<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 19:57

Uri wodził spojrzeniem po masywnych murach, drutach kolczastych, rozmieszczeniu budynków czy umiejscowieniu kamer lub innych elementów systemu zabezpieczeń. Starał się zapamiętać jak najwięcej i obserwował wszystko pogrążony w stoickim milczeniu. Podążał pewnym, ale zauważalnie czujnym krokiem za sekretarką. Był nieco spięty wewnętrznie, ale jednocześnie towarzyszył mu dreszcz emocji, rosnąca adrenalina a wraz z nią zadowolenie z decyzji jaką podjął. Szaleństwem było zaczynać tutaj pracę. W końcu nie jednego bandziora czy szefa mafii tutaj wpakował, a oni bardzo poważnie podchodzili do niewyrównanych rachunków. Normalny człowiek na jego miejscu podkuliłby ogon i trzymał się jak najdalej rodzinnego miasta, ponurej przeszłości która prześladowała go po nocach do dziś. Zamieszkał by gdzieś za granicą i opalał się do obrzydzenia na kalifornijskich plażach. Tak dobre sobie. Dla Agranowicza to była by najgorsza z możliwych kar. Nie zniósłby bezczynnego leżenia i nic nie robienia. Kochał ryzyko, adrenalinę i nowe wyzwania, stawianie sobie nowych poprzeczek i robienie wszystkiego by je pokonać. Żył tak odkąd sięgał pamięcią. Nie chciał uciekać od tego co było czy będzie. W sumie nie posiadał nic co musiałby chronić za wszelką cenę. Ludzi, których szanował już dawno stracił, a resztę trzymał w chłodnym dystansie. Na coś lub przez kogoś musiał umrzeć, on stawiał na tą drugą opcję. Kobieta prowadziła go pod gabinet niejakiego Maksimilian’a Robert’a Ivanov’a, czyli mężczyzny który miał go wprowadzić w działalność i wszystkie procedury więzienia. Konfrontacja z dyrektorem placówki nie zrobiła na nim specjalnego wrażenia. Kolejny tyran u władzy, żadna nowość oglądał takich jak on setki. Bezwiednie liczył kroki od gabinetu Sokołowa aż pod biuro jego przyszłego zwierzchnika. Uśmiechnął się do siebie ironicznie, czeka go najprawdopodobniej kolejna przeprawa z jakimś zapatrzonym w siebie bubkiem. Elegancko ubrana kobieta zapukała.
- Panie Ivanov, przyprowadziłam pańskiego praktykanta – powiedziała i odwróciła się do niego z formalnym uśmiechem. Jeśli spodziewała się równej uprzejmości z jego strony to zdecydowanie się przeliczyła. Jego mina nie wyrażała ani pozytywnych ani tym bardziej negatywnych emocji. Wyminął kobietę i wszedł do biura, po którym rozejrzał się szybko, ale całą swoją uwagę skupił na mężczyźnie.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 20:52

Minął jakiś miesiąc, czy może nawet więcej odkąd Maksimilian dzielił to biuro ze strażnikiem zajmujący go wcześniej kiedy on dołączył do Czarnego Delfina i wprowadził go w tajniki jego działalności i funkcjonowania. A także łamania zasad tak, by nie trafić przed oblicze przełożonego. Kutznetsov był człowiekiem bardzo dojrzałym, wiekiem zbliżającym się do emerytury. Jego odejście zaowocowało zwolnieniem się miejsca w gabinecie u Ivanova. Zdecydowano, że będzie dostawał praktykantów aż nie przyjmie jakoś na miejsce poprzednika. Tak więc przejął pałeczkę w prowadzenia obecnego biura. Nie trzeba przez to ukrywać, że roboty miał przez ten czas podwójnej.
Pierwszym praktykantem był jakiś młodzik Filipov. Nie wytrzymał on tutaj nawet dwóch tygodni. Nie wiedział jakie warunki panują w więzieniu i najprawdopodobniej był przekonany o tym, że to więzienie jest takie samo jak inne. Mylił się i to grubo. Był zbyt uległy, strachliwy i nie potrafił poradzić sobie z więźniami wyższymi i silniejszymi od siebie. Nie ma co mówić już o osach. Maks dał mu przez to porządnie się zastanowić i zrezygnować z tej roboty. Nie miał zamiaru ciągle mu ratować tyłka. I na tym się skończyło, że do teraz nie miał jeszcze nikogo.
Biurko pod oknem było cały czas wolne. Rozważał czy by nie przesiąść się ale nie było mu źle pod ścianą. Siedział sobie teraz i czyścił swoją broń. Miał jeszcze jakąś godzinę do rozpoczęcia popołudniowego patrolu, przy okazji także czekał na przybycie nowego praktykanta. Miał nadzieję że ten chociaż będzie z charakteru mocny, twardy, pewny siebie i odważny a nie taka klucha.
Stało się. U drzwi rozległo się pukanie i głos sekretarki. Oczekiwanie dobiegło końca.
- Niech wejdzie. - Zezwolił na wejście nowego, który chwilę po jego słowach się pojawił w środku. Maks składając swoją broń zerknął na niego i zlustrował spojrzeniem. Oparł się wygodniej o oparcie fotela i spojrzał na jego twarz.
- Jak się nazywasz? - Rzucił pierwsze pytanie. Na kolejne przyjdzie pora.
Co u Maksa można było zauważyć? Że siedział sobie na fotelu jakby był u siebie w domu. Kilka pierwszych guzików od koszuli nie było zapiętych pod szyją. Marynarka była dosłownie rozpięta, jakby pomylił ją z kurtką.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 21:52

Zlustrował mężczyznę przed sobą, z cieniem irytacji widząc jego luzacką pozę, niedbale rozpiętą marynarkę i koszulę. Był według niego pod czas pracy i dla niego takie rozluźnienie było nie do pomyślenia, mógłby mu zrobić dziurę między oczami zanim ten powiedziałby „kurwa” albo poderżnąć gardło. Mimo, że jeszcze nie miał ekwipunku ani munduru klawisza i tak był uzbrojony. Nigdy nigdzie nie wychodził bez broni. Otaczał się nią bo tylko wtedy czuł się komfortowo, nie oznaczało to jednak, że bez niej był bezbronny. Umiał walczyć wręcz, ale częściej posługiwał się bronią.
Ubrany cały na czarno robił dość mroczne wrażenie, a twarz bez wyrazu tylko je pogłębiała. Na obcisły cienki golf miał założoną tego samego koloru kaburę by była mniej widoczna oraz sportową marynarkę. Luźne spodnie z dużą ilością kieszeni i ciężkie wojskowe buty. Całości dopełniały rękawiczki z cienkiej skóry. Standardowo był zgolony na trzy milimetry, co tylko upodobniało go jeszcze bardziej go gangstera aniżeli kandydata na posadę klawisza. Zimnym wzrokiem chwilę obserwował sprawne ruchy nadzorcy. Lubił gdy ludzie dbali o broń, a że mężczyzną czyścił ją akurat przy nim wskazywał nie tylko na brak szacunku, ale i zbytnią pewność siebie. Z łatwością wykończył by go w tym momencie, ale przecież nie po to tu przyszedł. Brakiem poszanowania innych ze strony klawisza się nie przejął. Wyznawał zasadę iż na szacunek trzeba sobie zasłużyć, zbudować go własnymi rękami. Nie odpowiedział na pytanie, a zamiast tego powiesił skórzaną dodatkowo ocieplaną kurtkę na oparciu krzesła, które ustawiono naprzeciwko biurka Ivanov’a. Odsunął je i usiadł na nim wyprostowany, ale nie z nerwów tylko przyzwyczajenia. Zawsze chodził wyprostowany, garbienie się uważał za nie eleganckie oraz jasną oznakę niepewności. Utkwił w klawiszu przeszywające spojrzenie.
- Czyżby pamięć pana zawodziła? – zapytał z nutą cynizmu w głosie. Oczywistym było iż Maksymilian musiał czytać jego papiery. W końcu to on miał się nim zajmować przez określony czas. Nie zamierzał odpowiadać na idiotyczne pytania, które tylko marnowały czas, a odpowiedzi jak zakładał Agranowicz powinny być znane mężczyźnie.
- Przypuszczam, że oprowadzi mnie pan dziś po Czarnym Delfinie oraz zaznajomi z regulaminem. Mam nadzieję iż zabawa w konwersację zapoznawczą nas ominie i od razu przejdziemy do rzeczy – powiedział rozsiewając wokół siebie nieprzyjazną aurę, która sprawiała że ludziom odechciewało się nawiązywać z nim jakiekolwiek relacje. Uri był trudnym człowiekiem, który w sposób naturalny stawiał się w roli przywódcy. Zazwyczaj właśnie z tego powodu miał wiele spięć ze swoimi przełożonymi. Był świetny w tym co robił, ale działał według własnych przemyśleń, nie zawsze respektując wydane rozkazy. Nie lubił gdy ktoś trzymał go za rączkę i próbował nim kierować. Najlepiej czuł się gdy dostawał wolną rękę i bardzo nie chętnie przyjmował pomoc.
Jego spojrzenie przez chwilę zastygło na biczu, który najwidoczniej był częścią ekwipunku strażnika przed nim. Przez głowę przeleciało mu parę ciekawych wizji z użyciem tego „narzędzia tortur”. Ivanow był całkiem oryginalny, co zamazało nieco wcześniejszy niesmak Agranowicza po dostrzeżeniu olewackiego podejścia mundurowego. Omiótł wzrokiem broń, która przyciągała jego wzrok wbrew woli, cóż każdy posiadał jakieś dziwactwa. Z aprobatą w oczach podziwiał Berettę 92, należała do jego ulubionych broni. Może za szybo spisał na straty tego człowieka. W końcu miał taką samą broń tyle, że w kaburze na udo, pozostałe dwie zajmowały dzisiaj Glocki 17.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 22:38

Nie takiej odpowiedzi się Maksimilian spodziewał. Wzdychnął sobie bowiem liczył na jakieś kulturalne przedstawienie się ze strony Agranowicza. A ten nic. Zadał za to dość inne pytanie, przy którym Ivanov miał ochotę wywrócić oczami. Widocznie po tym człowieku grzeczności nie można się spodziewać. Kogo mu podesłano? Wyglądem w niczym nie przypominał tego poprzedniego praktykanta. Musiał wcześniej pracować w jakiejś pracy mundurowej skoro posiada broń przy sobie, co mogło świadczyć dostrzeżenie kabur. Mimo tego, Maks powrócił do dokończenia czyszczenia swojej zabawki, jednej z ulubionych. Poskładał ją w momencie, kiedy Agranowicz zajął sobie miejsce na krześle i zdjął z siebie płaszcz. Wtedy też padły kolejne słowa ze strony nowego.
- Tak tak. Oprowadzę. Za niecałą godzinę zaczynam dyżur, więc moglibyśmy trochę porozmawiać, Panie Agramowicz.
Dodał specjalnie jego szlachetne nazwisko by nie musiał się wysilać z przedstawieniem. Na biurku oczywiście leżała teczka z papierami Urie'go, jaką przyniesiono Maksowi do przeanalizowania i wiedzy na temat swojego praktykanta.
- Ciekawi mnie, co Pana podkusiło tu pracować? - Zadał pierwsze pytanie złożoną broń chowając do kabury, jaka leżała na biurku obok bicza. Maks lubił interesujące narzędzia tortur. Nawet chciał załatwić tu takie narzędzia z rodem średniowiecza jak bociany czy osły hiszpańskie, no ale nie dostał na to jeszcze zgody. Jednakże w głowie roił się mu pomysł w celu wykorzystania jednego z pomieszczeń piwnicy by tam urządzić sobie "plac zabaw". No ale to tylko marzenia sadysty.
Rozsiadł się wygodnie na fotelu ręce krzyżując na klatce piersiowej i wlepił wzrok na Agranowicza. Z danych jego wyglądu nie podobało mu się że ten jest o dziesięć centymetrów od niego wyższy i na dodatek starszy o rok. Mimo tych drobnych minusów może nie będzie tak źle? Może ten jego wyraz na twarzy jest spowodowany pierwszym dniem w pracy a poza nim jest człowiekiem na luzie? Trzeba byłoby się o tym przekonać.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 23:11

- Agranowicz – poprawił go automatycznie. Nie zamierzał zaczynać konwersacji, w ogóle nie chciał rozmawiać. Ivanov najwyraźniej nie zrozumiał jego aluzji albo ją zignorował. Uri nie lubił dzielić się swoimi przemyśleniami czy też jakimikolwiek informacjami dotyczącymi jego życia osobistego. Założenia strażnika były błędne. W pracy nie pozwalał sobie być na luzie, a poza nią również nie był aż taki przyjazny dla otoczenia.
- Praca jak praca – rzucił wymijająco – a Pan ile już tu pracuje? – zapytał chcąc odciągnąć uwagę mężczyzny od siebie i nawet w jego głosie zabrzmiała nuta zainteresowania. Lubił zbierać informacje o innych, a biorąc pod uwagę fakt, że spędzi z tym człowiekiem sporo czasu było to niezbędne. Klawisz jak zakładał za szybko mu nie odpuści, a on nie planował się mu zwierzać. Zapewne szybko zajdzie Maksowi za skórę, ale nie specjalnie się tym przejmował.
- Ma Pan tutaj regulamin? – zapytał i spojrzał na szafy. Powstrzymał się od zerknięcia na zegarek, nie lubił tak siedzieć bez sensu. Chciał już zobaczyć więzienie. Był tutaj parę lat temu, ale nie było mu dane poznać rozkładu budynków ani systemu zabezpieczeń tym bardziej. Może spotka jakiegoś starego znajomego na bloku? Uśmiechnął się do siebie drapieżnie na tą myśl. Nudził to się tu nie będzie.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 23:33

Poprawił go? A możliwe. Literkę jedną mu tylko zmienił niechcący. Jakoś tak w pamięci mu się zakodowało Agramowicz zamiast Agranowicz. W jego nazwisko także czasami popełniają błędy. Tak to już jest przy tych ruskich.
Maks tu chciał jakoś rozmowę rozkręcić i dowiedzieć czegoś o nowym pracowniku a ten co? Odpowiadał tylko słowami i zadawał pytania. Coś niezbyt rozmowny się wydawał. Trzeba go rozkręcić.
- Cztery. - Tyle właśnie lat pracuje już w Delfinie i jest zdrów jak sama nazwa tego więzienia. Zdarzało się że wplątywał się w jakieś bójki ale traktował to czasami jako trening. Lepsze walenie po twarzy człowieka niżeli taki worek wypchany piaskiem.
Widocznie nie pogada sobie z tym człowiekiem. Westchnął z zrezygnowaniem i wyciągnął z szuflady dokument w koszulce będący regulaminem. Rzucił go na blacie swojego biurka w jego kierunku. On by to jednak nazwał grzecznym podaniem, ale nie dodawał żadnych słów, które mogły być zbędne. Siedział i jedynie obserwował sobie nowego, który najprawdopodobniej zacznie czytać regulamin a Maks zacznie się nudzić.
Wstał w końcu i zaczął przypinać do paska kaburę z bronią, bicz i sprawdzać pojemność swojego podręcznego ekwipunku.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 8 Sty 2013 - 23:55

- I jak wrażenia? – zapytał neutralnym tonem. Cztery lata, czyli facet nie mógł być jakimś słabeuszem bo dawno wywalili by go na zbity pysk. Tylko silne jednostki utrzymywały się w tym przedsionku piekła. Przysunął dokument do siebie zerknął na niego i złożył w mały prostokąt oraz schował go wewnętrznej kieszeni marynarki. Postanowił się z nim zapoznać na osobności. Musiałby być debilem żeby zacząć czytać go przy człowieku, którego w ogóle nie znał, tym bardziej iż klawisz mógł zechcieć sprawdzić jego czujność i go zaatakować.
- Co z ekwipunkiem? Kto ustala nasz grafik? – dopytywał wodząc za nim wzrokiem. Miał na myśli ich dyżury. Za pewne pierwsze miesiące będzie mu dane spędzić z Maksem. Wstał z gracją i poprawił ubranie. Bynajmniej nie zamierzał zakładać kurtki ponownie mimo iż w pomieszczeniach nie było zbyt ciepło. Lubił chłodniejsze pory roku i był uodporniony na zimno oraz bardzo rzadko chorował. Wwiercał się spojrzeniem w mężczyznę, nie czując z tego powodu skrępowania. Klawisz był przystojny, co prawda nie do końca w jego typie, ale i tak miło było popatrzeć. W sumie jeszcze milej było by się do niego dobrać, przemknęło mu przez myśl. Oczy błysnęły mu specyficznie i zatrzymały się dłużej na tyłku Ivanov’a. Nie zamierzał się do niego dobierać, robić sobie wroga we własnym przełożonym nie było zbyt mądre, ale kto wie? Czas pokaże, a takie powitanie było by całkiem ciekawe.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 18:52

- Zadowalające. Brak nudy, codziennie się coś dzieje. Bójki, gwałty, krzyki, płacze. - Odpowiedział mu na pytanie z ze spokojem. Jakby dla niego takie rzeczy były codziennością i normalnym zjawiskiem w takim miejscu.
Nie zwracał uwagi szczególnej na to co Agranowicz zrobił z regulaminem. Zajął się swoimi broniami które przypiął porządnie do paska u spodni, sprawdził ekwipunek i coś miał dziwne wrażenie że ten Agranowicz dziwnie się mu przygląda. Jednak rozpoznał to spojrzenie. Czyżby i ten facet odczuwał pociąg do mężczyzn? Bardzo ciekawe. Ten poprzedni czegoś takiego w sobie nie miał.
- W tamtej szafie znajdziesz mundur i ekwipunek. - Wskazał mu szafę na przeciwko pod ścianą, która robiła za szatnię. Każdy nadzorca miał swoją w pobliżu biurka. Maks miał ją w narożniku po swojej lewej. A że tamto biurko przy oknie jest puste to teraz będzie je zajmował Uri.
- I to puste biurko będzie teraz Pańskim. Po każdym patrolu musimy spisywać raport. Grafik ustalają nam odgórni podlegający przełożonemu. Jednak nie ma żadnego problemu byśmy wymieniali się z kolegami, jeżeli mamy danego dnia inne plany. - I to chyba tyle Uri chciał wiedzieć. Teraz pozostawało poczekać aż ten się przygotuje i wyjdą z tego biura prosto na pierwsze piętro co mu pokaże jak wyglądają cele i jak zachowują się więźniowie. A potem popatrzą sobie na Osy.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 19:00

Raczył odkleić oczy od jego tyłka i spojrzeć we wskazanym kierunku.
- Rozumiem – mruknął tylko. Udał się we wskazanym kierunku, otworzył szafę i zaczął w niej szperać czując się mało komfortowo ze strażnikiem za plecami. Odwrócił się przodem do mężczyzny by móc na niego zerkać co jakiś czas. Wzmożona czujność i lekka paranoja była efektem jego wcześniejszego życia, ale prawda była taka, że właśnie dzięki temu jeszcze żył. Od zawsze ciągnęło go do niebezpiecznych miejsc i ludzi. Dobrze znosił duże stresy, napięcia i umiał sobie radzić ze strachem.
Zdjął kaburę z bronią, powiesił ją w szafie i szybko pozbył się golfu odsłaniając mocno zbudowane ciało z masą blizn różnego pochodzenia. Nawet jego twarz szpeciła pokaźna blizna przecinająca prawe oko, które cudem nie zostało uszkodzone. Miał dużo szczęścia, że skończyło się tylko na kolejnej bliźnie do kolekcji. Założył koszulę i szybko uporał się z jej zapięciem, tak samo postąpił z górą munduru. Spodnie wrzucił z powrotem do szafy uznając, że wieki zajmie mu przepakowywanie sprzętu z kieszeni.
- Możemy już iść – mruknął i skierował się do drzwi jakby on tutaj miał oprowadzać, a nie na odwrót. Jego niezachwiana pewność siebie oraz arogancja robiły wrażenie. Otworzył drzwi na oścież i czekał aż klawisz raczy pójść za nim.
- Najpierw blok os czy więźniów? – zapytał. Zdobywanie jak największej ilości informacji było podstawą. W końcu to będzie jego nowy dom.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 19:24

Przebierać się cały nie musiał, ale Maksiu nie pogardziłby przyjemnym widokiem kiedy to Uri by się rozbierał a potem ubierał. Może i było mało komfortowo, ale Ivanov czasami lubił podglądać kolegów z pracy. Choćby jak teraz, patrzeć na zbudowane ciało Uriego, w niektórych miejscach przyozdobione bliznami. Można było przez to stwierdzić, że mężczyzna dużo przeszedł. I że zniósł tyle zadrapań. Aż chciało się każda z nich dotknąć. Dotknąć jego blizn i sprawdzić jak bardzo są głębokie. A może kilka z nich było jeszcze świeżych?
Ogarnął się od podziwiania ciała Uriego, kiedy ten zakrył je swoją koszulą. Normalnie wyglądało to jakby ktoś obudził Ivanova z krótkiej drzemki. Za bardzo się chyba rozmarzył. Nie odwracał spojrzenia od Uriego, jakby sprawdzał jego reakcje, choćby to czy zacznie się rumienić. No ale dał mu trochę prywatności by się do końca przebrał. Wziął zatem swoją czapkę i zaczął się nią bawić w swoich dłoniach, by zbić jakoś te kilka sekund. Marynarki nie zapinał, ale czapkę założył. Samo posiadanie marynarki czy też i czapki mówiło i wyróżniało z tłumu więźniów oraz innych pracowników poza ich pokojami i biurami.
Słysząc w pewnym momencie zamykanie szafki, spojrzał na Uriego który wydawał się być gotów na spacer po całym więzieniu. Od kuchni po sale śmierci. Jednak Maks zauważył coś jeszcze u niego. Agranowicz mimo pierwszego dnia i tej niepełnej godziny, zaczął się chyba czuć zbyt pewnie, zbyt zdecydowany i władczy. Maks podszedł do niego i jak na złość kurde musiał głowę podnosić wyżej by znaleźć jego oczy.
- Tak na początek zwrócę Panu drobną uwagę. Póki nie dostaniesz stałej pracy i nie sprawdzisz się jako praktykant, ja tu dowodzę. - Miał nadzieję że to dotarło do jego serduszka i główki i nie walnie za to Maksia. I wtedy oboje mogli opuścić gabinet. Zamykając go gdy znaleźli się na korytarzu, wtedy mu odpowiedział.
- Blok więźniów. - I tam też się skierowali. Poprawił sobie czepek na głowie, choć teraz stwierdził że mógł go zostawić. No ale trudno.
Zaszli na piętro mijając jeden patrol który schodził na przerwę albo miał już koniec pracy. Przemierzali jeden korytarz, gdzie cele były co prawda otwarte. W jednej siedziało trzech i grało w karty, w następnej jakiś czytał książkę. Zwiedzanie zaszło w dziesięć minut aż nie usłyszeli krzyków, płaczu i błagania. Udali się w kierunku dźwięków, gdzie w którejś z kolei cel odbywał się gwałt na jakimś słabeuszu. Maks spojrzał na Uriego by sprawdzić jego reakcję. Ciekaw był jak na to zareaguje, przerwie czy pozwoli się im bawić dalej?

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 19:31

- Dziękuję za radę z pewnością wezmę ją pod uwagę – powiedział, ale pozwolił sobie na drapieżny uśmieszek, który wyraźnie mówił że ten stan rzeczy ulegnie zmianie dość szybko. Musiał znowu komuś podlegać cóż było jak powrót do młodości. W swojej starej pracy był szefem więc miał wolną rękę w większości spraw. Tutaj miało być inaczej, ale się zbytnio tym nie przejmował. Wiedział, że i tak wyjdzie na swoje. Jego CV było imponujące, miał duże doświadczenie, predyspozycje psychiczne jak i fizyczne. W dodatku Delfin potrzebował doświadczonych funkcjonariuszy więc posada była już jego, a praktykę z pewnością zaliczy, nie brał pod uwagę innej opcji.
Podążał obok niego przez korytarze. Cały czas wnikliwie obserwował otoczenie i zadawał mężczyźnie sporadyczne pytania odnoście budynków czy samych więźniów. Wrzaski, błagania i głośny szloch dotarły do jego uszu jednak jego wyraz twarzy nie uległ zmianie. Gdy znaleźli się przed celą i zaglądali do jej wnętrza jego kamienna mina ani drgnęła. Nie czuł współczucia dla więźnia. Takie były prawa więzienne oraz samego życia. Jeśli jesteś słaby i nie masz charyzmy skończysz właśnie w taki sposób, na samym dnie. Nawet gdyby chciał pobawić się w zbawiciela nie miało to sensu, tylko pogorszyłby sytuację ów osadzonego niż polepszył. Gdyby postanowił go chronić inni więźniowie którzy go nienawidzili pewnie by zatłukli „szczęśliwca”. Żadne rozwiązanie nie było zbyt dobre, a prawda była też taka, że nie zamierzał ruszyć na to palcem. Miał to gdzieś, w końcu co to za życie bez seksu? Panowie też muszą sobie ulżyć. Obserwował ich niby obojętnym wzrokiem chociaż musiał przyznać, że sam by chętnie kogoś przerżnął. Na szczęście umiał nad sobą panować wystarczająco by się nie podniecić i nie chodzić potem z erekcją po bloku.
- Rozdziela Pan takich milusińskich zazwyczaj? –zapytał neutralnym tonem, grzeczności w jego ustach brzmiały dość groteskowo. Zwracanie się do młodszego faceta na "Pan" w dodatku respektowanie jego pozycji było dla Uri'ego raczej trudne. Tym bardziej, że on nie specjalnie zawracał sobie głowę szczerą grzecznością czy też zasadą iż każdemu powinno okazywać szacunek. Nie bawił się w ukrywanie faktu iż nie czuje się sprawdzany. Wiedział, że częścią szkolenia była obserwacja i wystawianie kandydatów na różne sytuacje oraz ocenianie ich zdolności rozwiązywania czy też reagowania. Ivanov nie wyglądał na takiego co by się za kimś wstawiał, pewnie nie robił nic dopóki się nie zarzynali, cóż tak było najwygodniej.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 19:38

Ten drapieżny uśmiech sprawił, że Maks spoważniał jeszcze bardziej. Może i czasami żartował, ale w tym przypadku mówił bardzo poważnie. Udał zaś, że nie zrobiło to na niego wrażenia.
Podczas drogi udzielał odpowiedzi na pytania Agranowicza które zadawał, czasami od siebie dodając różne informacje a nawet wskazywał gdzie co się znajduje. Mowa o pomieszczeniach na parterze i piętrach. Do bloku os niedługo zajrzą. Teraz stali przed celą gdzie jeden rżnął drugiego z zadowalającym i wręcz radosnym uśmiechu. Drugi jednak był słaby i płaczliwy, nawet błagał o przestanie.
- Nie o ile nie przekraczają pewnej granicy. Nie toleruję tylko znęcania się nad nieletnimi. Ten tu nie wygląda na takiego więc musi sobie radzić sam.
Po udzieleniu odpowiedzi, podszedł do krat wyjmując pałkę. Gwałciciel był odwrócony w celi do nich plecami. Kiedy Maks przejechał pałką po kratach, które dały charakterystyczny i dość słyszalny dźwięk, wiezień spojrzał na niego. Lekko wydawał się być wystraszony, zaś ten drugi spoglądał z nadzieją że przybywał pomoc.
- Spróbował już Twojej spermy? - Pytanie dla niektórych mogłoby się wydawać dziwne, ale takie właśnie Ivanov skierował do więźnia. Ten z kolei pokręcił głową że nie. A zatem.
- To mu daj, przynajmniej przestanie płakać.
Niby to czasem tyran z niego to niektórym potrafił na wiele pozwolić. Mężczyzna wyszczerzył się i swojego kutasa wyjął z tyłka młodego i wcisnął mu do ust. Od razu zrobiło się cicho. Potraktował to jakby jeden był matką a drugi dzieckiem.
- Idziemy dalej. - Rzekł do Uriego, kierując się w dalszą stronę korytarza. A tam znajdowała się grupa więźniów, gdzie co najmniej jeden być może mógł rozpoznać nowego nadzorcę. Czyżby wzrok go mylił czy na serio widzi tego, przez którego tu siedzi? Oczywistym że patrzył na Agranowicza tak, jakby chciał go spalić wzrokiem. Maks to dostrzegł ale na razie olał, a to dlatego, że do aktywacji agresji jeszcze nie doszło.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 19:41

Nie skomentował słów przełożonego, ale był w duchu wdzięczny za oszczędzenie jego uszu tych wrzasków. Miał problemy ze snem co w dużej mierze przyczyniało się do częstych migren. Zazwyczaj to właśnie pod ich wpływem bywał agresywniejszy i podejmował mniej racjonalne decyzje. W końcu był tylko człowiekiem, miał swoje limity wytrzymałości, gorsze dni czy zwykłą chęć wyżycia się na innych z własnych frustracji.
Ruszył obok Ivanov’a, a jego wzrok jak magnez przyciągnęła grupka osadzonych stojąca w połowie korytarza. Bezwiednie zacisnął zęby rozpoznając tak dobrze mu znaną sylwetkę. Obserwował tego mężczyznę przez cztery lata. Żył obok niego, jadał z nim, śmiał się i wściekał, był jego przyjacielem, stał się prawą ręką. Całe cztery lata pracował jako wtyczka w gangu narkotykowym, powoli z dnia na dzień zdobywając więcej informacji, zaufanie grupy i szacunek na ulicach. Ivan bo tak miał na imię ów człowiek traktował i nazywał go bratem. Kiedyś przez chwilę stali po jednej stronie. Był moment, w którym Uri chciał rzucić w cholerę swoją pracę i życie. Ivan był dla niego kimś ważnym, wiedział że rzuciłby się kiedyś za nim w ogień. Jednak nie zrobił tego. Był zdrajcą od początku do końca chociaż robił to z ciężkim sercem. Nic w życiu nie było czarne i białe. Wszystko wokół nas mieni się w różnych odcieniach szarości. Kiedyś szli ramie w ramie, a teraz dzieliła ich przepaść nienawiści oraz poczucia zdrady, która tak intensywnie tliła się w orzechowych oczach Reznov’a. Zwolnił krok minimalnie czując jak serce zabiło mu mocniej w piersi. Minęło już tyle czasu, a jednak wciąż pamiętał. Był wtedy szczylem gdy się poznali, a Ivan stał się dla niego w jakimś stopniu autorytetem.
Dostał tą misję, nie dlatego iż był według przełożonych najlepszy, chciano się go pozbyć, tak jak narzędzie które uznało się za mało przydatne. Traktowano go jak śmiecia i miano nadzieję, że polegnie już w pierwszym starciu, a oni będą mogli go odesłać na śmietnik. Zaskoczył wszystkich. Nie tylko przeżył, ale i zdobył poparcie w kręgach przestępczych. Po raz pierwszy w życiu poczuł się kimś ważnym, potrzebnym. Wspomnienia zaatakowały jego umysł jak tysiące ostrych igieł, które wbijały się w niego przewijając mu przed oczyma przeszłość. Napady, zastraszenia, bójki, kłótnie, żarty, wspólne oblewanie sukcesów i zapijanie porażek. Cztery lata wyjęte z życia. Cztery lata z jego szczenięcą miłością i reszta życia ze świadomością, że nie umiał go zabić. Wpakował mu trzy kule, a nie potrafił wycelować w głowę. Łudził się że to wystarczy. Był słaby i naiwny, tak cholernie naiwny, a teraz stał przed nim na wyciągnięcie ręki. Gdy byli z Ivanov’em już blisko postawny blondyn rzucił się do przodu sztyletując go morderczym spojrzeniem. Zdążył się uchylić przed ciosem i wpakował mu kolano w brzuch oraz prawy sierpowy w twarz. Mężczyzna zaślepiony wściekłością, zapominał o ostrożności.
- Ty…JEBANY ZDRAJCO! – wyrzucił z siebie zajadle i wyprostował się. Uri lubił patrzeć na pasję i kłębowisko emocji jakie odciskały się na twarzy mężczyzny. Zawsze zazdrościł mu tej ekspresji i otwartości. Spojrzenia, które niemal paliło. Ivan był jak ogień. Zatracał się w swoich emocjach i umiał je wyzwalać w innych, przy nim człowiek czuł że żyje, oddycha oraz jest prawdziwie wolnym.
- Nic się nie zmieniłeś, gwałtowny jak zawsze… – powiedział ściszonym głosem, a jego oczy przez chwilę „zmętniały”. Więzień otarł krew z rozciętej wargi i uśmiechnął się krzywo. Otaczający ich ludzie jakby nagle zniknęli. Pożerali się wzrokiem przepełnionym negatywnymi emocjami oraz „wrakiem” dawnych uczuć.
- Ty również Oleg, dalej igrasz ze śmiercią – warknął i zbliżył się do niego chcąc go znów zaatakować. Zobaczył, że więzień poruszył prawą ręką i tyle wystarczyło by domyślić się co ma w rękawie. Otrząsnął się ze wspomnień, a ślady dawnych uczuć zwietrzały jak dym. Błyskawicznym ruchem wyjął broń, odbezpieczył i wycelował w czoło osadzonego. Mężczyzna zatrzymał się i zaśmiał kpiąco.
- Nie baw się tym bo se oko wydłubiesz – mruknął, ale z uwagą patrzył na pewną postawę nowego nadzorcy. Tym razem w Urim nie było żadnych wątpliwości, ani blokad wewnętrznych, nie było nic, tylko ta cholerna pustka.
- Chyba mnie z kimś pomyliłeś, nazywam się Agranowicz i nie mam na imię Oleg – powiedział spokojnym wypranym z uczuć tonem. Najwyraźniej jego słowa rozjuszyły więźnia jeszcze bardziej ponieważ znów chciał się na niego rzucić, ale kumple z gangu złapali go próbując uspokoić. Reznov’a skazano na 30 lat więzienia z karą dożywocia w zawieszeniu. Tylko czekali aż podwinie mu się noga i będą mogli go usadzić tu do usranej śmierci. Szarpał się z nimi i przeklinał na niego drąc się na pół bloku. Więźniowie zaczęli go odciągać w boczny korytarz najprawdopodobniej kierując się do celi. Przy okazji posyłali mu mordercze spojrzenia. Wiedział, że nie odpuszczą. Nie tym razem, nie za zdradę. On albo oni. Wybór był prosty.
- JUŻ JESTEŚ KURWA TRUPEM OLEG! ZAJEBIE CIE SKURWIELU! – wrzeszczał mężczyzna jak opętany. Gdy zniknęli za zakrętem jeszcze dochodziły do niego strzępy głośnych pomstowań. Ivan miał trochę racji, pakował się do jaskini lwa tyle że on nie był owcą i nie zamierzał się nią stać. Patrzył dłuższą chwilę w boczny korytarz i powoli opuścił broń. Zabezpieczył ją postanawiając w duchu, że musi dokończyć to co zaczął. Cierpliwie poczeka i rozprawi się z przeszłością raz na zawsze. Schował broń i obejrzał się na Ivanov’a.
- Teraz blok os, jak mniemam? – dopytał neutralnym tonem, a jego twarz ponownie przybrała beznamiętny wyraz.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sro 9 Sty 2013 - 20:23

Spotkanie Uriego z byłym kolegą i to w takim miejscu musiało być trudnym przeżyciem. Maksimilian w tym przypadku nic nie reagował. Jedynie obserwował zachowanie nie tylko więźnia ale i swojego przyszłego towarzysza o ile pozwoli mu tu pracować i Agranowicz zaliczy praktykę.
Wymiana zdań między ową dwójką także była interesująca. Musieli się bardzo lubić nim ten Ivan trafił tutaj za kratki. Oleg? Tutaj aż Maks spojrzał na Uriego, zdziwiony jakby zastanawiał się to ten przyszły nadzorca ukrywa w sobie. Tajemnicze imię. Jakoś w jego aktach nie było o nim wspomniane. A może przeoczył? Wiadomym było że Ivanov w większości dokumenty czytał przelatując wzrokiem albo pierwszy i ostatni akapit. Tak jakby czytał początek książki i jej zakończenie i wszystko wie. W tym przypadku chyba mu się zdawało. Ale nikt nie powiedział, że w aktach trzeba wszystko opisywać.
Sytuacja była zbyt interesująca, że nawet Maksowi się nie nudziło oglądając to przedstawienie. Lecz musiał pilnować jednego i drugiego aby nie przekroczyli narzuconych im granic. Czyli by więzień nie zranił lub nie zabił nadzorcy ani odwrotnie. A nie był pewny czy tutaj Agranowicz sobie da radę. Lecz wątpliwości nie było. Nie strzelił ale potrafił nad sobą w miarę panować. Koledzy niejakiego Ivana odciągnęli go od nadzorców byle daleko ich zasięgu. Jeszcze trochę a Maks z wielką chęcią powiesiłby tego więźnia za jaja w izolatce albo w jego celi. No ale może przy innej okazji.
Maks odprowadził wzrokiem znikających za rogiem więźniów po czym spojrzał na Uriego z obojętnością ale i ciekawością, kiedy ten zadał pytanie.
- Tak... Możemy przejść do bloku Os. - Zgodził się. Tutaj Uri widział już wystarczająco dużo i nawet odwiedził swojego dawnego kumpla. Zatem Maks ruszył korytarzem w stronę kolejnych schodów, gdzie to przeszli na blok os. Najgorszych więźniów, gdzie większość czekała na egzekucję.
Tutaj co prawda klimat był inny. Tutaj każdego prawie trzeba było pilnować. Ale w obecności nadzorców zachowywali się inaczej. Jakby byli niewinni. Co ciekawsze. Jak mijali kilkoro os, Ci zaś Maksa omijali szerokim łukiem. Nawet spojrzeć się nie odważyli.
- Tu jak widzisz, stosujemy inne metody nawet ostrzejsze. Władza nie musi o tym wiedzieć. Ale uważać trzeba na kamery. Tak poza tym... Dlaczego tamten więzień nazywał Cię Oleg? - Zadał w końcu nurtujące go pytanie a zarazem też po to by zaspokoić swoją ciekawość. Może Uri zdradzi mu swój mały sekrecik? Spojrzał na niego nie patrząc przez moment jak i gdzie idzie.
Tymczasem zmierzali do zakrętu korytarza w przedziale os, gdzie było można usłyszeć różne męskie odgłosy. Coś wyglądające na wzór dopingu. Kiedy obaj panowie zakręcili w stronę owego korytarza, ich oczom ukazać się mogła zebrana grupa mężczyzn przy jednej z celi. Żadnego nadzorcy nie było w pobliżu by ich doprowadzić do porządku? Maks zmarszczył brwi i zbliżając się do zebranych, rzekł stanowczo.
- Co się tam do cholery dzieje? - Rzucił pytanie dość chłodno aż zebrani nagle zamilkli przenosząc spojrzenie na obu nadzorców. Temu nowego baczniej się przyglądali jakby mieli ochotę go "przetestować". Maks nie zwracając na to uwagi, zbliżył się do nich bardziej wyciągając w razie czego broń. W obawie przed nim, od razu zrobiono mu przejście. Zajrzał do celi i wywrócił oczami. Jeden z dobrze zbudowanych Os, katował bijąc aż do krwi innego więźnia. Zapewne jednego ze słabszych. Ten z kolei się nic nie poruszał. Leżał jakby zabity albo nieprzytomny.
- Co on Ci zrobił? - Spytał jak na razie spokojnie winowajcę.
- Nie chciał współpracować. - Odpowiedział wrednie, zgrywając twardziela.
Ivanov pokiwał głową w zrozumieniu. Ale to nie był powód dla którego by mu uwierzył i złagodził karę. Lufę spluwy przyłożył mu wprost w krocze.
- Zabierzesz kolegę do skrzydła medycznego. Jeżeli on nie przeżyje, Twoja egzekucja zostanie przyspieszona. Gwarantuję męczeńską drogę do piekła.
Twardzielowi już tak do śmiechu nie było. A zapewne chciał jeszcze trochę się pobawić w więzieniu niżeli już opuszczać ten świat. A co na to Uri?

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Czw 10 Sty 2013 - 6:52

Większość akt z jego dawnej pracy została utajniona więc nic dziwnego, że nadzorca był tym zaskoczony. Nie zamierzał zaspokajać ciekawości klawisza nie dlatego, iż było to tajemnicą zawodową, ale z samej niechęci do dzielenia się swoim życiem prywatnym z innymi ludźmi. Zignorował zaintrygowane spojrzenie towarzysza, rozglądając się po bloku os. Reakcja więźniów na ich przybycie spodobała mu się. Widocznie Ivanov miał bardzo przekonujące metody resocjalizacji skoro osadzeni szerokim łukiem omijali go.
- Tak to oczywiste – mruknął spoglądając na jedną z kamer. Gdy usłyszał pytanie skierował na niego lodowate spojrzenie, wyraźnie wskazujące że był to dla niego temat tabu.
- Nie Pański interes – mruknął nieco bardziej opryskliwym tonem niż zamierzał. Jego uwagę przyciągnęły krzyki grupy mężczyzn przed nimi. Podążył za klawiszem pewnym krokiem lustrując więźniów chłodnym wzrokiem. Nie sięgnął po broń, nie czuł takiej potrzeby. Większość z nich zapewne trafiła by do szpitala z poważnymi urazami nóg lub innych części ciała. Nie lubił wyciągać broni na darmo mimo iż budziła respekt. Więźniowie niechętnie rozstąpili się także przed nim. Lepiej dla nich bo on się w przemocy lubował, a przez ostatnie dni nie miał się nawet gdzie wyżyć. Bez emocji przyjrzał się skatowanemu więźniowi. Typowo życiowe porachunki, sam kiedyś lał ludzi z takich powodów lub bez nich. Takie widoki już nie robiły na nim wrażenia. Zero ekscytacji, współczucia, niczego. Uri wyznawał prawo siły. Jeśli jesteś silniejszy możesz wszystko jeśli nie musisz się podporządkować albo zginiesz. Życie nie było sprawiedliwe, a on nie był sędzią ani jakimś bohaterem by kogoś ratować czy pomagać. Obserwował Ivanova z lekkim zainteresowaniem.
- Już go odsyłasz? Tak po prostu? – zapytał spokojnie gdy zbliżył się do niego. Tak naprawdę miał gdzieś co stanie się z tym więźniem, ale uznał że to dobra chwila by trochę podrażnić nowego przełożonego. - Tolerujesz takie zachowanie na swoim dyżurze? Ten szczyl ledwo dycha pewnie zaraz nam tu zejdzie. Za trupa raczej premii nie dostaniesz czyż nie? – powiedział z sarkazmem. Nachylił się lekko nad jego uchem.
- Jak przestrzelisz mu jaja to zmięknie i więcej nie będzie Ci zadymy robił – mruknął neutralnym tonem jakby wypowiadał się na temat pogody. Mówił na tyle cicho by tylko Maks go usłyszał. Zerknął na leżącego chłopaka jego klatka piersiowa unosiła się z trudem, a oddech był lekko świszczący. Ciało i twarz dzieciaka umazane były w dużej mierze krwią. Skóra była zaczerwieniona, siniejąca i opuchnięta. Pewnie facet tłukł go już jakiś czas i nie zamierzał przestać. Jedna z nóg chłopaka leżała pod nie naturalnym kontem - było to pierwsze złamanie które rzucało się najbardziej w oczy. Uri nie miał czasu ani ochoty doszukiwać się kolejnych obrażeń. Chłopak był wątłej budowy, nie miał tak dobrze wykształconych mięśni, które chociaż w minimalnym stopniu chroniłby by organy wewnętrzne. Wyglądał jak by był jedną nogą w grobie. Przemknęło mu przez myśl, że lepiej było by go dobić. Tutaj i tak go nic dobrego nie czeka, a jego oprawca z pewnością dokończy co zaczął. Klepnął ramię klawisza poufale ze zwyczajową dla siebie arogancją i odwrócił się do reszty więźniów.
- A panowie czekają na eskortę do izolatek? Jeśli nie to jazda do swoich cel – warknął tonem nieznoszącym sprzeciwu posyłając im przy tym miażdżące spojrzenia. Dopiero gdy ruszył w ich stronę z zaciętą miną stracili rezon orientując się iż nie da się zastraszyć i nie należy do typowych „młodzików”. Uri czuł się tak pewnie jak by już dostał tutaj pełny etat, a teren Delfina był jego własnym.
- Rozejść się - rzucił twardo - no chyba że któryś chce dorobić się dziury między oczami – dodał po chwili, zaciskając dłoń na broni. Więźniowie spojrzeli po sobie i w końcu spasowali, powoli oddalając się. Nie obyło się bez szemrania, przekleństw i nienawistnych spojrzeń, które z pewnością się nasilą gdy tylko poznają go bliżej. Podobało mu się tutaj coraz bardziej. Gdy zostali sami, spojrzał na strażnika.
- Więc jak będzie Ivanov? – zapytał. Był ciekawy czy mężczyzna przystanie na jego propozycje czy też zachowa się tak jak zadecydował wcześniej.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Czw 10 Sty 2013 - 18:05

Nie jego interes? No cóż. Jak ktoś nie chciał mu czegoś wyjaśnić uważając za sprawę prywatną, więc nie będzie pytał ani nalegał głębiej. Ale jeżeli Uri będzie tu pracował na stałe, być może w przyszłości przypomni się z tym pytaniem. A na razie da mu spokój. Szli więc przez korytarz w dalszym milczeniu aż ich oczom ukazała się zebrana grupa więźniów. Że tez na jego zmianie takie rzeczy się dzieją. Nie którzy więźniowie typu Os specjalnie takie rzeczy odwalają, by klawisze mieli problemy. Albo też więcej roboty.
Chcąc zapewne szybko załatwić sprawę, zdziwił się pytaniami Uriego. Wtem praktykant zbliżył się do niego mówiąc dalej. A potem szepnął. Czuł się tak jakby przez Uriego był kierowany i wmawiano mu co ma zrobić. Pewna jego część miała ochotę przestrzelić tego więźnia za brutalne pobicie słabszego od siebie. Maks spojrzał na poszkodowanego, który oczywistym było że ledwo żył. Koszmarnie wyglądał z napuchniętą twarzą. Rodzina by go chyba w tej chwili mogła nie rozpoznać. Mając chwilę czasu do namysłu, Agranowicz zajął się rozpędzeniem tłumu. Maks spojrzał na niego i reakcję więźniów. Normalnie widać było iż jego praktykant szybko zaaklimatyzował się w otoczeniu i swojej przyszłej posadzie.
- Szlag by Cię... - Odpowiedział mu niezbyt zadowolony. Spojrzał na więźnia, któremu celował w jaja. Strzelił. A tamten zawył z bólu i przerażenia upadając na kolana, łapiąc się za obolałe miejsce. Niemal się zwinął w kłębek. Ci co się rozchodzili aż stanęli w osłupieniu spoglądając w stronę strażników. Zaraz chyba szybciej pognali do swoich cel.
Ivanov opuścił rękę z bronią, zerkając teraz na nieprzytomnego już więźnia, który był poturbowany.
- A z tym co proponujesz? - Spytał go teraz ciekawy ale z dość poważną miną. Ciekawe co wobec niego praktykant mu zaproponuje. Dobić do końca? Jakoś nie bardzo mu się podobało jak ktoś dyktował mu co ma robić. Jednak wziął pod uwagę propozycje Uriego i niech mu będzie na ten dzień. Nie zamierzał się z nim teraz sprzeczać o coś takiego. Najwyżej potem na osobności o tym pogadają.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Czw 10 Sty 2013 - 19:27

Uri obserwował go uważnie. Nie sądził, że strzeli. Rzucił tylko luźną sugestię, ale spodobało mu się to. Uśmiechnął się pod nosem lekko, ignorując przeraźliwy wrzask postrzelonego więźnia.
- Już nie taki twardy – mruknął z kamienną miną i przeszedł obok niego powstrzymując się od kopnięcia go w twarz by się w końcu zamknął. Głowa znów go rozbolała, a krew zapulsowała w skroniach. Najchętniej wpakował by mu kulę w głowę by przestał się drzeć. Zamiast tego ukucnął nad nieprzytomnym więźniem i przytknął palce do jego szyi by zbadać puls.
- Za co siedzi? – zapytał przełożonego, nie odrywając spojrzenia od dzieciaka. Puls był słaby i nierówny, a dużo złamań wywołało gorączkę. Był w ciężkim stanie. Mógłby skrócić jego mękę. W jego ocenie był to ratunek, ale czy ten więzień na to zasługiwał? Potrafił zabijać bez śladów więc w raporcie wyglądało by to na morderstwo ze strony drugiego osadzonego. Kamera nie obejmowała tej celi. Czysta robota, prawie bez śladów, nie licząc przestrzelonych jaj obecnie płaczącego mężczyzny. Wszystko szło zatuszować. Pytanie tylko jak na to zapatruje się Ivanov. Trup na dyżurze psuł statystyki, a jeśli chciał tutaj przetrwać niestety musiał wybierać te bardziej upierdliwe rozwiązania.
- Nie wiem czy go odratują, ale jeśli go sprzątniemy to pójdzie w akta i będzie świadczyło o naszej nieudolności. Najlepiej będzie zawiadomić sanitariuszy i na noszach przenieść do go szpitala – podsumował chłodnym tonem. Podniósł dłoń i jednym ciosem ogłuszył zawodzącego.
- Tak lepiej – mruknął gdy w celi zapadła błoga cisza i wstał prostując się. Spojrzał na klawisza ponaglająco by wezwał pomoc medyczną. On nie był jeszcze oficjalnie klawiszem, a zaledwie praktykantem więc jego działalność ściśle podlegała Maksowi. Było to dla niego absurdalne, ale mus to mus.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Czw 10 Sty 2013 - 21:00

Wrzask dało się usłyszeć na korytarzu, co tylko bardziej mogło wystraszyć innych więźniów z przedziału Os. Jednak po chwili jakiejś Uri go dosłownie uciszył, więc nastał spokój dla uszu obu nadzorców.
Ivanov spojrzał na młodego, któremu tętno sprawdzał Agranowicz. Musiał sobie przypomnieć, za co ten młody siedzi. Za dużo tutaj było więźniów by każdego grzechy spamiętać.
- Pewnie za przewóz narkotyków. Wielu młodych za to tutaj trafia.
Po udzieleniu odpowiedzi, kucnął przy chłopaku i spojrzał na jego koszulkę, na której powinna być naszywka z wygrawerowanymi danymi, jak imię i nazwisko. A nawet ranga czy to Osa czy zwykły więzień. Jak się okazało, nie był Osą. Westchnął więc z rezygnacją. Wyprostował się i wyjął telefon, wybierając odpowiedni numer.
- Właśnie to robię. - Odpowiedział mu i spoglądał na obydwóch więźniów nieprzytomnych. W końcu ktoś z gabinetu medycznego odebrał. Maks przedstawił krótko sytuację i zażądał pojawienia się sanitariuszy, czy choćby lekarza.
- Za parę minut powinni się pojawić. - Rzekł po skończeniu rozmowy, kiedy chował telefon a w miedzy czasie Agranowicz zajął się drugim więźniem. Maks zabezpieczył swoją broń i schował do kabury. Na korytarzu pojawił się lekarz z trzema podwładnymi oraz noszami. Ocenił stan poobijanego chłopaka, ale nie spodziewał się że i drugi krwawi. Popatrzył na klawiszy z niedowierzaniem, ale zabrał się do roboty. Młodego zabrano do gabinetu i wezwano pogotowie. Później zajęto się drugim więźniem. A Maks skinął głową Uriemu by ruszyli dalej. Zrobili co należało, więc mają czyste konto. A przynajmniej tak uważał Maks.
- Zdaje się że szybko zaaklimatyzujesz w tym miejscu. Wielu nowych na początku swojej pracy milczy i przeważnie obawia odezwać do więźniów by im wydawać polecenia. - Podjął jakąś rozmowę, bo w sumie miał czasami gadane i nie lubił zbytnio ciszy. Kierowali się dalej korytarzem oprowadzając praktykanta i pokazując pozostałe ważne miejsca, co gdzie się znajduje. Nawet odwiedzili izolatki, gdzie w dwóch siedziało już zamkniętych idiotów. Dalej nawet zahaczyli o stołówkę. A kiedy godziny pracy Ivanova mijały ku końcowi, powrócili do dzielącego wspólnie biura.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Pią 11 Sty 2013 - 13:47

Spiorunował lekarza spojrzeniem żeby zabrał się do roboty i ruszył za strażnikiem.
- Miałem już do czynienia z takimi ludźmi – powiedział wyjaśniająco, ale nie chcąc rozwijać tematu. Bardzo rzadko opowiadał o sobie więcej niż w jednym zdaniu. Podawał zdawkowe informacje, które po złożeniu dawały tylko bardzo ogólny obraz, mało mówiący o człowieku. Suche informacje nic więcej. Tak było bezpieczniej. Czasami zadawał klawiszowi pytania odnośnie mijanych miejsc i głownie słuchał tego co ma do powiedzenia. Z tego co zauważył mężczyzna był dość popularny i lubiany. Przechodzące obok nich pracownice biurowe uśmiechnęły się do Ivanova czarująco i zatrzymały ich. Próbowały nawiązać jakąś dłuższą rozmowę, ale Maks szybko je spławił ku lekkiemu zdumieniu Uriego. Każdy inny mężczyzna byłby zachwycony uwagą tak atrakcyjnych kobiet, a Maks ledwo co na nie spojrzał. Może jego wcześniejsze przypuszczenia się sprawdzą. Gdy byli już w biurze podszedł do biurka rozglądając się uważniej niż wcześniej.
- Nie były w twoim typie? – zapytał neutralnym tonem spoglądając na niego kontem oka. Zajął miejsce przy nowym stanowisku pracy i wyciągnął paczkę papierosów.
-Można? – zapytał, ale podejrzewał że klawisz nie będzie robił problemu. Wyczuł od niego lekki zapach papierosów mieszający się z wodą kolońską.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Pią 11 Sty 2013 - 19:01

Tak więc Maksimilian przez cały czas swojej pracy na dzień dziwniejszy, oprowadził Uriego po całym Delfinie wskazując mu ważne i mniej ważne miejsca, udzielając również odpowiedzi na pytania swojego praktykanta. Pozostały czas na szczęście zleciał spokojnie. Co jakiś czas zatrzymywali się przy znajomych Maksa, którzy chcieli parę zdań zamienić. A nawet poznać jego nowego kolegę, z którym dzieli biuro. Jak dobrze pójdzie to może i nawet na dość długo.
W pobliżu gabinetu zaczepiły ich kobiety. Sekretarki zapewne przełożonego dyrektora. Znały się z Maksem z widzenia, choć z nimi długo nie rozmawiał. Do kobiet nic nie miał. Lubił je, ale nie pociągały go w żaden sposób.
Wraz z Urim wrócili do biura, gdzie to Maks skierował się do swojego biurka. Zdjął czapkę kładąc ją na blat, po czym zdjął z siebie mundur wieszając na oparcie krzesła. W między czasie padło pytanie Agranowicza.
- Można tak powiedzieć. Wolę nie zagłębiać się w głębsze znajomości z kobietami, ze względu na pracę. - Wytłumaczył się jakoś licząc że tyle wystarczy i Uri nie będzie o to dalej pytał. Tym samym nie zdradzał mu swojej orientacji. Nigdy tego nie robił, póki sam nie upatrzył sobie kogoś.
- Można. - Nie miał nic przeciwko paleniu w gabinecie. U niego można szczerze wszystko. Pić, palić, bzykać się i tak dalej. Byleby nie w czasie pracy by uniknąć kontroli.
Ivanov podszedł do stoliczka z czajnikiem i wstawił wodę, mając ochotę napić się herbaty. Przy okazji podjął sobie rozmowę z Agranowiczem, ciekaw będąc jego wrażeń z tych paru godzin.
- Jak wrażenia na dzisiejszy dzień? Widzisz się tutaj w ogóle w roli nadzorcy? - Zapytał, zerkając w jego stronę, w oczekiwaniu na zagotowanie wody.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Sob 12 Sty 2013 - 15:43

Włożył papierosa do ust i podpalił srebrną zapalniczką, na którą się zapatrzył. Była jedną z takich rzeczy, której nigdy by sobie człowiek nie kupił, a trzymał tylko ze względu na związane z nią wspomnienia. Niemożliwie tandetna z wygrawerowanym czerwonym napisem: "Nie oglądaj się za siebie bo ci z przodu ktoś PRZYJEBIE". Na drugiej stronie narysowano szczerbatą uśmiechniętą buźkę. Ten mało górnolotny napis stał się mottem życiowym jego przyjaciela, który palił papierosy jak smok i przeklinał jak szewc. Razem przetrwali nie jedną akcję terenową w jego dawnej pracy. Przesunął palcem po zapalniczce i schował ją do zamykanej na zamek kieszeni. Tylko tyle mu po nim zostało. Dewiza życiowa Adama z czasem stała się jego własną. Tak było łatwiej. Nie patrzeć za siebie, nie żałować, iść dalej po części właśnie dlatego tutaj siedział. Nowe wyzwanie, nowy rozdział uczcił szlugiem zaciągając się nim głęboko. Palił papierosy raczej rzadko, nie chciał się nimi wykończyć. Uważał, że są lepsze sposoby na śmierć, niż rak płuc.
Klawisz sprawnie i jak na jego gust zbyt grzecznie wybrnął z pytania. Interesujące i z pewnością go jeszcze pomęczy, ale najpierw priorytety.
- Wrażenia pozytywne, a gdybym się nie widział tutaj to nie składałbym dokumentów – odpowiedział i zaciągnął się papierosem. Zdjął czapkę i pochylił się lekko w stronę mężczyzny.
- Obydwaj wiemy, że to więzienie potrzebuje wykfalifikowanych ludzi więc możemy zrezygnować z okresu próbnego. Umiem postępować z więźniami – w jego głosie zabrzmiał lekki nacisk - pracownikami również – dodał po chwili i rzucił papierosa na podłogę, a potem zmiażdżył go wojskowym butem. Na razie zachowywał względną kulturę. Jednorazowe oprowadzanie po zakładzie było dla niego wystarczające, a prowadzenie go za rączkę przez dłuższy czas wydawało mu się śmieszne.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Nie 13 Sty 2013 - 19:23

Każdy w swoim życiu miał jakiegoś przyjaciela. Nawet Maksimilian takowego posiadał. Jednak tamten pozostał nadal wojskowym i przeniesiono go gdzieś indziej, przez co ich kontakt strasznie się ograniczył. Nie było przy tym pewności, czy jak się ponownie spotkają, będzie ich ta więź nadal łączyła. Czas zresztą to pokaże.
Wystawił kubek i wsypał sobie do niego herbaty słuchając odpowiedzi Uriego. A więc wszystko możliwe, że mu się tutaj spodoba. To dobrze. Im więcej takich jak on, tym lepiej. Bo z tych nowych klawiszy to nic w większości nie ma. Część z nich bywa zbyt miękka. To wolno, tego nie wolno. A trzech co najmniej Maks ustawił już do pionu, że ich psychika się poprzestawiała. Jak to zrobił? Po prostu ich przeleciał i tyle.
A więc Uri jest zadowolony, skoro wrażenia uznał za pozytywne. Lecz kolejne jego słowa, a bardziej ta końcówka dziwnym sposobem nie bardzo się spodobała Maksowi.
- Nawet nie zacząłeś pracy a już chcesz z okresu próbnego zrezygnować? Musisz odbyć co najmniej miesięczny staż aby zadowolić przełożonego i udowodnić że się nadajesz. Jeden dzień to za mało by podjąć taką decyzję.
Odpowiedział mu nieco poważniej. W końcu takie są zasady. Nikt po jednym dniu praktyki nie zostawał od razu przyjęty do pracy. Nawet Maks musiał te kilka tygodni pracować by udowodnić o swojej sile umysłu, ciała i wytrzymałości w takim miejscu. A Uri co, już taki pewny jest wszystkiego? Odnośnie pracowników nic nie dodawał. Agranowicz podekscytowany nową fuchą musiał zapędzić się w słowach, że poczuł się taki ważny. Potrzeba mu trochę ochłonąć. Może spacerek mu się przyda?

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Pon 14 Sty 2013 - 22:05

Uri bynajmniej nie zapędzał się w słowach. Każde z nich przemyślał. Nie chciał tyle czekać i nie mieć gwarancji, że otrzyma pracę. Decyzja o jego przyjęciu w dużej mierze zależała od Maksa, a on nie miał ochoty tracić siły i czasu na coś niepewnego. Wiedział, że takie są przepisy i to nie jakiś wymysł klawisza. Jednak zasady zasadami, a życie życiem. Uważał, że pozostawianie swoich spraw swobodnemu rozwojowi wydarzeń nie przynosi wystarczających zysków.
Uśmiechnął się lekko cynicznie pod nosem.
- Zadowolić i udowodnić przełożonemu – powtórzył jego słowa – oczywiście to podstawa w nawiązywaniu relacji – dopowiedział i przejechał dyskretnie spojrzeniem po ciele Maksa, a także jego najbliższym otoczeniu.
- Starczy wody na dwie herbaty? – zapytał świetnie imitując rzeczywiste zainteresowanie. Chwila większej dekoncentracji klawisza była wystarczająca by podjąć atak. Mężczyzna zakładał iż jest bezpieczny. Pewny swojej siły, umiejętności oraz pozycji. Naturalny przywódca nikt nie może mu zagrozić, ale co jeśli trafi na kogoś równie silnego lub silniejszego od siebie? Zamierzał pokazać temu człowiekowi kto tu rządzi i nie dać nawet cienia szansy na ewentualny kontratak.
Błyskawicznym ruchem złapał jego lewy nadgarstek, szarpnął go do przodu i obrócił się tak, że mężczyzna wylądował na jego biurku z mocno wykręconą lewą ręką. Wymierzył jeden mocny cios wybijając mu bark trzymanej ręki. Zauważył, że przełożony jest leworęczny więc wyeliminowanie jej za bardzo go przy tym nie kiereszując wydawało się najlepszym posunięciem. Sięgnął do swojego pasa i skuł najpierw lewą, a potem prawą dłoń na plecach. Takie ułożenie musiało powodować większy ból i o to chodziło. Szarpnął brutalnie za lewą rękę i pochylił się nad jego uchem.
- Przedstawię ci lepszą argumentację co ty na to? – spytał retorycznie.
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 15 Sty 2013 - 10:20

Maks zgodził się z jego słowami skinieniem głowy. Po co dodawać coś więcej, skoro do tego mężczyzny dotarło o co biega? Sam znał przepisy więc niech wytrzyma ten okres próbny. Jeżeli nawet przełożony całego więzienia dostrzeże w Urim odpowiedniego nadzorcę, to może nawet szybciej otrzymać tu swoją posadę.
- Tak... - Odpowiedział mu na pytanie i miał zamiar sięgnąć po drugi kubek, kiedy nagle niespodziewanie i zaskoczenia, Agranowicz złapał go za lewy nadgarstek i zaciągnął na swoje biurko. Maks ze wściekłą miną próbował się odbić od biurka, lecz Uri go bardziej przycisnął wykręcając bardziej rękę i wybijając bark. Ivanov syknął z bólu mrużąc oczy. Kiedy tamten wyjmował kajdanki ten z kolei próbował się podnieść by z łokcia przywalić mu w brzuch. Mogło się nie powieść, jeżeli Uri potrafił zachować dystans, a i tak zakuł Maksowi ręce za plecami. Szarpanie za rękę z wybitym barkiem owocowało dodatkową ilością bólu. Kogo mu oni wysłali? Praktykanta czy jakiegoś człowieka z gangu? Co on przeskrobał? Nic takiego sobie nie przypominał.
- Piedol się! Za takie traktowanie przełożonego możesz od razu wylecieć. - Rzucił w gniewie i nie zważając na ból, szarpał się i próbował podnieść z tego biurka. Było jednak utrudnienie, praktykant na nim się opierał uniemożliwiając wszelkie ruchy. Więc pozostały mu nogi. Także starał się nadepnąć mu mocno w prawą stopę co by miało i jego zdekoncentrować choć na chwilę.

_________________

Na sobie:
Służbowo: Bokserki i skarpety czarne. Biała koszula rozpięta pod szyją. Mundur nadzorcy jaki noszony jest w Czarnym Delfinie. Marynarkę jednak często ma rozpiętą. Specjalnej czapki także nie nosi zbyt często. Obuwie wojskowe.
Po cywilnemu: Czarny ciepły golf. Spodnie granatowe jeansy. Obuwie zimowe. Kurtka ciemno brązowa z kożuszkiem przy mankietach i kołnierzu. Bez kaptura.
Dodatki: Kolczyki w uszach, srebrny pierścień na małym lewym palcu.  
Przy sobie: W małym ekwipunku zapiętym przy pasie z tyłu: jedna para kajdanek, paralizator, gaz łzawiący, rękawice czarne skórzane. W kaburze przy pasie po lewej stronie broń palna typu beretty (co świadczyć może o jego leworęczności). Po drugiej stronie zwinięty bicz i wsuwana pałka. W kieszeniach paczka papierosów, zapalniczka i inne duperele.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   Wto 15 Sty 2013 - 16:20

Uri nie karał nowego kolegi po prostu chciał osiągnąć swoje cele, a środki nie grały większej roli. Mężczyzna szarpał się jak opętany, dlatego przycisnął go mocniej, a w zamian za próby kopania go wbił mu kolano w krocze. Zrobił to z całej siły więc musiało zaboleć. Złapał za jego włosy, podniósł głowę i trzasnął nią w blat by go nieco ogłuszyć. Sięgnął po kolejne kajdanki i spiął nimi kostki. Ubezpieczał się nożem myśliwskim, który przyciskał do jego łydki.
- Przetnę ci ścięgno Achillesa jeśli się ruszysz – powiedział i mocniej docisnął nóż tak, że spłynęło parę kropel krwi. Gdy już się z tym uporał natychmiast się podniósł.
- Albo coś innego – mruknął i sprawnym ruchem rozciął jego koszulę, a razem z nią skórę na plecach Maksa. Rana była podłużna i płytka. Zdjął z niego koszulę, a raczej jej resztki. Odpiął jego pas z ekwipunkiem i rzucił go daleko w kąt pokoju. Włożył nóż za linię jego spodni, rozcinając je powolnym ruchem. Gdy ubrania opadły na ziemię przyjrzał się jego ciału oceniająco, a potem pochylił nad nim wgniatając go w stół.
- Podpiszesz dokumenty uprawniające mnie do pracy tutaj – powiedział wyciągając z kieszeni złożony papier i kładąc go na blacie – albo trochę się pobawimy za nim to zrobisz. Każdy potrzebuje czasu do namysłu – powiedział sarkastycznie i zrobił mu kolejne nacięcie tym razem na udzie, zatapiając ostrze nieco głębiej.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem   

Powrót do góry Go down
 
7 stycznia 2010r. - Praktykant z piekła rodem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Cytat Stycznia
» "Gdy Piekło pozostaje samo" - rozgrywka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka :: Historie-
Skocz do: