<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 16:42

Uri ze zrezygnowaniem i cieniem irytacji spoglądał na kolejną wystawę archeologiczną. Nie widział nic interesującego w jakiś skamielinach czy wielkich szkieletach prehistorycznych stworzeń. Artur jednak był nimi absolutnie zachwycony. Biegał wokół wystawy robiąc zdjęcia i co chwilę głośno wyrażał swoje opinie próbując wymusić na nim jakieś reakcje. Entuzjazmu siedmiolatka nie była wstanie pohamować jego beznamiętna mina, ani suche odpowiedzi. Pluł sobie w brodę po raz piąty, że zgodził się zająć dzieckiem. Nie był to do końca jego wybór. Ciotka dosłownie zamęczała go telefonami pełnymi wyrzutów, próśb i nawet gróźb. Zgodził się żeby mieć święty spokój. Nie trudno było zauważyć, że chłopiec wodził za nim pełnym podziwu spojrzeniem z jakimś rodzajem zachwytu. Po śmierci schorowanego ojca Artur w nim upatrzył sobie wzór do naśladowania. Czasami przyłapywał go na nieudolnych próbach kopiowania jego wyprostowanej postawy i żołnierskiego kroku. Widok był tak komiczny, że aż trudno było się nie uśmiechnąć. Chłopczyk odziedziczył urodę po swojej matce. Delikatne rysy twarzy, jasną cerę i krótko ścięte blond włosy. Jedyną cechą wyglądu mogącą zaświadczać o ich pokrewieństwie był kolor oczu. Jasno brązowe tęczówki otoczone ciemniejszymi obwódkami. Uri miał oczy po swojej matce Dianie, a Artur po Zoji – jej młodszej siostrze. Ktoś mógłby pomyśleć, że to jego syn, a nie kuzyn w pierwszej linii. Z zamyślenia wyrwała go mała dłoń szarpiąca za spodnie. Spojrzał w dół na uśmiechniętego radośnie blondyna.
- Wujku! Tam jest Tyranozaur! Chodźmy go zobaczyć – powiedział błagalnym tonem i wyciągnął rękę chcąc by mężczyzna dał mu swoją. Dużo młodszy kuzyn uparł się by nazywać go wujkiem i tak już zostało. Agranowicz zerknął na zegarek nie miał tyle czasu by zwiedzić z chłopcem całe muzeum. Zresztą widzieli ponad połowę, a on nie specjalnie miał ochotę, delikatnie mówiąc na kolejne atrakcje.
- Ostatnia wystawa i jedziemy do domu – poinformował chłodno i pochylił się łapiąc go za rękę. Artur miał niebywałą zdolność do znikania mu z oczu gdy tylko na chwilę się rozproszył. Był jak żywe srebro, wszędzie było go pełno, dużo mówił i zasypywał go pytaniami oczekując odpowiedzi. Uri zastanawiał się czy chłopiec ma ADHD czy po prostu wszystkie dzieci w jego wieku biegają w te i z powrotem jakbym miały robaki w tyłku. Dziękował w duchu, że nie musiał zabierać również Tani, która ilekroć go widziała wybuchała histerycznym płaczem albo chowała się za matką. Rodzeństwo pod względem charakteru diametralnie się od siebie różniło, za co był wdzięczny bo miał jednego kłopotu mniej. Chociaż Artur broił za dwóch.
Weszli do kolejnej sali, a Uri rozejrzał się dostrzegając toaletę czyli miejsce gdzie teraz musiał się udać. Dzieciak już mu się wyrwał biegnąc do szkieletu dinozaura, zdusił w sobie westchnienie irytacji. Poszedł za nim złapał za materiał zielonej bluzki na krótki rękaw i zatrzymał.
- Idę skorzystać z łazienki nie wolno ci się stąd ruszać jasne? Masz tutaj na mnie czekać – powiedział surowym tonem, podniósł dzieciaka i posadził go na niskiej ławeczce.
- A pójdziemy jeszcze tam? – zapytał chłopiec wskazując palcem na korytarz i część, której jeszcze nie zwiedzili.
- Nie, zaraz wracamy do domu. Mama będzie się o ciebie martwiła – powiedział koloryzując rzeczywistość. Zoja pewnie siedziała jeszcze w biurze załatwiając sprawy firmy. Miał dość bycia niańką na resztę życia.
- Zostań tu – nakazał jeszcze raz i ruszył w stronę toalety. Siedmiolatek odprowadził go spojrzeniem, potem zrobił parę zdjęć i pokręcił się na ławce. Dalsza część korytarza przyciągała jego zaciekawiony wzrok jak magnez, chciał zobaczyć co było dalej. Wiedział, że nie przyjdzie tutaj ponownie za szybko. Jego matka była prezesem firmy i nie miała czasu się nim zajmować. Ojciec zmarł rok temu, a on nie lubił bawić się z opiekunkami, wolał spędzać czas z wujem. Był według niego trochę ponury, ale i tak lepiej się z nim czuł niż z kobietami o sztucznych uśmiechach. Przygryzł usta, wiercąc się niemożliwie, zerknął jeszcze raz na drzwi łazienki. Wuj z pewnością będzie wściekły jak gdzieś pójdzie, ale przecież tylko na chwilkę. Zerwał się z ławki i popędził korytarzem. Jakiś ochroniarz zwrócił mu uwagę by zwolnił, ale miał go gdzieś. Zaglądał co jakiś czas do pomieszczeń aż jedno z nich przyciągnęło jego uwagę. W muzeum było bardzo dużo ludzi. Nic dziwnego skoro otworzono nowe wystawy, a premiera była właśnie dziś. Ciekawsko oglądał eksponaty niemalże przyklejając się do szyb, które je chroniły. Nagle potężna fala wybuchu odrzuciła go na podłogę. Osłonił głowę i twarz rękoma w ostatniej chwili za nim spadł na niego „deszcz” potłuczonego na drobne kawałki szkła. Otrzepał się ze szklanych drobin i z przerażeniem rozejrzał wokół. Większość pomieszczania leżała w gruzach, wszędzie był gryzący oczy i gardło pył, swąd palących się rzeczy. Chłopiec słyszał wrzeszczących z bólu i przerażenia ludzi. Widział zakrwawione zwłoki, pomiażdżone kończyny lub okropnie pokaleczone osoby podnoszące się i zmierzające w panice do wyjścia. Stał jak sparaliżowany po raz pierwszy widział coś tak potwornego. Zbierało mu się na wymioty, a oczy zaszkliły od łez.
- Jesteś cały? Gdzie twoi rodzice? – ktoś potrząsnął nim lekko. Kucał przed nim strażnik muzeum, który wcześniej upomniał go na korytarzu. Zamiast mu odpowiedzieć Artur rozpłakał się nie mogąc pohamować fali przerażenia. Mężczyzna z rozciętą poważnie skronią, zbroczony krwią jeszcze bardziej go wystraszył. Chciał już być w domu, zobaczyć mamę, chciał żeby wujek go stąd zabrał. Zaczął się wyrywać z rąk mężczyzny gdy budynkiem wstrząsnął kolejny wybuch, a do ich uszu dotarł ogłuszający huk eksplozji oraz krzyki ludzi. Natychmiast znieruchomiał i spojrzał na sufit, który zaczął pękać w błyskawicznym tempie. Strażnik na szczęście zachował trzeźwość umysłu. Złapał go biorąc na ręce i pobiegł razem z nim w stronę wyjścia ewakuacyjnego. W całym budynku rozbrzmiał alarm tworząc kakofonię dźwięków. Gdy wydostali się z budynku zaczął się rozglądać panicznie szukając wzrokiem wysokiej postaci.
- Wujku Uri! Wujku! – krzyczał głośno ponownie wyrywając się strażnikowi. Mężczyzna był wysoki i zazwyczaj odznaczał się na tle tłumu, co znaczyło że został w budynku. Zaczął kopać na oślep trzymającego go człowieka.
-TAM JEST MÓJ WUJEK! PUSZCZAJ STARY ZGREDZIE! – wrzasnął bijąc go po głowie. Wybuch rozbił szyby nad ich głowami, a pracownik nie zwracając uwagi na jego protesty zaniósł go dalej by byli bezpieczni. Wbił zrozpaczone spojrzenie w muzeum. Co jeśli wuj umrze tak jak tata?
- Uri! – krzyknął po raz ostatni i zaniósł się głośnym płaczem.
***

W tym samym czasie.

Uri wyszedł z łazienki spoglądając od razu na ławkę. Po dziecku nie było ani śladu. Zacisnął pięści z irytacji. Jak go znajdzie da mu takie lanie, że go popamięta do końca swoich dni. Szybkim krokiem przemierzał salę rozglądając się za jasną czupryną dzieciaka. Niespodziewany wstrząs posłał go na granitową posadzkę. Głowa szkieletu wiszącego niedaleko niego spadła z łoskotem o włos go mijając.
- ARTUR! – krzyknął podnosząc się niemal natychmiast. Zmarszczył brwi. Gdzie mógł pójść? Co tu się do cholery dzieje? Atak terrorystyczny? Przypomniał sobie ich wcześniejszą rozmowę i ruszył biegiem. Serce waliło mu jak oszalałe, a adrenalina burzyła się w żyłach. Zderzał się z uciekającymi ludźmi, omijał wołających o pomoc. Musiał znaleźć chłopca za wszelką cenę. Potykał się o gruzy i przeskakiwał powalone części eksponatów. Zakrył rękawem marynarki usta i nos by móc oddychać. Momentami biegł na oślep przez gęste zasłony unoszącego się pyłu. Wspiął się po schodach na kolejne piętro. Nigdzie nie mógł znaleźć chłopca. Krzyczał imię siedmiolatka ile sił w płucach. Nie chciał nawet myśleć, że chłopiec mógł zginąć. Przebiegał właśnie nienaruszonym korytarzem gdy siła wybuchającego ładunku rzuciła nim o ścianę. Ocknął się dopiero po chwili. Nic nie widział, wszędzie było pełno dymu i pyłu. Słyszał głośny wrzask. Kto tak krzyczał? On czy inni ludzie? Przez zamroczenie i adrenalinę przedarła się fala strasznego bólu. Miał wrażenie, że ktoś rozrywał mu ciało w okolicy brzucha. Nie mógł przestać krzyczeć. Zanieczyszczone powietrze dostało mu się do ust dusząc go. Rozkaszlał się co tylko pogłębiło jego cierpienia. Przesunął ręką po swojej klatce aż natrafił na wystający z jego boku gruby skręcony jak wiertarka pręt. Uniósł głowę, ale napięcie mięśni przysporzyło mu więcej bólu, więc opadł na posadzkę. Oddychał ciężko, walcząc z bólem. Musiał się ogarnąć, wydostać i znaleźć chłopca. Natychmiast. Nie było czasu na stękanie. Zacisnął zęby i spojrzał na swoje ciało. Potężny blok ściany prawie go przygniótł. Z jednej strony opierał się na gruzach, a z drugiej o drugą popękaną ścisnę. Mógłby się z pod niego wydostać ponieważ sam kawał betonu go nie dotykał. Problemem był pręt, który wystawał z muru i przeszył jego bok na wylot tuż obok żeber. Prawdopodobnie je też uszkodził bo każdy oddech był bolesny. Odetchnął spokojnie analizując swoją sytuację. Żeby się stąd wydostać musi wyjąć z ciała pręt, tyle że ten wyglądał na mocno wbitego w mur. Musiał spróbować go oderwać. To będzie zajebiście bolało – przemknęło mu przez myśl. Złapał za niego i szarpnął mając nadzieję, że uda mu się go jakoś złamać lub obluzować. Pręt w jego ciele przesunął się rozszerzając ranę i zwiększając krwawienie. Ból zaparł mu dech, a z jego ust wyrwał się stłumiony jęk. Puścił metal i oparł głowę na zimnej podłodze. To nie był sposób musi wymyślić coś innego. Rozejrzał się wokół, ale niestety nie było nic czym mógłby spróbować przepiłować pręt. Podniesienie ściany było ryzykowne. Nawet jeśli udało by mu się ją podnieść na wysokość wyprostowanych ramion to było duże prawdopodobieństwo, że pręt i tak zostanie w ciele. Był długi więc sam miał minimalne szanse się go pozbyć, a przesuwanie betonu nie miało sensu bo w ten sposób rozorze sobie brzuch i będzie miał efekt seppuku. Nie miał też gwarancji, że jeśli ją ruszy ta nie spadnie mu na nogi i ich nie zmiażdży. Betonowy blok z jednej strony podpierany gruzem nie stanowił pewnego oparcia. Był w pułapce, a czas uciekał.
- Kurwa – jęknął. Czuł jak jego ubrania nasiąkają ciepłą krwią, a pod nim robi się powoli kałuża. Stanęła mu przed oczyma twarz chłopca. Czy jeszcze żył? Czy leżał teraz ranny wołając o pomoc? Uderzył pięścią w podłogę. Na co dzień pilnował hordy pozbawionych skrupułów więźniów, a nie mógł upilnować siedmiolatka. Wściekłość zdusiła poczucie bezsilności oraz pomogła radzić sobie z bólem. Położył ręce pod płytą i spiął mięśnie by ją podnieść. Zacisnął zęby czując rwący ból, który odezwał się z nową siłą. Podniósł betonową płytę z wysiłkiem i okazało się że miał rację, pręt ledwo co, ale nadal był w ranie. Kolejna seria wybuchów za trzęsła podłogą, ściana obok bardziej popękała, a jego twarz zasypały drobiny szkła gdzieś nie gdzieś ją przecinając. Płyta obsunęła się na gruzowisku i ponownie go przywaliła. Pręt wbił się w niego tyle że pod nieco innym kątem. Nie udało mu się zatrzymać głośnego wrzasku bólu. Zamknął oczy próbując dojść do siebie.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 20:13

Korzystając z dość pięknej i słonecznej pogody, Maksimilian udał na spacer w towarzystwie swojej siostry i jej dzieci. Ośmioletni chłopiec i pięcioletnia dziewczynka. Oboje z rodziny mieli tylko siebie. Dlatego też utrzymywali kontakt tak często jak to możliwe. Sofya nawet znalazła swoją miłość, którą okazał się lekarz. Niestety jej mąż nie mógł tego dnia towarzyszyć im w spacerze z powodu pracy w szpitalu.
Dzieci Sofyi były bardzo spokojne, no może dziewczynka wykazywała jako dziecko swoje zainteresowanie światem w przeciwieństwie do chłopca, który bardziej wolał trzymać się blisko rodzica.
Idąc rozmawiali sobie na wiele tematów. Maks przed siostrą nie miał jej niczego do ukrycia. Wiedziała o jego inności już od dawna, kiedy to próbowała go zapoznać ze swoimi koleżankami z pracy. Aż po rozmowie dała mu spokój. Jego życie, niech robi z nim co chce. Ona także przed nim nie miała tajemnic. Kiedy coś jej nie szło, radziła się brata w różnych sprawach i tak dalej.
Jako spacer obrali sobie park. Później zdecydowali się na zwiedzenie muzeum, bowiem podobno miała być jakaś wystawa nowych eksponatów a Sofya lubiła takie rzeczy oglądać. Maks nie miał nic przeciwko. Dzięki temu jakoś mu czas zleci i nie będzie się nudził w swoim mieszkaniu. Czasami zbyt długa samotność go dobijała, że musiał się udać w jakieś miejsce i zabawić czy też poznać nowych ludzi, albo ze znajomymi zrobić jakiś wypad. Gdy zaś żadna z tych opcji nie wypadała, przychodził do siostry.
Cała czwórka idąca ulicą, na której znajduje się owe muzeum, usłyszała jadące na sygnale radiowozy. A to straż pożarna, a to pogotowie. Ivanov aż zmrużył oczy dostrzegając że ucichły nagle i stanęły kawałek od wejścia do głównego budynku z eksponatami. Będąc coraz bliżej, dostrzegli wybiegających ostatnich ludzi. W tym ochroniarza niosącego dziecko, które wykrzykiwało imię "Uri". Aż go ścisnęło w środku, że mogłoby chodzić o jego pracownika. Nie wiedział czemu, ale to uczucie nie dawało mu spokoju. Przystanęli przez to a Sofya przygarnęła dzieci bardziej do siebie.
- Uri? Chyba nie chodzi o tego Twojego podwładnego? - Spytała brata, spoglądając na niego. Pewności nikt nie miał. Mogło tu chodzić także o innego człowieka o takim imieniu. Nie odpowiedział siostrze a podszedł do ochroniarza starającego się zająć chłopcem.
- Młody, Twój wujek nazywa się Agranowicz? - Zadał dość poważnie pytanie a chłopak popatrzył na niego, lecz zaraz pokiwał głową potwierdzająco. Bowiem mówić przez łzy już nie mógł. Maks w myślach przeklął i spojrzał na budynek. Nikt już nie wychodził z budynku. Policja radziła się cofnąć i zabezpieczała miejsca.
- Maks... Chyba nie myślisz tam iść? Budynek się wali. - Ivanov spojrzał na siostrę która podeszła ze swoimi pociechami. Normalnie jakby czytała mu w myślach.
- Nawet jeżeli o niego chodzi to wiesz co Ci zrobił. Nie ryzykuj. - Dodała.
Maks miał teraz mieszane uczucia. Może i Uri go poniżał i wykorzystywał gdy byli sami, to jednak miał w sobie jakiś rodzaj magnezu co go przyciągał do siebie. Jednak miała rację. To będzie szaleństwo. Odwrócił się, lecz został powstrzymany przez chłopca, który to z kolei złapał go za nogawkę. Maks akurat słynął z tego, że lubił dzieci. Nie raz z chęcią opiekował się siostrzeńcami.
- Psia krew. - Warknął do siebie. Odwrócił się i wybiegł w stronę budynku będącego pod wpływem rozwalenia. Przepchnął się nawet przez ochroniarzy policji.
- MAKS WRACAJ! - Krzyknęła za nim. Ale nie słuchał. Pobiegł jak idiota prosto do piekła.
- Kretyn... - Dodała do siebie kobieta. Teraz ona miała swoje obawy czy jej brat wyjdzie stąd cały. W razie czego przygarnęła Artura by miał jakąś chwilową opiekę.

Maksimilian momentami działał zbyt szybko w drodze analizując sytuację i zagrożenie dookoła. Udało mu sie dostać do środka budynku, lecz dym utrudniał widzenie a także oddychanie. Rozejrzał się, ale nikogo nie widział. Wszędzie gruz, pył, dym, a gdzieś nawet i ogień się pojawił. Tynk spadał. Ściany pękały. Co tu się do licha dzieje? Terror czy jak? Pytania w głowie mu się układały, ale to nie czas na szukanie odpowiedzi. Tu gdzieś musi być żywa istota. Pobiegł przed siebie przez dużą salę.
- Uri! - Krzyknął raz. Odczekał chwilę ale cisza. Za to zaraz w odpowiedzi tuż obok niego spadł jakiś fragment sufitu.
- Shit... - Przeklął do siebie odskakując na bok. Mały włos a by sam w łeb dostał. Ruszył dalej co jakiś czas wykrzykując imię Uriego. Dostał się także na piętro wołając nadal. Wątpił jednak by ten zechciał się do niego odezwać. Także musiał ryzykować szukaniem go "w ciemno". Obejrzał się i ruszył dalej, a tu zaraz kolejny wybuch, który odrzucił Maksa na przeciwną ścianę. Uderzył plecami ale na szczęście nic na niego nie spadło. Podniósł się do siadu, potrząsnął głową i wstał zaraz podpierając się ściany. Ruszył dalej gdzieniegdzie trafiając na trupy. Oczywiście sprawdzał, czy czasem wśród nich nie ma Agranowicza. W pewnym zaś momencie usłyszał krzyk. A głos był mu bardzo dobrze znany. Ruszył biegiem za głosem analizując z której strony był wydany. I trafił. Stanął jakieś cztery metry od gruzowiska, przez które przytłoczony leżał jego podwładny. Podszedł bliżej nic się nie odzywając. Bił się ze swoimi myślami. Mógł zostawić tego człowieka, dobić go bardziej a chłopakowi powiedzieć iż wujka mu ściana przygniotła i nie dało rady go wyciągnąć. Mógł być tak wredny, ale w tym przypadku nie potrafił. Dostrzegając kałużę krwi powędrował wzrokiem na miejsce przebicia. Pręt. Zajrzał za jego plecy a tu kręte ostrze przymocowane było do dużego kawałka głazu. Podnieść by dało wadę, ale pręt naruszy mu ranę. Rozejrzał się za czymś co mógłby użyć. Piła, siekiera albo młot. Nic takiego w pobliżu nie było.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 20:50

Słysząc kroki w pierwszej chwili nie otworzył oczu myśląc, że to omamy słuchowe. Czując na sobie czyjś wzrok podniósł głowę i spojrzał wprost na postać swojego przełożonego. Nawdychał się dymu czy co? Ma halucynacje?
- Co ty tu robisz? – zapytał marszcząc brwi. Jeśli to naprawdę był Maks to miał poważny problem. Przyszedł by go zabić? Miał ze sobą broń, ale nawet jeśli go postrzeli to w jego sytuacja i tak się nie zmieni, a tylko niepotrzebnie skomplikuje. Drugie wyjście miało więcej zalet, a śmierci się nie bał. Miał nadzieję, że zginie w walce, a nie pod stertą gruzu, ale nie zawsze można było mieć to co się chce.
- Po tym jak mnie zabijesz, znajdź siedmioletniego chłopca, nazywa się Artur Aristow, krótkie blond włosy, brązowe oczy, zielona koszulka i czarne spodenki. Możesz mnie nienawidzić ile chcesz, ale nie przenoś tego na niewinne dziecko, które nie ma z tym nic wspólnego... – powiedział szybko by mężczyzna mu nie przerwał. Nawet gdyby się stąd wydostał to i tak nie byłby wstanie znaleźć chłopca. Tracił coraz więcej krwi i wiedział, że długo nie potrwa aż całkowicie opadnie z sił. Po raz kolejny zaniósł się paskudnym kaszlem, zdusił w sobie jęki bólu i utkwił twarde spojrzenie w klawiszu.
- Życie za życie to dobra umowa – mruknął.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 21:34

Widocznie Uriegmu demony przeszłości zaczęły od ostatniej się ukazywać przed oczami nim wyzionie ducha i odejdzie do piekła. Jednak obecność Maksimiliana nie była przypadkowa ani też halucynacją. Maks tutaj jest i zamierza się zastanowić co zrobić z tym działającym na nerwy podwładnym.
Nie odpowiedział mu na pytanie, skupiając się na analizowaniu sytuacji w jakiej znalazł się mężczyzna. Owszem, miał broń przy sobie ale postrzelenie Uriego źle się na nim odbije. Tak samo zabicie Agranowicza innym sposobem. Już lepiej zostawić go na pewną śmierć. Niech się wykrwawia.
Ivanov musiał przerwać rozglądanie się za jakimś narzędziem, które ułatwiłoby mu rozwalenie tego gruzu. Bo to wydawała się mu być jedyna najlepsza opcja. Zważając na to iż sam w sobie ma dużo siły, dałby radę. Lecz na razie popatrzył z obojętnością na Uriego, słuchając co gada. Siedmioletni chłopiec? Blond włosy? Zielona kurtka? Wszystko się zgadzało. Pokręcił głową i wstał.
- Chłopak jest bezpieczny. Zaraz wracam. - Tyle mu odpowiedział. Niech się zastanawia co miało to znaczyć. Maks oddalił się na inna stronę korytarza. Biegał i szukał aż znalazł. Jakiś średniej wielkości stary młot. Prawdopodobniej musiał należeć do jakiegoś eksponatu, albo sam nim był. Gdyby nie jego dobra forma fizyczna, nie byłby w stanie go tutaj zaciągnąć. Dał więc radę powrócić do Uriego.
- Schowaj głowę, żebym w nią nie trafił. - Rzekł zbliżając się coraz bliżej unosząc przedmiot na swoje barki. Jeżeli Uri go posłuchał to walnął z całej siły w gruz. Raz. Drugi. Trzeci. Za czwartym popękał bardziej. Nie powinno to za bardzo naruszyć rany mężczyzny z powodu podpierania się o pręt. Wtedy zaś odłożył młot i podszedł bliżej. Zaczął żelastwo wyszarpywać aż puściło z tej rozwalonej ściany. Mógł więc Uriego wydostać z tej sterty wraz z tym prętem. No to teraz trzeba się zastanowić co dalej. Wyjął pręt i wsadzić mu w tyłek? Wyrzucić go przez okno? Czy może pomóc mu wyjść na zewnątrz aby uradować chłopaka wieścią że wujek żyje. Podczas zastanawiania się, gdzieś znów huknęło.
- Nie mamy za wiele czasu.
Czy Uri protestował czy nie, Maks przerzucił sobie jego rękę za głowę, zaś drugą podpierał w pasie. Stanął z tej strony, by dłonią nie naciskać czasem na ranę.
- Staraj się utrzymać przytomność. Jak mi zemdlejesz to Cię zostawię. - Rzucił mu ostro niczym rozkaz. Bo jeżeli rzekłby łagodnie z prośbą, Uri by to zbył. A tak teraz to on musi się słuchać przełożonego. Innym słowy, młodszego od siebie.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 22:23

- Bezpieczny? O czym ty… Jeśli coś mu zrobiłeś zabiję Cię! SŁYSZYSZ MNIE KURWA?! – zaczął się szarpać i przeklinać w myślach. Nic tym nie zdziałał, a tylko zrobiło mu się ciemno przed oczami. Dyszał wściekle zaciskając pięści. Opanował się dość szybko zapewne w dużej mierze dzięki bólowi. Musiał się stąd wydostać i pierwsze co miał ochotę zrobić to przywalić przełożonemu z całej siły. Mężczyzna wracał ciągnąc za sobą coś ciężkiego. Widok przedmiotu bynajmniej go nie zachwycił.
- Świetny pomysł na morderstwo, gdzie twoja zwyczajowa finezja? To przez atmosferę kamienia łupanego? – zironizował, ciosu czymś takim raczej nie przeżyje.
- Kurwa – mruknął do siebie gdy facet się zamierzył, a instynkt zadziałał za niego i osłonił głowę. Kompletnie nie rozumiał tego co się działo. Co ten facet wyprawiał do jasnej cholery? Każde uderzenie młota wywoływało falę ostrego bólu, ale jakoś udało mu się wytrzymać i nie krzyczeć.
- Bawisz się w jaskiniowca do diabła?! – warknął w pewnym momencie tuż przed czwartym uderzeniem. Mężczyzna podniósł go i bezceremonialnie wyszarpnął z jego boku pręt. Jęknął głośno zginając się w pół i łapiąc za obficie krwawiący bok. Miał wrażenie, że w ten sposób uszkodził go jeszcze bardziej.
- Gdzie chłopak? Gadaj! – powiedział prostując się i szarpnął za koszulę przełożonego. Umazał go swoją krwią, od której się cały lepił. Klawisz objął go i zaczął ciągnąć w stronę schodów. Po jego ostatnich słowach zamilkł na dłuższą chwilę i spojrzał na niego uważnie.
- Ćpałeś czy po prostu zwariowałeś na amen? – rzucił i zebrał w sobie wszystkie siły. Pchnął na ścianę mężczyznę i wyciągnął broń odbezpieczając ją.
- Gdzie dziecko? Jeśli coś mu zrobiłeś to przysięgam, że cię zabiję. Adrenalina dodała mu sił chociaż wyglądał i czuł się marnie. Był blady jak ściana i miał wrażenie, że jest coraz zimniej. Wiedział, że takie są efekty z byt dużej utraty krwi. Musiał się dowiedzieć, mieć pewność.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 17 Sty 2013 - 23:15

To ten człowiek ma jeszcze siły się drzeć? Nieźle. Maks oddalając się wywrócił oczami i skupił na poszukiwaniu czegoś do rozwalenia głazu. I znalazł. Młot jak młot. Kiedy z nim wrócił, Uri nadal zaczął nadawać jak na fali. Rety, a podobno to on jest ma gadane.
- Zamknij się. - Rzucił w odpowiedzi odnośnie morderstwa kiedy ten zdawał się nie chcieć go w ogóle słuchać. Bez wahania zaczął uderzać i walić w gruz aby ten pręt z niego wydostać. Za czwartym razem się udało, jednak tu już odgryzł się Agranowiczowi.
- Nie, w Thora. - Trafne porównanie. Silny mężczyzna z młotem w dłoniach. Brakuje mu tylko odpowiedniego stroju i boskiej siły. No ale niestety nie ma tak pięknie.
Na temat dzieciaka milczał. Ciekaw był jak długo Uri wytrzyma, ale on nawet zamknąć się nie potrafił. Gada o tym dzieciaku jakby to był jego syn. A może to prawda?
Ivanov nie zważał na szarpania jego koszulą. Nawet nie przejął się faktem że będzie ubrudzony od krwi. Ratuje kolegę z pracy, choć może faktycznie powinien siostrę posłuchać?
Pchnięty na ścianę, w moment się obrócił uderzając o nią plecami. Szybkim ruchem także wydobył swoją broń odbezpieczając, że teraz oboje do siebie celowali. Nie był taki głupi by ponownie pozwolić Uriemu na swój cel.
- Na zewnątrz. Gdyby nie on, nie wiedziałbym że tu jesteś. Póki mam dobre serce opuść broń. Albo zginiemy tu pod stertą gruzu nim do siebie strzelimy.
Rzek z powagą, ale nie krzyczał i nie wydzierał na Agranowicza. Ściana za nim zaczęła pękać. Jeżeli nie zejdą na dół, wszystko na nich się zawali. A szczerze to nie miejsce na takie zabawy.
- Daj się wyprowadzić na zewnątrz. Jeżeli chłopaka tam nie będzie i nie zobaczysz go całego, wtedy mnie zabijesz. Pasuje? - Chyba taka umowa go usatysfakcjonuje. Przy czym Maks uniósł swoją broń jakoby w geście poddania, zabezpieczył i schował. Co zrobi Uri, to już jego sprawa.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pią 18 Sty 2013 - 0:40

Studiował jego twarz przez dłuższą chwilę. Najwyraźniej nie znalazł tego czego szukał bo powoli opuścił broń i ją zablokował. Bez słowa ruszył przed siebie. Miał gdzieś co teraz zrobi mężczyzna. Chłopak żył to było najważniejsze. Może i był dla rodziny draniem, który nie dzwonił, nie rozmawiał, zbywał ich swoim chamstwem i oschłością. Jednak robił to dla ich dobra. Wszyscy przy nim umierali albo odchodzili. Nie lubił się nikomu zwierzać, ani nosić na barkach tak wielkiej odpowiedzialności. Próbował wymazać ich ze swojego życia, ale nie mógł. W zamian za to trzymał się na chłodny dystans, ale jego ciotka była nieugięta i siłą rzeczy czuwał nad nimi, pilnując czy wszystko gra. Rodzina była jego największą słabością i dobrze o tym wiedział. Zabił by każdego bez wyjątku by ratować własnych krewnych. Był skurwielem bez skrupułów, ale kochał na swój sposób i starał się chronić to co było dla niego ważne.
Podtrzymywał bok rany, zaciskając zęby z bólu, serce biło mu szybko, a oddech stawał się powoli nieregularny. Nie było z nim dobrze, ale tragicznie też nie. Na zakręcie zachwiał się i w ostatniej chwili złapał poręczy by nie runąć na twarz. Jak mantrę powtarzał w myślach „nie zatrzymuj się”. Nie rozważał nawet przez chwilę przyjęcia pomocy od klawisza. Nie rozumiał dlaczego tamten robił to wszystko. W głowie pojawiało mu się tysiące pytań i teorii, które w większości wynikały z nieczystych pobudek. Maks według niego postępował nie logicznie, bez sensu. Po cholerę ratował swojego wroga gdy miał idealną okazję by upozorować wypadek? Nie, on nie musiał nic robić wystarczy, że został by w budynku i czekał aż się wykrwawi na śmierć. Czy ten człowiek postradał zmysły? Oszalał? Myślał, że co? Będzie się mu teraz kłaniał i dziękował. Nie prosił o ten durny samarytański odruch czy czymkolwiek to było. Zachowanie mężczyzny silnie nim wstrząsnęło ponieważ nie miał z czymś takim do czynienia. Owszem Adam też kiedyś uratował mu skórę, ale byli przyjaciółmi, znali się i pracowali parę długich lat. Ivanov natomiast go nie znosił i chętnie posłał by go do diabła. Chciał pokazać, że nie jest kim? Mordercą? On by prawdopodobnie go stąd nie wyciągnął, nie kiwnął by palcem by poszukać. Nie zaryzykował by życia dla człowieka, na którym mu nie zależy. To był jakiś jeden wielki absurd. Spojrzał przez ramię na strażnika. Może się w nim zakochał? – ta myśl była tak zabawna i irracjonalna, że chętnie by się roześmiał gdyby bok tak bardzo mu nie dokuczał. Zeszli jakimś cudem na dół, co chwila potykał się o coś i syczał pod nosem z bólu. Czuł jak od wysiłku spływa mu pot po plecach mieszając się z krwią. Wyszli na zewnątrz budynku, zdołał zejść po stopniach ciągle odrzucając proponowaną pomoc przełożonego. Nie ścierpiał by takiego upokorzenia. Rozejrzał się szukając małego chłopca spojrzeniem.
- Artur! – zdobył się na słabe krzyknięcie. Z tłumu ludzi wyłoniła się szczupła blond włosa postać, która biegła sprintem w jego kierunku. Nogi i ciało w końcu odmówiły mu posłuszeństwa, osunął się na kolana trzęsąc na całym ciele. Na jego twarzy odbił się wyraz ulgi. Artur był cały. Chłopiec przystanął przed nim widząc w jakim jest stanie. Posłał dziecku surowe spojrzenie, co robiło raczej małe wrażenie w jego obecnym stanie. Oczy chłopca były mocno zaczerwienione i znowu zaszkliły mu się niebezpiecznie.
- Masz szlaban… - wydusił z siebie, a dzieciak rzucił się na niego. Objął go w karku jakby miało od tego zależeć jego życie. Ponownie zaniósł się szlochem.
- Myślałem, że umrzesz jak tata! Nie chcę! – wydarł mu się do ucha między kolejnymi wybuchami płaczu. Przytulił malca nieporadnie.
- Złych diabli nie biorą – mruknął i zakręciło mu się w głowie. Odsunął od siebie chłopca, który trzymał go kurczowo za rękę. Podejrzewał, że teraz nie odstąpi go na krok. Sanitariusze podbiegli do nich. Szarpał się z jednym z lekarzy. Nie był aż tak słaby by noszono go na noszach.
- Wujku… - dziecko spoglądało na niego ze strachem. Podniósł się mimo zawrotów głowy.
- Jest dobrze to tylko zadrapanie… Od takich ran się nie umiera…bekso jedna – powiedział, musiał się trzymać by zachować chociaż resztki godności. Utkwił spojrzenie w przełożonym. Dowie się dlaczego postanowił mu pomóc, ale najpierw do szpitala.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pią 18 Sty 2013 - 12:33

Ivanov nie kłamał. Tego nie dało się wyczytać z jego oczu ani twarzy. Mówił prawdę. Niejaki Artur jest na zewnątrz i najpewniej opiekuje się nim siostra Maksa. Tak zakładał sam mężczyzna. Choć mógł się mylić. Pewne jest jednak to, że dzieciak jest cały i bezpieczny. Ostatnia propozycja jak najbardziej poskutkowała jak Maks przypuszczał. Uri bardziej zgadzał się na układy, gdzie chodziło o czyjeś życie. W tym przypadku przełożonego. Opuścił broń, zabezpieczył i schował. Więc mogli ruszyć dalej. Szedł za nim by w razie czego złapać i pomóc gdyby ten czasem upadł lub stracił przytomność. Czemu to robił? Sam nie wiedział. Czy dla chłopca, który bał się stracić swojego wujka jakoby miał być jego jedyną rodziną? Mogła nim kierować chęć udzielenia pomocy, pomimo faktu, że jego rodzicom nikt nie pomógł. A on z siostrą zostali sierotami. Znał to uczucie. Więc mógł kierować się tym celem, by ten chłopiec nie czuł tego samego. A nie wiedział, że on także stracił ojca.
Z drugiej strony Maksem kierowało co innego. Mimo iż Uri działał mu każdego dnia w pracy na nerwy, kiedy czepiał jego osoby i rządził się w nie możliwe, to jednak odczuwał dziwne przywiązanie. Obserwując go nawet z innej strony, zauważył że ten człowiek żyje samotnością. Niemal nikt nie podejmuje z nim rozmowy tylko wita na korytarzu lub przekazuje ważne informacje. W ostatnich dniach nie żałował podpisania dokumentu, skoro Agranowicz okazał się faktycznie być bardzo dobry w tym co robił, ale jak sam zauważył, nie umie jeszcze upilnować niewinnego i żywiołowego dziecka. Fakt, zdarza się.
Za każdym razem kiedy Uri tracił chwilo równowagę, Maks chciał mu użyczyć swojej pomocy, lecz ten zbywał go ciągle. Mimo tego cudem wyszli cali i uniknęli spadającej belki blokującej wyjście. A oni znaleźli się już na zewnątrz. Parę metrów dalej, Uri padł na kolana.
- Wezwijcie lekarzy! - Zawołał Maks do najbliższych służb policji czy strażaków, próbujących ogarnąć sytuację. W między czasie Uri zawołał Artura a ten podbiegł do niego. Sofya widząc iż dzieciak jej ucieka obejrzała się i dostrzegła równie żywego brata. Wymknęła się z dzieciakami ochronie i pobiegła do nich.
Maks widząc siostrę kierującą w jego stronę nie zdążył niczego powiedzieć. Ta się rzuciła na niego z zamiarem objęcia nie zważając na fakt iż był cały ubrudzony od kurzu. Zaraz zaś odsunęła się i walnęła go w ramię.
- Kretyn! Mogłeś zginąć! - Wyrzuciła z siebie zła, ale zaraz się uspokoiła. Dzieciaki stały obok i jedynie się przyglądały. Jak można było zauważyć, Sofya i Maks byli do siebie podobni. Posiadali podobne rysy i ten sam kolor włosów. Jedynie oczy mieli różnej barwy. On po ojcu, ona po matce.
- Wybacz, ale musiałem... - Odpowiedział z wyrzutem i spojrzał na Uriego obejmującego chłopaka. Lekarze pojawili się chcąc zabrać rannego. Agranowicz zaczął znów zgrywać twardziela.
- Nie zgrywaj twardziela bo Cię odniosę do tej ruiny. - Rzekł niemal rozkazującym tonem w stronę Agranowicza. Chciał by ten oddał się w ręce medyków i nie męczył z chodzeniem. I tak nie da rady dostać się do ambulansu.
- Zajmiemy się chłopcem. - Dodał w celu uspokojenia mężczyzny. Maks go nie zawiódł. Jak powiedział, tak było. Artur jest cały. Nawet nie w głowie mu krzywdzić dzieci. Nic dziwnego że w więzieniu nie tolerował gwałtów na nieletnich. Sam nawet nie rżnął młodych. Nawet gorszy mundurowy potrafi mieć dobre serce. Jeden z lekarzy nawet spytał Maksa czy z nim jest wszystko w porządku. Ten rzekł iż tak. Może gdzieś miał małe zadrapania, ale to na bank nie było nic poważniejszego. Większa pomoc potrzebna była jego pracownikowi. Tłum zebranych i obserwujących aż podziwiało Ivanova za odwagę iż wparował tam mimo zagrożenia zawaleniem budynku i wyciągnął żywą osobę.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 19 Sty 2013 - 0:05

Zoja już pół dnia siedziała za biurkiem wypełniając stosy dokumentów i dopracowując strategię firmy. Zdjęła okulary do czytania i westchnęła pod nosem. Przydała by się jej rada siostrzeńca, który miał głowę do interesów. Wielokrotnie proponowała mu zwiększenie udziałów i pracę na rzecz rodzinnego interesu, ale on i tak wolał wybrać to swoje więzienie. Już miała ponownie wrócić do pracy gdy do jej gabinetu wpadła jedna z sekretarek.
- Pani prezes przepraszam, że przerywam, ale…w muzeum miała miejsce seria wybuchów, mówili o tym w wiadomościach… czy pani syn nie miał być dziś na otwarciu nowych wystaw? – zapytała, w końcu to ona załatwiała bilety dla chłopca. Kobieta zastygła i szybko sięgnęła po pilota włączając plazmowy telewizor. Jakaś spikerka opowiadała o sytuacji, kamerując prawie że zrujnowany budynek.
- O mój boże… - szepnęła z niedowierzaniem, czując jak niepokój ścisnął jej serce. Złapała za komórkę wykręcając numer Agranowicza, ale nikt nie odpowiadał. Zerwała się z miejsca.
- Każ podstawić samochód! Natychmiast! – poleciła, a młoda dziewczyna przytaknęła nerwowo. Nie lubiła prowadzić, a teraz była tak zdenerwowana że pewnie spowodowała by tylko wypadek. Pobiegła korytarzem, a głośny stukot jej wysokich obcasów przyprawiał o palpitacje serca pracowników. Trzymała firmę twardą ręką, a jej nietolerancja dla niedociągnięć stała się już legendarna wśród podwładnych. Dojechali na miejsce w ekspresowym tempie po tym jak obiecała szoferowi podwojenie pensji. Ruszyła przed siebie i zjechała delikatnie mówiąc jednego z policjantów, który próbował powstrzymać ją przed wejściem. Udało jej się dowiedzieć gdzie jest Uri i Artur. Szybko przepchnęła się przez paru ludzi ignorując nieudolne starania swoich ochroniarzy, którzy próbowali za nią nadążyć. Dopadła do ambulansu gdzie już leżał jej siostrzeniec.
- Artur! Uri! – wykrzyknęła patrząc z przerażeniem na zakrwawione ciało swojego syna jak i samego Agranowicza.
- Mama! – chłopiec puścił mężczyznę i przytulił matkę.

***

Uri zerknął na kobietę z dziećmi zauważając jak bardzo podobna jest do Maksa, a więc miał siostrę. Wyglądali na zżytych ze sobą. Nic nie odpowiedział na groźbę przełożonego, był zbyt słaby by teraz zaprzątać sobie tym głowę. Prawda kolega go nie zawiódł, ale on mu nie ufał ani trochę. Dziecko zresztą na to stwierdzenie jeszcze bardziej do niego przyległo. Nogi ponownie się pod nim ugięły, ale podtrzymał się jednego z sanitariuszy, który z kolei zatoczył się pod jego ciężarem. Jakoś dobrnęli do ambulansu, a tam bez sprzeciwów oddał się w ręce lekarzy. Robiło mu się ciemno przed oczami. Jak przez mgłę docierały do niego słowa lekarzy i samego Artura.
- Zimno… - mruknął i usłyszał trzask zamykanych drzwi karetki. Potem nie pamiętał nic.

***

Zoja trzymała kurczowo chłopca, który koniecznie chciał jechać z wujem. Dopiero po obietnicy, że odwiedzą go później trochę się uspokoił. Podniosła się i utkwiła jasno brązowe oczy w klawiszu. Podeszła do niego pewnym krokiem poprawiając ułożone w loki długie blond włosy. Miała już czterdzieści sześć lat, a wyglądała maksymalnie na trzydziestkę. Była bardzo atrakcyjną kobietą. Przenikliwe spojrzenie, wyprostowana sylwetka oraz emanująca z niej niezachwiana pewność siebie były jak u Agranowicza.
- Pan uratował mojego siostrzeńca? – zapytała bo o tym wspominał wcześniej funkcjonariusz policji. Podała mu rękę.
- Zoja Aristow – przedstawiła się – To niezwykłe, że zdecydował się Pan pomóc obcemu człowiekowi – powiedziała z podziwem. Nie miała pojęcia, że Uri i Maks pracowali razem. Mężczyzna nie miał zwyczaju mówić o swoim życiu osobistym i szybko się irytował gdy próbowała coś z niego wydusić. Była zainteresowana człowiekiem stojącym przed nią. Było w nim coś co nie pozwalało przejść obojętnie. Interesujące. Koniecznie chciała wiedzieć co dokładnie zaszło. Być może właśnie ten człowiek zdoła zbliżyć się do jej siostrzeńca i uczynić mniej samotnym?
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 19 Sty 2013 - 19:39

Trochę jeszcze czasu musi minąć aż Uri zechce zaufać swojemu przełożonemu. Lecz po tym jak go potraktował pierwszego dnia ich spotkania, nie będzie to łatwe. Maks się do niego przyzwyczajał. Do jego osoby, obecności i zachowania. Ile razy zaczynał z nim kłótnie a potem sobie darował. A niektóre z nich nie kończyły się dla niego miło. Miał teraz okazję do zemsty, lecz to byłoby z jednej strony za proste. Lepiej samemu doprowadzić "przeciwnika" do poddanej pozycji na pograniczu śmierci. Tutaj zaś Maks wykazał się sporą odwagą ratując wroga. Może miał nadzieję na zmianę w ich relacjach?
Agranowicz z pomocą sanitariuszy został zaprowadzony do karetki. Maks ze swoją siostrą i dzieciakami opuścili także teren muzeum, bowiem o to ich prosiła policja. Tak więc stanęli w pobliżu ambulansu, gdzie to niespodziewanie pojawiła się matka chłopca, którego pilnował Uri. A więc rodzina szybko zareagowała na obecne wydarzenie.
Rodzeństwo Ivanov miało się już oddalić, kiedy to kobieta zatrzymała go pytaniem.
- Tak. - Spojrzał na nią spokojnie. Zdziwiło go zaś podanie ręki, ale uścisnął ją.
- Maksimilian Ivanov. - Przedstawił się również, bo raczej wypadało by kobieta znała wybawcę od śmierci jej siostrzeńca.
- Szczerze powiedziawszy, to znam Uriego. Pracujemy razem... Choć nawet gdyby był mi obcy, nie pozwoliłbym aby dziecko straciło bliską osobę.
Dopowiedział w odpowiedzi na jej słowa. Jego postawa była godna podziwu. Tego nie dało się w żaden sposób uniknąć. Ludzie jaki ta kobieta w taki sam sposób na niego patrzyli. Jednakże nie przyzna się iż skupiał swoje myśli i uwagę tylko na znalezieniu Agranowicza. Nikt inny nie wołał pomocy. A ludzi jakich spotykał na drodze, byli martwi. Nie miał czasu sprawdzać czy czasem nie stracili przytomności. Budynek się walił. Przeniósł spojrzenie na obecną już prawie ruinę.
- Nowa wystawa jak widać rozpoczęła się hucznie. Ale zakończyła tak samo. - Rzucił od siebie, po czym powrócił spojrzeniem na Panią Aristov. Może miała do niego jakieś jeszcze pytania? Czy może zależało jej tylko na poznaniu tego człowieka? Maks przed światem się nie zamykał. Uri powinien się cieszyć z posiadania licznej rodziny. Maks ma tylko siostrę i szwagra a z dziećmi o poważnych sprawach nie pogada.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Wto 22 Sty 2013 - 16:15

Kobieta ożywiła się słysząc ciekawe dla niej informacje i uśmiechnęła do Ivanova promiennie.
- Jest Pan więc przyjacielem Uriego, to wspaniale! Mój siostrzeniec od zawsze miał problemy w nawiązywaniu relacji dlatego tak mnie to cieszy. Mogę być już o niego spokojna – powiedziała, a wyraz jej oczu ocieplił się znacząco. Kolejne słowa klawisza sprawiły, że mocniej przycisnęła do siebie chłopca. W duchu dziękowała niebiosom za ochronę jej jedynej rodziny. Wbrew temu co mógł sądzić Maks miała tylko dwójkę dzieci oraz Agranowicza. Reszta najbliższej rodziny nie żyła, a z dalszą utrzymywała chłodne, zdystansowane relacje lub wcale. Nie chciała nawet myśleć jak bardzo by jej brakowało siostrzeńca. Może nie należał do sympatycznych osób, ale można było na niego liczyć. Po śmierci męża popadła w depresje. Przestała pracować, zajmować się dziećmi, a krewniacy tylko czekali aż będą mogli pozbawić jej funkcji prezesa. Ludzie, którzy wydawali się być po jej stronie okazali się „sępami” pragnącymi pieniędzy i władzy. Uri - ostatnia osoba, którą mogła by posądzić o jakiekolwiek zainteresowanie dobrem rodziny, zjawił się i potrząsnął nią. Dzięki niemu ponownie stanęła na nogi, a świadomość jego obecności dodawała jej sił.
- Kiedy pojedziemy do wujka? – zapytał Artur niezadowolony, że nadal tutaj przebywają.
- Zaraz – powiedziała i wróciła spojrzeniem do klawisza.
- Może odwiedził by Pan z nami jutro Uriego? Jestem pewna, że ucieszy się na Pana widok. Nie znosi leżeć w szpitalu więc Pana towarzystwo zapewne pomogło by mu to przetrwać – powiedziała patrząc na niego wyczekująco. Wiedziała, że Uri źle znosił czas choroby i nie lubił gdy ludzie nad nim „skalali”. Robił się opryskliwy i nieprzyjemny dlatego miała nadzieję, że ktoś mu bliższy niż ona sama mógłby załagodzić jego niezadowolenie.

***

Uri obudził się w jasnym pomalowanym na biało pomieszczeniu. W pierwszej chwili nie mógł zrozumieć co się stało i gdzie właściwie jest. Dopiero po dłuższej chwili zaczęły do niego wracać wydarzenia dnia poprzedniego. Czuł się otępiony po narkozie i cholernie słaby. Rozejrzał się po pomieszczeniu, poświęcając dłuższą chwilę aparaturze pod którą go podłączono. Maszyny pikały i szumiały cicho. Spojrzał na swoje ręce w które wbito wenflony, jeden podłączony do kroplówki z jakimś płynem, a drugi do woreczka z krwią. Musiał jej dużo stracić pomyślał mętnie. Zerknął na aparaturę monitorującą pracę jego serca, a potem na drzwi, które otworzyły się. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka z lekarzem.
- Dzień dobry, jak się Pan czuje? – zapytał mężczyzna dostrzegając, że się obudził.
- Dobrze – mruknął chociaż dalekie to było od prawdy – kiedy będę mógł wyjść? – zapytał ze zdziwieniem słysząc jak zachrypnięty jest jego głos. Pewnie wczoraj zdarł sobie gardło podczas szukania chłopca, a gryzący dym również miał w tym swój udział. Lekarz spojrzał na niego jakby się z choinki urwał.
- Przeszedł Pan skomplikowaną operację oraz stracił dużo krwi. Z trudem udało się nam opanować krwotok. Miał Pan dużo szczęścia, ale trochę potrwa za nim odzyska Pan siły i pełną sprawność. Na razie musi Pan leżeć i uważać by rana ponownie się nie otworzyła – wyjaśnił lekarz spokojnym tonem sprawdzając przy okazji parametry na urządzeniach. Wydał pielęgniarce parę poleceń, coś notując w karcie.
- Ile tu mam być? – zapytał niezadowolony z takiego obrotu sprawy, nie miał jednak za bardzo siły by sprzeczać się z lekarzem w tym momencie.
- Tyle ile będzie potrzeba – odparł mu mężczyzna i pożegnał się wychodząc z pokoju. Pielęgniarka krzątała się przy nim jeszcze jakiś czas ku jego niezadowoleniu, a potem również opuściła pokój. Zapewniając, że przyjdzie później by zmienić kroplówki oraz sprawdzić czy nie potrzebuje leków przeciwbólowych. Zamknął oczy rozmyślając. Jego myśli w głównej mierze skupiały się na Ivanovie. Nie wiedział jak miał się do tego wszystkiego odnieść. Przełożony kompletnie go zaskoczył, a zamiast budzić to jego wdzięczność wprawiało w złość. Po raz pierwszy znalazł się w tak dziwacznej sytuacji. Człowiek, który go nienawidzi uratował mu życie. Cudnie skwitował w myślach z irytacją.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Wto 22 Sty 2013 - 21:24

Przyjacielem? Ze słów kobiety wychodziło na to, że to pewne stwierdzenie. Prawda była taka, że oboje się nie znosili. Jeden drugiego nienawidził. To że Uri jest zamknięty do świata i nie nawiązuje z nikim kontaktu, Maks to zauważył. Nie tylko on. Inni koledzy z ich branży także. Jedynie rozmowa z Urim kończy się na powitaniu, pożegnaniu, pytaniach i przekazywaniu informacji. Na jej słowa Maks nie odpowiedział. Nawet nie zdradził że Uri mu podlega. Uniknął ważnych szczegółów. Uśmiechnął się jedynie by upewnić kobietę, że się nie pomyliła. Spojrzał na chłopaka, który to bardzo pragnął swojego wujka odwiedzić. Przy udzielanej odpowiedzi przez kobietę, padło także pytanie do jego osoby. Odwiedzić Uriego? Zawahał się w tym momencie. Uri prędzej będzie chciał go zabić niż cieszyć widokiem jego osoby. Nie znosi on leżeć? Trudno. Jak zobaczy Maksa i wstanie to się sam zabije najwyżej. Maks będzie miał czyste konto, bo nic mu nie zrobił a na dodatek pozbędzie złośliwego człowieka. Pomarzyć można.
- Odwiedzę. - Zapewnił iż przyjedzie do szpitala. Żeby tylko wiedział którego. Kobieta pewnie będzie chciała go powiadomić co już zakładał z wyprzedzeniem.
- Byłbym wdzięczny, gdyby Pani zechciała mnie powiadomić telefonicznie o miejscu pobytu Uriego.
Jeżeli się zgodziła, to wtedy poda jej swój numer telefonu. Sofya stojąca obok i pilnująca swoje dzieciaki, wewnątrz zadawała sobie pytanie nie potrafiąc na nie odpowiedzieć. Co jej brat kombinuje? Tak źle o tym człowieku jej mówił a teraz co? Kłamał? Ukrywa coś przed nią? Jak wrócą do domu to będzie musiała z nim pogadać, bowiem coś tutaj się jej nie zgadzało.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 0:04

- Oczywiście, proszę mi podać numer telefonu to przedzwonię do Pana – powiedziała zadowolona, wyjęła telefon z torebki, zapisała go na liście kontaktów i schowała komórkę.
- Mamo kiedy pojedziemy? – zapytał chłopiec ponownie potrząsając jej ręką. Wpatrywał się w nią ponaglająco.
- Artur uspokój się i tak dziś nie porozmawiamy z wujkiem – powiedziała zmęczona całym dniem. Siedmiolatek nachmurzył się.
- Jak to nie?! Czemu?! – wykrzyknął nie dając matce spokoju. Kobieta westchnęła pod nosem.
- Wujek potrzebuje odpoczynku, jutro go zobaczysz – odpowiedziała próbując uspokoić syna. Chciała dowiedzieć się co z siostrzeńcem i może chwilę przy nim posiedzieć. Musiała jeszcze odebrać Tanię od opiekunki i doprowadzić Artura do porządku. Życie samotnej matki było bardzo trudne. Czasami ledwo łączyła pracę z opieką nad dziećmi.
Wróciła spojrzeniem do klawisza na chwilę ignorując głośne marudzenie blondyna.
- Nie będę dłużej Pana zatrzymywała – podała mu ponownie rękę żegnając się – do jutrzejszego spotkania – powiedziała pozwalając sobie na luźniejsze sformułowanie. Wzięła na ręce Artura, który jeszcze pomachał energicznie Maksowi i skierowała się do samochodu. Jej ochroniarze od razu ich otoczyli. Podczas rozmowy trzymali dystans, obserwując swoją szefową. Zoja zmuszona była do zatrudnia firmy ochroniarskiej po próbie ataku na nią. Po jakimś czasie zdołała przyzwyczaić się do ciągle towarzyszących jej mężczyzn. Wsiadła do samochodu prosząc by chłopiec był cicho. Zadzwoniła do swojej sekretarki zalecając jej dowiedzenie się gdzie dokładnie ulokowano Agranowicza. W pobliżu były dwa duże szpitale, ale nie miała czasu by wszędzie go szukać. Czekając na informacje pozałatwiała parę spraw przez telefon. Poinformowała opiekunkę, że przyjedzie odebrać córkę za dwie godziny co najmniej, a potem wdała się w dyskusję z Arturem, który dalej upierał się przy swoim. W końcu pozwoliła mu iść ze sobą pod warunkiem, że będzie grzeczny. Sekretarka oddzwoniła podając adres. Szybko podjechali na miejsce, a za Zoją i Arturem podążyło dwóch mężczyzn. Nie chciała robić zamieszania wchodząc do budynku z całą „bandą pingwinów” – jak złośliwie nazywał ochroniarzy chłopiec. Kobieta uważała to za całkiem zabawne i sama tak ich określała w myślach.
Z duszą na ramieniu przeszła korytarz zapełniony rannymi najprawdopodobniej pochodzącymi z muzeum. Porozmawiała chwilę z recepcjonistką, która stwierdziła tylko, że Uri jest na sali operacyjnej oraz jego stan jest ciężki. Niestety nie miała żadnych konkretnych informacji i prosiła by zadzwonić za jakiś czas to może wtedy będzie mogła jej pomóc. Podziękowała i nie widząc sensu w bezczynnym czekaniu, wróciła do samochodu. Tak naprawdę wolała się czymś zając by nie rozmyślać i martwić na zapas. Odebrała Tanię i razem wrócili do domu. Oczywiście nie obyło się bez wybuchu płaczu córki, która przestraszyła się zakrwawionego Artura oraz marudzenia samego chłopca. Zdołała jakoś opanować dwójkę pociech i zając się domowymi sprawami. Gdy uporała się ze wszystkim, usiadła na kanapie w salonie i po raz setny zerknęła na zegar ścienny. Było już późno, a nadal nie miała żadnych informacji. Ponownie wykręciła numer do recepcji. Przedstawiła się nie wiadomo po raz który i zapytała o siostrzeńca.
- Pan Agranowicz przeszedł operację, a teraz znajduje się na Oddziale Intensywnej Terapii – powiedziała pielęgniarka suchym tonem, znudzona jej nieustającymi telefonami. Zoja poczuła tylko częściową ulgę.
- Czy mogłabym go odwiedzić jutro? – zapytała ze ściśniętym gardłem.
- Będzie to uzależnione od stanu pacjenta, odwiedziny są w od 16 do 18. Proszę zadzwonić jutro godzinę przed, do widzenia – powiedziała i trzasnęła słuchawką. Zoja wpatrywała się w aparat przez jakiś czas, a potem zmusiła się do wstania. Musiała przygotować się na jutro i wypełnić dokumenty.
Następnego dnia zadzwoniła do Maksa informując go o wszystkim i proponując podwiezienie do szpitala.

***

Gapił się od paru godzin z przerwami w sufit. Miał dość leżenia na tym przeklętym oddziale. Irytowały go głupie pielęgniarki, które zaczęły na niego wrzeszczeć gdy tylko próbował wyjść z łóżka. Podpinały go ciągle pod nowe kroplówki i inne badziewie. Czuł się przytomniejszy niż wcześniej, ale leki przeciwbólowe i tak go trochę przymulały. Nie miał nic do czytania, a łóżko obok było puste więc nawet nie miał na kim wyżyć swojego niezadowolenia. Spojrzał w stronę drzwi, które otworzyły się a do pomieszczenia wpadł blond chłopiec uśmiechnięty szeroko.
- Cześć wujku, jak się czujesz?! – zapytał nieświadomie podnosząc głos z ekscytacji. Dzieciak przysunął sobie krzesło i z zaskakującą szybkością się na nie wdrapał. Wlepił w niego brązowe oczy.
- Artur, zachowuj się – skarciła chłopca Zoja podchodząc do jego łóżka ze sporą torbą na ramieniu. Uri zerknął na resztę przybyszów i wytrzeszczył oczy widząc swojego przełożonego. Już miał coś powiedzieć, ale był zbyt zaskoczony by sformułować logiczne zdanie. Faszerowanie go lekami też pewnie miało w tym swój spory udział. Spojrzał na swoją ciotkę, a potem jeszcze raz na Ivanova.
- Co ty tu robisz? Co wy tu razem robicie? – zapytał nieprzyjemnym tonem, który brzmiał o wiele słabiej niż zwykle ku jego rosnącej irytacji.
- Pan Ivanov przyszedł Cię odwiedzić. Czy to nie miłe z jego strony? Masz takiego dobrego przyjaciela Uri, uratował Ci życie - wtrąciła się kobieta z promiennym uśmiechem i położyła torbę na podłodze. Agranowicz spojrzał na nią milknąc na dłuższą chwilę. Przyjaciel? Miłe? Co do jasnej cholery? - pomyślał mając mętlik w głowie.
- O czym ty bredzisz?! On nie jest... - podniósł się gwałtownie, a ostry ból przeszył jego bok. Opadł na poduszkę krzywiąc się lekko.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 14:55

Co za miła kobieta. Zechciała go nawet powiadomić o miejscu przebywania Uriego. Z chęcią zapisała numer podany przez Maksimiliana. Ten zaraz spojrzał na chłopaka, który nie mógł doczekać się odwiedzin swojego wuja. Energiczne z niego dziecko. Dzieciaki jego siostry także były niecierpliwe. Dziewczyna podeszła do niego szarpiąc za nogawkę, jakoby chciała go zmusić do ruszenia się z miejsca. Sofya również ze swoim synkiem czekała aż Maks skończy rozmawiać z kobietą.
- Do widzenia. - Odpowiedział kobiecie uścisnąwszy dłoń. Wziął za rękę siostrzenicę i dołączył do siostry i jej syna by skierować się w stronę ich domu.
- Zamierzasz iść go odwiedzić? - Będąc w oddali od miejsca zdarzenia, Sofya podjęła rozmowę z Maksem, zadając mu pytanie, które ją dosłownie zaskoczyło.
- Uważasz że nie powinienem? - Nie spojrzał na nią, patrząc wciąż przed siebie, trzymając za rękę dziewczynkę.
- Nie wiem co o tym myśleć. Ten człowiek zranił Cię dotkliwie a Ty go uratowałeś, zamiast pozwolić zdechnąć... Dla mnie wyglądał na kogoś, kogo należy unikać. Nie sprawiał wrażenia przyjaznego. Uważaj na niego.
Takie miała wobec Uriego początkowe zdanie. Nie znała tak dobrze podwładnego brata, ale na pierwszy rzut oka nie wydawał się jej być miły.
- Uri już taki jest. Zamknięty w sobie, samotny i nietowarzyski. Wszyscy to w pracy zauważyliśmy. Mimo tych wad, jest bardzo dobrym pracownikiem. Pomimo tego co mi zrobił, jakoś nie czuję już do niego nienawiści.
Przy ostatnich słowach najpewniej sam siebie zaskoczył. Wymienił spojrzenie z Sofyą, gdzie to uśmiechnęli się do siebie. Kobieta pokręciła głową i nie drążyła już tego tematu, ale na koniec musiała coś dodać.
- Powiadają, że "od nienawiści do miłości, jeden krok". - I tu uśmiechnęła się do brata, jakby przewidywała coś między tymi dwoma mężczyznami. Znała Maksa i wiedziała, że ten potrafi wybaczać. Na jej słowa odpowiedział tylko z uśmiechem. Może faktycznie coś w tym było? Nie. Wmawiał sobie że to nie to.

Dotarli do jej domu, gdzie to Pan Ivanov został przez siostrę zmuszony iść się porządnie odświeżyć z powodu posiadania na sobie zbyt dużej ilości pyłu. Bez wahania skorzystał z jej łazienki. Dzieciaki pobiegły do swojego pokoju się bawić.
Przy kolacji wspólnie usiedli wszyscy a nawet z pracy wrócił Adam. Mąż Sofyi, który to wyglądał na nieźle wykończonego. Wspomniał o ilości pacjentów, których przywożono do szpitala z wypadku jakie miało miejsce w muzeum. Tu akurat Sofya i Maks spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a Adam zdziwiony im tylko przyglądał.
- Coś nie tak? - spytał w końcu, aż Sofya udzieliła odpowiedzi.
- Przechodziliśmy tędy i widzieliśmy co się działo. Lecz mój szalony brat polazł tam zgrywając idiotę i bohatera w jednym, ratując "przyjaciela" - Specjalnie zaakcentowała ostatnie słowo, na które Maksa zatkało, że omal nie zakrztusił się herbatą. Adam spojrzał na niego z podziwem, że pomimo prowadzenia ostrego nadzoru w najgorszym więzieniu, jest w stanie uratować czyjeś życie.
- Godne podziwu Maks. Tego bym się po Tobie nie spodziewał.
Musiał go pochwalić. Za to Ivanov odstawiając kubek spojrzał na niego zadając pytanie.
- Wiesz coś o stanie Agranowicza Uriego? To ten o którym mówiłem i... Ten którego uratowałem.
Pytanie tym razem bardziej zaskoczyło Adama. Wiedział co Uri zrobił Maksowi, bowiem on szył mu te cięte rany na plecach i udach. Żeby wroga ratować, trzeba mieć porządnie pomieszane w głowie.
- Wiem tyle że miał operację. Ale nie trafił pod moją opiekę tylko innego lekarza. Dużo informacji Ci nie udzielę. Musiałbyś jutro zadzwonić i się dowiedzieć.
Tak im zaś minęła dalsza część dnia, a Maks na dwie godziny przed północą, wrócił do swojego mieszkania w kamienicy.

Dnia następnego, będąc w pracy usprawiedliwił nieobecność Uriego z powodu wypadku w muzeum, zaś przy okazji zebrał gratulacje od kolegów za wyczyn jakiego dokonał. Że chciał ratować takiego człowieka jakim jest Uri. Nikt inny z powodu jego chłodnej postawy chyba by się nie odważył.
W między czasie otrzymał telefon od Pani Aristow, która powiadomiła go o miejscu pobytu Uriego a także numer pokoju. Nawet zaproponowała dowiezienie na miejsce. Odmówił tego jednak, umawiając się z nią na konkretną godzinę przed szpitalem. I tak też było. Po pracy swojej pojechał do szpitala, gdzie o dziwo kobieta zbyt długo na niego nie czekała.
Ubrany po cywilnemu, wszedł z kobietą i chłopcem do środka budynku. Mały zdawał się szybko polubić Maksa. Do pokoju, w którym przebywał Uri, wszedł jako ostatni. Spodziewał się takiej odzywki Agranowicza i pytań. Niezłą musiał mu zrobić niespodziankę. Szkoda tylko że to nie poprawi nastroju rannego klawisza a pogorszy. Maks stanął przy końcu łóżka wkładając ręce do kieszeni spodni, odkrywając marynarkę którą miał na sobie.
- Nie zamęczaj się tak bardzo, bo przykuję Cię do tego łóżka. W razie czego wziąłem zapas kajdanek. - Rzekł z rozbawieniem, patrząc na kolegę porozumiewawczo, że lepiej dla niego jeżeli przy obecności swojej rodziny grał odpowiednio swoją rolę "przyjaciela". Jak zostaną sami, wtedy wyjaśnią sobie wszystko na spokojnie i na poważnie.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 16:29

Posłał Maksowi mordercze spojrzenie, które mimo bólu nie straciło na swojej ostrości. Gdyby wzrok mógł zabijać przełożony już padłby trupem. Nie miał pojęcia co klawisz naopowiadał jego rodzinie. Czyżby chciał zbliżyć się do Zoji, a potem się na nim odegrać? Zniszczyć to co starał się chronić? Musiał mieć jakiś cel, a on obstawiał zemstę. Nie przypuszczał iż Ivanov mógłby mu przebaczyć, przestać go nienawidzić i co zabawniejsze uratować bez konkretnej przyczyny. Uri nie umiałby postąpić tak jak Maks. Nie zapomniałby i nigdy nie odpuścił. Było w nim zbyt wiele nienawiści i chłodu by spojrzeć na drugiego człowieka z innej strony, by być zdolnym do współczucia czy zrozumienia. Względem Ivanova nie żywił jakiś negatywnych uczuć. Był nim w jakimś stopniu zainteresowany, nie potrafił jednak sprecyzować dlaczego. W tym momencie jego zwyczajowe lekkie zainteresowanie przekształciło się w niemal otwartą wrogość. Czuł, że Maks za bardzo się zbliżył do jego rodziny, czuł się osaczony i bezbronny. Nie miał złudzeń. W tym stanie obrona byłaby prawie niemożliwa. Broni też nie miał chyba, że udało by mu się jakimś cudem udusić przełożonego rurką od kroplówki. Oczywistym było, że nie miał w obecnym stanie tyle siły, a na dokładkę gwałtowniejsze ruchy sprawiały mu ból. Świadomość bycia na łasce drugiego człowieka dobijała Agranowicza i budziła w nim gniew. Zdusił go w sobie.
- Dzięki za troskę – mruknął neutralnym tonem. Zoja spojrzała na niego badawczo, a jej uśmiech nieco przybladł. Wyczuła niechęć bijącą z siostrzeńca, ale nie miała pojęcia dlaczego. Może był zażenowany?
- Przyniosłam Ci parę rzeczy – powiedziała przerywając napiętą ciszę i sięgnęła po torbę kładąc ją na stoliku obok. Wyciągnęła gazety i czasopisma biznesowe, jednak nie przyniosła dokumentacji z firmy. Miała nadzieję, że Uri chodź trochę odpocznie i na chwilę zapomni o pracy. Chłopiec w tym czasie usilnie zabiegał o uwagę mężczyzny, który nie spuszczał oczu ze współpracownika. Zoja zauważając ten dziwny pojedynek na spojrzenia stwierdziła, że lepiej zostawić ich na chwilę samych, zresztą i tak chciała porozmawiać z lekarzem. Podniosła się z krzesła i złapała wymachującego rękoma chłopca.
- Chodź, wujek pewnie chce zamienić słowo z kolegą – powiedziała do wyrywającego się dziecka.
- Słuchaj matki – polecił ostrzejszym tonem, który zawsze skutkował na dzieciaka. Artur zrobił obrażoną minę, ale przestał protestować i dał się wyprowadzić z pomieszczenia. Uri odprowadził ich spojrzeniem, a potem przeniósł je na przełożonego gdy zostali sami.
- Po co ta szopka? Czego chcesz? – zapytał prosto z mostu nie zamierzając bawić się w podchody. Oczekiwał jakiś wyjaśnień, salwy obelg pod jego adresem, czegokolwiek. Oparł dłonie na łóżku podciągając się do pozycji siedzącej. Bolało, ale nie zamierzał leżeć przy tym człowieku jak kłoda. Zacisnął zęby czekając na jakąś odpowiedź i walcząc z zawrotami głowy. Przez to leżenie czuł się jeszcze gorzej, tak sobie wmawiał przynajmniej.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 17:09

Na mordercze spojrzenie Uriego, Maks się tylko uśmiechnął. Przyjacielski z niego człowiek. Sofya dobrze myślała. Maks może jedynie pogorszyć a nie polepszyć jego stan zdrowia swoją obecnością. Tak też chyba było teraz. Właściwie to sam Ivanov nie czuł się dobrze przebywając tutaj, gdzie to rodzina odwiedza swojego człowieka. On tu jest zbędny. Powinien chociażby poczekać na zewnątrz aż oni skończą i potem wejść. Taki miał plan, ale niestety przystał na propozycję Pani Aristow.
Uri na zadowolonego nie wyglądał. Maks nic więcej nie mówił a tylko obserwował, przeważnie młodego chłopaka, cieszącego się obecnością wuja. Kobieta zaraz stwierdziła, że lepiej ową dwójkę pozostawić samą. Tak więc i Maks odprowadził ją z Arturem do wyjścia.
Usłyszawszy pytania, wzrok skierował na Uriego, który na siłę się podniósł do pozycji siedzącej. Powinien leżeć, a nie siedzieć. Chyba faktycznie go przykuje do tego łóżka.
- Twoja ciotka uznała iż jesteśmy przyjaciółmi, więc to podtrzymałem. A czego chcę? Wyrozumiałości z Twojej strony. Nie jestem przedmiotem, którym można sobie kierować według własnego widzi mi się. Nie wiem jak Ty, ale ja posiadam uczucia.
Wtem Maks stanął za łóżkiem i sięgnął rękoma łapiąc za kostki Uriego nim ten się zorientował. Pociągnął do siebie, co spowodowało że Uri musiał się położyć. Mając w sobie tyle siły a kolega będący osłabiony po operacji, nie było to trudne.
- Leż. Jesteś po operacji i siedzenie jest Ci jeszcze wskazane.
Dodał z powagą, jakoby on tutaj wydawał polecenia a nie Uri. Puścił jego nogi i obszedł łóżko stanąwszy teraz po jego lewej stronie, zerkając na aparatury. A po chwili na twarz prawdopodobnie przyjaciela.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 17:53

Wysłuchał tego co miał do powiedzenia klawisz, a większość brzmiała dla niego jak pseudo psychologiczny bełkot. Zaczął się poważnie zastanawiać jak ten człowiek uchował się w wojsku z takimi tekstami, nie miał pojęcia.
- Dlaczego miałbyś podtrzymywać jej założenia? – zapytał i został sprowadzony do pozycji leżącej. Próbował kopnąć mężczyznę instynktownie.
- Łapy przy sobie – warknął na niego obserwując go uważnie. Z oślim uporem ponownie podniósł się na łóżku, nikt mu nie będzie rozkazywał i mówił, że to dla jego dobra. Nie rozumiał tego faceta w ogóle. Był dla niego chodzącą zagadką. W głowie mu się nie mieściło dziwaczne zachowanie klawisza. Bawił się w dobrego stróża czy co? Po cholerę to wszystko? Zastanawiał się snując najróżniejsze scenariusze dalszych kroków Ivanova. Żałował, że nie ma przy sobie broni. Przeklęta służba zdrowia, zabrali mu kaburę bez której nigdzie się nie ruszał. Czuł się nieswojo bez znajomego ciężaru, a towarzystwo przełożonego tuż obok tylko to pogłębiało. Przyjazna postawa Maksa zalatywała mu oszustwem, a on był bezbronny. Aparatura monitorująca pracę serca zaczęła pikać szybciej. Spojrzał na maszynę zirytowany. Najchętniej by się tego pozbył, ale pielęgniarka najprawdopodobniej narobiłaby rabanu myśląc, że umiera. Musiał się z tym jakoś przemęczyć.
- Jaki jest cel Twojego zachowania? Chyba nie myślisz, że uwierzę w tą gadkę o wyrozumiałości? Z jakiego powodu mnie stamtąd wyciągnąłeś? Mów otwarcie, nie lubię gierek – powiedział chociaż sam je wykorzystywał nie raz. Z Maksem wolał jednak wszystko wyjaśnić i jakoś się dogadać skoro fizycznie był na straconej pozycji. Spojrzał na niego twardo, ignorując ból.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 18:21

- Było zabawnie i móc Ciebie trochę po wkurzać. - Odpowiedział z rozbawieniem. Jak chciał, to potrafił mieszać sytuacje dodając smaczku zabawy. Ale tu Uri zbyt poważnie do tego wszystkiego podchodził, więc sam zaraz uspokoił swój uśmiech na twarzy.
- Twoja ciotka się o Ciebie martwi. Wziąłbyś sobie to do serca. Potrzebujesz kogoś, kto Ci będzie pomagał. A od tego są właśnie przyjaciele. O ile rozumiesz znaczenie tego słowa.
Wtedy zaś ściągnął Uriego do pozycji leżącej, choć jak widać nie był z tego zadowolony, a nawet przez kołdrę próbował kumpla kopnąć.
Westchnął jedynie zmieniając swoja pozycje, skoro ten i tak ponownie usiadł. Jego sprawa. Jak mu się pogorszy, będzie przykuty do łóżka tak długo aż nie będzie z nim lepiej.
Maksimilian posiadał broń przy sobie. Miał ją schowaną w pasku spodni za plecami zakrytą marynarką. A że szpitale nie posiadają barierek wyłapujących coś metalowego, nie musiał obawiać się o spotkanie z ochroną. A nawet gdyby, legitymacja wszystko załatwi.
- Kierowałem się intuicją. Coś mi podpowiadało, że powinienem tam iść i to po Ciebie. Gdyby nie Artur nie miałbym pewności że to faktycznie Ty tam byłeś. To po pierwsze. Po drugie. Zabicie Cię tam byłoby zbyt łatwe, nie uważasz? Nawet teraz mogę to zrobić. - Zerknął w tym momencie na aparaturę monitorującą bicie serca Uriego. Facet się widocznie trochę zdenerwował, ale cóż. Maks nie robił niczego co miało do tego doprowadzać. On sam sobie szkodził.
Powrócił spojrzeniem na Agranowicza i dokończył:
- Żeby było jasne. Nie czuję do Ciebie nienawiści. Lecz w jakimś stopniu przywiązanie. - Te słowa wypowiedział bardzo poważnie. Nie było w jego oczach żadnej krzty kłamstwa. Jedynie czysta prawdę Uri mógł wyczytać z jego spojrzenia, które tkwiło w jego oczach. To czy mu uwierzy, Maks nie liczył. Uri będzie potrzebował czasu na przeanalizowanie sytuacji.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 19:24

Uri miał własną definicję przyjaźni. Przyjaciel to osoba, która wbije Ci nóż w plecy tuż przed Twoim wrogiem. Uważał, że ona częściej się sprawdza w życiu.
- Więc na co czekasz? No dalej, zabij mnie – warknął na niego chłodnym tonem. Kolejne słowa mężczyzny były co najmniej zaskakujące. Ivanov wydawał się być szczery, przynajmniej taki przybrał wyraz twarzy. Był świetnym aktorem, albo kompletnie oszalał.
- Czy dobrze usłyszałem? Czujesz przywiązanie? – zapytał, a usta drgnęły mu z rozbawienia. Próbował się opanować, ale cała ta sytuacja była po prostu cholernie absurdalna. Zaśmiał się szczerze po raz pierwszy w obecności klawisza. Ból skręcił go. Miał wrażenie, że ktoś wbił mu na raz tysiące igieł w zszytą ranę. Prześmiewczy uśmieszek nie schodził mu z ust mimo cierpienia.
- Może nikt Ci jeszcze tego nie uświadomił, ale pora na leczenie psychiatryczne. Masz poważny problem z głową, a Delfin zdecydowanie Ci nie służy przyjacielu – powiedział cynicznie i wyprostował się trzymając za bok. Utkwił w nim brązowe oczy.
- Nie wiem co Ci odbiło i nie obchodzi mnie to. Nie waż się zbliżać do mojej rodziny bo inaczej porozmawiamy – powiedział lodowatym tonem. Po uśmiechu nie było śladu. Grożenie uzbrojonemu mężczyźnie nie było w obecnej sytuacji zbyt rozsądne, ale trudno walczyć z nawykami. Nadal nie rozumiał Maksa, ale postanowił go baczniej obserwować. Rozgryźć jego zamiary i w porę zareagować.







Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Czw 24 Sty 2013 - 20:02

Z powodu przeszłości, Uri wykreował sobie drugą stronę definicji przyjaźni. Maks jednak kierował się tą pierwszą. Jednak sam był ostrożny w dobieraniu sobie przyjaciół i ufał tylko tym, którym był pewien, że nie odwalą mu przykrego numeru.
Maks ani się ruszył z miejsca, a jedynie westchnął na słowa Agranowicza. Zabić go tutaj? Chyba zwariował. Jeszcze przyjdzie do tego że Maksa oskarżą o zabicie swojego człowieka. Potem przyjdzie mu siedzieć w więzieniu. W najgorszym wypadku w Delfinie.
Kolejnymi słowami najwidoczniej wprawił w zaskoczenie klawisza. Nic dziwnego. Ten traktuje go jak śmiecia a on okazuje mu coś więcej niż nienawiść. Jej przeciwieństwo.
- I kto tu kogo nazwał przyjacielem? - Uśmiechnął się kącikiem ust. Wysłuchał kolejnych jego słów, ale rodzina Uriego go w żaden sposób nie obchodziła. Ten facet jest sceptycznie nastawiony do świata. Wszystkich ignoruje, nawet kolegów którzy którzy mu chcą pomóc.
Tym razem Maks nachylił się tak, że złapał Uriego za ręce i skrzyżował razem kładąc na jego brzuchu. Jeżeli się szarpał, uderzył go lekko w bolący bok by się opanował. Przycisnął mu ręce w nadgarstkach jedną ręką, zaś drugą położył na jego głowie odchylając trochę i przysuwając bliżej swoją twarz, przez co pocałował go w usta z zachłannością i namiętnością. Teraz on pokazał mu swoją odwagę, że potrafi przejmować kontrolę nad daną sytuacją. Chociażby wykorzystując słabość Uriego. Całując go, sprawdzał czy ten mu odwzajemni czy nie. Czy czuje do niego to samo czy nie. Nie bez powodu Uri się ciągle go czepia i rżnie kiedy ma ochotę. Coś w tym musiało być, a Maks musiał to sprawdzić. Odkleił się od jego ust i patrząc w oczy czekał na reakcję. Jednocześnie czuwał, gdyby czasem ktoś zamierzał wejść, puści chorego i odsunie się na dwa kroki, jakby nic się nie stało.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Pią 25 Sty 2013 - 18:13

Zaczął się z nim szarpać, ale przestał gdy Maks go pocałował. Znieruchomiał zaskoczony. Zawsze to on wymuszał na mężczyźnie zbliżenia, prześladował go psychicznie i fizycznie. Klawisz niechętnie odwzajemniał jego zaczepki, a czasem w ogóle. Nigdy by nie przypuszczał, że Maks zbliży się do niego z własnej woli. Instynktownie oddał pocałunek i ugryzł go w pewnym momencie by nie pozwalał sobie na zbyt wiele. Spojrzał na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy jakby go oceniał w myślach.
- Kto by pomyślał, że się za mną stęsknisz – mruknął cynicznie i wyszarpnął ręce z jego uścisku. Miał teraz idealną okazję by uderzyć go w twarz, ale nie zrobił tego. Nie bardzo wiedział jak ma reagować na taką odmianę w zachowaniu Ivanova.
- Nie masz nic innego do roboty? Czy wiszenie nade mną jak jakiś sęp to Twoje nowe hobby? – zapytał zgryźliwie i poprawił sobie poduszkę. Nie wiedział ile jeszcze będzie musiał czasu tutaj spędzić, ale miał nadzieję że przełożony nie zachce go odwiedzać ponownie. Nie podobała mu się łatwość z jaką przejmował panowanie nad sytuacją.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 26 Sty 2013 - 0:11

Maksimiliana nie jest łatwo złamać. to silny człowiek fizycznie i psychicznie. Podczas zapędów Uriego, gdzie to sobie robił z nim co chciał, nie okazywał w żaden sposób swoich słabości. A jeżeli na coś się zgadzał z powodu przymusu, to robił dlatego by mieć święty spokój. Sam Agranowicz się zastanawiał jak on wytrwał w wojsku i czemu pracuje w więzieniu, skoro posiada uczucia? Ma się swoje sposoby. Kiedy nie trzeba, wtedy Maks ich nie okazuje. A kiedy nie musi ich ukrywać, to je okazuje. Chociażby przebywając z bliskimi mu osobami. Jednak jak każdy posiada słabe punkty.
Najwidoczniej zaskoczył swoim pocałunkiem Uriego. To mogło być do przewidzenia. Przerywając przez ugryzienie, uśmiechnął się lekko.
- Tęsknił bym bardziej, gdybym pozwolił Ci tam zginąć. Z drugiej strony, szkoda stracić tak świetnego podwładnego.
Specjalnie mu dogryzł, przypominając kto tutaj ma "władzę". Jakby żadna umowa dla Maksa nie istniała. I tak o niej nie myślał, skoro Uri świetnie sobie radzi jako nadzorca, a dyrektor nie ma do niego żadnych uwag. To najważniejsze.
Zabrał ręce, kiedy ten się wyrwał. A gdyby próbował uderzyć, Ivanov zdążyłby uniknąć ciosu. Jednak w szpitalu przecież nie będą się bili.
- Mieszkam sam, więc na godzinę dwie pozwoliłem sobie Cię odwiedzić. Przy okazji powiadomić że usprawiedliwiłem Twoją nieobecność i wypisałem urlop na miesiąc. Tyle czasu powinno Ci wystarczyć na dojście do siebie.
Tak czy inaczej Maks by przyszedł do niego, nawet gdyby Pani Aristow go o to nie prosiła. Przekazać wiadomość musiał. A nie był pewny, czy Uri odebrałby od niego telefon, bądź też czy pozwolono mu rozmawiać.
- Jeżeli masz mnie już dość, to sobie pójdę. - Dodał nagle, bowiem nie chciał go męczyć swoją obecność. Jeszcze znów ciśnienie mu się podniesie i serce zacznie mocniej pikać.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 26 Sty 2013 - 21:13

Uniósł brew na jego słowa, ale nie przejął się tym w żaden sposób. Ivanov dla niego był przełożonym tylko i wyłącznie na papierze. Nie uznawał jego zwierzchnictwa nad sobą. Nigdy nie lubił nikomu podlegać i przeważnie miał z tego powodu problemy. Najlepiej pracował gdy dało mu się wolną rękę.
Przez kolejne informacje Maksa humor Uriego zdecydowanie się pogorszył. Miesiąc bez pracy w więzieniu, bez dodatkowych dyżurów i stosów papierów. Ktoś na jego miejscu pewnie by odetchnął z ulgą na ten przymusowy urlop, ale nie on. Sprawy firmy nie zajmowały mu aż tyle czasu, ćwiczenia by odzyskać pełną sprawność również więc co on do cholery zrobi z resztą? Agranowicz żył pracą, a gdy nie miał wypełnionego po brzegi planu dnia snuł się bez celu i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Jednak bez sensu było by wracać do Delfina wcześniej. Z zepsutego „narzędzia” nie ma pożytku – pomyślał ponuro i spojrzał na klawisza.
- Rób co chcesz – mruknął oschle sięgając po jedną z gazet gdy do pomieszczenia weszła Zoja z Arturem, który zajął miejsce na krześle tuż obok niego. Kobieta stanęła niedaleko nich i uśmiechnęła się.
- Lekarze mówią, że spędzisz tutaj jeszcze tydzień, a potem będziesz musiał przyjeżdżać na wizyty kontrolne. Nie wolno Ci się przemęczać więc pomyślałam, że przez ten czas mógłbyś pomieszkać u nas – powiedziała zachęcająco. Dzieciak ożywił się na te słowa i uśmiechnął szeroko.
- Nie ma mowy – powiedział lodowatym tonem. Jeszcze tego mu brakowało do szczęścia. Wrzasków od rana do nocy i biegającej nad nim ciotki. Kobieta posłała mu niezadowolone spojrzenie, ale nie naciskała. Wiedziała, że w przypadku siostrzeńca to strata czasu. Artur poawanturował się chwilę, ale zamilkł jak dostał gazetą po głowie od wuja, który udzielał mu reprymendy.
- W pracy też jest taki? – zapytała Maksa ukradkiem by jej nie usłyszeli, obserwując z cieniem współczucia swoją pociechę. Artur siedział z niemrawą miną. Kobieta wróciła spojrzeniem do klawisza.
- Może chciałby Pan wpaść z rodziną do nas na kolację gdy Uri już wyjdzie ze szpitala? W ramach podziękowań – powiedziała z uśmiechem. Nie mówiła głośno by chory jej nie usłyszał. Wiedziała, że nie lubił takich spotkań i często się z nich wykręcał. Jednak za uratowanie życia należało okazać wdzięczność nawet jeśli sam Uri nie przywiązywał do tego wagi. Wyglądał na bardziej zirytowanego całą sytuacją. Znów spojrzała na swoją rodzinę. Siedmiolatek szybko otrząsnął się po wcześniejszej naganie i ponownie oczy zaświeciły mu się psotnie. Spojrzał na aparatury podłączone do Uriego i złapał za przewód od kroplówki
- Po co to? – zapytał ciekawsko i zacisnął na nim rękę, a kroplomierz zatrzymał się.
- Nie dotykaj niczego – skarcił dzieciaka ostrym tonem, a chłopiec znów się trochę nachmurzył.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 26 Sty 2013 - 22:09

Bywają czasy, gdzie to niestety trzeba pogodzić się z faktem, że nie jest się już kimś najwyżej w hierarchii ale niżej o kilka stopni, samemu podlegając wyższemu. Maksimiliam miał prawo zgłosić dyrektorowi zachowanie Uriego, że się stawia i rządzi, ale patrząc na to z drugiej strony, sam wyszedłby na słabego, że nie potrafi poradzić sobie z podwładnym. Cóż. Na razie więc przystał na zasady Agranowicza i stopniowo się do tego przyzwyczajał.
Maks prychnął rozbawiony zachowaniem Uriego, który chciał zbyć słowami "rób co chcesz". Przez to zapadło kilkuminutowe milczenie, a do pomieszczenia wróciła kobieta z synkiem. Wysłuchał jej przekazu informacji od lekarzy. Nic dziwnego że musi on leżeć, nie przemęczać się i tak dalej.
- Widocznie dobrze odliczyłem Twój urlop. - Rzucił w między czasie, kiedy Uri zaczął się sprzeciwiać. Zaraz spojrzał na Panią Aristow, która zadała pytanie.
- Tylko wtedy kiedy komar go ugryzie. - Odpowiedział z uśmiechem, bowiem zachowanie buntowniczego Uriego bo czasami bawiło. Nie, nie i nie. Tylko tyle potrafił mówił, kiedy ktoś chciał mu oferować pomoc.
- Jeżeli Uri nie będzie miał nic przeciwko, to skorzystam z zaproszenia. - Nie odmówi wizyty w domu przyjaciela. Zerknął nawet w jego stronę, jakoby był ciekaw jego przyszłej reakcji. Podobno Maks miał się nie mieszać do jego rodziny. Ale to ona miesza go do siebie.
Uwagę mu zaraz przykuł chłopiec zaciekawiony urządzeniami monitorującymi stan Uriego. A Uri jak zwykle ostry. Dla dzieci mógłby być bardziej miły. Zatem Ivanov podszedł do Artura i postanowił wyjaśnić.
- Kroplówka dostarcza brakujące płyny Twojemu wujkowi, kiedy spał. To tak jakbyś był spragniony i poszukiwał najbliższego sklepu z wodą do picia.
Uśmiechnął się i zerknął na kolegę, na pewno udającego że czyta. W sumie mógłby zaproponować mu zamieszkanie u siebie. Miałby nie tylko z jego strony opiekę, ale i spokój.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   Sob 26 Sty 2013 - 23:29

Na wyjaśnienia Ivanova przewrócił oczami i mruknął z nad gazety.
- Minąłeś się z powołaniem, praca w przedszkolu bardziej do Ciebie pasuje.
Wrócił do czytania interesującego go artykułu próbując się odciąć od rodzinnego zgiełku. Artur uśmiechnął się do klawisza i wskazał na kolejną rzecz zadając pytania. W pewnym momencie dzieciak przez przypadek zahaczył nogą o kabel od kardiografu, który oderwał się od urządzenia. Z maszyny wydostał się głośny pisk. Oderwał się od gazety i spojrzał na monitor. Pozioma kreska wskazywała, że właśnie serce przestało pracować.
- Artur co Ci mówiłem! – huknął na dziecko, które skuliło się w krześle.
- To nie moja wina… samo się zrobiło… – wybąkał trochę przestraszony.
- Samo to się nigdy nic nie dzieje szczególnie w twojej obecności! – powiedział zimnym tonem. Oczy dzieciaka zaszkliły się niebezpiecznie, ale średnio go to obeszło. Chwili spokoju człowiek nie mógł mieć, nie chciał nawet myśleć jak przetrwa tydzień odwiedzin. Do pokoju wpadła pielęgniarka z lekarzem, a widząc że pacjent nie jest umierający uspokoili się.
- Proszę bardziej uważać – pouczyła go kobieta, podpinając kabel tam gdzie był poprzednio. Posłał jej niezadowolone spojrzenie i omiótł trójkę odwiedzających.
- Nie powinniście już iść? – zapytał z naciskiem. Czuł się zmęczony i miał po wyżej uszu wrzasków Artura. Nie przepadał za dziećmi i niezbyt umiał się z nimi obchodzić. Chłopiec ucichł zauważalnie i przyległ do matki z nieszczęśliwą miną. Kobieta wzięła go na ręce i przytuliła posyłając siostrzeńcowi piorunujące spojrzenie.
- Mam jeszcze parę spraw w firmie, ale może Pan Ivanov dotrzyma Ci towarzystwa. Przyjdę jutro – powiedziała nieco chłodniejszym tonem i wyszła rozeźlona opryskliwością Agranowicza. Zdusił w sobie westchnienie i położył się bo bok znów zaczął mu dokuczać. Zerknął na przełożonego. To był jeden z najdziwniejszych dni w jego życiu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "   

Powrót do góry Go down
 
15 czerwca 2010 roku - "Przy­jaźń jest podstawą każdej miłości. "
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój Czterech Pór Roku
» Jak to jest stracić pamięć? ~Roko Scarlet
» A jaki jest Twój Patronus?
» Dziedziniec
» Wieża Wiatrów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Historie-
Skocz do: