<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Morozowów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 26 Sty 2013 - 18:33

- Ja nic nie mogę zrobić? - Uniósł brew i uśmiechnął się w dośc specyficzny sposób. Jakby chciał powiedzieć: "I ru się mylisz, zaraz ci pokażę". Przemilczał fakt iz plan Matta był calkiem dobry. Z wyjątkiem tego, że muszą przeczekać mrozy. Pokiwał głową do siebie, już siedząc na kanapie i wsłuchując się w wiadomości. Na razie nie wspomnieli o nich słowem. Czyżby sprawa jeszcze się nie rozeszła? Siewerin musiał zrobić swoje. Musiał powiadomić Borysa o ich ucieczce, bo to on monitorował izolatki, a jeśli tego nie zrobi to... Bardzo szybko ich znajdą u niego w domu. A tego nawet on sam nie chciał. I wtedy jako szczęście w nieszczęściu pojawił się komunikat specjalny z ich zdjęciami. Morozow uśmiechnął się lekko do szarego zdjęcia Matta na ekranie i przełaczył na inny program. On także nie chciał słuchać o tym na ile wycenili ich trupy.
- Mówię ci, ze ja posprzątam a ty zostaniesz, odpoczniesz i tak dalej. Ewentualnie możesz pójśc ze mną.
Wzdrygnął się lekko, głaszcząc go po glowie i sięgając po koc, żeby go usadzić na kanapie i przykryć go nim.
- Zrobię ci herbaty. I śniadanie, bo pewnie nic nie jadłeś.
Podniósł się i ruszył do kuchni, jednak zatrzymal się jeszcze przed wyjściem z salonu i obejrzal na niego. A potem poszedł zrobić mu śniadanie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 26 Sty 2013 - 19:09

Jasnowłosy wtulił się mocno w ukochanego, przymykając oczy i dopiero gdy usłyszał swoje, źle wypowiedziane nazwisko uniósł powieki. Momentalnie utkwił nieco wystraszone spojrzenie na ekranie telewizora. Widział swoje zdjęcie i zdjęcie Saszy. Siewerin ich oszukał... Aczkolwiek blondyn zdawał sobie sprawę, że to na pewno nie Borys zobaczył, że nie ma ich w izolatkach. To musiała być Fiodorowa, bo w końcu dyrektor czarnego delfina raczej nie chciałby pozbawić życia Morozowa, o którego miłość tak ubiegał...
- Razem. - rzucił szeptem, zerkając na niego kątem oka, a w chwili gdy na ekranie pojawiły się ogłupiające kreskówki skupił sie tylko i wyłącznie na Saszy. Teraz się zaczął bać, zaczął się bać każdej następnej minuty. Czuł się zupełnie tak jakby Śmierć stała przy nich obu i tylko odliczała sekundy do powrotu Siewerina, który wpadnie do domu z całą psiarnią dostępną w tym obwodzie, a potem już będzie tylko krzesło elektryczne.
- Wracaj szybko, nie chce siedzieć sam... - wyszeptał cicho po czym mimowolnie wrócił na kanał informacyjny i momentalnie odetchnął z uśmiechem, słysząc słowa prezenterki "W sumie to mogłabym takiego jednego znaleźć pod swoim łóżkiem... ". Było to co prawda krzepiące, ale po tych dwóch latach siedzenia za kratkami obaj się zmienili. Szczególnie on sam. Na tamtym zdjęciu wyglądał naprawdę niewinnie, jeszcze nieco wystraszony, a teraz dorósł i właściwie Sasza zmienił się na lepsze w mniemaniu Matta. W końcu teraz miło mu z oczu patrzyło i blondyn kochał go nawet za to, co kiedyś go przerażało.
- Kochanie.. - mruknał w końcu podnosząc sie z miejsca po czym poszedł do kuchni, gdzie momentalnie złapał Saszę za rękę i ucałował go lekko w usta. - Jak nas znajdą... Niech nas razem ubiją.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Czw 31 Sty 2013 - 13:52

Siewerin ich nie oszukał. Siewerin po prostu był sobą, ale zapewne nie zamierzał ich wydać. Wolał ich mieć dla siebie. Sasza zbyt dobrze go znał, zeby twierdzić inaczej dlatego ze stoickim spokojem wpatrywał sie w smażoną jajecznicę. Ręce mu sie trzęsły jak nigdy, dlatego oparł je o blat i od czasu do czasu mieszał łopatką rozbełtane na patelni jajko. Sięgnął po sól, krzywiąc się z bólu. Zajebiście, że powinien leżeć w łóżku a nie jak gdyby nigdy nic robić Mattowi śniadanie. I dokładnie w chwili kiedy o tym pomyślał zrobiło mu sie zarazem słabo jak i niedobrze na zapach jajecznicy. Skrzywił się paskudnie i zatrząsł lekko, ale uparcie złapał za patelnię i przełożył śniadanie dla Matta na talerz.
Faktycznie obaj się zmienili. Morozow już nawet nie pamiętał jak to jest być wiecznie wściekłym na świat i w dodatku być wariatem. Zastanawiał sie jak to możliwe, że w ciągu niecałego roku zabił ponad trzydzieści osób. A przecież z niektórymi nie było łatwo. Nie wszyscy byli nastolatkami nie mającymi pojęcia o świecie. Wielu morderstw Saszy nie ujawniono ze względu na to, że jeszcze nie wiadomo było czy ofiary uciekły czy żyją albo po prostu to, ze daly sie zamordować było zbyt krepujące. Ich zniknięcia były kompletnie niejasne. A ciała i tak nie znaleziono, mimo że brunet oscylował w granicach Rosji, Polski i Niemiec, w ogóle w rejonie krajow słowiańskich. Nigdy nie był w Czechach oficjalnie. Nieoficjalnie pozostawił tam po sobie 5 sztywnych jak żaba w formalinie pamiątek. Nieoficjalnie też odwiedził kilka bardziej znanych rodzin z Litwy. Dzięki temu dość długo pozostawał nieuchwytny. Pamietał, że bywał na skraju zmęczenia, ale dopiero, kiedy wrócił do Rosji i zobaczył jak bardzo oddalił się od celu swojej krucjaty dopadły go wątpliwości. Żeby zrobić to, co chciał powinien pójśc w zupełnie innym kierunku. Chciał zemścić sie na całej Rosji, a tymczasem wyładował bezmyślnie wściekłość na każdej niemal napotkanej osobie. Ale jak mógl inaczej? Teraz tego nie rozumiał. Z perspektywy czasu i zmian jakie zaszły w jego umyśle, ciężko było być jakkolwiek wyrozumiałym dla siebie samego.
Zmienił sie na lepsze mimo, że wciąż nie był człowiekiem o normalnych poglądach. Brakowało mu tej swoistej tolerancji, a wścieklość na świat, że zabrał mu tak wiele, pozostała gdzieś w głębi duszy i czaila się, żeby w odpowiednim momencie wyjść na wierzch. Ale prawda była taka, że spartolił całe swoje życie. A raczej właściciel tego domu mu je spierdolił, spaczył go i zepsuł całkowiecie zdrowe wejrzenie na świat. A jedna z dwóch osób, które to rozumiały już nie żyła.
Powoli zaczynał się robić wściekły, kiedy wyraz twarzy złagodniał na znajomy dotyk dłoni ukochanego faceta. Ależ on na niego działał. Przecież dotyk kogo innego w tej chwili wywołałby atak agresji, który skończyłby sie bynajmniej nie na kilku ciosach w twarz i kopnięciu w brzuch. Do tego pocałował go lekko, co już kompletnie rozwiało jego pochmurne myśli. Za to wróciło zmęczenie i ból całego ciała. Lekko go zamroczyło, ale nie dał nic po sobie poznać.
- Nie znajdą. - powiedział tylko, obejmując go od tyłu i podsuwajac talerz pod nos. Starał się opanować nieco drżenie całego ciała, ale w końcu zaklął cicho pod nosem i odsunął sie, żeby opaść powoli na krzesło. Oparł się łokciem o stół i podparl głowę. Nagle poczuł się niesamowicie zmęczony. Mimo tego, że spał wreszcie w miarę mocno i spokojnie, czuł sie jeszcze bardziej zmęczony niż dzień wcześniej.
- Zjedz i pójdziemy posprzątać ten syf... - wymruczał sennie.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Czw 31 Sty 2013 - 18:46

Blondyn doskonale wiedział kiedy Sasza próbował coś przed nim ukryć. Przedtem rzecz jasna nie zauważał takich rzeczy, a teraz ? Nieważne jakich "podstępów" używał jego ukochany, bo Matt już zdążył poznać go dostatecznie dobrze by dojrzeć nawet to, co tak skrzętnie ukrywał. W końcu ile razy można używać tych samych sztuczek i bazować na tym, że chłopak, jak strażnik zignoruje każde ziewniecie.
- Sasza... - mruknął cicho, ostrożnie siadając przy nim z talerzem i parą sztućców, które i tak po chwili z naturalnym brzdękiem wylądowały na podłodze, a obie dłonie chłopaka spoczęły na udach ukochanego. Musiał mu spojrzeć prosto w oczy i nim się schylił po sztućce, jeszcze raz musnął wargami usta faceta, który tyle zmienił w jego życiu.
- Zrób coś dla mnie i.. Idź spać, bardzo cię proszę... - z każdym słowem przysuwał się bardziej do niego, aż w końcu wyjął z jego kieszeni telefon i położył go na stole po czym schylił się po nóż, który samotnie spadł.
- I jeśli naprawdę chcesz bym ja był spokojnie, to połóż się jeszcze na godzinkę. Sam tam posprzątam i nie chce słyszeć żadnego sprzeciwu, jestem teraz twoim lekarzem, przyszłym małżonkiem, matkowym ojcem twoich dzieci, a ty jesteś spełnieniem moich marzeń, więc masz odpoczywać, a potem... Potem po prostu chcę położyć się przy Tobie i przez te kilka godzin patrzeć tylko i wyłącznie na Ciebie.
W końcu był z nim całkowicie szczery, bo po prostu poczuł się do tego zobowiązany. Tak czy siak i tak w końcu pochylił się nad talerzem i zaczął jeść jajecznicę, którą co jakiś czas i tak wsuwał między wargi ukochanego, bo słyszał jego jakże muzyczny żołądek. I cóż... Z dwojga złego blondyn o wiele bardziej wolał samemu zejść do umieralni i tam posprzątać, bo widząc stan Saszy, wolał go nie narażać na dodatkowy stres i wysiłek. W jego mniemaniu brunet powinien leżeć i jeszcze raz leżeć, a potem znowu leżeć, ale tym razem z Mattem pod jedną kołdrą. O tak, bo z resztą nieważne już było dla niego czy tyłek go boli czy też nie, blondyn chciał być blisko najważniejszej dla niego osoby i tyle.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 2 Lut 2013 - 12:51

Siedział spokojnie przy stole. Trochę za spokojnie, bo prawie zasypiał w połowie wypowiedzi Matta.
- I mam się liczyć z tym, że mnie nie obudzisz jakby coś się działo? Nie lubię spać w dzień.
To był fakt. Morozow nigdy nie zmrużył oka w dzień mimo tego, że w jego życiu były chwile, w których po prostu powinien się przespać. Raz zdarzyło mu się zasnąć na warcie w Iraku. To był temat tabu. Bo wtedy… Nie, stop. Momentalnie skrzywił się jakby coś go naprawdę mocno zabolało. Mimo tego, że minęło 7 lat to siedziało w nim jak cierń. I nie chciał do tego wracać.
Wstał powoli, starając się opanować odruch wymiotny, spowodowany tym, że dał się Mattowi nakarmić kilkoma gryzami jajecznicy. Sięgnął do szafki po kawę i kubek, nasypał sobie ze trzy łyżeczki rozpuszczalnej, w ogóle nie myśląc o tym, że jak się jej napije to dopiero będzie miał imprezę w żołądku. Nastawił wodę i zapatrzył się w okno. Na pusty podjazd i szopę stojącą samopas, a przed nią stertę drewna i gruby pień do rąbania z wbitą siekierą. A potem z westchnieniem dotknął opatrunku na torsie. Wszystko się powtarzało, wracało do punktu wyjścia. I znów musiał wyrwać się stąd. Ostatnim razem pomógł mu jego kuzyn. Ot po prostu za darmo. I Sasza miał teraz wobec niego dług. A musiał go prosić jeszcze raz o to samo. Z tym, że nie był już taki pewien tego czy może Borysowi zaufać. Tak, Sokołow był jego kuzynem. Łączył go wujek Andre, mieszkający w Marsylii, którego zarówno Sasza jak i Borys nie trawili. Drzewo genealogiczne Morozowa przedstawiało się pod tym względem prosto. Jego matka Anna Orłowna-Morozow miała dwóch braci. Jednym był wyżej wspomniany, który osiadł w Marsylii i pracował jako agent federalny, a drugim był ojciec Sokołowa. Na temat tej części rodziny, chłopak miał informacje niewielkie. Wiedział tylko tyle, że Borys nie kłamie. Nie był jednak pewien czy dyrektor więzienia rozpoznał w nim swojego kuzyna. Zastanawiał się, ponieważ przywitanie w więzieniu nie było zbyt… rodzinne. A sam Borys był dość tajemniczy i nigdy nie mówił całej prawdy.
Rozważał przez chwilę kilka opcji.
- Wiesz, Matt. Ja chyba wiem co zrobić. – sięgnął po telefon i podszedł do lodówki. – Zabrzmi to jakbym totalnie zwariował, ale … Borys może nam pomóc. – w tym miejscu opowiedział mu o tym kim dla siebie są, krótko o powiązaniach rodzinnych i o tym, co Borys dla niego zrobił kiedy był jeszcze gówniarzem. – Wychodzę z założenia, że on zrobi wszystko dla rodziny. Już raz mi to pokazał. I wbijał mi do głowy przez 4 lata, ze mogę na niego liczyć.
Przebiegł palcami po kartkach przypiętych do lodówki i odnalazł tą właściwą. Zerwał ją i zmrużył oczy.
- Matthew zaufaj mi, dobrze? On nas stąd wyrwie, a potem poprosimy twojego wujka o pomoc w zniknięciu.
Zaczął wykręcać numer, nagle ożywiony tym, że mają szansę. Przytknął słuchawkę do ucha i wsłuchał się w sygnał, opierając o szafkę ciężko. Był to prywatny numer Sokołowa, poznał po tym, że nie włączyła się sekretarka więzienna, która ze słowami : „Proszę czekać na połączenie z sekretariatem”. W końcu jego usta rozjechały się w lekkim, ironicznym uśmiechu.
- Priviet, Borys.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   

Powrót do góry Go down
 
Dom Morozowów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Wolna :: Archiwum X-
Skocz do: