<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Cela nr #1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Cela nr #1    Sob 5 Sty 2013 - 18:42

Współlokatorzy:
  • Gabrijel Volkov
  • Arsen Repnin


Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Wto 23 Kwi 2013 - 16:57

Ostatni tydzień był całkiem przeciętny, jeżeli nie liczyć tego, że w poniedziałek, podczas rozmowy z terapeutą więziennym, znany wszystkim jako Arszenik więzień z czerwonego bloku, zrujnował trzymiesięczną pracę swojego lekarza, informując go, że w zasadzie to wcale nie zmienił swojego sposobu myślenia, tylko po prostu chciał sprawdzić jak wygląda człowiek rozczarowany.
- Skad wiesz, że jestem rozczarowany? - spytał spokojnie terapeuta.
- Jeżeli jeszcze nie jesteś, teraz będziesz. - powiedział Arsen, który od czterdziestu minut obracał w dłoni ołówek z biurka lekarza, a właśnie w tym momencie z rozmachu wbił jego ostrą końcówkę centralnie w żyłę i bez żadnego grymasu na twarzy, rozorał przedramię prawie do nadgarstka. Przy czym trzeba zaznaczyć, że cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy, tak by terapeuta na pewno zauważył spokój w oczach Osy. Oczywiście skończylo się to izolatką na tydzień. Pierwsze godziny spędził unieruchomiony pasami, tak na wszelki wypadek. Widząc, że jest calkowicie spokojny, nadzorca pilnujący izolatek rozwiązał go. Reszta tygodnia bez zarzutu. W zasadzie Arsenowi wcale nie przeszkadzała głucha cisza, posiłki dwa razy dziennie, ani nawet fakt, że nie ma kompletnie nic do roboty. Faktycznie, w ogóle nie wstawał z twardej pryczy w rogu, dlatego nadzorca zajrzał do niego, żeby sprawdzić czy jeszcze żyje.
- Co robisz? - spytał i zgłupiał, kiedy zobaczył, że Repnin leży z otwartymi oczyma. Ten spojrzał na niego i takim samym tonem jak zwykle, jak by to było oczywiste odpowiedział:
- Relaksuję się.
A potem, jakoś w okolicach soboty wieczorem, wypuścili go. Ogarnął się trochę pod prysznicami, strzelił żółwia z kumplami, zdążył nawet zagrać w karty. Jakoś przed 19 przyszedł nadzorca i oznajmił mu, że przenoszą go do nowej celi.
- Uuuuu, Księciunio narozrabiał. Pochwal się, co zrobiłeś, staruszku? - spytał zaciekawiony kumpel z sąsiedniej celi, kiedy Arsen zbierał swoje bambetle.
- Jak to co? Zasłużyłem na pałac i wynoszę się z plebsu. - rzucił przez ramię i podążył za strażnikiem do celi w drugim końcu skrzydła więziennego. Póki co pomieszczenie było puste. Repnin bez zastanowienia wrzucił swój niewielki dobytek na górną pryczę i rozwalił się na niej po chwili, opierając leniwie o ścianę i wyglądając bez zainteresowania za okraszone kratami okno. Jakoś nie bardzo się przejął zmianą kwatery, a w zasadzie dostrzegał nawet plusy swojego położenia. Ta część więzienia była dość głośna, ale miał już dość spokoju jak na ten tydzień. I doskonale wiedział, dlaczego go przenieśli. To była kolejna próba wymuszenia na nim poczucia dyskomfortu, żeby tylko zyskać nad nim przewagę. W prostszych słowach: Pan terapeuta chciał postawić mu warunek, że wróci do starej celi jak zacznie współpracować, tym razem na serio. Arsen był ciekaw, co jeszcze jest w stanie wymyślić, żeby spróbować się z nim dogadać.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Wto 23 Kwi 2013 - 17:48

Wyprostowany, z wysoką uniesioną głową Gabrijel szedł przed siebie spokojnym luźnym krokiem, nie zwracając najmniejszej uwagi na klawisza idącego obok. Zielone tęczówki mierzyły zdystansowanym spojrzeniem poszczególne cele i ich więźniów. Wracał właśnie ze stołówki i już czekała na niego nietypowa niespodzianka, która raczej mu się nie spodoba.
- Arszenika ci przydzielili, Dżibril - odezwała się jedna z Os, tuż zanim wszedł do swoje własnego "mieszkania".
A może jednak spodoba. W oczach mężczyzny pojawiła się nuta zainteresowania, a usta mimowolnie wygięły się w specyficznym uśmieszku. Oczywiście, że słyszał o Repninie, niekoniecznie dużo wiedział, ale z całą pewnością nieco już się osłuchał historyjek na temat owego pana. Nadzorca zerknął niepewnie na skazańca, jakby zastanawiając się, czy to na pewno dobry pomysł, by ta dwójka zajmowała tą samą celę, a najbliższy więzień zachichotał cicho. Spodziewali się różnych sytuacji i tego, że będzie czego posłuchać, a także mieli nadzieję na nieco rozrywki. Klawisz szarpnięciem zatrzymał Gabrijela.
- Żadnych numerów, Volkov - ostrzegł, a skazaniec rozszerzył oczy, przybierając minę niewiniątka.
Przecież nie był jakimś psychopatą, a to, że żaden współlokator nie wytrzymywał z nim dłużej niż miesiąc nie było jego winą. Przecież gwałcić nie gwałcił, bić nie bił...no chyba że został do tego zmuszony, albo uznał, że była taka potrzeba. Normalnie istny aniołek. Z reguły. Ale bywa różnie. W każdym bądź razie wprowadzony do celi odprowadził klawisza beznamiętnym spojrzeniem, powstrzymując się jednocześnie od skakania z radości i głupiego uśmiechania się. W końcu ktoś ciekawy w owym pomieszczeniu, a bynajmniej takie myśli miał Dżibril, który aktualnie zadarł delikatnie głowę, by sięgnąć wzrokiem do leżącego na górnej pryczy mężczyzny. Było mu szczerze obojętne, że leżał na górze, sam wolał prycze na dole, tak więc tym faktem się nie przejął, ale i tak go odnotował. Bez najmniejszym oporów otaksował wzrokiem skazańca, nawet cofając się parę kroków do tyłu, by mieć lepszy widok. Pierwszy ruch wykonany, jaka odpowiedź?
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Wto 23 Kwi 2013 - 18:52

Arszenik nie zareagował na lekkie zamieszanie na zewnątrz celi, nawet kiedy kątem oka zauważył nadzorcę i współlokatora. Nie myślał o niczym konkretnym, patrząc przez okno. W sumie to odtwarzał w głowie Stairway to heaven. Nie miało to żadnego celu, po prostu było sposobem na zabicie czasu. Pamiętał każdy wers piosenki, każdy dźwięk trącanych strun. Nie, nie był fanem Led Zeppelin, po prostu akurat mu się przypomniało, że przy tej piosence pewnego pięknego dnia podciął sobie żyły. Była dość sentymentalna, ale nie wywoływała u niego wspomnień. Zresztą, co miał sobie przypominać? Odlot spowodowany wykrwawianiem się, dziwny sen o księżycu czy tą upokarzającą chwilę, kiedy obudził się w szpitalu? Bez sensu. Po prostu słuchał muzyki, tyle że bez odtwarzacza. Chociaż szczerze mówiąc, wolałby od razu iść spać.
Dopiero po dłuższej chwili, kiedy skończył "słuchać" zapamiętanej melodii, zwrócił swoje oblicze ku współlokatorowi. W przeciwieństwie do niego, nie był zainteresowany jego osobą i nie zamierzał taksować go wzrokiem. Osa dość bezczelnie spojrzał w zielone oczy Volkova i utrzymał kontakt dłużej niż to normalne. Zdawało się, że zaraz coś powie, ale on przez okrągłe czterdzieści sekund tylko patrzył. Potem w zasadzie lekko, ledwo widocznie uniósł brew i zerknął na wyjście z celi przelotnie, by z bluzy wyciągnąć całą paczkę papierosów i zapałki. Odpalił, zaciągnął się i uwalił się całkiem na pryczy, strzepując popiół poza jej granice. Jak zwykle piątemu z kolei machowi, towarzyszyło błogie westchnięcie niby to ulgi, niby rozkoszy. Cisza trwała i trwała, a Arsen wyglądał jakby już nigdy miał się nie odezwać. W końcu jednak po około siedmiu minutach zgasił papierosa o ścianę i "pstryknął" go, nawet nie patrząc gdzie poleci. Przymknął oczy i ugniótł głową twarda poduszkę, zupełnie jakby miał już zasnąć.
- Volkov. Interesujące. - powiedział lekko ochrypłym głosem. To była naturalna chrypka, miał ją od wielu lat, mniej więcej od momentu mutacji w fazie dojrzewania. W dodatku jego głos sam w sobie był dość interesujący, nawet bez wyżej wspomnianej. Miał niski wydźwięk, sięgający niemal basu i przypominał momentami drżenie grubej struny gitary elektrycznej. - Grasz w karty?
Arszenik był specyficzną osobą. W więzieniu, kiedy dostawałeś nowego współlokatora, zazwyczaj pierwszym pytaniem było: Mam ci zaufać, że nie udusisz mnie w nocy bluzą czy od razu wbić ci ołówek w oko? Jednak Repnin pomijał te kwestie z prostej przyczyny. Miał lekki sen.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Wto 23 Kwi 2013 - 20:19

Przez te czterdzieści sekund Volkov nie spuścił ani razu spojrzenia, odpowiadając rozbawionym wzrokiem, jakby właśnie Arsen powiedział jakiś naprawdę dobry żart. Wargi uniosły się w dziwnym uśmiechu w reakcji na dalsze poczynania mężczyzny. Gabrijela naprawdę łatwo było rozbawić swoim zachowaniem, to trzeba było przyznać. Luźnym krokiem mężczyzna przeszedł się po celi tylko po to, by oprzeć się plecami o ścianę na przekątnej od pryczy. Chciał mieć na oku nowego współlokatora? Wątpliwe, raczej badał go na swój własny, pokręcony sposób, co z resztą mogło się nawet ciekawie rozwinąć. Na pierwsze słowa jedynie uniósł sugestywnie jedną brew, odchylając głowę do tyłu, dopóki ta nie dotknęła ściany. Zielone tęczówki zostały przykryte na chwilę powiekami, by po paru sekundach znowu pokazać się światu i skierować zaciekawione spojrzenie w kierunku Arsena.
- Czasami - odparł jedynie krótko, nie widząc sensu w dłuższej wypowiedzi.
Volkov również nie zadawał pytań w stylu "jesteś psychopatą, czy nie jesteś psychopatą" równe zapytaniu się temu, czy trzeba w nocy uważać. Przepracował trochę w wojsku, tak więc nawet przez sen był czujny pomimo, że nie wyglądał na takiego. Ogółem, ze swoim niskim jak na to więzienie wzrostem początkowo zwracał na siebie uwagę jako potencjalna ofiara gwałtu, jednak po niecałym miesiącu niejedna osoba doszła do wniosku, że lepiej trzymać się od niego z daleka. Miał naprawdę...specyficzne podejście do życia i bardzo nietypowe metody zniechęcania do stosunku, gdy jedna ze stron (rzecz jasna on) jest niechętna. Przede wszystkim jego działania nie rozchodziły się głośno, a po cichu, poza tym pomimo roku przebywania tutaj praktycznie nikt nie znał naprawdę persony skazańca, która składała się z wielu elementów. Po pewnym czasie cmoknął z niezadowoleniem i teatralnie skłonił się delikatnie.
- Gdzież się podziały moje maniery. Powinienem się przedstawić - powiedział jedynie - Gabrijel Vokov, pseudonim Dżibril.
Logiczne, że było to całkiem niepotrzebne, ale jak było już wspomniane, mężczyzna lubił zaskakiwać, lubił, gdy ktoś był zdezorientowany, ale chociaż delikatnie zbity z tropu jego słowami. Najprawdopodobniej nadal toczył swego rodzaju wojnę ze swoimi myślami, ale to drobny szczegół.
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Sro 24 Kwi 2013 - 7:53

Arsen raczej nie był jedną z tych osób, które w łatwy i prosty sposób można było zmusić do czegoś. Tak po prawdzie, lepiej było go nie zmuszać. Dużo skuteczniejszym sposobem było zaintrygować go w jakiś sposób. Faktycznie, zbyt łatwe to nie było, ale bezpieczniejsze niż zmuszanie. No może lekka przesada. Zainteresować mogło go wszystko, ale albo tego nie okazywał, patrząc na rozwój sytuacji, albo bardzo szybko sytuacja stawała się nudna. Były zawodnik MMA potrzebował wartkiej akcji, wzbogaconej dodatkowo przez intelekt. W najgorszym przypadku o spryt i doświadczenie. Dlatego w ogóle nie zwracał uwagi na Volkova, leżąc z zamkniętymi oczyma, aż do tej pory, do której ponownie się nie odezwał. Arszenik już przy pierwszych słowach otworzył oczy, a w połowie wypowiedzi współlokatora stał już przed nim, bynajmniej nie w odległości zachowującej w sobie pewne normy społeczne. Uniósł brew, krzywiąc się lekko. Nie był ani zdziwiony, ani zdezorientowany, daleko było mu też od zbicia z tropu. Ba, żeby osiągnąć taki efekt, brunet musiałby po 1. znać Repnina minimalnie kilka miesięcy, 2. być mistrzem świata w opanowaniu. Arsen nie miał takiej famy jak Volkov. Jego współlokator, rzecz jasna poprzedni, nie zostal przeniesiony po miesiącu, ale chyba tylko dlatego, że sfiksował i średnio raz na tydzień lądował w izolatce na kilka dni. Nikomu nie przyszło do głowy, że facet jest po prostu podatny i posiada zerową inteligencję psychoanalityczną, a w konsekwencji nie potrafi rozpoznać i bronić się przed manipulacyjnymi gierkami, psychologicznymi sztuczkami i całkiem porządnym praniem mózgu, jakie fundował mu Repnin przez kilka godzin dziennie. Do tego trzeba koniecznie dodać, że ów męzczyzna zapierał się w żywe oczy, że Arsen jest najlepszym kumplem jakiego miał. I nie, nie był to ten, z którym grał w karty. Tamten świr siedział w izolatkach. Znowu.
- Cóż, jeżeli jeszcze nie dotarło: Wiem, kim jesteś. To, że cię nie znam osobiście, to już inna sprawa, ale raczej poznać nie będę chciał. Za to chętnie wytłumaczę ci, kim nie będziesz. - powiedział dokładnie takim samym tonem jak poprzednio. Wydawało się, po treści jego wypowiedzi, że jest zirytowany, ale cała postawa Osy przeczyła temu. A już na pewno te spokojne, wyważone oczy. Oparł się dłonią o ścianę tuż przy głowie Gabrijela. W zasadzie nie dał mu czasu na odpowiedź.
- Dla własnego bezpieczeństwa nie odzywaj się, kiedy o nic nie spytam. Nie interesuje mnie jaki jesteś, co robiłeś, ani nawet jak tu trafiłeś. Imię i nazwisko znam i szczerze powiedziawszy raczej cięzko mi zdecydować, czy nie przyjąć zakładu od Szulera, ot dla zabawy. - rzucił niemal beztrosko i odsunął się na kilka kroków, dopiero teraz dość szybko przesuwając wzrokiem po jego sylwetce. Zanotował kilka szczegółów w pamięci, po czym stracił zainteresowanie Volkovem. Podszedł do pryczy i spojrzał w sufit nad nią, a potem przeslizgnął się wzrokiem po kablu przyczepionym do sufitu, który prowadził do lampy. potem zjechał wzrokiem po rurach w kącie. W międzyczasie wsunął dłoń pod ciężki i twardy materac górnej pryczy, jakby zastanawiając się nad czymś. W rzeczywistości badał tylko warunki, chociaż mogło wyglądać to na zupełnie co innego. Odsunął się, wpatrując w zacieki na ścianie i poprawiając rozległy opatrunek na prawym przedramieniu, który lekko przesiąknął krwią. Gruba i długa na dwadzieścia pięć centymetrów czerwona plama na białym bandażu mogła wyglądać na próbę samobójczą, ale w rzeczywistości nie była pierwszą, co widać było po drugim przedramieniu. Na lewej ręce Arszenika znajdowało się conajmniej 50 blizn, jedna obok drugiej, ale zdecydowanie wyróżniała się ta na środku. Podłużna, sięgająca od zgięcia łokcia, aż po wnętrze dłoni. Druga podobna "zdobiła" zabandażowane ramię; jej końcówka wystawała z dwóch stron bandaża - w zgięciu łokcia i wewnątrz dłoni.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Sro 24 Kwi 2013 - 9:06

Zobaczymy, jak długo potrwa, zanim jeden z drugim się pozabija, a w najlepszym wypadku ile czasu minie zanim jeden drugiego zgwałci, a później się mścić będą za każdą "krzywdę". Bo w obu przypadkach próby wszelkiego "prania mózgu" raczej spełzną na niczym, bo ani Gabrijel nie wykazywał słabości psychicznej, a również i Arsen bez żadnych wątpliwości nie był słaby pod tym względem. Zresztą ciężko było do czegokolwiek zmusić owego pana, może dlatego, że ten zawsze sam podejmował daną decyzję po pewnej dozie zastanawiania się, o ile uznał, że mu się ona opłaca na swój sposób. W każdym bądź razie zielone tęczówki Dżibrila zarejestrowały każdy ruch drugiego mężczyzny, zapisując sobie poszczególne kroki w pamięci. Jeszcze zanim ten przy nim stanął, na twarzy Volkova pojawił się cień uśmiechu. Gdy nie zbijał kogoś z tropu, obserwował reakcje na poszczególne słowa, a później je dokładnie analizował. No, chyba że ktoś go zainteresował w większym stopniu, jednak na chwilę obecną znacznie bardziej ciekawiły go odruchy Repnina, niźli to, jaki jest. Dlatego też wysłuchał wypowiedzi Arsena, przekrzywiając jednocześnie delikatnie głowę w bok, dotykając tym samym jednej z dłoni drugiego mężczyzny, jednak wyglądało to na całkowity przypadek.
- Jak uroczo - skwitował i to była jego jedyna reakcja na słowa współlokatora.
Przez chwilę śledził wzrokiem wyższego od siebie Arsena, odchodząc po chwili od ściany i robiąc trzy kroki naprzód, teraz przyglądając się uważniej bliznom. Niespodziewanie podszedł bliżej, stawiając jednakże głośne kroki, by przypadkiem nie oberwać z automatycznego odruchu, jak mogło być, gdyby niespodziewanie stanął obok Arszenika.
- Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej - powiedział, pukając po chwili ranę i dodając - nigdy nie upadaj nisko, bo nie podskoczysz wyżej.
Teraz wewnątrz siebie był przygotowany na odepchnięcie bądź też uderzenie. Wiadomo, zaprzeć się stopami, a cios przyjąć na przedramiona. Na zewnątrz jednakże był całkowicie rozluźniony, jakby właśnie znajdował się na wolności i opalał na słoneczku, a nie w więzieniu, w swojej celi wraz ze stosunkowo niebezpiecznym współlokatorem. Jednak jak było już wspominane Gabriel wciąż poszukiwał nowych wrażeń i wyzwań, potrzebował chociaż odrobinę adrenaliny we krwi, chciał chociaż nieco nuty ryzyka, by się nie znudzić. A w tym momencie najwyraźniej wszystko kierował ku temu, by drugi mężczyzna się wściekł. Wściekł, a nie zirytował. Chciał wytrącić go z równowagi, sprawić, że wyważona nuta w oczach zniknie i nie zostanie zastąpiona zimną, bezwzględną furią, a prawdziwym gniewem...albo ogniem. Może nie chciał doprowadzić go do furii, a do czegoś innego. W każdym bądź razie, tak czy siak wszystko dążyło do tego, by Arsen stracił nad sobą kontrolę. W obecnej chwili jednak Gabrijel postępował wręcz przerażająco wolno jak na siebie, ale może chciał się po prostu delektować chwilą? Ciężko było przejrzeć zamiary Volkova względem pana Repnina.
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Sro 24 Kwi 2013 - 10:41

Repnin nie zamierzał się wściekać czy choćby irytować. A jeśli nie chciał, to znaczy, że Volkov próbował na nim to wymusić. Nienajlepszy pomysł. Więzień miał wspaniałą koncentrację i podzielną uwagę. Myśląc o podsumowaniu tygodnia, zauważyłby najcichsze kroki współlokatora, a już na pewno ruch w polu jego widzenia. Spojrzał na Gabrijela beznamiętnie, kiedy mówił, pokiwał lekko glową jakby potwierdzał jego słowa, w rzeczywistości jednak właśnie przylepił mu etykietkę głuchego dyrygenta orkiestry.
- Zgodnie z tym co powiedziałeś, powinienem chyba teraz cudownie się odmienić albo znokautować cię z haka, żebyś nie dał rady zablokować ciosu, to już zgodnie z twoimi myślami. Dobrze rozłożony ciężar ciała, lekkie zmrużenie oczu, skąd wiesz, że uderzę akurat w pysk? I to drgnięcie dłoni. - zanalizował na spokojnie jego postawę i cofnął odruchowo zranione przedramię, nie wykonując przy tym żadnego innego ruchu. Patrzył przez chwilę jeszcze na całą jego twarz, sprawdzając czy odczytał wszystko, co powinien odczytać.
W sumie dlaczego głuchy dyrygent orkiestry? Nie słyszy, co robi, nie słucha, co robić. Jednym słowem nie ma pojęcia o muzyce. W przekonaniu Arszenika to było doskonałe określenie Volkova względem niego samego. Nie dawał mu ani odpowiedzi negatywnej, ani pozytywnej, a rady na temat zachowania Gabrijel puścił mimo uszu. Nie miał więc pojęcia, "dyrygował" sobie orkiestrą, która na dobrą sprawę i tak grała po swojemu. Co miało się okazać już za chwilę.
Ledwo widoczny ruch lewej ręki. Szybkie przeniesienie ciężaru ciała i równie błyskawiczny cios w kość miednicy. Repnin wciąż dysponował wszystkimi cechami zawodnika. Jego walki były najszybszymi pod względem tempa uderzeń spadających na przeciwników. Trzeba wspomnieć, że nie były to tzw. puste ciosy. Zawierały w sobie morderczą dawkę siły, potęgowaną jeszcze przez dobrą technikę i masę mięśniową. A uzyta technika? Arsen miał trenera, który uczył go wielu zakazanych patentów, a także po części anatomii i fizyki ciała ludzkiego. Zaserwowany cios był tak wykalibrowany, by przeciwnik ustał na nogach, a fala uderzeniowa rozeszła się po krawędzi talerza miednicy promieniując na nogę przeciwną i osłabiając równowagę. Przy okazji cios w wystającą kość był niesamowicie bolesny. W ułamek sekundy później zmniejszył dystans i z całej siły kopnął jego kolano od tyłu. W sumie miało to trzy skutki: 1.całkowita utrata równowagi i mimowolne zgięcie nogi, 2. krótkookresowy paraliż w obrębie stawu kolanowego i 3. upiorny ból. Ze strony Arsena atak był całkowicie cichy, jeżeli nie liczyć dwóch syczących wydechów przy każdym uderzeniu. Nie pozwolił, żeby współlokator gruchnął na ziemię, łapiąc go średnio delikatnie za ramię i szarpiąc nim w górę. Zamiast tego pchnął go na dolną pryczę i oparł się o ścianę naprzeciwko.
Całe zajście trwalo może z pięć sekund, a służyło Arszenikowi za sprawdzian mozliwości Volkova. A już na pewno nie było oznaką irytacji.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Sro 24 Kwi 2013 - 13:46

Cóż, jak było wspomniane on był tylko przygotowany na taką możliwość i nie było tu mowy o tym, że jest tego stuprocentowo pewien. Obrał najbardziej prawdopodobne wyjście, dostosował się do niego, ale także był przygotowany na różne możliwości. Dlatego też określenie głuchy dyrygent orkiestry może być nieco błędne, gdyż nigdy, przenigdy mężczyzna nie zakładał, że coś stanie się na pewno, że nie ma możliwości, by było inaczej. Niczego nie nakazywał, tylko sprawdzał, badał, jeszcze nawet nie wkładał Arsena w żelazne ramy pozorów.
- Nie jesteś masochistą - wyrwało mu się ni z tego, ni z owego gdy ten odruchowo cofnął rękę- raczej. Ale masz interesujące metody postępowania.
Gabryś w obecnym wcieleniu zaczynał paplać, co mu ślina na język przyniosła. Z drugiej strony najwyraźniej miał dzisiaj nietypowy humor nawet jak na siebie. Zielone tęczówki zarejestrowały mignięcie ruchu dłoni drugiego mężczyzny, ale chwila, zanim informacja ta została dostarczona do mózgu wystarczyła, by cios dotarł do celu. Trzeba jednakże wziąć pod uwagę, że Gabrijel był dobre jedenaście centymetrów niższy od Arsena, co w tym momencie działało na jego korzyść, podobnie jak to, że miał wąskie biodra, mało wystające, a reszta kości składające się na kości miednicy, no to wiadomo jak to wszystko musiało być zbudowane. Uderzenie, mimo tego że bolesne, z pewnością nie otępiło jego umysłu, aczkolwiek równowaga przeciwnej nogi została lekko zachwiana. Pamiętajmy jednak, że Dżibril, pomimo tego, że z całą pewnością w walce był mniej doświadczony od Repnina, to jednak w wojsku również dorobił się nie najgorszej formy i umiejętności. W odróżnieniu od co niektórych żołnierzy nie polegał tylko i wyłącznie na maszynach, a raczej na tym, co potrafiło jego własne ciało. Ułamek sekundy wystarczył Gabrijelowi na zmuszenie swojego ciała do gwałtownych decyzji, mających na celu łagodzenie ciosu i uniemożliwienie przeciwnikowi dobrania się do niego w wypadku utraty równowagi. Ugiął lekko nogi, tak więc trafienie w tył jego kolana poskutkowało tym, że jego równowaga została zachwiana w nieco mniejszym stopniu, niźli był cel. Tak jak dotychczas prawie w ogóle nie miał szansy zareagować, tak teraz złapany (gdy był blisko zderzenia się z ziemią) błyskawicznie wygiął swoją rękę, by złapać Arsena za nadgarstek i już chciał go szarpnąć do przodu (w całkiem dziwnej pozycji mogliby się znaleźć) gdy ni z tego ni z owego został rzucony na prycze. Wiadomo, analizując wszystko i nie chcąc dać siebie przygnieść podczas lotu złapał się za ramy na łóżku, przyjmując w jednej chwili cały ciężar swojego ciała na lekko ugięte ręce i podciągając kolana do klatki piersiowej. Krótko mówiąc, gdyby teraz od razu nastąpił atak, Arsen oberwałby w trybie natychmiastowym po kolanach albo klatce piersiowej, a w razie chwytu za nogi...ajajaj, nie rozpisujmy się tu na ten temat za bardzo, bo w końcu różnie się mogła sytuacja rozwinąć. W każdym bądź razie zielone tęczówki nie dostrzegając zagrożenia przybrały rozbawiony ton, a sam mężczyzna odepchnął się rękoma, by stanąć na równych nogach. Rzecz jasna to trwało nie dłużej niźli sekundę. Gabrijel potrząsnął głową jak pies wychodzący z wody i wyszczerzył zęby w pełnym radości uśmiechu oraz o dziwno zaklaskał.
- Ładnie - mruknął głosem pełnym uznania, a po chwili roześmiał się szczerze.
Chyba współlokator nie spodziewał się, że będzie leżał jak kłoda na tym łóżku i nie odezwie się ani słowem... o nie, to nie było w stylu Gabryśka. Poza tym, nadal nie wytrącił mężczyzny równowagi, aczkolwiek to było zdecydowanym plusem. Bynajmniej nie grozi mu nuda przez najbliższe dni, czy też tygodnie.
- Stawiasz, że ile ze sobą wytrzymamy? - zapytał się nagle, nadal rozbawionym tonem, jednakże tym w razie głosie pojawiło się coś na kształt nuty...wyzwania?
Było to możliwe jednak wyglądało, jakby teraz całą uwagę Volkova przykuł widok za oknem, a nie persona drugiego skazańca. Nie oznaczało to, że nie był wyczulony na następne ruchy Arszenika, ale również nie był w żadnym stopniu zesztywniały, a z całą pewnością nie był również spłoszony. Tak, zdecydowanie po pewnym czasie Arsen będzie miał go po dziurki w nosie, a Dżibril wysłucha niejednej "reprymendy".
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Pią 21 Cze 2013 - 12:18

Arsen słysząc aplauz pochylił się lekko w teatralnym ukłonie. To się dobrali jak w korcu maku. Jeden miał zerowy poziom instynktu samozachowawczego, a drugi z kolei cierpliwość i spokój sztywnego z kostnicy. Repnin bez większego zainteresowania obserwował Volkova. Chociaż... Wyraz jego twarzy i spojrzenia to chyba nienajlepszy wyznacznik. Zazwyczaj wyglądał jakby zbyt mocno upalił się marihuaną, no prawie, brakowało mu tego rozluźnienia na twarzy. Wydawał się być jak z kamienia - zimny i nieporuszony. A w duchu właśnie podjął niewerbalne wyzwanie jakie rzucił mu współlokator. A także zakład. Choćby miał on być o przekonanie, Arszenik uznał, że może być zabawnie. Przecież nie będą siedzieć w milczeniu czy choćby grać bezmyślnie w karty. Faktycznie, bardziej kuszącą opcją było rozpłaszczenie Volkova na ścianie z tyłkiem wypiętym jak u rasowej dziwki i zerżnięciem go tak, żeby nie usiadł na dupie przez najbliższe kilka dni. Bynajmniej nie było w tym ani grama złości czy jakiejkolwiek zemsty. Niby za co? Przecież dopiero się poznali i jak na razie, brunet wydawał się być jedynie nieco wyszczekany, ale to, jak wiele innych rzeczy, nie ruszało Arsena zupełnie. Natomiast był ciekaw, dlaczego ludzie z nim nie wytrzymują. Znaczy nie, nie. Słyszał co nieco i widział, że człowiek ów jest dość specyficzny i wiele osób straciłoby przy nim rezon, może nawet zgłupiałoby z powodu dośc nietypowego zachowania. On był ciekawy jak to się ma do niego. 
- Stawiam, że i tak nie masz na to wpływu. - powiedział spokojnym, ale wyjątkowo władczym tonem. Nie wychodził z roli "Pana i Władcy", nigdy.  Oderwał się od ściany i podszedł do pryczy, żeby z górnej jej części wygrzebać papierosy. Dzibril nie wyglądał mu na osobę palącą, ale Repnin miał opinię kolesia z wyższych sfer - raczej dystyngowanego arystokraty, niźli wiejskiego prostaka - dlatego wyciągnął paczkę w jego kierunku, w sumie nawet o nic nie pytając. Sam wziął jednego i odpalił zapałkami. Były to jedne z najmocniejszych papierosów na świecie, dodatkowo w wersji pozbawionej filtra. Arszenik miał słabość do mocnych papierosów. I nie tylko. Po prostu lubił palić i palił jak smok. I znów po tej samej liczbie machów, westchnął, mrużąc oczy. Spojrzał lodowatymi ślepiami na osę. 
- Powiedz mi, Volkov... - zaczął jakby przyduszonym głosem, w którym wciąż słyszalna była chrypa, co niektorych już samo w sobie denerwowało. Dodatkowo ton Repnina pasował bardziej do króla udzielającego audiencji niż do bezwzględnego mordercy, ucinającego sobie gadkę ze współlokatorem. - Gdybyś miał wybór: dać przyslowiowej dupy i mieć spokój lub zadrzeć z mafią i skończyć z rozprutym brzuchem i jelitami owiniętymi wokół szyi, co byś wybrał? - złapał za brzeg jego koszulki i uniósł ją lekko do góry, żeby ocenić jego posturę dokładniej. - Tak na boku: nieźle.
Nie, to wcale nie było na boku. To była słabo ukryta sugestia, typowa dla czlonków mafii. Nikt z "Chłopaków Orenburskich" nigdy nie powiedziałby wprost, że lepiej dla niego, żeby usługiwal ciałem i że jak podpadnie, to zamordują go w wyszukany sposób. Jednocześnie nie była to groźba. Repnin puścił koszulkę Volkova i usiadł na jego pryczy, zaciągając się dymem i czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Pią 12 Lip 2013 - 13:58

Widząc teatralny ukłon w jego oczach mignęła jakaś dziwna aprobata zmieszana z rozbawieniem. W tym momencie Arsen mógł się domyślić, że Gabrijel od tak nie zostawi go w spokoju, bez względu na wszystko. W końcu... jaka byłaby to zabawa? Żadna, rzecz jasna. Granie w karty po pewnym czasie robiło się nudne, tak nudne, że w końcu mężczyzna zaczął na każdym kroku oszukiwać, co zrobiło się po pewnym czasie jeszcze bardziej nudniejsze, bo nikt się nie potrafił skapnąć. Zero adrenaliny. A tak nie może być i basta. A gdyby znał myśli swojego obecnego współlokatora, pewnie już bardzo, ale to bardzo specyficzny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Dla niego seks często był starciem, tyle że na innym poziomie. Nawet w tym wypadku potrafił grać, drażnić, byleby doprowadzić do jakiejś sytuacji. Przykładowo usłyszenia jęku Arszenika. A czy to będzie z przyjemności, czy z bólu połączonego z przyjemnością to ki czort. Potrafił kontrolować swoje ciało. Dobrze kontrolować. A wyszczekany pewnie byłby nawet w takim momencie. No bo... czemu nie, tak właściwie? Wiele osób po pewnym czasie dostawało przy nim szewskiej pasji, potrafili przy nim zwariować. Koniec końców każdy współlokator na koniec odkrywał, że Gabrijel nie do końca jest tym, kim jest. Może być zabawny, może być poważny. Agresywny, albo spokojny. I nie zależało to od jego humoru, tylko od aktualnych zachcianek.Poza tym mało kto wiedział, jaki potrafił naprawdę być. Co potrafił zrobić. W każdym bądź razie, aktualnie miał wyśmienity humor i Arsen nad wyraz mu się spodobał pod względem charakteru. Lubił wyzwania.
- Jesteś tego pewien, skarbie? - wymruczał niskim tonem.
Ponoć świętego potrafiłby wyprowadzić równowagi, tak więc.. no, będzie ciekawie i tyle. Przynajmniej klawisze będą mieli na co popatrzeć, a czemu tym biedakom nie zapewnić jakiejś rozrywki? Tak czy siak, machnął ręką na papierosy. Rzeczywiście nie palił, a jak już, to raczej rzadko. Nie było mu to potrzebne do przeżycia, a męczenie innych było dla niego o wiele większą przyjemnością. Słysząc następne słowa przekręcił zabawnie głowę, jakby dając znak, że słucha. Jemu akurat podobała się ta chrypa w głosie Repnina. Mhm, aż mu to podsunęło nieprzyzwoite obrazy w głowie, tak więc, w sumie, czemu by ich potem nie zrealizować? No, ale to potem.
- Cóż, znając siebie, podejrzewam, że... zadarłbym z mafią i zamiast na mojej szyi jelita wylądowałyby na czyjeś szyi i w ten sposób udusiłbym jednego z oprawców - powiedział zamyślonym tonem, jakby dogłębnie rozważał taką myśl - byłoby to w sumie ciekawe doświadczenie. Szkoda, że zakończone moją śmiercią, ale bywa. Chociaż zależy to też od tego, komu dałbym dupy. Lubię z niektórych rzeczy wyciągać korzyści dla siebie.
Przyjrzał mu się z niejakim zainteresowaniem, by nagle kucnąć centralnie przed nim i szybkim ruchem zabrać mu papierosa.
- No, gołąbeczku, ogranicz palenie, bo jeszcze mi na płuca padniesz, a nie chcę tak szybko tracić kolejnego współlokatora - uśmiechnął się uroczo do mężczyzny, po chwili samemu się zaciągając i dmuchając dymem w jego stronę.
Fakt faktem, ciężko było jednak przewidzieć zachowania Gabrijela, wydawało się, jakby był taki... niezrównoważony psychicznie. Co było głównym błędem w ocenie jego charakteru, no ale mało kto o tym wiedział. Z niejakim rozbawieniem, a także nutą wyzwania w oczach przyglądał się skazańcowi, cały czas mając na twarzy lekko kpiący uśmieszek. Twój ruch, gołąbeczku, mniej więcej to mówił jego usta.
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Pią 12 Lip 2013 - 15:45

Arsen pokiwał głową słuchając jego słów dość uważnie, czyli jak zwykle szanując rozmówcę. No, o ile szacunek mial do większości osób, to plakietkę 'respekt' wciąż trzymał gdzieś w kieszeni, nietknietą. Nie bał się nikogo, nie czuł się zobowiązany do bycia uległym nawet wobec samego dyrektora, ktory nawiasem mówiąc był jego szefem, pośrednikiem pomiędzy jego grupą, a Ivanovem. Przy preferencjach Gabryśka dotyczących tytoniu, własnie zmienił status z 'możliwe, że nie pali' na 'okazjonalnie wybredny'. Zdążył się jeszcze raz zaciagnąć i pozwolił sobie zabrać papierosa, niemal w tym samym momencie co on, dmuchając mu dymem w twarz, tyle że mocniej, by cała chmura( i jego, i Volkova), wylądowała w obrębie oddechowym drugiej osy. Korzystając z chwili pchnął go na tyle mocno, żeby wylądował na tyłku, czyli po raz kolejny świadomie pokazywał, że jest conajmniej o stopień wyżej na schodach hierarchii. Nie to, że się zirytował... Arsen irytował się dopiero, kiedy ktos przez kilka miesięcy załaził mu za skórę. I zazwyczaj wybuchał poprzez opierniczenie danej osoby od góry do dołu w kilku kurtuazyjnych wyrażeniach i znów był spokojny. W dziki szał wpadł chyba tylko raz i nie trwało to dłużej niż dwie minuty - wtedy, kiedy skręcił kark kandydatowi na mistrza świata MMA, zanim sędzia zdążył choćby powiedzieć 'stop'. W ogóle jego twarz zdawała się dotknięta porażeniem nerwów ruchowych. Tylko ktoś, kto go znał lub był ponadprzeciętnie spostrzegawczy był w stanie zauważyć subtelne róznice w mimice: mikroskopijne uniesienie brwi, kącika ust, zmrużenie oczu. Reszta widziała wiecznie tą samą sztywną, chociaż niesamowicie spokojną maskę, która po dokładniejszych oględzinach, rzeczywiście okazywala się być twarzą. I wtedy ludzie zaczynali się głęboko zastanawiać, co nie tak jest z jego psychiką albo jak cholernie dużo siły wewnętrznej trzeba mieć, żeby być tak pewnym siebie i opanowanym mimo wszystko. Przelatywały im nawet takie myśli przez glowę, gdy ukradkiem zerkali na jego pokryte sznytami ręce, czy gdyby odciąć mu rękę, to w ogóle przejąłby się jakkolwiek. Prawdopodobnie nie.
- Własnymi jelitami czyjąś szyję? - mimo, że był pewien, spytał. Plus dla pana Volkova, wzbudził w nim cień zainteresowania. Jednak nie tak mocny, by zaczął dopytywać bardziej, analizować i drążyć. - I tak szybko stracisz, bynajmniej nie przez płuca. -rzucił opierając się na łokciach i rozglądając po jego pryczy. Bez większego zainteresowania spojrzał w górę na metalowe żebra górnej pryczy, a potem wsunął obandażowaną dłoń pod poduszkę i schwycił jakiś zimny przedmiot. Obrócił go w palcach opierajac ponownie łokieć o łóżko.
-Kamień. - mruknął beznamiętnie, próbując odgadnąć w jakim celu go trzyma. Nie, nie uważał tego za przypadek. Nie wierzył w przypadki. - Idealny do puszczania kaczek.
Kamyk był szary, raczej niewielki, płaski i gładki. Dość niespotykany otoczak z białym paskiem. Schwycił go w dwa palce w takim samym geście jak papierosy i zerknął na niego beznamiętnym wzrokiem, obserwując reakcje i mikrogesty.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Wto 16 Lip 2013 - 14:27

Respekt. Oj, Boże, kiedy ostatnio Gabrijel czuł przed kimkolwiek respekt? Jak dobrze policzyć to... nigdy. W sumie Volkov nie bał się niczego, co mógł mu zrobić inny człowiek. Był osobą o zerowym instynkcie samozachowawczym, uwielbiającym adrenalinę, a na dodatek z wieczną miną uśmiechniętego idioty na twarzy. Koniec końców nikt go nie podejrzewał o ponadprzeciętną inteligencję, dobrze przemyślany każdy ruch i znanie większości osób w więzieniu w stopniu nader dobrym. Jakoś zapomniano, że jest więźniem skazanym na karę śmierci. Zapomniano, że dopóki sam się nie przyznał, nie mogli wpaść na jego trop. Zapomnieli, że każde zabójstwo było na tip top. I zapomnieli też, że parę razy przeleciał sędziego, który przez to go uniewinnił. A on potem wszystko opowiedział na sali sądowej. No, ale nieszczęsny pan sędzia wymigał się ledwo ledwo od kary i nadal pełnił swoją funkcję. Hmhh. Bywa. Sam Gabryś z reguły nie wybucha co najwyżej z lekka się irytuje. Co i tak w jego wypadku jest dość niebezpieczne. Tak czy siak, Volkov był całkiem niezłym obserwatorem, poza tym ukrywał się za maską nierozważnego durnia. Tak czy siak czując za dużo dymu papierosowego wokół siebie kaszlnął raz i spojrzał na niego z niejakim wyrzutem. Jakoś się za to zemści, ale to potem.
- Tak. Własnymi jelitami czyjąś szyję. Myślałem, że mówię wyraźnie – mruknął nieco ironicznie, nadal jednak z lekkim uśmiechem.
Miał to do siebie, że potrafił wzbudzić czyjeś zainteresowanie. Może nie od razu, ale z czasem… z czasem też potrafił Świętego wyprowadzić z równowagi. Rzecz jasna każdy jedno widzi i nie zagląda głębiej. Błąd. No, ale ciekawe, jak to będzie z obecnym współlokatorem.
- Och, ty człowieku małej wiary – prychnął odnośnie wypowiedzi o tym, że raczej szybko go straci.
Obserwował go uważnie, gdy ten sięgał po kamyk. Na jego punkcie bywał dość… przewrażliwiony, fakt faktem.
- Tak, idealny. Ale jeśli kiedykolwiek ten kamyk znajdzie się z dala ode mnie moje jelita wylądują na twojej szyi – mruknął, jakby prowadzili przyjemną pogawędkę.
Stuknął go dłonią w czoło.
- Nie ruszać kamyka – dodał, patrząc się znacząco na jego dłoń.
Powrót do góry Go down
Arsen

avatar

Liczba postów : 8
Join date : 23/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Pią 9 Sie 2013 - 13:27

Minimalnie uniósł brew do góry na uwagi dotyczące kamienia. Zauważył wyostrzone spojrzenie współlokatora i lekko przekrzywił głowę, tak o 1/10 stopnia w prawo. Zerknął na kamień, a potem lekka iskra zainteresowania znikła z jego oczu.
- Nie ruszać? Nie pomyliło ci się coś czasem? - rzucił, odrobinę niższym glosem. Wypuścił kamień z ręki na pościel i złapał go za cofającą się od niego dłoń. Silnie pociągnął w swoim kierunku za jego nadgarstek, wykręcając go boleśnie i kciukiem przytrzymując dłoń w blokadzie. Jednocześnie kopnął go we wrażliwy punkt uda (juz drugi raz dzisiaj), żeby zminimalizować opór. Władował go na pryczę obok siebie i błyskawicznie znalazł się nad nim, drugą ręką przyciskając głowę Volkova do twardego materaca.
- Trochę przeceniłem twój intelekt i najwyraźniej potrzebujesz dosłownego tłumaczenia. Rozkazywać to możesz innym. Zauważ, że drugi raz lądujesz w dość przykrej sytuacji, a ja znam już kilka twoich słabych punktów. - rzucił szybko, nie dając mu szansy na odpowiedź. Obciął go wzrokiem z aktualnej pozycji. Oceniał, trzymając go w żelaznym uścisku. A potem przesunął dłoń, odblokowując nadgarstek Gabryśka z dźwigni, ale trzymając jego łeb mocno. Kolano wsunął między jego nogi, a palce zacisnął nad guzem biodrowym. Trudno powiedzieć czy była to jedynie prowokacja, czy prowokacja zawierająca elementy sprawdzianu.
- Motylki nie zbierają kamyków. Co najwyżej nektar z kwiatów. - pozornie nic nie znaczące zdanie - dla obserwatora. Ale tu chodziło o to, że Repnin znał Volkova. Ba, że znał. Dupę mu przed mafią uratował, inaczej Misza kropnąłby go za wyczyn z mafijnym sędzią. Gabrysiek był mu coś winien.
-Chcesz czy nie - jesteś moim dłużnikiem. Zostaw kamienie i zatańcz nad kwiatami.
Powrót do góry Go down
Gabrijel

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 03/04/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #1    Sob 7 Wrz 2013 - 20:53

Kamyk… niby takie gówno, a była to jedyna rzecz, której dotykania Gabryś wprost nie cierpiał. Miał do niego swego rodzaju sentyment i basta. A jaki to był sentyment… cóż, z całą pewnością nie zamierzał nikomu mówić, dlaczego aż tak bardzo zależy mu na owej „skale”.
Jednak gdy tylko usłyszał pierwsze słowa Arsena, na jego twarzy pojawił się nietypowy uśmiech, a w oczach błysnęła iskra rozbawienia. Wiedział. Wiedział co będzie dalej. A może po prostu się domyślał? Po raz kolejny ani razu nie stawiał oporu, gdy lądował obok mężczyzny. Żadnego jęku, sapnięcia, próby wyrwania się. Był popieprzony. Taka prawda. Całkowite minimum instynktu samozachowawczego, a jednocześnie inteligencja przekraczająca normę. Może wcale nie był aż tak bardzo nienormalny? Jednak jedno było pewne… cały czas prowokował współlokatora do różnych zachowań? Sprawdzał go? A może w jakiś sposób już go znał i wiedział to, co musiał? Albo po prostu domyślał się, co powiedzieć, zrobić, by wywołać takie, a nie inne reakcje. Chociaż równie dobrze mógł najnormalniej na świecie działać instynktownie. Zresztą, ciężko było powiedzieć, co tak dokładnie w danym momencie miał na myśli Gabrijel. Taki był i tyle. Dlatego też w sytuacji, gdzie większość zaczęłaby skomleć, szybciej oddychać, przeklinać, zaklinać i tak dalej… on oddychał spokojnie. Zero stresu. Minimalne przyśpieszenie bicia serca. Minimalna ekscytacja. Jednak wbrew wszystkiemu to mu się nie podobało. On kochał ryzyko i adrenalinę, jednak niektóre sytuacje przestawały już na niego działać. Tak to jest, gdy człowiek posuwa się coraz dalej. No cóż… potem będzie musiał przystopować, zanim przegnie.
-Kilka moich słabych punktów – powtórzył i zaśmiał się… szczerze, głośno, jakby właśnie usłyszał najlepszy żart na świecie – chętnie posłucham, jakie mam słabe punkty… chociaż sam je znam doskonale. Ty zapewne znasz te powierzchowne… ale cóż, nie moja sprawa, że tak powiem, jak mnie oceniasz.
Oczy ponownie rozbłysły łobuzerskimi ognikami. Powoli zaczynał przeginać, ale jeszcze w miarę panował nad swoim językiem i zachowaniem.
W sumie… jeśli chodzi o wygląd, to Gabrijel nie był brzydki. Może nie był specjalnie przystojny, jednak przyciągał uwagę na ulicy. Zielone oczy z paroma brązowymi plamkami były dość nietypowe, a dodajmy do tego krótkie, brunatne włosy i bardzo lekką opaleniznę połączoną z wytrenowanym ciałem z paroma tatuażami i bliznami jednocześnie. Dość specyficzny wygląd. Ale genetyka i życie jednak robią swoje, czyż nie? Tak czy siak poruszył się lekko w reakcji na poczynania współlokatora, hmh… kłania się chyba wysokie libido. Zmrużył lekko oczy na jego słowa. Postronny obserwator pewnie tylko postukałby się w czoło na te zdanie, jednak Gabrijel domyślał się, o co chodzi. Skrajnie tępy nie był. Nieco przeholował, jeśli chodzi o sędziego, ale tamten aż sam się o to prosił. Poza tym… pokusa, by mieć problem z mafią robiła się z czasem coraz silniejsza. A pan sędzia po prostu sam mu się nawinął w ręce. Na początku nawet nie wiedział, że miał jakiekolwiek powiązania z mafią… a jak Gabryś się zorientował to po postu nie mógł się powstrzymać od tego, by coś „spsocić”. Jednak we wszystko wpieprzył się Arsen no i de facto pewnie uratował mu dupę. Być może Dżibrilowi udałoby się wyjść z całej tej sytuacji obronną ręką, jednak było też duże prawdopodobieństwo, że nagle by „zniknął”. A wbrew wszystkiemu… miał ochotę nieco pożyć.
- Przestań pieprzyć, gołąbeczku… proszę – mruknął cicho, z deka niewyraźnie, przez to, że głowę w dalszym ciągu miał dość mocno przyciśniętą do poduszki - zajmijmy się z łaski twojej czymś innym niż rozmową na temat długów.
Nie zmieniło to jednak tego, że zacisnął nogi na kolanie Arsena, rozluźniając je po sekundzie. Wyglądało to nieco jak opóźniona reakcja na dotyk, jednak współlokator powinien się domyślić, o co mu chodzi. W tej pozycji jakoś tak mało co mógł zrobić, chociaż zawsze mógł improwizować, co z resztą z reguły robił. W sumie większość jego życia to przemyślana improwizacja.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cela nr #1    

Powrót do góry Go down
 
Cela nr #1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: WIĘZIENIE :: II Piętro :: Czerwony blok-
Skocz do: