowieka. Dzieciaki polubiły Artura. Tamara mino iż najmłodsza, bardziej była rozmowna. Igor więcej przytakiwał albo się pytał. Ale oboje z chęcią wysłuchiwali paplaniny nowego kolegi.
Maks zajął miejsce obok Uriego, na co po drugiej stronie usiadła Tamara. Adam zajął miejsce na szczycie (w zależności od tego jakiego kształtu był stół). Na przeciw Maksa siedziała Sofya, która miała po swojej jednej stronie Zoję a po drugiej synka. Rozmowy przy stole w dużej mierze opierały się na pracy.
- Nie musisz. O swoich pracowników też trzeba dbać. - Odpowiedział mu z lekkim uśmiechem, lecz bez nuty złośliwości. Potem Uri milczał, więc Maks na razie mu głowy nie zawracał. Odpowiadał na pytania Zoji, albo ewentualnie wtrącał się w rozmowy jej z jego siostrą. A czego mogli się dowiedzieć? To że Sofya pracuje w cukierni. Bardzo dobrze piecze ciasta a nawet wyśmienicie gotuje. Zabawne było jak wspominała o niezdarności brata, ile garnków przypalił czy obiadów. Jak nie naleśniki to mięsa nie upilnował. Była wtedy wściekła, ale teraz wspominają to bardzo dobrze. Adam pracuje w szpitalu. Jako lekarz ogólny i od urazów, a wykształcenie na bank ukończonego doktora. Co więcej, akurat jest to szpital, w którym Uri leżał i z którego niedawno został wypisany. Ironia losu? Któż to wie.
Po chwili przyszła pora na uciszanie Artura. Maks jedynie się zaśmiał pod nosem na to jak Uri zaczął go traktować. Nic dziwnego że dziecko jest takie żywe. A żeby dobrze widzieć Artura i go słyszeć, Tamara siedziała w tym czasie na kolanach Maksa, co utwierdzało jak bardzo lubiła swojego wujka. A jemu nie przeszkadzało w żadnym stopniu o czym rozmawiają dzieci. Nawet sam z chęcią słuchał kilka opowieści chłopaka.
- Niech może dzieciaki pójdą się wspólnie pobawić do innego pokoju. - Zaproponował i Sofya nie miała nic przeciwko, tak samo jak Adam. Dzieciom dobrze zrobi pobawienie się w pokoju choćby Artura i jego siostry. Co na to Zoja i Uri? Na pewno Uri by pewnie się zgodził, co by odpoczął od unoszenia głosu przez młodego.
Bardzo zastanawiające, jak jedna osoba może prowadzi dwa różne tryby życia. W pracy odnosi się z chłodem, zaś poza pracą ciepłem. Teraz Uri mógł się przekonać, dlaczego Maks jest lubiany przez wielu pracowników Delfina. Usłyszawszy pytanie ze strony Agranowicza, przeniósł na niego swoje oczy.
- Nie. Nim Sofya poznała Adama mieszkaliśmy razem w małym mieszkaniu, które sam teraz zajmuję. Na pewno mniejsze od Waszego. Gdy poślubiła Adama, przeprowadziła się do niego. Mimo iż mieszkamy osobno to często ich odwiedzam. A Ty?
Też był ciekaw czy Uri mieszka sobie w takim mieszkaniu i to raczej można nazwać luksusowym. Bo kogo stać na mieszkanie w budynku z windą? U Maksa takiego nie ma. Jako że wraz z siostra mieli początkowe życie, dostali to na co on zarobił. Coś taniego by dało się mieszkać.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sro 30 Sty 2013 - 23:39

Z całej rozmowy wyłapywał szczegóły o Maksie, a resztę mniej dla niego znaczącą ignorował. Odczuł wewnętrzną ulgę gdy Artur pociągnął za sobą siostrę i resztę dzieciaków prowadząc je do swojego pokoju. Zoja promieniała, uśmiechając się jak zwykle i tworząc rażący kontrast między jego beznamiętną miną.
- Rozumiem – mruknął potwierdzając, że go słucha bo czasami trudno było stwierdzić po jego mimice czy faktycznie wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie.
Nie mieszkamy razem – mruknął nic więcej nie dodając, nie lubił mówić o sobie zbytnio i wychodził z założenia, że krótka zwięzła informacja jest lepsza. Nie znaczyło to jednak, że irytował się gdy ktoś dużo mówił, w sumie było mu to na rękę. Im się więcej mówi tym większa szansa, że klapnie się coś niezamierzonego. Gdy dokończyli posiłek Zoja sprawnie powynosiła niektóre dania i zastąpiła je ciastem, przyniosła również jabłecznik od siostry Maksa.
- Wina? Jakiegoś drinka? – zwrócił się do towarzystwa wstając z miejsca. Sam miał ochotę się napić, ale musiał potem wrócić do domu już nie wspominając o przeglądaniu dokumentów z projektem. Widząc jednak jak dobrze wszyscy się dogadywali podejrzewał, że kolacja przeciągnie się na resztę wieczoru. Wyciągnął kieliszki i otworzył wino, na które miała ochotę Zoja. Postanowił napić się lampki, stwierdzając że mu nie zaszkodzi specjalnie. Miał mocną głowę, a leki przeciwbólowe odstawił jakiś czas temu. Spojrzał na Maksa.
- Napijesz się ze mną czy abstynentem jesteś? – zapytał, a w to ostatnie nie wierzył. Uri nie przepadał za imprezowaniem, w zadymionych ciasnych klubach, ale alkoholem raz na jakiś czas nie wzgardził. Jednak zazwyczaj poprzestawał na skromnych ilościach. Nie chciał zachowywać się niedorzecznie lub co gorsza jak własny ojciec. Jako dziecko oglądał latami co wódka potrafi zrobić z człowiekiem.
- Masz może papierosy? – zapytał uświadamiając sobie, że swoje zostawił w domu. Miał przy sobie tylko zapalniczkę, z którą rzadko się rozstawał. Jeśli Maks miał fajki poszli na taras. Uri oparł się o balustradę popijając co jakiś czas wina. Spoglądał na towarzysza lustrując jego sylwetkę. Miał ładnie zbudowane ciało, aż miło było popatrzeć, a jeszcze milej było by go przerżnąć, że też muszą być w domu ciotki.
- Nie wynudziłeś się w Delfinie za bardzo gdy mnie nie było? – posłał mu znaczące spojrzenie, a w oczach mignął mu drapieżny błysk.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 31 Sty 2013 - 0:17

W pewnym stopniu Maks myślał, że i Uri zdradzi coś więcej na temat swojego mieszkania tutaj czy też gdzie indziej. Wyszło jednak na to, że nie bardzo był rozmowny. Dało się do przecież zauważyć.
Dzieciaki polazły się bawić do pokoju Artura, więc dorośli mogli na spokojnie sami posiedzieć i porozmawiać o czym tylko chcieli. Na propozycje Uriego odnośnie picia alkoholu, Adam od razu odmówił, bowiem prowadził samochód. Sofya chętnie by się wina napiła. Maks także nie odmówił.
- Pewnie że napiję. - Odpowiedział w zgodzie, że nie jest abstynentem. Lecz siostra spojrzała na niego uważniej, jakoby uprzedzała, by czasem nie przesadził. Lecz widząc iż także bierze wino, mogła być spokojniejsza. Czasami Maksowi zdarzało się przesadzić ale bardzo rzadko. Od pewnych incydentów, zaczął zachowywać umiar w piciu alkoholu.
- Mam. - Wstał jednak by udać się z Urim na taras. Tam będą mogli sobie pobyć choć chwilę sami. Poczęstował go paczką papierosów, biorąc jednego do ust. Jeżeli Uri był tak uprzejmy, to zapalił go jego zapalniczką, a jeżeli nie to swoją.
- Nie. Taka przerwa też zrobiła dobrze. Bo mogłem przemyśleć kilka spraw związanych z nami. Poza tym, ktoś Ciebie musiał zastępować, więc miałem co robić.
Odpowiedział mijając się z odpowiedzą jaką by chyba chciał usłyszeć Uri. Dostrzegł ten błysk w jego oku, ale na obecną chwilę to zignorował. Upił łyka wina, po czym zaciągnął się papierosem. Będąc u kogoś w gościnie nawet w innym pomieszczeniu, potrafił się zachowywać. Rozpiął marynarkę i poluzował trochę krawat, jakoby od tego wszystkiego zrobiło się mu za ciepło.
- Kiedy planujesz powrót do pracy? - Spytał po chwili, skoro już tak są przy tym temacie.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 31 Sty 2013 - 0:50

Wziął papierosa od Ivanova, podpalił sobie i jemu. Zaciągnął się głęboko zwracając twarz w jego stronę.
- Kilka spraw związanych z nami? Jakich spraw? – zapytał unosząc brew. Nie wiedział o co mogło chodzić mężczyźnie. Potraktował jego pytanie nad wyraz poważnie. Maks poluzował krawat zupełnie jakby nie czuł się na miejscu, aż uśmiechnął się pod nosem delikatnie i wypił resztę wina by to ukryć. Odstawił kieliszek na przeszklony stolik niedaleko nich i wrócił na poprzednie miejsce, ale znacznie bliżej Maksa.
- Możliwe, że w poniedziałek – powiedział, jeśli wszystko ułoży się po jego myśli to najszybszy termin. Powoli wypalał papierosa w milczeniu i rozbierał spojrzeniem przełożonego. Skoro mężczyzna sam pchał mu się w ręce to kimże on był by odmawiać? Gdy dopalił papierosa zgasił resztkę na poręczy i wyrzucił za balustradę. Zabrał Maksowi kieliszek, który podzielił los jego własnego. Pociągnął mężczyznę do kąta tarasu gdzie od spojrzeń rodziny chroniła ich gruba zasłona. Przywarł do jego ust rozszerzając je językiem. Zaczął go całować namiętnie, pomasował jego uda i złapał za tyłek przyciągając do siebie gwałtownie. Przerwał pocałunek gdy usłyszał kroki Zoji, ale bynajmniej nie puścił Ivanova. Przygryzł jego dolną wargę i przesunął po niej językiem, dociskając go do ściany.
- Chyba nie przyszedłeś tutaj tylko na kolację? – ni to zapytał ni to stwierdził, ścisnął jego pośladki i w końcu oderwał od niego jak gdyby nigdy nic.




Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 2 Lut 2013 - 22:13

- Jak mnie traktujesz, jak mam z Tobą postępować. W ogóle to powiedziałem ci w szpitalu. - Mógł się spodziewać takiego pytania ze strony Uriego. Lecz nie do końca wiedział jak odpowiedzieć, zatem pominął szczegóły. Jednak w tym przypadku nawiązał do sytuacji w pracy. Do teraz nie spotykali się po za więzieniem aby porozmawiać o luźnym życiu o sobie i innych sprawach niezwiązanych z pracą.
- Jeżeli będziesz potrzebował jeszcze kilku dni na odpoczynek, to nie ma sprawy. - Nie ukrywał zadowolenia, że już w poniedziałek Uri zawita w pracy, ale nie chciał też by się przemęczał. Choć może posiedzi przy biurku i zapozna z nowymi teczkami więźniów zamiast spacerować na korytarzach. A nie był pewny czy dosłownie rana się mężczyźnie zagoiła. Pił powoli wino i spalał papierosa. Dostrzegł że Uri już wypił a mu się nie spieszyło zbytnio. Choć samo tak wyszło że się kieliszek opróżnił. Papieros także wypalił. Niedopałek potraktował tak jak Uri, bowiem w pobliżu popielniczki nie dostrzegał. Kieliszek mu zabrano. Obserwował przy tym ruchy kolegi i nie spodziewał się tego co teraz zrobi. Zaciągnięty do kąta zdziwił się jego czynami.
- Co Ty... - Nie dokończył, bowiem Uri wpił się w jego usta niespodziewanie. Początkowo nie wiedział co miał zrobić ale później odwzajemnił. Próbował go nawet odsunąć od siebie kładąc ręce na jego ramionach. Zmrużył powieki czując dotyk na udzie a później na tyłku. Normalnie w tym momencie go zmieszał i zestresował. A co jeśli dzieci tu wpadną? Takiej sceny widzieć nie powinny.
Pocałunek został przerwany poprzez kroki usłyszane przez obu mężczyzn. Próbował się odepchnąć od ściany, ale Uri tylko go bardziej przycisnął. Spojrzał mu więc w oczy.
- Twoja ciotka mnie zaprosiła. Nie będę ukrywał, że chciałem się z Tobą zobaczyć. Poznać Cię od innej strony.
Puszczony poprawił marynarkę.
- I nie rób tego więcej w takich sytuacjach. - Dodał, niemal z prośbą w głosie ale i niezręcznością. Przeczesał swoje włosy i zerknął w stronę wejścia na taras. Nie to żeby krył się przed innymi swoją orientacją, ale bardziej przejmował reakcją dzieci.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 4 Lut 2013 - 15:14

„Poznać Cię od innej strony.” Średnio spodobały mu się te słowa. Nie miał nic przeciwko by odkrywać kolejne „sekrety” przełożonego, ale nie było mu na rękę, gdy odnosiło się to również do niego. Nie chodziło tutaj nawet o to, że nie darzył go zaufaniem. Nie chciał zbytnio się do niego zbliżyć, chronił się przed przywiązywaniem do kogokolwiek. Z doświadczenia wiedział jak bardzo później okazywało się to niebezpieczne i bolesne. Prawda była taka, że mimowolnie już to robił. Wbrew rozsądkowi, wbrew zasadom, wszystkiemu. Zawsze lubił spacer po linie. Spojrzał na mężczyznę. Czy ten upadek przeżyje? Po cholerę w ogóle ryzykuje? Nie umiał odpowiedzieć na te pytania, wolał je od siebie odsunąć i zdusić paranoiczne odruchy.
- W jakich sytuacjach? – zapytał uśmiechając się złośliwie do kolegi. Lekkie zakłopotanie na jego twarzy go rozbawiło. On specjalnie nie przejmował się tym, że ktoś może ich zobaczyć. Nigdy nie czuł się w obowiązku informować o swojej orientacji seksualnej rodziny, więc podejrzewał, że mógłby być to dla nich duży szok. Nie pokazywał się w towarzystwie kobiet, mężczyzn również. Być może podejrzewali, że jest aseksualny.

Z salonu dobiegały ich urywki głośnej rozmowy dorosłych i krzyki rozbawionych dzieci. Nie mogąc się powstrzymać klepnął go w tyłek z zadziornym błyskiem w oku. Zakłopotany Maks był dla niego nowością i już wiedział, że polubi wpędzać go w ten stan. Taka mina na jego twarzy była czarująca, nie mógł oderwać od niego spojrzenia. Chłoną zachłannie każdą zmianę z niezdrową ciekawością, przez która kiedyś może bardzo źle skończyć.
- Przeszkadza Ci to? Czy boisz się że Sofya dostanie zawału gdy dowie się że braciszek woli płeć brzydką? – zapytał trzymając rękę na jego udzie i przybliżając się do niego bliżej niż Maksowi mogło by się to podobać. Nagle usłyszał trzask, odwrócił się gwałtownie i zobaczył Zoję z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
- Przepraszam… - bąknęła nieco zakłopotana, zszokowana i zmieszana jednocześnie. Spojrzała na rozbity talerz z ciastem, a potem na swojego siostrzeńca, zaczerwieniła się i weszła do mieszkania kierując się do kuchni. Po drodze uśmiechnęła się do gości by ich uspokoić, że nic takiego się nie stało. Była świetną aktorką i bez trudu przyzywała na miny, odpowiednie do danej sytuacji mimo wewnętrznych odczuć. Oparła się na blacie zamyślając. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Kochała siostrzeńca i chciała dla niego jak najlepiej, ale tak z mężczyzną? Nadal miała nadzieję, że przyjmie nazwisko Aristow i przekaże je, powiększając rodzinę. Jednak Uri nigdy nawet nie chciał o tym rozmawiać. Nie rozumiała, dlaczego tak bardzo się upiera przy swoim skoro nie miał nawet dobrych wspomnień po tym nędznym nieudaczniku – jak określała ojca Agranowicza. Wygląda na to, że jej plany odnośnie Uriego jak zwykle się nie powiodą.

Uri odsunął się od Maksa i z nieodgadnionym wyrazem twarzy poszedł za ciotką. Oparł się o futrynę w kuchni.
- Tylko nie rób scen – powiedział bez emocji, a kobieta utkwiła w nim przeszywające spojrzenie.
- Mogłeś, chociaż powiedzieć – rzuciła zgryźliwie i zaatakowała nożem ciasto krojąc nowe kawałki – zamierzałeś kiedykolwiek? – spojrzała na niego z oskarżeniem wypisanym w oczach.
- To moje życie nie masz prawa się do niego wtrącać – stwierdził zimnym tonem. Zoja z trudem zdusiła w sobie ukłucie bólu. Wiedziała, że Uri nigdy nie czuł się do końca częścią rodziny. Bolała nad tym, ale nie mogła zmienić ponurej przeszłości. Nałożyła wypieków na nowy talerz przez dłuższą chwilę milcząc, potem wcisnęła go w ręce siostrzeńca. Nie chciała go stracić, z trudem odbudowała zerwane niegdyś kontakty. Nawet, jeśli wszystko było dla niej zaskoczeniem, nie pozostawało jej nic jak tylko to zaakceptować.
- Poczęstuj przyjaciela i dbaj o niego to prawdziwy skarb – powiedziała głośniej. Posłała mu uśmiech, ignorując jego mordercze spojrzenie, porwała zmiotkę i szufelkę by sprzątnąć bałagan z tarasu.
Uri przewrócił oczami i odstawił naczynie. Nie lubił słodyczy i nie miał ochoty robić za kelnera. Odetchnął w duchu z ulgą. Myślał, że kobieta będzie robiła więcej problemów i gorzej to zniesie. Oboje wywodzili się z rodziny o raczej tradycjonalistycznych poglądach i nie do przyjęcia były jakiekolwiek przejawy homoseksualizmu. Mężczyzna miał być twardy, poważny, zapewnić byt rodzinie, ożenić się i mieć gromadkę dzieci. Kobieta miała zajmować się domem, dziećmi i wspierać męża. Najwidoczniej Zoja również nie podzielała tych poglądów. Musiała się wiele napracować by objąć stanowisko szefa firmy, jednak i tak było to dopiero możliwe po śmierci jej ojca.
- Skarb…też coś…- mruknął do siebie.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 4 Lut 2013 - 19:03

Czego Uri się obawiał? To że Maks pozna choćby jego przeszłość? Czy może tego czym on się zajmuje, co kolekcjonuje, gdzie mieszka i takie tam? To przecież nic złego. Sam dobrze wiedział jak wielkie jest ryzyko pracować w więzieniu czy policji, kiedy nie wiadomo co nieprzyjaciel w takim przypadku może zrobić. Rozumiał ten jego dystans, ale raz na jakiś czas wypada się otworzyć do ludzi.
Ten jego uśmiech w tym przypadku go nie bawił. Jakby Uri robił to złośliwie. Widocznie nie brał tego "powiązania" tak poważnie jak by należało. Oczywiście rodzina mogła tutaj być zszokowana, gdyby zastała obu panów się całujących razem. Szczególnie rodzice Maksa by tego nie zaakceptowali. Choć sam nie wiedział jaka byłaby ich reakcja. Nawet nie poznał ich dalszych rodzin. Ojciec nic nawet o swoim bracie nie mówił.
Klepnięty w tyłek, odgonił zaraz rękę Uriego, spoglądając na niego uważnie i ostrzegawczo by go nie prowokował.
- Sofya wie. Tu chodzi o dzieciaki. Uri... - Chciał dodać, żeby ten przestał bo czuł jak się do niego zbliżał niebezpiecznie blisko trzymając za udo i przybliżając bardziej do siebie. Ten trzask rozbitych naczyń, lekko wystraszył Maksa. Oboje jakby automatycznie spojrzeli w kierunku kobiety. Ivanov westchnął odwracając głowę jakby czując się dziwnie. Bo i tak nie wiedziałby co powiedzieć. Kobieta wyszła a za nią Uri.
Sofya rozmawiała w tym czasie z Adamem czekając na powrót gospodarzy i brata. Dzieciaki hałasowały i bawiły się na swój sposób. Ucichło nagle, kiedy wszyscy usłyszeli stłuczenie naczyń. Kobieta aż wstała i chciała udać się zobaczyć co stało i ewentualnie pomóc, ale Maks wychodząc z tarasu ją zatrzymał.
- Nie idź tam.
- Co tam się stało? -Spytała brata i nie sprzeciwiała się a powróciła z nim do stołu.
- Nic. - Odparł, choć po minie jego było widać, że kłamie.
- Mnie nie oszukasz. - Rzuciła i czekała na wyjaśnienia. Zatem Maks powiedział jej na ucho. A ona jedynie poszerzyła swoje oczy. Spojrzała na brata i pokręciła głową. Ale na pocieszenie pogładziła po ramieniu dodając.
- Będzie dobrze.
Usiedli więc na swoich miejscach, a Adam sprawdzał godzinę, żeby za późno nie wracali do domu. A jeszcze muszą Maksa odwieźć. Tamara po chwili podbiegła zadowolona do wujka z obrazkiem w ręku.
- Wujek pać! - Jako najmłodsza miała jeszcze problem z poprawnym mówieniem. Pokazała Maksowi obrazek jaki narysowała. Albo dostała kredki i kartki albo sama skądś je wytrzasnęła. Posadził ją sobie na kolanach i podziwiał dziecięce dzieło.
- Będziemy się niedługo zbierać. Jedziesz z nami? - Spytał Maksa Adam.
- Tak. - Bez zastanowienia odpowiedział zgodnie. Choć mógł nawet wezwać taksówkę albo też poczekać na autobus. Nadużywać gościnności nie chciał. Co prawda mógłby zostać tu jeszcze ze względu na Uriego, bo chyba z tego względu był tu zaproszony, ale przecież zobaczą się w pracy.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Wto 5 Lut 2013 - 20:54

Wrócił do salonu i usiadł na swoim miejscu obok Maksa. Przyłapał jego siostrę na uważnym przyglądaniu mu się. Odwzajemnił spojrzenie nie bardzo wiedząc, o co chodzi kobiecie. Wszyscy ponownie zebrali się rozmawiając. Dzieciaki dokazywały w najlepsze się bawiąc. Zoja z większa uwagą spoglądała, na Maksa i Uriego, który starał się zdusić w sobie cień irytacji. Usłyszał ostatnie pytanie Adama, ale nic nie powiedział. Chętnie by zaproponował odwiezienie kolegi by go trochę jeszcze pomęczyć, ale obowiązki wobec firmy czekały. Zresztą bok był jeszcze wrażliwy i uderzenie tam mogłoby zaboleć bardziej niż powinno. Po jakimś czasie rodzina zaczęła się zbierać, więc odprowadził ich do drzwi będąc raczej milczącym towarzystwem. Ciotka za to już ich zapraszała na kolejne odwiedziny, najwidoczniej polubiła Sofyję i jej męża.
- Do poniedziałku – pożegnał przełożonego podając mu rękę oraz przeszywając spojrzeniem. Uśmiechnął się pod nosem nieco drapieżnie i odsunął robiąc miejsce Arturowi, który domagał się uwagi mężczyzny.
Zachowanie Maksymiliana tak bardzo odbiegało od zwyczajowego, że czuł się jak by właśnie obudził się z bardzo dziwnego snu. Zastanawiał się czy gdy będą sami Ivanov znowu założy swoją maskę czy też będzie taki jak dzisiaj. Spodobała mu się ta druga strona jego oblicza i chciał ją zobaczyć ponownie. Nawet, jeśli będzie musiał skruszyć jego mury siłą.
Po ich wyjściu obrócił się do ciotki.
- Przejdźmy do interesów. Jeśli mam nanieść poprawki do piątku to muszę go dostać dzisiaj – powiedział przechodząc do chłodniejszego i bardziej oficjalnego tonu. Kobieta westchnęła pod nosem i skierował się do gabinetu.
- Ładna z was para – powiedziała zaczepnie by trochę podrażnić siostrzeńca za to, że nic jej nie powiedział..
- Nie jesteśmy…parą – wypluł ostatnie słowo jak by było czymś obrzydliwym. Zamknął za sobą drzwi i zajął fotel naprzeciwko jej biurka. Zerknęła na niego, a w jej oczach zamigotało zaciekawienie. Pochylił się do niego opierając wydatnym biustem o blat.
- Jeszcze nie? Ludzie nie wskakują nawet dla przyjaciół do walącego się budynku. Z pewnością to coś więcej – powiedziała i z trudem opanowała fale rozbawienia na widok miny Agnowicza. Szybko się zreflektowała i sięgnęła po dokumenty podając mu je. Czekało ich jeszcze dużo pracy, a jej przyjdzie się zmierzyć z paskudnym charakterem Uriego.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Wto 5 Lut 2013 - 22:58

Tak, Sofya zaczęła się przyglądać Uriemu jakby z uwagą, czy czasem znów czegoś nie odwali przy Maksie, a jako iż siedzieli obok siebie, wszystko było możliwe. Maks z kolei zdawał się tym nie przejmował i zachowywał jakby to, co stało na tarasie, nie miało miejsca. Nadal rozmawiał, odpowiadał na pytania, zadawał swoje i śmiał się rozbawiając towarzystwo. W końcu cała gościnność dobiegła końca. Jeżeli Uri by oferował odwiezienie, Maks by odmówił dla dobra jego zdrowia. Wolał, aby ten już teraz nie kombinował. Jak Uri rzekł, do poniedziałku. Maks to potwierdził przy uściskaniu mu dłoni na pożegnanie z uśmiechem na twarzy. Dodatkowo poczochrał jeszcze Artura który podbiegł. I tak o to, opuścili mieszkanie Pani Aristow.
Szwagier odwiózł Maksa prosto pod kamienicę, w której mieszkał. W samochodzie się pożegnał z siostrą, dzieciakami i Adamem po czym wysiadł i odczekał aż odjadą. Wtedy zaś wszedł do budynku zmierzając na drugie piętro, gdzie miał swoje mieszkanie. Wyjął z kieszeni klucze, przekręcił zamek i wszedł do środka. Wyjął klucz i zamknął drzwi za sobą dokładnie na łańcuch i zamek. Zapalił światło i rozebrał z kurtki i butów. Znów sam. Jednak miło sobie teraz wspominał cały wieczór spędzony w towarzystwie Uriego. Zdjął krawat, marynarkę i schował do szafy. Wyjął broń i położył ją na komodzie. Nalał sobie z barku alkoholu i stojąc przy oknie, spoglądał na oświetlone nocą miasto, rozważając pewne sprawy. Czy w ogóle dobrze robi. Czy to co czuje do Uriego jest prawdziwe. Nigdy by nie przypuszczał, że te jego sadystyczne momentami zapędy go tak zbliżą. Co go w nim tak przyciągało? Postawa. Opanowanie. Zdecydowanie i pewność siebie. Może było coś jeszcze?
Posiedział w salonie jeszcze z godzinę, po czym ogarnął się do snu. Może na noc nie powinien pić, ale trudno. Jedna mała szklaneczka nie zaszkodzi...

***

Poniedziałek (5 lipca)


Jak każdy dzień w pracy z rana, pracownicy zjeżdżają się na odpowiednią godzinę, kiedy to kończący pracę w nocy wracają do swoich domu w celu odpoczęcia. Tak i Maks zajechał na parking parkując swój samochód. Nie dostrzegł jeszcze pojazdu Uriego, choć zakładał że ten może przyjedzie później. A może i nie? Również miał zacząć pracę od rana, choć nie wiadomo czy z jego raną jest już wszystko dobrze. By nie tracić czasu, ruszył do budynku, odpowiedniego bloku w którym pracował. Powitał wszystkich których mijał z uśmiechem dobrego kolegi. Otworzył biuro i wszedł zamykając drzwi za sobą. Przebrał się w mundur, nastawił wodę na kawę i wtedy zawitał do niego jeden z nadzorców w sprawie dwóch więźniów skazanych na śmierć by jakieś sprawy omówić. Między innymi prosząc o zastępstwo bo przy jednym być obecny nie będzie mógł, z powodu spraw osobistych. Tak sobie stali przy biurku Ivanova rozmawiając to o pracy to o bzdetach. Maks z uwagą go słuchał niczym normalny człowiek, nie to co na zabawie kilka dni u Uriego czy z kumplami w klubie ostatniej soboty. Jednak uprzejmością od niego biło podczas rozmowy.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 11 Lut 2013 - 1:00

Przekręcił się na drugi bok i otworzył oczy, powiódł po pokoju nieprzytomnym wzrokiem zatrzymując go na budziku. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że wskazówki się nie poruszają. Zmarszczył brwi i sięgnął po komórkę sprawdzając godzinę. Wytrzeszczył oczy. Powinien już dawno być w drodze do wiezienia, a on w najlepsze nadal wylegiwał się w łóżku. Przeklął pod nosem zrywając się. Trochę się zatoczył i wpadł do łazienki by się ogarnąć. Wziął szybki prysznic, umył zęby i krytycznie spojrzał na swój jednodniowy zarost. Nie miał jednak czasu by sobie tym zaprzątać głowę. Wrócił do pokoju ubierając się w czarne spodnie i białą koszulę oraz przypinając kabury sprawnie. Po raz pierwszy spóźni się do pracy, nigdy wcześniej mu się to nie zdarzało. Poważnie traktował swoje obowiązki i był punktualny. Akurat dzisiaj durny budzik musiał się zepsuć – pomyślał gniewnie. Zeszedł na dół szybkim krokiem, wparował do kuchni i zrobił sobie dwie kanapki. Sprawdził czy ma wszystkie rzeczy, złapał w biegu kluczyki do samochodu i wyszedł z domu. Psy zaczęły wesoło machać ogonami w nadziei na jakąś wspólną zabawę, odgonił je od siebie. Udał się po pomieszczeń gospodarczych i zabrał worek z jedzeniem nasypując zwierzakom do misek. Odniósł worek i wsiadł do samochodu. Opuścił dom wciskając pedał gazu, na zakrętach zarzucało autem, ale nie zwalniał. Spóźnienie było dodatkowym pretekstem by poszaleć na drogach. Lubił szybko jeździć i był do tego tak przyzwyczajony. Nie wyobrażał sobie wlec się jak ci, których mijał. Dojechał na miejsce i zaparkował na wolnym miejscu. Wszedł z samochodu zauważając, że przełożony już jest. Przeszedł parking energicznym krokiem i skierował się do budynku. Po drodze raz po raz skinął głową współpracownikom, ale nie uraczył ich odpowiedzią czy chociażby uśmiechem. Po co miałby się wysilać na gesty niedające mu korzyści?
Wszedł do biura i mruknął jakieś przywitanie do mężczyzn. Zaczął się przygotowywać do służby, ale obserwował ich ukradkiem. Maks był taki jak zawsze w pracy. Dopiero, gdy dostrzegł inną stronę tego człowieka mógł stwierdzić jak bardzo się różni teraz. Przebrał się i podszedł do rozpiski z dyżurami. Zmarszczył brwi czytając, Maks wykreślił mu dyżury z tego tygodnia. Przydzielił tylko parę na spacerniaku. Spojrzał na przełożonego.
- Pan wybaczy, ale chciałbym na osobności zamienić słowo z Ivanovem, więc jeśli to nic ważnego sugerowałbym przełożenie rozmowy na później – powiedział do pracownika, który nieco się stropił jego nagłym odezwaniem. Znany był z raczej milczącej obecności. Klawisz pożegnał się z Maksem i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Gdy byli sami zwrócił się do niego.
- Dlaczego zmieniono mój plan? – zapytał nieco niezadowolony, ale nie dał tego po sobie poznać. W końcu nie przyszedł tutaj na popijanie herbatki, ale ten stos papierów na jego biurku mógł o czymś świadczyć. Czyżby Ivanov chciał go uziemić w biurze na tydzień?
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 11 Lut 2013 - 12:40

Obecność Agranowicza w pracy niektórych zaskoczyła a inni przyjęli to z normą. Część osób była powiadomiona o jego powrocie przez Maksimiliana, bowiem przyjdzie im w tygodniu z nim pracować na patrolach, jeżeli nie w czymś innym. Grafik Ivanov pozmieniał tak, by Uri w pierwszym tygodniu nie miał za ciężko a i zdążył ogarną sprawy podczas swojej nieobecności. Maks zdawał sobie sprawę z tego, że mu się to nie spodoba, ale niestety będzie zmuszony tym razem go posłuchać.
Na wejście Uriego do pomieszczenia, obaj panowie przerwali na krótko rozmowę zauważając kto pojawił się w pomieszczeniu. Żadnego dzień dobry. Ach ta Agranowicza kultura. Wrócili więc do przerwanej rozmowy, która obecnie nie opierała się na pracy a luźnie o życiu. Wtem Uri przerwał im chcąc porozmawiać z Ivanovem. Nadzorca wygoniony opuścił biuro żegnając się z Maksem. Gdy zostali sami, Maks go wysłuchał.
- Dlatego że przez tydzień będziesz nadrabiał zaległości. Na biurku zostawiłem Ci kilka akt nowo przywiezionych więźniów byś się z nimi zapoznał. Koledzy wiedzą że miałeś wypadek, także nikt Cię męczyć nie będzie przez ten tydzień ani wyciągał by uspokajać narwańców.
Wytłumaczył mu ze spokojem odkładając teczkę skazańca na biurko swoje, którą będzie musiał zaraz przejrzeć, by wiedzieć kogo przyjdzie mu obserwować śmierć na krześle. Nim do tego się zabierze, czekał na reakcję i ewentualnie pytania ze strony Uriego.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 11 Lut 2013 - 17:58

- Mówiłeś, że radzisz sobie z papierami – powiedział oschle jeszcze raz zerkając na stos, który przechylał się na jedną stronę niebezpiecznie. Zajmowanie się tymi papierzyskami zajmie mu parę dni. Kolejna część wypowiedzi przełożonego tylko pogłębiła jego niezadowolenie. Uniósł na niego wzrok.
- Jak to wiedzą? To moja prywatna sprawa, a Ty wygadałeś to połowie więzienia?! Nie mogłeś zachować tego dla siebie? – powiedział w pewnym momencie unosząc głos bardziej, nic nie mógł poradzić że ten mężczyzna wzbudzał w nim emocje w przeciwieństwie do reszty ludzi, których miał w głębokim poważaniu. Teraz większość będzie trąbiła o tym i traktowała go jak nieprzydatnego łamagę – cudnie. Był poirytowany. Zwykła plotka wystarczyła żeby jak piorun rozprzestrzenić się wśród więźniów dać im nadzieje na luzy podczas jego dyżuru. Z tym ostatnim jakoś sobie poradzi gorzej, że miał spędzić tydzień na nic nie robieniu, nie po to tak się wysilał trenując by teraz siedzieć bezczynnie. Maks najwidoczniej świetnie się bawił próbując go uziemić na bity tydzień. Zbliżył się do niego zupełnie olewając jego przestań osobistą, co robił dość często.
- Od kiedy w ogóle grzebiesz w moim grafiku? Nikt Cię o to nie prosił, sam ustalam czy mogę się czymś zająć – powiedział patrząc na niego chłodnym spojrzeniem.



Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 11 Lut 2013 - 19:27

Stosu papieru na biurku Uriego nie było. Chyba że dla niego te kilka teczek na to wygląda. Było ich chyba z pięć. Nic wielkiego jak tylko przeczytać, by zapoznać z treścią historii zabójstw więźniów oraz rozpraw sądowych.
- Bo poradziłem. Ja te teczki już przejrzałem. Zostawiłem je Tobie byś także się z nimi zapoznał. - Odpowiedział ze spokojem, lecz przy kolejnych Uri się uniósł głosem. Maks westchnął i wyjął z szuflady swojego biurka gazetę otwartą na stronie z artykułem odnośnie ataku terrorystycznego w muzeum, gdzie to jego osoba była na zdjęciu. W treści wspomniało iż człowiek uratował rannego przebywającego we wnętrzu budynku.
- Miałem skłamać, że poszedłem ratować chomika? Większość czyta gazety. Pytali mnie to odpowiadałem. Nie widziałem powodu by milczeć w tej sprawie.
Co z tą gazetą Uri zrobi, jego sprawa. Maks dał mu do przejrzenia o ile sam nie czytał gazet, kiedy leżał w szpitalu. Już dnia następnego od ataku na muzeum napisano artykuł, wplatając wyczyn Maksimiliana. Wywiadu nie udział. Jedynie jest tam mała wzmianka z jego czynu. Nawet nazwiska się nie przewijają. Nadal zachowywał spokój w rozmowie z Urim, pomimo iż ten się unosił.
- Robię to odkąd jestem szefem tego bloku i pokoju. A teraz wracaj do pracy.
Czyżby Maksimilian powrócił do przejęcia dowodzenia w tym pomieszczeniu? Na to mogło to wszystko wskazywać. Zabrał jakąś teczkę i wyminął Uriego, o ile ten mu na to pozwolił. Lecz przy tym dorzucił od siebie.
- Przyjaciele dbają o siebie. Doceń, to co robię dla Ciebie.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 18 Lut 2013 - 19:18

Pięć teczek wypchanych dokumentacją po brzegi. Więźniowie musieli być stałymi bywalcami komisariatów dopóki nie trafili tutaj. Cała historia ich życia przestępczego w przyjemnej dla oka grubości encyklopedii.
Spojrzał na przełożonego, a potem na gazetę, którą wyszarpnął mu z ręki i szybko przejrzał. Ostatnio był zajęty głównie sprawami firmy, a jedyne strony jakie przeglądał w intrenecie dotyczyły giełdy oraz przewidywań na najbliższe tygodnie odnośnie spadków spółek. Jego irytacje zmniejszył fakt, że jego samego na żadnych zdjęciach nie było. Dobrze polegać w takich sytuacjach na Zoji, która prawdopodobnie się wszystkim zajęła i zapobiegła ujawnienia jego danych osobowych, Maksa również z tego co zauważył.
Kiedy mężczyzna usiłował go wyminąć złapał za jego koszulę i szarpnął nim brutalnie.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo i nie jesteśmy przyjaciółmi – powiedział spokojnym zimnym tonem. Nie podobało mu się że Maks próbował nim rządzić i ani mu się śniło wypełniać jego „rozkazy”.
- Przywróć moje dyżury, nie obchodzi mnie że będziesz musiał wszystko odkręcać masz to zrobić – powiedział popychając go mocno w tył.
- Jutro chcę widzieć mój grafik w niezmienionym stanie czy to jest dla Ciebie jasne Ivanov? – zapytał ozięble. Najwidoczniej nie można było przy Maksie rozluźnić się nawet na chwilę bo już mu próbował wejść na głowę. Niedoczekanie. Podszedł do stolika z czajnikiem i zalał sobie kawy oraz zerknął na dokumenty, jak się przyłoży to może uda mu się to zrobić w szybszym czasie. Nie miał zamiaru kisić się w biurze przez bite parę dni.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pon 18 Lut 2013 - 21:58

Nic dziwnego, że Uri nie wiedział o głośniejszych wydarzeniach danego dnia dla danego miasta, skupiając się tylko na biznesowych sprawach. To obecnie dało powód Maksowi że albo ten nie czytał i nie interesował się polityką, albo rodzina postarała się chować przed nim wszelkie gazety, by zamiast się nakręcać - odpoczywał należycie. Niech się cieszy, że wszelkie dane o nich nie zostały ujawnione. Lecz koledzy z pracy o tym wiedzieli. Na prośbę Maksa nie roznosili tego dalej, bo znając postawę Uriego, nie chcieliby oberwać od jego osoby, a każdy dostrzegł jak bardzo on ceni sobie prywatność, będąc niedostępnym.
złapany za koszulę i szarpnięty wywrócił oczami spoglądając na Uriego nieprzejęty jego mową. Już się przyzwyczaił do jego wybuchowego zachowania w takich i innych sytuacjach. Więc jedynie patrzył mu w oczy wysłuchując tego czego żądał. Pchnięty zrobił parę kroków do tyłu, po czym poprawił swoja koszulę. No no, widać że Uri jest już w bardzo dobrej formie, skoro aż tyle siły w sobie zerwał na ten dzień. Uśmiechnął się kącikiem ust i podszedł do niego, kiedy skończył zalewać kawę. Ujął jego podbródek i pocałował go w usta namiętnie, drugą ręką wyjmując broń i przykładając mu do krocza. Ten czyn miał go powstrzymać przed podniesieniem ręki na przełożonego.
- "Przyjaźń jest podstawą każdej miłości". Grafiku nie zmienię. Albo się do niego dostosujesz, albo wracasz na tydzień do domu. Chcę dla Ciebie dobrze. - Rzekł mu ze spokojem, puszczając jego twarz i odsuwając w stronę drzwi. Pomachał mu bronią, która była zabezpieczona i wyszedł z gabinetu, skierowawszy się w stronę gabinetu sekretarzy.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pią 22 Lut 2013 - 1:19

Odwzajemnił pocałunek unosząc tylko brew na broń przytkniętą do swojego krocza. Był do niego odwrócony tyłem i to był jego pierwszy błąd, nie widział czy Maks ją odbezpieczył. Zły na siebie wysłuchał go i przewrócił ostentacyjnie oczami. Posłał mu mordercze spojrzenie zaciskając usta. Maks potrafił go czasami doprowadzać do szewskiej pasji. Trzaśnięcie drzwiami i energiczne kroki powoli cichły na korytarzu. Spojrzał na drzwi ze złością i niedowierzaniem.
- Cholerny imbecyl… - mruknął pod nosem, siadając na krześle przy biurku. Miał ochotę wziąć te dokumenty i trzasnąć nimi przełożonego w łeb. Oparł się wygodnie, a jego umysł ponownie przetwarzał ich wymianę zdań, a szczególnie ostatnie słowa Maksa. "Przyjaźń jest podstawą każdej miłości”. Co za bzdury – pomyślał poirytowany. Jeszcze nadepnie Ivanovi na odcisk za potraktowanie go jak dziecko z przedszkola aż się uśmiechnął na tą myśl. Teraz najwidoczniej nie pozostawało mu nic innego jak zając się tymi papierami. Był ciekawy ile kolega wytrzyma w jego towarzystwie przez cały ten czas, ponieważ nie brał nawet pod uwagę spędzenia kolejnego tygodnia w domu. Otworzył pierwszą teczkę i skupił się na pracy, która bardzo szybko pozbyła się z niego irytacji. Wszelkie myśli o Maksie zepchnął w odmęty świadomości. Działo. Pytanie tylko na jak długo?


/Koniec/
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   

Powrót do góry Go down
 
15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój Czterech Pór Roku
» Jak to jest stracić pamięć? ~Roko Scarlet
» A jaki jest Twój Patronus?
» Dziedziniec
» Wieża Wiatrów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Historie-
Skocz do: