<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Cela nr #2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Cela nr #2   Nie 20 Sty 2013 - 22:03

Współlokatorzy:

  • Ivan Rezonov
  • Nazarus Ostrovsky
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Nie 8 Wrz 2013 - 21:51

Wtorek, 26 luty 2013

Uri pojawił się w więzieniu półgodziny wcześniej. Chciał przejrzeć akta nowego więźnia, którego przetransportowano wczoraj. Cieszył się awansem na wyższe stanowisko. Miał teraz większą swobodę pracy, a Maks nie chodził za nim jak cień. Przynajmniej połowicznie uwolnił się od jego potępieńczego wzroku gdy kogoś jego zdaniem zbytnio „resocjalizował”. Rzecz jasna wraz z wyższą płacą przybyło i więcej roboty papierkowej oraz wątpliwy zaszczyt rekrutacji strażników na blok os. Jednak nie narzekał. Lubił dużo pracować. Gdy skończył, ubrał się i wyszedł o wyznaczonej porze na blok os. Miał nadzieję, że uda mu się porozmawiać z partnerem przed pracą, ale Maks się spóźniał. Widocznie mu coś wyskoczyło, a on nie mógł na niego czekać.
Wtorek mijał mu zaskakująco spokojnie, co tylko wzbudzało w nim większą czujność. Więźniowie zawsze coś kombinowali. Tym razem jednak nie urządzali sobie żadnego mordobicia. Na bloku oprócz niego był również nowy rekrut oraz inny doświadczony klawisz, na którego zepchnął obowiązek doglądania chłopaka właśnie dziś. Wykorzystując tą sytuację poszedł na krótką przerwę do biura. Zalał sobie kawę rozpuszczalną i już miał się nią nacieszyć gdy w pomieszczeniu rozległ się głośny dźwięk mmsa. Zerknął na telefon, który dalej hałasował na blacie biurka. Z westchnieniem irytacji podszedł do mebla i postawił napój. Miał nadzieje, że syn Zoji znowu nie zaczął bawić się telefonem, już dwa razy dostał głupawe smsy od nudzącego się dziecka. Otworzył nagranie ciekawy kto przysłał mu wiadomość. Nie znał tego numeru. Film ożył, a on zamarł w bezruchu. Jego twarz nie wyrażała niczego, jedynie oczy rozszerzyły się z szoku. Skatowany człowiek z opuchniętą twarzą, licznymi ranami, siniakami i innymi obrażeniami był Maksem, jego Maksem. Nagranie skończyło się. Trzymał telefon tak mocno, że palce mu pobielały, a obudowa zatrzeszczała niepokojąco. Jego oczy były skierowane na ekran, ale Uri jakby go nie widział. Porwali go… Skatowali... –oparł się ręką na blacie i wypuścił wstrzymywane powietrze. Miał wrażenie jakby ktoś kopnął go w brzuch. Świadomość i widok zmaltretowanego ciała mężczyzny wstrząsnął nim. Spełniły się jego najgorsze wizje. Oddychaj, spokojnie, skup się! – głos rozsądku wybił się na tle innych myśli. Zaczął oddychać regularnie, spokojnie, poruszył napiętymi ramionami. Pozbywał się oznak szoku, a jego umysł wracał do pełnych obrotów. Cokolwiek się stało Maks był w niebezpieczeństwie. OGARNIJ SIĘ KURWA! – warknął na siebie w myślach gdy serce ponownie zabiło mu mocniej w piersi. Zdusił w sobie zdenerwowanie. Przysłano mu ten film nie bez przyczyny. Musiał zachować zimną krew inaczej nic nie osiągnie. Zmarszczył brwi, a spojrzenie wyostrzyło się. To nie mógł być żart, ani fotomontaż. Tego był pewny. Głos jak i słowa Ivanova potwierdzały autentyczność filmu. Nikt nie mógł podrobić jego uporu i błysku determinacji w oczach. Nie złamali go! – ta myśl dodała mu siły. Jednak Maks się mylił. Był gotowy zrobić absolutnie wszystko by go odzyskać. Za wszelką cenę. Nie ważne co będzie musiał poświęcić. Odzyska go. Zdecydowanie go odzyska. Tylko to się liczyło – mieć go z powrotem przy sobie. Ekran telefonu ponownie się rozświetlił ukazując połączenie z numerem od którego pochodziło nagranie. Wcisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha.
- Kim jesteście? Czego chcecie? – zadawał pytania jak z procy zakładając, że jedna osoba nie mogła przeprowadzić porwania.
- Zamknij się i słuchaj jeśli nie chcesz dostać jego ręki pocztą – odezwał się taki sam bezpłciowy głos jak z nagrania. Uri posłusznie zamilkł. Owszem mógł blefować, ale obrażenia jakie widział Agranowicz były wystarczająco przekonywujące by nie ryzykować dalszych tortur Maksa.
- Ivan Rezonov jest na bloku więźniów. Masz czterdzieści osiem godzin by go wyprowadzić i wywieść z zakładu. Nie ważne jak to zrobisz. Nie wolno Ci nikogo informować. Wytłumacz jego nieobecność tak by nikt nie nabrał podejrzeń. Chyba nie muszę Ci wyjaśniać co się z nim stanie gdy zawiedziesz lub popełnisz błąd prawda? – zapytał porywacz, a on dalej milczał. Doskonale zdawał sobie sprawę co się stanie. Mignął mu przed oczami obraz martwych nieruchomych oczu partnera i jego zmaltretowanego ciała. Lodowaty dreszcz przebiegł mu po plecach, a na szyi „zacisnęła się” niewidzialna obręcz. Ten dzień w końcu nadszedł. Mafia upomniała się o swojego człowieka. Ivan za Maksa.
- Czy to jest dla Ciebie jasne?
- Tak – odpowiedział lekko zduszonym tonem.
- Noś przy sobie telefon i oczekuj dalszych instrukcji. Będziemy Cię obserwować.
Połączenie przerwano. Sprawdził stan baterii. Była pełna więc schował telefon do kieszeni. Miał czterdzieści osiem godzin, teraz była piętnasta. Opadł na fotel i sięgnął mechanicznym ruchem po kubek. Czuł suchość w ustach. Upił dużego łyka. Odetchnął głęboko. Obręcz i wrażenie zimna powoli go opuszczało. Miał mało czasu na obmyślenie planu działania. Zakład był naszpikowany systemami zabezpieczeń. Nie może wyprowadzić go tak po prostu. Drugą sprawą było co się stanie gdy tego dokona? Oddadzą mu Maksa? Wątpił w to. Zbyt dużo wiedział o mafii, ponadto zdradził ich i wpakował sporo ważnych ludzi za kratki. Szkodził im jak się tylko dało. Nie miał żadnej gwarancji, że nie zabiją Maksa, a potem również jego. On by tak zrobił. Nie ma ciał, dowodów nie ma problemów. Jednak nie mógł się wycofać o tym nie było mowy. Wstał, nie miał czasu na siedzenie. Podszedł do biurka Maksa i wygrzebał dwa dokumenty. Wypisał urlop na żądanie podrabiając jego charakter pisma i podpis. Chwilę po tym jak skończył rozległo się pukanie do drzwi. Szybko schował drugi dokument, który służył mu za wzór do szuflady i zajął swoje miejsce przy biurku.
- Wejść – powiedział spokojnym pewnym głosem. Zobaczył w drzwiach atrakcyjną sekretarkę w formalnym stroju.
- Dzień dobry, właśnie się do pani wybierałem – uprzedził kobietę podnosząc się z fotela. Sekretarka zamrugała najwyraźniej zaskoczona.
- Oh, tak? – zapytała nadal nieco zbita z tropu – a o co chodzi?
- Nie miałem czasu rano złożyć wniosku pana Ivanova odnośnie urlopu na żądanie – powiedział podchodząc do niej i wyręczając jej dokument. Blondynka przyjęła kartkę i przejrzała.
- Przecież można było go wysłać pocztą elektroniczną bezpośrednio do pana Morozowa lub telefonicznie zawiadomić. Zgłoszenie tego wniosku godzinę po rozpoczęciu dnia pracy jest niezgodnie z…
- Oczywiście – wszedł jej w słowo nie dając dokończyć – to ja ponoszę winę za opóźnienie. Zapewne pani rozumie jak wymagająca jest praca na bloku. Jestem pewny, że pan Ivanov byłby wielce zobowiązany gdyby zechciała pani przymknąć oko na godzinę zgłoszenia wniosku – powiedział. Pamiętał, że ta kobieta wyjątkowo namolnie krążyła wokół Maksa więc rzecz jasna należało wspomnieć o przysłudze dla niego. Blondynka zamyśliła się i odezwała po dłuższej chwili niepewnym tonem.
- Cóż… myślę, że ten jeden raz… pan Maksimilian zawsze był bardzo przykładny –zamilkła napotykając jego spojrzenie. Odchrząknęła lekko i przybrała bardziej profesjonalną minę. Wystarczyło jedno spojrzenie by mieć pewność, iż kobieta nie zrezygnuje z okazji przypodobania się Maksowi.
- Proszę dokumenty nowej osy, mają go przenieść jutro – powiedziała i mu je wyręczyła. Podziękował, a kobieta szybko ulotniła się z pokoju. Rzucił teczkę na stół, nie zamierzał sobie nią teraz zaprzątać głowy. Przemierzył pokój równym żołnierskim krokiem intensywnie kalkulując w głowie różne rozwiązania.

Wyciągnął zapasowy telefon, bez którego nigdzie się nie ruszał. Miał na nim zapisane tylko cztery numery. Wcisnął trzeci kontakt i połączył się z szefem. Po drugim sygnale odezwał się męski głos.
- Co mogę dla pana zrobić panie Agranowicz?
- Proszę podwoić ludzi na stanowiskach, mają ich obserwować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Kolejnymi osobami, które mają być objęte ścisłą ochroną… - przekazywał cierpliwie zlecenie oraz jego szczegóły. Mężczyzna rozłączył się obiecując informować go o wszystkim na bieżąco. Uri przesunął ręką po ogolonej głowie. Najchętniej wysłałby swoją, a także Maksa rodzinę za granicę. Wpływy mafii sięgały daleko, ale takie rozwiązanie zmniejszyłoby ryzyko ataku. W Rosji byli niemal bezkarni. Zbyt dużo wysoko postawionych ludzi siedziało w ich kieszeni. Jednak był obserwowany, istniało duże prawdopodobieństwo, że ich rodziny również. Gdyby popełnił jakiś błąd mogli by zaatakować jego rodzinę by bardziej zmobilizować go do działania. Stałby się przykładem dla zdrajców lub tych którzy zadzierają z mafią. Za przykład posłuży on i cała jego rodzina.

Wyszedł z biura na dalszą część dyżuru. Jego wyraz twarzy był do tego stopnia odpychający, że niektóre osy same schodziły mu z drogi. Usta wykrzywione w gniewnym grymasie i twarde, zimne spojrzenie, w którym na próżno można szukać współczucia. Dzięki adrenalinie oraz  wewnętrznemu napięciu jego ruchy stały się bardziej drapieżne i czujne. Cała jego postawa, uwaga i myśli nakierowane były na jeden cel. Odzyskać go – myśl na skraju świadomości powtarzająca się nieustanie.

***

Osiem godzin później

Wysoki, ale wyraźnie przygarbiony mężczyzna podążał skrótem między budynkami. Poruszał się szybko i sprawnie w otaczającym go pół mroku. Co chwile dobiegały go wrzaski kłócących się ludzi, dudniące dźwięki rozkręconych na cały regulator głośników czy pojedyncze szczeknięcia psów, które grasowały po okolicy luzem. Wyszedł z zaciemnionej wąskiej uliczki na oświetlony mdłym światłem chodnik. Przestąpił leżącego na ziemi zapitego menela i zignorował gwizdy prostytutek ubranych w kuse stroje, które więcej odkrywały niż zakrywały. Wymalowane dziewczyny usiłowały zwrócić jego uwagę. Jedna z nich widocznie bardziej uparta od reszty zahaczyła go za ramię.
- Zabawimy się przystojniaku? – przylepiła się do niego obfitym biustem i posłała zalotny uśmiech – plus obciąganko ekstra – dodała zachęcająco patrząc na niego lekko nieprzytomnym wzrokiem.
- Spierdalaj dziwko – warknął i odepchnął naćpaną nastolatkę brutalnie. Brunetka zrobiła parę chwiejnych kroków i przewróciła się na drogę. Ruszył dalej nie przejmując się salwą wykrzykiwanych obelg pod jego adresem.
Dzielnica nędzy, społecznego marginesu, raj dla szukających szybkiego seksu, narkotyków i wszelkiego rodzaju nielegalnych usług. Mężczyzna nie wyróżniał się niczym spośród stałych bywalców. Miał na sobie czarną luźną bluzę, skórzaną kurtkę nadszarpniętą zębem czasu, sprane bojówki i zabłocone ciężkie wojskowe buty. Jednodniowy zarost oraz kaptur naciągnięty na ogoloną głowę dopełniały całości. Mężczyzna obserwował otoczenie czujnie sprawdzając czy nie ma ogona. Co jakiś czas zmieniał trasę i kluczył dobrze sobie znanymi trasami. Gdy miał pewność, że jest sam udał się do jednej ze zniszczonych podupadających kamienic. Wspinając się po schodach w górę czuć było nieprzyjemny zapach stęchlizny i wyrzucanych gdzie po padnie śmieci. Minął pierwsze mieszkanie słysząc kawałek prawdopodobnie małżeńskiej kłótni, a potem głuche uderzenie jakby coś ciężkiego łupnęło o podłogę. Wspiął się na drugie piętro i zobaczył odrapane drzwi z przybitym numerem dwanaście. Był na miejscu. Załomotał w drewno pięścią.
- Władim! Otwieraj! – podniósł głos. Czekał dłuższą chwilę.
- Czego? Kim jesteś? – odpowiedział właściciel mieszkania nadal nie otwierając.
- Stary znajomy, mam interes. Można nieźle zarobić.
Drzwi uchyliły się na długość łańcucha ukazując przysadzistego mężczyznę o przerzedzonych jasnych włosach i wodnistych niebieskich oczach. Spojrzał na niego z rezerwą, a jego oczy rozszerzyły się ze strachu gdy zrozumiał z kim ma do czynienia. W pierwszym odruchu chciał zatrzasnąć drzwi i szarpnął nimi jednak napotkał opór. Stary znajomy wykazał się refleksem wtykając but, co uniemożliwiło ich zamknięcie.
- Nie radzę Władim. Otwórz to sobie porozmawiamy jak normalni, kulturalni ludzie. Wiesz po co przyszedłem – powiedział chłodnym spokojnym tonem. Pulchny facet w białym brudnym podkoszulku i dresowych spodniach posłał mu nerwowy pół uśmiech.
- J-jasne, pogadajmy – zająknął się niepewny czy wyjdzie cało z tego spotkania. Uri cofnął stopę, a facet zdjął łańcuch i otworzył szeroko drzwi. Wszedł prostując się i rozglądając po zagraconym mieszkaniu. Wszędzie walały się kartony po pizzy, butelki i puszki po piwie ustawione gdzie popadnie. Klawiatura oraz rozmontowany komputer walający się razem z porozrzucanymi ciuchami. Wśród tylu różnych sprzętów i gratów była tylko „wąska ścieżka” na podłodze prowadząca do innych pomieszczeń. Panował tu zaduch, odór potu i stęchlizny. Kąty na suficie sczerniały od grzyba, a wypłowiała tapeta w niektórych miejscach odłaziła.
- Co mogę dla pana zrobić? – zapytał Władim po zamknięciu drzwi. Agranowicz odwrócił się do niego na pięcie i zlustrował go oceniając. Dawno się nie widzieli.
- Spasłeś się – skomentował, a Rosjanin wybałuszył oczy i zaczerwienił się. Wolał nic nie odpowiadać. Uri ruszył w stronę sypialni mężczyzny gdzie ten miał cały sprzęt. Nie był tu pierwszy raz więc pamiętał mniej więcej układ mieszkania. Komputer był włączony więc wyszperał jakąś playlistę w internecie i podłączył głośniki. Uciszył protesty Rosjanina wyciągnięciem i odbezpieczeniem broni.  Szatyn zbladł i cofnął się patrząc na „przygotowania” klawisza. Skulił się w sobie garbiąc ramiona. Uri wskazał mu bronią drzwi do łazienki by nie musieć przekrzykiwać głośnej muzyki. Zabezpieczenie przed podsłuchem. Wątpił by Władim był na tyle zapobiegliwy by jakiś tu montować w razie odwiedzin „znajomych”, ale środków ostrożności nigdy nie było za wiele. Patrzył jak facet cofa się potykając co rusz o jakiś szpargał. Maglicki był wyraźnie przerażony i wodził wzrokiem wokoło jakby szukając ratunku. Wszedł z nim do niedużej łazienki z prysznicem, toaletą i umywalką. Pomieszczenie było równie zapuszczone i brudne jak reszta mieszkania.
- Ręce na głowę, nogi w rozkroku – warknął nieprzyjemnie. Władim nie protestował. Zrobił co mu kazano, a Uri w spokoju go przeszukał. Zabrał mu telefon, który wyłączył i pozbawił baterii.
- Masz w domu jakiś podsłuch? – zapytał przyciskając lufę tłumika do tyłu głowy Maglickiego. Mężczyzna panicznym ruchem głowy zaprzeczył.
- Na pewno? – dopytał z naciskiem.
- P-po cholerę mi tu jakieś podsłuchy?! – wypalił znerwicowany. Nie wiedział czy Agranowicz nie postanowił się go pozbyć. Miał u niego ogromny dług wdzięczności. Właśnie dzięki niemu nie wylądował w więzieniu za oszustwa bankowe, włamania itd. Lista jego grzeszków była długa. Maglicki nie miał szczęścia w życiu. Był zdolnym hakerem, ale zadał się z szemranymi ludźmi. Alkohol, hazard i naiwność sprowadziły go na margines społeczny. Władim nie mogąc sobie poradzić z rzeczywistością często zamykał się w swoim wirtualnym świecie i uciekał od problemów.
Klawisz jeszcze przez chwilę „żywił się” jego strachem aż odsunął się zabezpieczając Glocka siedemnastkę. Wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę i podetknął ją pod nos hakera.
- Chciałbym nawiązać z Tobą współpracę, a to pierwsza część zlecenia. Interesuje mnie wszystko co o nim znajdziesz. Masz czas do dziewiątej rano. Wyślesz mi dane na ten adres - wskazał palcem u dołu kartki.
Ulga wyraźnie odbiła się na obliczu Władima. Tyle mógł zrobić. Myślał, że Agranowicz przyszedł go zlikwidować lub torturować. Zapamiętał informacje z kartki, a potem podarł ją i spłukał w kiblu. Czując się spokojniejszy zapytał.
- Jaka jest druga część?
- Spodoba Ci się…

***

Środa 27 luty 2013

Agranowicz przyjechał do zakładu z czarnym plecakiem trzy godziny przed rozpoczęciem popołudniowej zmiany. Nie było to dla pracowników żadnym zaskoczeniem. Często widywali go wcześniej w pracy albo długo po godzinach. Teraz stanowiło to dla niego idealną wymówkę. Skierował się do szpitala. Gdy był na miejscu zapukał do gabinetu niejakiego Piotra Brileva. Lekarz trudnił się nie tylko handlem lekami, ale również heroiną. Dzięki Władimowi mógł to potwierdzić. Piotr miał dwa pokaźne długi bankowe do spłacenia, co czyniło go pazernym i chętnym do interesów z więźniami. Uri był przekonany, że dostarczał nie tylko prochy. Zapukał i wszedł do środka po usłyszeniu pozwolenia.
- Dzień dobry panie Agranowicz, co pana do mnie sprowadza? – zapytał lekarz unosząc oczy z nad lekarskiej dokumentacji. Uri zamknął za sobą drzwi.
- Interes rzecz jasna – odpowiedział siadając na krześle stojącym naprzeciwko biurka. Położył ostrożnie plecak na podłodze. Doktor uniósł brwi w geście zdziwienia, ale jego oczy rozbłysły zainteresowaniem.
- Nie bardzo rozumiem o jaki interes panu chodzi – zaczął ostrożnym tonem by wybadać intencje klawisza.
- Chciałbym by udostępnił pan dzisiaj izolatkę szpitalną mojemu więźniowi – wyjaśnił prosto z mostu spokojnym tonem. Lekarz spojrzał na niego z oburzeniem. W końcu nie wspomniał nic o zapłacie.
- Co Pan w ogóle opowiada?! Tam trzymamy ciężko chorych pacjentów! To absolutnie niemożliwe! Agranowicz patrzył na niego spokojnie i wyciągnął plik wydrukowanych papierów oraz parę zdjęć. Niesamowite co można znaleźć posiadając rozległe kontakty. Podniósł się i zawisł nad lekarzem opierając się dłonią o kant mebla.
- Poznaje pan? – zapytał podtykając mu wyciągi z kont i wiele innych danych.
- Sporo tego, ze spokojem wylądowałby pan tu na dwadzieścia lat. Chyba, że wcześniej komornicy zlicytują pański piękny dom. Powinien mi być pan wdzięczny, ze daję panu możliwość układu. Moje milczenie za pańską współpracę – mówił z satysfakcją przyglądając się blednącej twarzy doktora.
- A-ale to nie prawda! To wszystko kłamstwa! Same kłamstwa! T-to fotomontaż! To nie ja! – mężczyzna zerwał się z fotela gwałtownie prawie go przewracając.
- Rozumiem jestem ciekawy co powie na to opinia publiczna. Lekarz-diler molestujący trzynastolatka. Chwytliwy tytuł nie uważa pan? – zapytał. Zabrał plecak, dowody i skierował się do drzwi. Brilev blady i niemal dygoczący z nerwów rzucił się do przodu.
- P-proszę się zatrzymać…możemy się dogadać…jakoś prawda? –rzekł rozumiejąc, że nie ma innej szansy się z tego wymigać. Jedyną możliwością było spełnienie oczekiwań Agranowicza.
- Doskonały wybór. Przyprowadzę więźnia być może za godzinę, a i pomoc lekarska będzie miło widziana. Tak długo jak będzie pan posłuszny, pańskie sprawy osobiste są u mnie bezpieczne – wyjaśnił spokojnie i wyszedł zostawiając lekarza samemu sobie. Po drodze rozejrzał się dyskretnie. Na oddziale panował spokój, a jedyna pielęgniarka na sali była odwrócona tyłem. Otworzył drzwi do magazynu z lekami i wślizgnął się do środka. Zapalił światło i wybrał jedną z półek. Nieduże papierowe zawiniątko schował pod półkę, przesunął je po podłodze dalej by nie było go widać. Stał chwilę pod drzwiami nasłuchując czy nikt nie idzie. Szybko wydostał się z pomieszczenia i opuścił szpital.


Udał się do swojego biura gdzie szybko się przebrał i zabrał wszystkie potrzebne przedmioty. Wszedł kierując się na blok więźniów. Przywitał się z klawiszem i chwilę z nim pogadał wyjaśniając przy okazji, że chce zamienić słowo z Ivanem. Podszedł do jego celi i wszedł do niej.
- Witaj Rezonov, nieźle się tu urządziłeś – powiedział niby lekceważąco, a krew na jego widok zagotowała mu się w żyłach. Wszystko przez tego sukinsyna. Ten jeden człowiek napsuł mu tyle nerwów, że zdawało się być to niemal niemożliwe. Przeszłość nie odeszła. Prześladowała go i w najmniej oczekiwanych momentach zadawała cios. Nigdy tak nie żałował, że go nie zabił. Porwali i torturowali człowieka na którym mu zależało, a Ivan tu był jak król na włościach.
-  Zgadnij kto sobie o Tobie przypomniał sukinsynu – warknął pełny gniewu i nienawiści. Ten człowiek raz prawie zmarnował mu życie teraz przez niego znów się tak działo. Dopadł do niego i złapał go za gardło zaciskając na nim palce.
- Jak myślisz kurwa? – zapytał i agresywnie nim szarpnął. W końcu opanował się i odepchnął go od siebie biorąc głębszy oddech. Nie mógł zapominać, że Rezonov teraz stanowi kartę przetargową.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Nie 8 Wrz 2013 - 22:52

O tej porze więźniowie mogli w sumie robić co chcą. Lokator Ivana polazł sobie gdzieś, więc on sam został w celi nie mając na razie ochoty na spacery czy pogaduchy. Wolał poleżeć sobie trochę, porozmyślać i tak dalej. Nie spodziewał się jednego. Że ktoś interesujący ze chce się z nim widzieć. Jak tylko ta osoba pojawiła się w wejściu, Ivan podniósł głowę a później całe ciało do siadu.
- No proszę. Przypomniałeś sobie o mnie... Agranowicz?
Wysyczał, niemal jego nazwisko ze wstrętem. Teraz wiedział, że ten zdrajca wrobił go podszywając się za kogoś, kim nie był.
Nie zdążył jednak wstać, bowiem Uri jak wparował to tak samo szybko złapał go za szyję, że nie zdążył mu nawet odpowiedzieć. Sądząc po jego reakcji, mógł się jedynie domyśleć.
Złapał za jego nadgarstki starając się uwolnić od uścisku który mógł powodować brak otrzymywania powietrza. Mimo to Uri się opanował w pewnym momencie, puszczając Ivana. Ten z kolei rozmasował sobie szyję i spojrzał na Uriego z pod byka, łapiąc tym samym powietrze.
- Zgaduję że Ci, których zdradziłeś... Sądząc po Twojej reakcji.
Nie mógł się pomylić. To musiał być już ten moment o którym wspomniał mu Borys. Czekanie jednak się opłacało.
Wstał ze swojej pryczy, prostując się by lepiej Uriego widzieć. Nie bał się niczego. Miał jednak dziwne wrażenie, że w tej sytuacji to on stoi nad nim.
- Czego chcesz zjawiając się w mojej celi? - Zapytał niemal kpiąc sobie z jego częściowej bezsilności. Zapewne chciałby go zabić, ale okazał się zbyt łagodny, skazując go ledwo na 30 lat.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Sro 11 Wrz 2013 - 16:39

- Nie można zdradzić gdy nigdy się nie było wiernym – powiedział szyderczo. Obserwował każdy ruch więźnia. Teraz panował nad sobą wystarczająco by nie dać się ponieść emocjom ponownie.
- Ciebie. Czy to nie jest oczywiste? – odpowiedział pytaniem na pytanie i zbliżył się do niego by to co miał mu do powiedzenia nie dotarło do uszu jakiegoś przechodzącego więźnia lub klawisza. Zauważył, że Ivan nie jest zbyt zaskoczony jego widokiem. Spodziewał się tego i być może wiedział coś o planie. Wątpił jednak by posiadał informacje gdzie przebywa Maks. Gdy on „pracował” dla mafii mieli budynki przetworzone na laboratoria itd. Jednak wszystko zostało wyburzone, sprzęt zabrany przez policję, a przestępcy aresztowani. Mafia zapewne zamelinowała się gdzieś indziej. Przekazywanie takich wiadomości jednemu z osadzonych nie było zbyt mądre. Stwarzało niepotrzebne ryzyko. Rezonov nawet jeśli coś wiedział, nie mógł być na bieżąco. Mimo to był tutaj i zamierzał wyciągnąć z niego co się da. Zamierzał wyjść z tego żywy i lepiej żeby Ivan również chciał współpracować.
- Musisz coś wiedzieć od szefostwa na przykład gdzie zbudowali nowy „dom”? Być może mówiłeś coś na mój temat komuś z "rodziny"? – zapytał na razie nie grożąc mu ani nie atakując.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Sro 11 Wrz 2013 - 16:54

- Mimo to, zabijałeś kogo Ci zlecono. Nawet dzieci, nieprawdaż?
Chyba mu przypomniał którąś z kolei misję, gdzie to mieli usunąć nie tylko dorosłych ale i dzieci, by jakichś specjalnych podejrzeń nie było. Ivan skrzyżował ręce na klacie dobrze widząc, jak Uri go obserwuje. Trzeba przyznać, że między tymi dwoma mężczyznami nieco zrobiło się spokojniej, niż w pierwszym dniu ich spotkania, kiedy Uri spędził swój pierwszy dzień w pracy. Wtedy omal Ivan się na niego nie rzucił z pretensjami. Odsiadka tutaj pozwoliła mu się do tego przyzwyczaić i ignorować w większości jego osobę. Teraz to jest jednak niemożliwe, ze względu na pewną sytuację, o której Rezonov "jeszcze" nie wiedział.
Uniósł brew ku górze na odpowiedź Agranowicza. Omal się nie zaśmiał z tego pytania, co jedynie prychnął i uniósł kąciku ich, jakby hamował się od wybuchnięcia śmiechem. Opanował się, kiedy ten do niego zbliżył, od razu opuścił ręce. Nigdy nie wiadomo co takiemu człowiekowi odbije. Nie patrzył na niego, skoro ten szeptał mu do ucha.
- Nic nie wiem. Odkąd mnie tu zamknąłeś, nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym i członkami "rodziny".
Odpowiedział nie kłamiąc. Nie wiedział, gdzie teraz "rodzina" znalazła sobie nowe domy do przetrzymywania porwanych czy też do innych celów, po tym jak poprzednie zostały zniszczone.
- Czemu mnie o to pytasz? - Zadał mu pytanie marszcząc brwi i spoglądając na niego, ale zaraz się uśmiechnął i pokiwał głową.
- Rozumiem... Powiedz. Zgarnęli Ci ciotkę? A może tego bachora... Jak mu tam było...
Udawał zamyślenie próbując przypomnieć sobie imię tego chłopca, który wtedy miał parę lat mniej. A jak był z Urim to wiedział trochę więcej o nim niż reszta.
- Kurde, wyleciało mi z głowy...
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Sro 11 Wrz 2013 - 19:23

Nie odpowiedział na pierwszy zarzut. Nie musiał, fakty mówiły same za siebie. Szef wydziału usprawiedliwiał jego czyny mianem konieczności, a on w zamian za to sprzedawał tyle informacji ile mógł jednocześnie nie doprowadzając do odkrycia swojej tożsamości. Tak żył cztery lata. Po tym czasie stał się zupełnie kimś innym. Nie cieszył się morderstwami. Kto by się cieszył z zabijania dzieci? Jasne, nie lubił ich i nie rozumiał, ale od razu zabijać? Jednak zrobił to i powtarzał jeśli musiał. Przez to stał się tym kim był dzisiaj. Zimny, ponury, zgorzkniały. Nie bał się śmierci. Często jej pragnął, ale był zbyt uparty i dumny by ze sobą skończyć. Odsunął się od przyjaciół i rodziny. Potem pojawił się Maks. Dużo się zmieniło. Jedynymi „dobrymi i czystymi istotami” w jego marnym życiu była rodzina oraz partner.
- Pudło – skomentował zimnym tonem rozważania więźnia, ale pięść sama się zacisnęła by mu rozkwasić nos. Pokusa była ogromna, ale będzie jeszcze na to czas.
- Powiedźmy, że mam dobry podwód by Cię nie zabić, a Ty masz dobry powód by ze mną współpracować jeśli nie chcesz siedzieć tu reszty wyroku. Jedynie musisz robić co mówię. Potrzebujesz jakiś wyjaśnień? – zapytał głosem wypranym z emocji.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Sro 11 Wrz 2013 - 19:41

Widać było jak Uriego świerzbiło by mu przywalić. A on dziwnie spokojnie sobie stał. Mało jednak brakowało, a skończyłby chwilę temu uduszony. To cud, że Agranowicz się potrafił przed takimi czynami powstrzymać. Nawet przed były kochankiem, którego tylko zapewne oszukiwał.
Pudło? A to pech. Widocznie nie to było celem i głównym powodem pojawienia się Uriego tutaj, w tej celi. Wysłuchał go zaś i pokiwał głową, że zgadzał się z pierwszymi słowami, bo sam także miał ochotę mu przywalić, ale się powstrzymał, skoro doszły go słuchy o "rodzinie", która o nim cały czas pamięta. Tak, Borys mówił mu że jeszcze trochę a niedługo zostanie uwolniony. Opłacało się widocznie czekać.
- Tak. Potrzebuję... Muszę wiedzieć w czym masz problem, jak wygląda sytuacja że potrzebujesz mojej współpracy. Wątpię byś stęsknił się za moim tyłkiem.
By się zgodzić na współpracę, Ivan musiał znać zarys sytuacji i czego rodzina chce od Uriego, skoro ma on wyjść na wolność. Nawet musi wiedzieć co ten tutaj mu przygotował. Albo planuje zrobić.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Wto 24 Wrz 2013 - 9:45

- Problemu nie będzie jeśli nie zaczniesz się rzucać, a tęsknić nie ma za czym – odpowiedział neutralnym tonem. Umysł ludzki jest niesamowity. Człowiek może zmusić się do robienia rzeczy, których nienawidzi, nie chce robić i zachować przy tym spokój. Niesamowite jak wiele można osiągnąć manipulując swoją siłą woli, przekonaniem że nie ma innego wyjścia.
- Zostaniesz przeniesiony do izolatki szpitalnej gdzie poczekasz na mnie parę godzin później opuścimy więzienie – wyjaśnił bardzo ogólnikowo nie chcąc wchodzić zbytnio w szczegóły. Zlustrował jego ciało jakby zastanawiając się gdzie umiejscowić pierwszy cios.
- Najpierw jednak musimy się postarać o powód Twoich odwiedzin w szpitalu chyba rozumiesz z czym to się wiąże? – zapytał wyciągając nóż. Wolał uzmysłowić mu elementy zachowywania pozorów by go nagle nie zaatakował. On musiał być w pełni sprawny, Ivan tylko na tyle by móc samodzielnie chodzić. Nie mógł go wyprowadzać z bloku od tak bez przyczyny. Ograniczały go procedury, a biorąc pod uwagę, że to nie był „jego blok” tylko utrudniało sprawę. Tutaj każdy patrzył drugiemu na ręce. Samowolka kończyła się za zamkniętymi kratami celi lub pokoju przesłuchań. Gra pozorów musi trwać. Spojrzał mu w oczy, ani on ani Ivan nie mieli wyboru. Obaj chcieli jakoś z tego wyjść, obaj mieli wiele do stracenia. On jeśli zawiedzie straci wszystko, Ivan dorobi się kolejnego procesu za próbę ucieczki i prawdopodobnie surowszej kary. W Delfinie już zaostrzono środki bezpieczeństwa. Jeden błąd i będzie po nich. Za to co zamierzał zrobić ze spokojem wylądował by w sali śmierci.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Wto 24 Wrz 2013 - 16:46

Sprawa wyglądała nader poważnie, skoro Uri przychodzi do niego w celu współpracy. Nie komentował już jego słów a tylko słuchał co ten ma mu do powiedzenia. Szczerze mówiąc, plan jaki przedstawił Uri, niezbyt podobał się Ivanowi. Patrząc jednak na klawisza, zrozumiał że innego wyjścia nie ma. Izolatka szpitalna nie wydawała się być ciekawym miejscem, a nawet gorszym, według niego, od tej więziennej. Najgorszy w tym wszystkim bywał kaftan bezpieczeństwa.
Przeniósł spojrzenie na dłoń Uriego, w której trzymał już nóż, Zaraz po tym spojrzał na niego, jakby nie dowierzając temu co ten zamierzał zrobić.
- Innego miejsca na spotkanie nie mogłeś znaleźć? Coś kiepsko ostatnio układasz plany działań.
Skomentował jego słowa ale zaraz westchnął. Tu chodziło o wolność. Zerknął jeszcze w stronę krat, jakby upewniał się, iż nikogo za nimi nie ma ani też w pobliżu, po czym powrócił spojrzeniem na Agranowicza.
- Nie będę ukrywał, że mi się to nie podoba. Można to inaczej załatwić.
Nivy to by się zgodził, ale też i nie widział sensu by nożem się do niego dobierać. No dajcie spokój, do izolatki ma trafić z jakąś raną w ciele? Jak trzeba, to mógłby udawać agresywnego i rzucić na Uriego, by się nikt nie czepiał. Jakoś przeżyje wycieczkę w tamto paskudne, jak dla niego, miejsce. Jeżeli Uri zamierzać będzie go jednak atakować nożem, ten może zacząć się bronić a to utrudni trochę sytuację. Już raz na tym człowieku się przejechał. Drugi raz nie chciał. Jeżeli Agranowicz pozostanie przy swoim, Ivan nie będzie miał innego wyjścia, jak się zgodzić.
- Bądź delikatny, brutalu.
Wyszeptał przez zęby, patrząc na niego ostro, a zaraz na ten nóż. By wiedzieć, gdzie on powędruje.
Powrót do góry Go down
Uri Agranowicz
Blok Os
avatar

Liczba postów : 101
Join date : 07/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Pią 27 Wrz 2013 - 23:06

- Zawsze mogłem wybrać plan b, ale prawdopodobieństwo, że nie wyszedłbyś z kostnicy było zbyt duże – powiedział szczerze. Jasne, mógł użyć tetrodoksyny by wprowadzić go w letarg łudząco podobny do śmierci. Właściwie to było tańczenie na jej granicy. Nie każdy się budził, a on nie mógł sobie pozwolić na takie ryzyko.
Nie oglądał się za siebie. Nigdy nie odwracaj wzroku od wroga, zasada numer jeden.
- Zmiękłeś tu, że Cię nagle strach obleciał? – zaszydził. Jego zdaniem taki sposób był najlepszy. Gdyby był agresywny trafił by do zwykłej izolatki, a nie szpitalnej. Tymczasowo umieszczano tam więźniów podejrzewanych o problemy psychiczne, którzy stanowili zagrożenie dla innych i siebie samych. Osy i agresywniejszych więźniów również czasami tam zamykano. Pomysł miał również kolejny plus, osłabienie Ivana tak by móc później łatwiej go obezwładnić gdyby coś kombinował. Gdyby uciekł na własną rękę on zostałby z niczym. Nie zwrócili by mu Maksa.
- Zawsze byłem dla Ciebie delikatny – powiedział ze spokojem i było w tym trochę prawdy jeśli nie brało się pod uwagę końcowej akcji kiedy wpakował mu parę kul. Jednak go nie zabił, a miał okazję więc nie można było powiedzieć, że był całkowitym sukinsynem bez uczuć. Być może to jego słabość, ale jakim byłby człowiekiem bez niej? Pustym. Jeśli zależało mu na kimś nie był wstanie posunąć się do morderstwa. Teraz między nimi wszystko się zmieniło, a on „wyleczył się” z tego co do niego czuł kiedyś.
Przekręcił nóż w ręce, zacisnął palce na rękojeści i błyskawicznym ruchem przeorał mu bok zahaczając o żebra. Nie czekając na jego reakcję kopnął go w brzuch mocno tym razem było to jego osobiste „podziękowanie” za cały syf w którym siedzieli po uszy. Gdyby chciał go zabić lub mocniej uszkodzić wbiłby mu go pod żebra, a tak to zrobił mu dość dużą ranę, ale nie aż tak głęboką by się przekręcił. W końcu nie uszkodził narządów wewnętrznych. Zresztą i tak zaraz go zawlecze do szpitala więc nie zdąży się wykrwawić. Złapał go za szczękę i przesunął nożem po jego policzku zostawiając na nim smugę krwi.
- Ivan bądź grzecznym chłopcem – powiedział cicho tuż przy jego twarzy i zerknął na koszulę, która dość szybko przesiąkała krwią tworząc całkiem pokaźną plamę. Prawdopodobnie wyglądało to gorzej niż było w rzeczywistości jednak zapewne bez szycia się nie obędzie. Odsunął się od niego i schował nóż.
Powrót do góry Go down
Ivan

avatar

Liczba postów : 66
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Cela nr #2   Sob 28 Wrz 2013 - 18:28

Na tetrodoksynę Ivan by się nigdy nie zgodził. Jednak jeżeli to był plan b Uriego, to bardzo ryzykowny. Gdyby zabił Ivana, nic by się nie powiodło a Agranowicz straciłby to na czym mu zależy.
- Bardzo zabawne. - Pokręcił głową udając irytujące spojrzenie i wcale się niczego nie bał. Wiedział, że mając wroga przed sobą, nie można się odwracać, bo ten zawsze może wykorzystać sytuację do zaatakowania. Jakoś nie przejmował się tym, co miałby mu zrobić Uri. W końcu i tak zamierzał go jakoś poharatać nożem, którym trzymał w dłoni.
Był delikatny, to prawda. Ale tylko wtedy kiedy byli razem, do czasu aż nie stanęli przeciwko sobie z wycelowaną bronią, lecz wtedy Ivan był już ranny. Nie miał sił się bronić a kolejny strzał porządnie go osłabił. Czekał na śmierć, lecz ta nie nastąpiła. Skuto go kajdankami i zabrano do szpitala aby opatrzyć rany. Gdy doszedł do siebie, zjawił się w sądzie by usłyszeć wyrok. To nie były miłe wspomnienia.
Po otrzymaniu ciosu w bok, Rezonov syknął z bólu cofnąwszy się o krok. Następnie oberwał mocno w brzuch. Złapał się obolałe miejsce pochyliwszy się, podpierając drugą ręką łóżka swojego lokatora.
- Tego kopa mogłeś sobie podarować... - W planie nie było że będzie go jeszcze tak traktował. Bok zaczął piec. Koszulka jaką miał na sobie, została z danej strony rozcięta i zaczynała się przebarwiać na czerwono.
Następnie musiał na niego spojrzeć, skoro złapał go za podbródek, przejeżdżając zimną stalą ostrza po jego policzku.
- Liczysz na wznowienie współpracy? - Ten dzień mógłby być dla nich powrotem do przeszłości. Do czasów, kiedy zaczynali być razem a nawet pracować.
Gdy Uri się odsunął, Ivan próbował się zebrać w sobie i wstać. Szło to nieco trudniej z powodu bolącego boku. Złapać się nawet nie miał tam gdzie, skoro przez cała krechę, ciekła krew. O tamowaniu nawet nie było mowy. Może i nie leciała strumieniem, na całe szczęście, ale barwiła mocno koszulę a za chwilę i spodnie.
- Co teraz? Bo chyba nie będziesz tak stał i się gapił. - Rzucił pytanie, bo w końcu to Uri tu dowodził i jaki obmyślił plan, od niego zależy czy się powiedzie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cela nr #2   

Powrót do góry Go down
 
Cela nr #2
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: WIĘZIENIE :: I Piętro :: Cele więźniów-
Skocz do: