<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lolita.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Lolita.   Nie 6 Sty 2013 - 23:06



I M I Ę : Yong.
N A Z W I S K O : Zhu.
K S Y W A : Litchi.
W I E K : Dwadzieścia trzy lata.

C H A R A K T E R :

    Ludzi takich jak Litchi zwykło się nazywać eleganckimi szaleńcami. Na co dzień nie wyróżniający się z tłumu, spokojni ludzie o bystrych umysłach i nieco zamglonych oczach, wpatrzonych w jakiś punkt ponad głowami szarych jak deszczowe chmury przechodniów. Z wciśniętych w ich uszy słuchawek sączy się monotonny głos speakerów radiowych, lub też wyciszające dźwięki jazzu (pamiętać bowiem należy, że ten gatunek muzyczny zarezerwowany jest dla nielicznych, którzy zazwyczaj lubią się tym popisywać), zaś w ich szarych torbach, zwisających z chudych ramion odzianych w posępne, szare płaszcze, znaleźć można pozbawione wyrazu, szare laptopy i tony na wpół zapisanych notesów we wszystkich kolorach tęczy. Litchi dobrze się czuł jako członek tej, nigdy zresztą nienazwanej, subkultury i nawet pozwalał sobie na ekstrawagancję dobierania koloru sznurówek do koloru noszonego przy sobie zeszytu, jak nakazywał mu jego wewnętrzny pedantyzm i dbałość o szczegóły, której pozazdrościłaby mu niejedna samotna kobieta po trzydziestce. Nikt od niego niczego nie wymagał, ponieważ jedni uważali, że nie są zbyt inteligentni, by marnować jego czas i kompleksy oraz obawa przed zbłaźnieniem skutecznie zatykała im usta, zaś drudzy uparcie twierdzili, iż jest niczym więcej jak pozującym na człowieka wyedukowanego, niespełnionym poetą, więc zazwyczaj cieszył się świętym spokojem, na jaki zazwyczaj mogą sobie pozwolić jedynie umarli i bezdomni.
    Chodził na studia, uczył się, wieczory spędzał w ramionach młodych kokietek, które za cel obrały sobie uwiedzenie go i zatrzymanie przy sobie, jako modnego akcesorium. Czasami nawet im pozwalał wyciągnąć się na jedno lub dwa spotkania towarzyskie, podczas których wymagano od niego jedynie ładnej prezencji i zwięzłych odpowiedzi z gatunku „tak” i „nie”. Żył beznadziejnie nudnym, monotonnym życiem młodego człowieka, który nawet nie starał się udawać, że widzi w tym wszystkim jakiś głębszy sens. Owszem, czasami osładzał sobie przymusowy pobyt na tym padole łez drobną sprzeczką, czy prezentacją obojętnej bezczelności, lecz poza tym jego wkład w rozwój świata ograniczał się do pobierania z atmosfery tlenu i wydalanie dwutlenku węgla.
    I było mu z tym wręcz nieprzyzwoicie dobrze.
    Istnieje duże prawdopodobieństwo, że powoli pochłaniając kolejne słowa powyższej wypowiedzi, czytelnik zastanawia się, gdzie dokładnie w egzystencji młodego mężczyzny znalazło się to wspominane na wstępie szaleństwo. Czyżby chodziło o wręcz chorobliwe przywiązanie do najmniejszych z drobiazgów, jak chociażby kolor długopisu? A może też ta bierność miała być jakimś ironicznym przedstawieniem niezwykłości? Otóż nie. Prawda była taka, że Litchi jest jak najbardziej szalony, można by się wręcz pokusić o użycie określenia „obłąkany”. Po prostu świetnie się z tym kryje.
    Tak naprawdę, udając się na wycieczkę w głąb mózgu młodzieńca, nie można się spodziewać znajomych, szarych szaf rodem ze starych przychodni lekarskich, w których wszystkie informacje powkładane są do właściwych szufladek. Psychika pana Nabokova jest jednym, wielkim kłębowiskiem głośnych myśli, fantazji i tłumionych idei, związanych cienkimi łańcuchami racjonalności i zasad etyki, które to nie zawsze utrzymują cały ten bałagan w ryzach. Jeżeliby komuś udało się wciągnąć Litchi’ego w szczerą rozmowę, prawdopodobnie ów śmiałek szybko oddaliłby się byle dalej od swojego towarzysza, żywiąc w stosunku do niego dziwaczne uczucie, będące mieszaniną obrzydzenia i dzikiej fascynacji tak nieskrępowaną pierwotnością.
    Potrzeby muszą być zaspokajane. Niezależnie od tego, czy jest to potrzeba zjedzenia obiadu, uprawiania seksu, czy zabicia kogoś, kto miał tego pecha znaleźć się na czarnej liście. W szarej egzystencji młodzieńca na pierwszy rzut oka ciężko zobaczyć, że to, co ludzie zazwyczaj odbierają jako niezwykły, magnetyzujący urok, jest niczym innym jak aurą niewinnie okrutnej pogardy do wszystkiego i skrajnie obojętnej lubieżności, która w żadnym wypadku nie może być nabyta. Ta zaklęta w głosie, bezczelnie uwodzicielska maniera narcyza absolutnego musi być czymś dziedzicznym, czymś, co tylko podczas specyficznego połączenia genów sprawia, że spokojny, inteligentny mężczyzna w jednej chwili jest w stanie zmienić się w obłąkaną lolitkę, dążącą do celu bez zwracania najmniejszej uwagi na środki, której przyjemność sprawiają rzeczy całkowicie zabronione przez społeczność.
    Rozmowa z Litchim rzadko kiedy jest przeżyciem przyjemnym. Przypomina trochę grę na zepsutym pianinie. Uderzając w konkretny klawisz, konkretny temat, zazwyczaj słyszy się zupełnie inną nutę, fałszywą, najczęściej zupełnie niezbliżoną do tej, którą chcieliśmy usłyszeć. Ale co zrobić, gdy ktoś jest tak bezpretensjonalnie sadystyczny i niezrozumiały, na swój specyficznie przejrzysty sposób?


W Y G L Ą D:
    Litchi można po krótce opisać jako osobę o urodzie cokolwiek androgenicznej. Proste, symetryczne rysy twarzy są surowe w swojej delikatności, zaś całe ciało mężczyzny jest drobne i wydaje się tak delikatne, ze lżejszy powiew powietrza byłby w stanie roztrzaskać go o ścianę niczym lalkę z delikatnej porcelany. A mimo to daleko mu do bycia pięknym, czy nawet atrakcyjnym. On jest skrajnie specyficzny w swojej szeroko rozumianej normalności. Jest jak pusta kartka papieru. Ani odrzucająca, ani hipnotyzująca, dopiero człowiek, który podejmie się zadania ozdobienia jej, będzie w stanie dać jej jakiś wyraz. Tak więc każdy człowiek, patrzący na tego młodzieńca może zobaczyć co innego. Od dziwacznego wyniku połączenia dwóch ras, poprzez Sierotkę Marysię, na, ukochanej przez samego ocenianego, kusicielskiej Lolicie z kartek powieści, będącej niczym innym jak mentalnym erotykiem. I to, że wszystkie te określenia pasowałyby bardziej do kobiet niźli studenta, nie jest przypadkowe.
    Prawda jest taka, że mało kto jest w stanie dostrzec w Litchim jakiś pierwiastek męskości. Jego oczy, jego uśmiech, jego włosy, a nawet wszystkie jego gesty, mają w sobie jakąś niepojętą flegmatyczność i delikatność. On sam nigdy nie robił też niczego, żeby dać upust swojemu samczemu ego i przekonać ludzi dookoła niego, że jest dymnym posiadaczem niesymetrycznego chromosomu XY. Czerpał przyjemność z obelg i żartów wymierzonych w jego osobę przez ludzi, którzy nie chcieli go zaakceptować, prawie tak samo, jak z szeptanych na wilgotnych poduszkach komplementów, przesyłanych prosto z ust, do ust. Robił to, na co miał ochotę w swoim własnym, niewinnie wulgarnym stylu.
    Warto też wspomnieć, że Litchi bardzo o siebie dba. Sięgające bioder włosy w kolorze kory zdrowego dębu zawsze są idealnie rozczesane i czyste, nawet wielokrotnie farbowana i wybielana grzywka nie zmieniła się w suche, łamliwe siano, jak można by się tego spodziewać, i jest w kondycji lepszej niż dobra. Średniej długości paznokcie zdają się nigdy nie widzieć brudu, zaś na jasnej skórze na próżno szukać skaz innych, niż wąska blizna, ciągnąca się od kości ogonowej, aż do połowy chudych pleców młodzieńca.
    Zostawmy jednak kwestię jego dbałości o higienę i skupmy się na tym, co zazwyczaj przyciąga spojrzenia. Jedyną częścią ciała Litchi’ego, którą można z czystym sercem uznać za nietypową, są jego oczy o kształcie migdałów. Tęczówki w kolorze ciepłego złota, ozdobione miedzianym pierścieniem, ostro kontrastującym z jasnymi białkami, patrzą na świat z ciężkim do rozszyfrowania wyrazem, będącym czymś na pograniczu dziecięcego zaciekawienia i znudzenia, niezależnie od sytuacji.


T Y P : Pół na pół
(Daje się wykorzystywać, ale lubi mieć poczucie psychicznej kontroli, poza tym często popada ze skrajności w skrajność, z wprawionego sadysty zmieniając się w nieco nawiedzonego masochistę.)

G R U P A : Osy.

R A N G A : Chińska Laleczka.
(Męska lolitka. Smukły i czarujący młodzian, o ciężkim do rozszyfrowania charakterze i spojrzeniu na świat. Jest emocjonalną kostką Rubika, która zrobi wszystko, by nie dać się ułożyć i jest w tym piekielnie dobry. Ale widoczne braki w stałości psychicznej nadrabia bezczelnie wyzywającym urokiem prostytutki w garniturze, stale naginającej narzucane przez społeczność prawa moralne.)

D O D A T K O W E:
    Nigdy nie udało mu się ukończyć studiów medycznych, ale miał naprawdę niezłe oceny. Poprzednie szkoły ukończył z wyróżnieniami.
    Chociaż wiele razy próbowano dowieść, że jest chory psychicznie (nikt nie miał co do tego wątpliwości), to badania niczego nie wykazały. Litchi za dobrze wiedział co powinien mówić, żeby wyjść na zdrowego człowieka i zostać zesłanym do więzienia, a nie do szpitala psychiatrycznego. No i poza tym.
    Wszystko co robił miało na celu osadzenie go w Czarnym Delfinie, ot, taki postawił sobie cel w życiu. Wychodzi z założenia, że osiągnął już wszystko, czego chciał, teraz może spokojnie umrzeć. Ale do tego czasu będzie się napawał zwycięstwem.
    Jego ojciec był Rosjaninem, zaś matka przeprowadziła się z Pekinu na studia do Moskwy. Para nigdy się nie pobrała, ponieważ matka popełniła samobójstwo z powodu silnej depresji poporodowej, na dwa tygodnie przed ceremonią. Z tego powodu nie używa nazwiska ojca.
    Jest uzależniony od zdobywania wiedzy. Niezależnie, czy uczy się nowych równań matematycznych, czy poznaje zwyczaje świeżo poznanych ludzi. On po prostu musi zdobywać informacje.
    Jego rodzina od strony matki w większej części składa się z wysoko postawionych członków Triad. On sam jest dziedzicem pozycji Głowy Smoka, ale nigdy nie chciał nim zostać. Ucieczka przed tym obowiązkiem to jeden z powodów, dla którego chciał trafić do Delfina.
    Czasami zdarza mu się stracić kontakt z rzeczywistością. Zachowuje się wtedy dość... Ciekawie. Wtedy dobrze widać w jak złym stanie jest jego psychika.



_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
To była noc jak każda inna. Oddział położniczy był prawie idealnie cichy, jeżeli nie liczyć cichych dźwięków wydawanych przez aparaturę w niektórych salach. Yong przeciągnął się leniwie na krześle i spojrzał na duży, niebieski zegarek, zdobiący jego nadgarstek. Za dziesięć jedenasta… westchnął ciężko i od niechcenia przeczesał długie włosy, zebrane w luźny koński ogon. Musi jeszcze chwilę poczekać.
Pielęgniarki zaledwie kilka minut temu zostawiły mu cały oddział pod opieką, a same poszły do kuchni, prawdopodobnie poplotkować. Mężczyzna dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że jest pośmiewiskiem. Dobry, grzeczny chłopiec z biednej dzielnicy, który stara się wybić, ale nigdy mu się to nie uda. Bez mrugnięcia okiem przejmował obowiązki innych przez długie miesiące, by wyrobić sobie opinię ciamajdy, która nikomu nie odmawia, a za kilka minut będzie zbierać żniwo. Uśmiechnął się do siebie, szybko przebiegając wzrokiem po przeszklonych drzwiach, prowadzących do sal pacjentów.
Jeszcze dziewięć minut.
Litchi czuł, jak serce obijało mu się wściekle o żebra, ale nie chciał go uspokajać. Wygrał. Zdobył to, czego chciał, może sobie pozwolić na odrobinę ekscytacji.
Jeszcze osiem minut.
Przenikliwe piski aparatury z każdą chwilą zdawały się coraz głośniejsze.
Siedem minut.
Yong wstał z krzesła i zaczął nerwowo układać papiery na blacie.
Sześć.
Gdyby był palaczem, mógłby sobie jakoś zająć ten czas.
Pięć.
Zaczął trzęsącymi się rękami przetrząsać szuflady. Pamiętał, że jedna z pielęgniarek trzymała gdzieś zapasową paczkę papierosów.
Cztery.
Pewnie wzięła ją ze sobą. Student zagryzł nieco wargę.
Trzy.
Jeszcze raz spojrzał na zegarek.
Dwa.
Czuł, jak kilka kropel potu zbiera mu się na karku. Dawno nie był niczym tak podekscytowany.
Jeden.
Z szerokim uśmiechem na ustach podszedł do zamkniętych drzwi pokoju lekarskiego. Z jego wnętrza dochodziły go śmiechy i cichy szczęk ustawianych na stole kieliszków. Pielęgniarki wiedziały jak się bawić cudzym kosztem.
Zero.
Stojący na ladzie zegarek zadzwonił krótko, dając znak, że czas na kolejny obchód. Litchi przez chwilę myślał, że serce mu się zatrzymało, że dostał zawału, jednak jego ciało instynktownie ruszyło w kierunku magazynu i wyciągnęło z niego wcześniej przygotowaną tackę z kilkoma plastikowymi kubkami pełnymi tabletek i wąskim, metalowym pudełkiem. Przez chwilę po prostu stał w drzwiach magazynu i wpatrywał się w połyskujące w półmroku wieczko, w myślach powtarzając sobie cały plan działania. Pielęgniarki przed dwudziestą trzecią zostawiły go samego, nie miały najmniejszego powodu, by kontrolować to, co robi. Dokładnie o jedenastej następowała zmiana ochroniarzy i obsługą kamer zajmował się stary Vladimir, który i tak nigdy nie patrzył na ekrany, tylko zajmował się pismami dla dorosłych. Miał jakieś dwadzieścia minut dla samego siebie, mógł zrobić dokładnie to, na co miał ochotę od bardzo dawna.
Poczuł, jak po jego kręgosłupie przebiega przyjemny dreszcz. Jeżeli dobrze to rozegra, będzie mógł zabić cały oddział, trzydzieści dwie osoby..! Wtedy na pewno pójdzie do więzienia, na pewno będzie o nim głośno! Zacisnął mocno palce na chłodnej powierzchni tacy. Połowa z ofiar to będą dzieci. Rodziny pewnie pogrążą się w żałobie, będą go wyklinać, będą się starać o karę śmierci. Litchi przełknął ciężko ślinę, starając się w jakiś sposób powstrzymać wzbierające w podbrzuszu ciepło. Na delektowanie się zwycięstwem będzie miał czas później, teraz… Teraz musiał sprawić, że trzydzieści dwie rodziny będą chciały go zabić.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Dzień później prawie cały świat obiegła informacja o masowym morderstwie w jednym z moskiewskich szpitali. W ciągu jednej nocy wszystkie kobiety i dzieci przebywające na oddziale położniczym, oraz kilka pracujących tej nocy pielęgniarek zostało zabite. Lekarze nie potrafili stwierdzić, czy powodem zgonu w przypadku pacjentów było wykrwawienie się, poprzez głęboką ranę ciętą gardła, czy też przez podaną dożylnie dwukrotnie wyższej od śmiertelnej dawki morfiny, przynajmniej nie w ciągu kilku godzin od złapania mordercy, jednak sprawa zdecydowanie gorzej prezentowała się z personelem. Znaleziono cztery z pięciu ciał, wprawnie wypatroszonych za pomocą noża chirurgicznego. Zewnętrzne rany świadczyły o tym, że przed śmiercią każda z pielęgniarek została pozbawiona języka. Piąte zwłoki znaleziono kilka dzień później. Starsza kobieta została pozbawiona języka i zamknięta w kotłowni, gdzie umarła z powodu utraty krwi. Litchi zapytany przez psychologów dlaczego nie zabił jej tak samo, jak pozostałych odparł, że chciał zobaczyć ile czasu zajmie policji przeszukanie szpitala od góry, do dołu. Poza tym liczył, że ciało zostanie w kotłowni na tyle długo, że zdąży się rozłożyć.
Wszystkie wyznania chłopaka, który sam zadzwonił na policję by przyznać się do winy, zostały skrzętnie spisane i utajnione, by nie budziły dodatkowych kontrowersji, jednak cały trud służb zdał się na nic. Podczas procesu oskarżony nie tylko dumnie przyznał się do winy, ale też nie szczędził rodzinom ofiar przykrych szczegółów i nierzadko gorszących wniosków, z czego najsłynniejszy brzmiał "szyi niemowlaka nie powinno się ciąć zbyt gwałtownie. Wtedy można naciąć miękki kręgosłup, a to równa się z natychmiastowym zgonem, co nie jest zbyt ciekawe. Ot, zamilknąć potrafi każdy".
Wyrok został wydany zaskakująco szybko, jednak sprawa jeszcze długo była na pierwszych stron gazet. Powodem był nie tylko fakt, że była to jedna z bardziej wstrząsających zbrodni ostatnich lat, ale to, że nie został on tak naprawdę ukarany. Nie chciał się bronić, nie okazał skruchy, a zesłanie do JUK25/6 potraktował jak nagrodę.

Professional Gamblers

_________________
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Lolita.   Pon 7 Sty 2013 - 2:46

Powrót do góry Go down
 
Lolita.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-
Skocz do: