<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Morozowów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Dom Morozowów   Sob 5 Sty 2013 - 23:00

~*~


_______________

Patrzył na drogę zalaną słabym blaskiem krótkich świateł samochodu. Wyjechali bezpiecznie z miasta i teraz podążali na wieś, do rodzinnego domu Saszy. Eks-więzień starał się cieszyć z chwilowej wolności. Mimo, że za oknem szalała zima, odkręcił nieco okno w samochodzie i zerknął w lusterko boczne, odruchowo sprawdzając czy nikt ich nie śledzi. Droga jednak była całkowicie pusta. Prowadził forda szybko, prędkościomierz wskazywał 130km/h. Gdzieś w głębi duszy skrył nadzieję, że rozbije się o jakieś drzewo. Nie myślał o tym, co obiecał. Nie myślał o tym, co teraz będzie. Natomiast zerknął na chłopaka półleżącego na przednim siedzeniu pasażera. Kątem oka badał jego stan, jednak mając nadzieję, że nie jest tak źle. Czym byłoby teraz życie bez niego? Katorgą? Piekłem? Nie. Po prostu... Nie było by go.
Rozmyślał przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami, ale jego rysy ułagodziły się, kiedy zobaczył znajomy zakręt i las, do którego uciekał po kłótniach w domu. Jedyne szczęśliwe chwile spędzone samemu w lesie mignęły mu przed oczyma jak duch. I pierwszy raz od dawna uśmiechnął się tak po prostu.
Zwolnił trochę, chciał poczuć zapach drzew. Poza tym nie mógł przegapić ukrytej polnej drogi do domu stojącego pośrodku łąki.
- Skarbie... – mruknął kładąc rękę na jego ramieniu i lekko ściskając. Młody musiał być wyczerpany, wyglądał jakby spał. - Jesteśmy na miejscu.
Zaparkował na tyłach domu i wysiadł z samochodu, żeby go obejść dookoła i otworzyć drzwi od strony Matta. Wziął go na ręce i ruszył do domu, by zaledwie kilka chwil później położyć go na kanapie w salonie i pogłaskać po twarzy. Przykucnął przy nim i odchylił trochę jego kurtkę żeby sprawdzić czy krwawi. Czerwona ciecz lekko przebijała przez opatrunki, ale nie było źle.
- Zrobię ci herbaty.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 6 Sty 2013 - 8:29

Jasnowłosy był wyczerpany, leżał skulony na przednim siedzeniu i z zaszklonymi oczami spoglądał przez szybę. Był przerażony, serce mu biło jak zwariowane, bo właśnie docierała do niego myśl, że uciekali z piekła... W większe piekło. W końcu za kilka dni ludzie się skapną, że uciekli.. A potem.. A potem jak ich odnajdą wpakują im obu dożywocie.
-Strasznie się boję. - powiedział to na głos gdy tylko Sasza wziął go na ręce. O tak, od razu zrobiło mu się lepiej z tego powodu, ale nic więcej nie powiedział tylko mocniej wtulił się w ukochanego faceta, w duchu modląc się by nie zemdleć tutaj, a naprawdę z każdą chwilą czuł się jeszcze gorzej. I właściwie odetchnął dopiero gdy z Saszą weszli do mieszkania. O tak, w życiu nie czuł się lepiej niż teraz, bo w końcu byli sami... względnie bezpieczni.
- Pieprzyć herbatę. - mruknął w końcu swoim cichym, mrukliwym głosem podnosząc się do siadu z dość typowym dla niego uśmieszkiem. -Daj mi buziaka... Przynieś mi apteczkę. Daj mi znowu buziaka i.... Powiedz mi kiedy mamy się spodziewać Seweina...
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 6 Sty 2013 - 11:18

Jak odmienne były ich stany umysłu, tylko jeden Bóg wiedział, jeśli jeszcze nie załamał rąk nad tym, że dosłownie gwałcili prawa, które ustanowił. Morozow zrobił się spokojny, ale czujny. Wreszcie, pośród ciszy pustkowia, mógł myśleć normalnie. Nie był już dzikim zwierzęciem w klatce, co chwilę popychanym kijem, żeby odsunęło się od wyjścia. To uświadamiało mu fakt, że musi ten spokój utrzymać także wtedy, kiedy w pobliżu będzie starszy mężczyzna. I to, że więzienie nie było w stanie go zmienić. I jeszcze to, że musi myśleć jasno, by dobrze rozegrać rozdanie partii Morozowów. Siewerin będzie chciał się zemścić za jego ucieczkę 10 lat temu, to jasne. O dziwo myśl o tym, w jaki sposób będzie chciał się zemścić, nie dotykał Saszy w ten sposób, w jaki to robił jeszcze 2 h temu. Być może to zasługa, bądź wina, świeżego powietrza i znacznej odległości od zgiełku Czarnego Delfina.
Na słowa ukochanego tylko się uśmiechnął po swojemu, nieco zbyt paskudnie by był to uśmiech całkiem miły. Spojrzał w niebieskie ślepia i patrzył, po prostu patrzył. W końcu jednak zaśmiał się bezgłośnie i złożył na jego ustach wspomnianego przez niego 'buziaka'. I jeszcze jednego. A potem pocałował go mocniej, bardziej agresywnie. Złapał go za rękę i położył ją sobie na biodrze. Drugą rękę splótł z nim palcami. Całował go z całą intensywnością odczuć jakie nagle zaczęły kołatać mu się po głowie, po czym powoli się wycofał, wieńcząc tę chwilę mocnym ugryzieniem w wargę Matthew.
- Idę po apteczkę. - zamruczał ze złośliwym uśmiechem wstając z ziemi. Wychodząc z pokoju ziewnął przeciągle. Nawet do niego nie docierało, jak długo nie spał. Zaczał liczyć i kiedy liczba godzin znacznie przewyższyła jego oczekiwania, tym pewniej wszedł do kuchni. Rozejrzał się i sprawdził czy wszystko jest na miejscu, otwierając szafkę. I wszystko było dokładnie w tym samym miejscu, co pamiętał. Wyjął kawę i torebkę herbaty. Obrócił się i zdjął kubki z suszarki do naczyń. W czasie, kiedy woda w czajniku dochodziła do temperatury odpowiedniej, Morozow przykucnął i z szafki pod kuchenką indukcyjną wyjął kilka bandaży i spirytus. Spojrzał na lodówkę, gdzie wisiało kilka magnesów i uwięzionych pod nimi karteczek. Numer komórki Siewerina zobaczył od razu. I zdjęcie. Zniszczone zdjęcie rodzinne. Wszyscy uśmiechnięci jak to na zdjęciach. Otworzył lodówkę i przeszukał wzrokiem jej zawartość, zatrzymując się na chwilę na pudełku śniadaniowym.
Nie trwało to tak długo, zaledwie dziesięć minut, kiedy wrócił do pokoju i postawił na stole tacę z kubkami, talerzem z dwoma kanapkami , spirytusem i bandażami. Po chwili namysłu usiadł na kanapie i sięgnął po kawę, napił się trochę gorzkiej cieczy i skrzywił kiedy doszła do pustego żołądka.
- Chodź, obejrzę cię.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 13:18

Cały czas nie wierzył w to, że byli już wolni, że nikt nie ślęczał nad nimi, a każdy ich ruch nie był nagrywany z każdej możliwej strony. Teraz patrzyli tylko na siebie, pilnowali się wzajemnie. Zupełnie tak jakby byli wiekowym małżeństwem, które nagle spodziewa się dziecka. Sasza był teraz głową tego domu, a Matt posłusznie wykonywał jego polecenia i dawał mu siebie, przynajmniej póki nie był w stanie normalnie funkcjonować. Dlatego gdy Sasza ułożył jego dłoń na swoim biodrze, ten tylko instynktownie zacisnął palce na jego spodniach unosząc przy tym nieco swój podbródek. Spojrzał w jego chłodne oczy, złapał go mocniej za rękę i... Zaczął odwzajemniać każde cmoknięcie i nawet nie przejął się smakiem krwi w swoich ustach, bo po raz pierwszy od dawna czuł, że ten smak nabiera jakiejś słodkości.
- Idź i wracaj do mnie, kochanie. - powiedział z uśmiechem po czym podniósł się z kanapy by podejść do okna. Bok go co prawda bolał niesamowicie, ale blondyn i tak musiał spojrzeć na śnieg. W końcu obserwował go po raz pierwszy od dwóch lat bez okratowania, więc mimo wszystko zrobiło mu się cieplej na duszy i był na nim tak skupiony, że dopiero głos mężczyzny przypomniał mu o bożym świecie.
- Powiesz mi... Czego chce od Ciebie Sewerin ? Na co on liczy za tą dobroć ? - spytał ukochanego, zdejmując z siebie za duży mundur po czym z wyraźnym skrzywieniem na twarzy zaczął odwijać się z bandażu. Nieco krew pociekła, ale nie było aż tak źle jak myślał, więc wystarczy, ze tylko porządnie to odkazi i powinno szybko sie zagoić.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 18:20

Napił sie jeszcze łyk kawy i odstawił ją na tacę. Wziął do ręki bandaże i z nieco ponurą miną wziął od niego kurtkę, żeby odłożyć ją na fotel. Potem pomógł mu odbandażować bok i delikatnie odkaził go spirytusem. Nie mógł sie powstrzymać i ucałował jego brzuch, ukucnąwszy. Spojrzał na niego z dołu i uśmiechnął się, szczęśliwy dokładnie z tego samego powodu co on. Dopiero po chwili odpowiedział na jego pytanie.
- Matt, skarbie, to nie Twoja sprawa. To są nasze osobiste porachunki i wątpię, żeby on je wygrał. - powiedział spokojnie z pewnością siebie i wstał z ziemi. Pogłaskał go po policzku i delikatnie zaczął opatrywać. Kiedy skończył, pocałował go w usta i usiadł na kanapie.
- Zjedz coś. - powiedział tym samym, miękkim tonem głosu. - Napij się herbaty.
Sam sięgnął po kanapkę i ugryzł ją, popijając kawą. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jaki był zmęczony, i że nie jadł od 3-4 dni. Już nawet nie pamiętał. Był wyczerpany przez to wszystko, ale zadowolony. Cóż, wykonał kawał roboty. Czy dobrej i słusznej to sie jeszcze okaże.
Morozow rozejrzał sie po pomieszczeniu, dostrzegając pamiątki, a nawet kolejne zdjęcie rodzinne na kominku. Na żadnym z nich nie było zdjęcia matki. Sasza jej nie znał, bo zmarła przy porodzie. Miał tylko ojca i w dodatku takiego, który najlepszym rodzicielem nie był. Dostrzegł też dziurę w ścianie obok okna. Pamiętał dokladnie skąd pochodziła. Siewerin uderzył pogrzebaczem w to miejsce, bo mały Sasza mu uciekł spod ciosu. Odetchnął głęboko. Dokładnie pamiętał jak wtedy dostał za tą dziurę w ścianie. I to były jedne z obrzydliwszych wspomnień.
Morozow wstał i odstawił kubek na stolik.
- Kilka zasad, skarbie. Nie pyskuj do niego, nie sprzeciwiaj mu się, o ile nie będzie robił czegoś karygodnego. Najlepiej milcz i słuchaj go. Nie chcę, żeby stała ci się krzywda. Nie daj sie zawlec do piwnicy. - wzdrygnął się lekko. - Bo wtedy nawet ja cie nie uratuję. I nie staraj się mnie ratować, bo ja sobie zawsze poradzę. Znam go bardzo dobrze. Chodź poszukamy zapasowych kluczy do drzwi wejściowych i do tej cholernej umieralni na dole...Na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 19:16

Jasnowłosy spojrzał na Saszę z góry, uśmiechając się delikatnie gdy ten go tak czule ucałował najpierw w brzuch, a potem w wargi... Cieszył się, że go miał, naprawdę cieszył się z tego, że byli tutaj razem i pewnie razem zginą jeśli ich znajdą dlatego nim ten się odsunął jeszcze raz ucałował go w usta gładząc czule jego bok i.. odsunął się.
- Za moment. - rzucił spokojnym tonem głosu, zakładając za dużą, mundurową koszulę po czym usiadł przy Saszy, biorąc w dłonie jedną kanapkę, w którą od razu się wgryzł. Sam również od dawna niczego nie jadł, co prawda spał o wiele więcej niż Sasza, bo do szpitala trafiał o wiele częściej w ostatnich dniach, więc miał czas się wyspać, ale z jedzeniem było najgorzej. Z nerwów nie mógł nic przełknąć, dlatego jadł tą kanapkę i jadł...
- Co jest w tej.. piwnicy ? Czemu umieralnia.. ? I Sasza, jak mam cię nie ratować ? Zawsze się za tobą rzucę, nawet w ogień... - w końcu blondyn mimo wszystko był strasznie impulsywny. Dojrzały, poważny, ale w takich chwilach nigdy nie myślał trzeźwo, zawsze robił wszystko, bez głębszego zastanowienia. Jednakże skoro Sasza mu zabronił schodzenia na dół, nie będzie tego robił chyba, że będzie musiał. Z resztą, nie chciał już o tym myśleć, ale chciał wiedzieć co tutaj się wydarzyło, czy raczej co sie wydarzyło ten metr pod nim.
- Z resztą... Gdzie mogą być te klucze ? Nie chce przewalać wszystkich mebli, bo Sewein pewnie zabije nas obu...
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 21:26

Spojrzał na niego ostro. Jego pytanie było dla Saszy zbyt osobiste. Może i miał obsesję, ale tak było i już.
- Sala tortur. - odpowiedział krótko i poszedł do korytarza, żeby na wieszaku odnaleźć klucze do piwnicy. Poznał je po czarnym rzemieniu, który był do nich doczepiony. Stara, gruba skóra przetrwała lata.
- To są do niej klucze. Zawsze przyczepial do nich gruby czarny rzemień. Niewiele sie tu zmieniło. Chyba wiem, gdzie ma zapasówki.
Miał duszę na ramieniu i to nie tylko swoją, kiedy schodził z nim do piwnicy. Szybko otworzył metalowe drzwi i zapalił światło. Ich oczom ukazało sie ponure pomieszczenie, którego podłoga była wyłożona linoleum. Do niskiego sufitu przyczepione były haki rzeźnickie, a także metalowe koła. Ściany były ceglane, pomalowane na biało, uplamione czerwonobrązowymi ze starości "pamiątkami" po Saszy niewprawnie przykrytymi cienką warstwą białej farby. Z boku stała metalowa półka, na której leżało kilka rzeczy. Jeszcze dalej stała szafka, również metalowa, lekko zardzewiała. Po drugiej stronie, naprzeciwko wejścia stał metalowy stół. Pomieszczenie oświetlone było jasnymi jarzeniówkami, dokładniej trzema parami takowych. W całości prezentowało się zupełnie jak sala operacyjna zeschizowanego doktora wojskowego. Sasza zamarł widząc to wszystko, czując stęchliznę, krew i kurz. A potem z hardą miną wkroczył za próg i podszedł do półki, na której leżały różne narzędzia, na których sam widok mogło sie zrobić niedobrze. Dotknął brązowego skórzanego tobołka wziął go z półki, żeby rozwinąć na stole. Tam znajdowały się kolejne narzędzia tym razem lekko zardzewiałe wyglądające na chirurgiczne, oraz zapasowe klucze.
- Są.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 21:38

Wierzył Saszy, nawet jeśli w oczach więziennych lekarzy był wariatem, który powinien dawno zostać pochowany lub chociaż powinien być w kaftanie bezpieczeństwa, w psychiatryku, bo wiedział, że w tym domu musiała rozegrać się niejedna tragedia. Czuł to doskonale dlatego nie chciał siedzieć sam w salonie, więc mimowolnie poszedł za Saszą i... Pożałował tego. Nie sądził, że zobaczy coś takiego i zdziwił sie, że jego ukochany nigdy nie zgłosił swojego ojca. W końcu to było.. Nienormalne, zupełnie jakby wyjęte z jakiegoś starego horroru i właściwie na samą myśl co starszy Morozow mógł robić swojemu synowi, zrobiło mu się niedobrze. Dosłownie jego żołądek zamienił się miejscem z płucami, oczy nieco się zawirowały, ale utrzymał się na nogach dzięki futrynie, o którą całkiem się oparł.
- Schowaj je dobrze... I masz moje słowo, że tutaj nie zejdę. - wyszeptał słabo po czym wspiął się z powrotem po schodach na górę i spojrzał przez okno na podjazd. Teraz dopiero bał się tego wszystkiego, bo nie sądził, że w Czarnym Delfinie był ktoś taki i jeszcze był ojcem jego ukochanego, a przecież musiał go wychować... Dla niego Sasza był idealny, niczego mu nie brakowało i kochał go nawet jeśli ludzie się na to krzywo patrzyli.
- Kiedy twój ojciec przyjedzie... ? - miał nadzieje, że niezbyt szybko to nastąpi, ale z drugiej strony... Sewein miał pieniądze.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 22:25

Na podjeździe nie mogło być śladu samochodu. Siewerin w końcu pożyczył go Saszy. A jednak sam Siewerin pojawił się w domu, dzięki uprzejmości kumpla z pracy, który podwiózł go ponieważ mieszkał nieopodal, tuż za lasem. Pojawił się i od razu zauważył obce ślady w swoim domu. Zauważył też zniknięcie klucza do piwnicy. Uśmiechnął sie szeroko pod nosem i cichaczem przemknął za plecami Matta wpatrzonego w podjazd. Zszedł na dół, do tej tak zwanej umieralni i w połowie schodów zderzył się po ciemku z Aleksandriejem. Zatkał mu usta i przyparł do ściany.
- Cichuteńko. - szepnął do jego ucha i lekko je polizał, a potem dodał: - Pamiętaj, że jesteś mi coś winien.
A potem wskazał mu kierunek lekko go popychając w dół. Trzymajac rękę na jego karku zszedł za nim i zamknął za nimi drzwi na klucz, który znalazł nieopatrznie w zamku. Kiedy już to zrobił, cały czas go obserwując, podszedł do niego i odgarnął włosy za ucho.
- Aleksandriej.
Lubił to imię, dlatego często powtarzał je w pełnej formie. Wiedział też jak zdenerwować synka. Położył rękę na jego biodrze, łapiąc za szlufkę od spodni. Pociągnął go na siebie i szepnął prosto w ucho:
- Za umożliwienie ucieczki i benzynę trzeba zapłacić. Rozbieraj się, kochanie. Powoli. - odsunął się.
Nie brał w ogóle pod uwagę protestów. Nie w tym miejscu. W tym miejscu to on był królem, a Sasza jego sługą. Oparł się o ścianę, zdejmując ze ściany linę.
- Jeżeli się postarasz, może być nawet przyjemnie.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 22:42

Zastanawiał się przez chwilę nad wzięciem skalpela. Matt bardzo słabo brzmiał, to swoją drogą. Ale Morozow w tym miejscu mógł myśleć tylko o jednym: Jak sie bronić przed Siewerynem. W sumie to był dość poważny błąd jak sie okazało. Kiedy wchodził po schodach, patrzył pod nogi. Zejście było ciemne, wiec nic dziwnego, że zderzył się z seniorem. Szybko wylądował na ścianie. Chciał cos powiedzieć, ale starszy wyraźnie dał mu znak, że to nie pora na to. Sasza jęknął w duchu i puszczony nieopierając się zszedł w dół. Po drodze upuścił klucze, ale nie było czasu ich podnieść, zresztą wolał sie nie zdradzić ze swoim planem. Stanął sztywno pośrodku sali, dał sobie odgarnąć włosy, przyciągnac sie za spodnie. Jednak kiedy ten sie odsunął, junior ani drgnął. Spojrzał na niego hardo, wiedząc, że ma takie same szanse na pokonanie Siewerina jak on na pokonanie jego. Przynajmniej tak sobie wmawiał by mieć motywację. Spojrzał na linę w jego dłoni, a potem prosto w oczy. Wciąż nie ruszył sie z miejsca, nie okazał żadnych emocji. Intensywnie rozważał wszelkie opcje. Miał zaledwie kilka kroków do noża, skalpela. Mógł go w bójce nadziać na hak rzeźnicki. Zauważył, że Siewerin pozbył się pistoletu, zapewne zostawiając go w przedpokoju lub w skrytce za obrazem, co było bardziej prawdopodobne. Odetchnął głęboko.
- Jeśli chcesz mnie sobie wziąć, to bierz. Ale ja nigdy nie będę chętny i nigdy nie będę potulny, ani posłuszny. - jego lodowaty ton zmroziłby słońce. - Jak udało ci sie tak szybko tu przyjechać? Miałeś być rano.
Miał nadzieję, że będzie rano. Tak bardzo potrzebował snu. Był wyczerpany, a teraz jeszcze czekała go jakaś nienormalna sytuacja. Coś czego udało mu sie unikać przez cholerne ... 8lat?
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 23:02

Zdziwił się, że Sasza mu nie odpowiedział, ale rozumiał go. W końcu po tylu latach musiał pewnie przezwyciężyć swój strach do tamtego miejsca, więc nie wrócił z powrotem do piwnicy tylko przeszedł się powoli do kuchni, zastanawiając się nad tym wszystkim. Podszedł spokojnie do lodówki, spojrzał na numer telefonu i dostał olśnienia, które miało swoje źródło w kolejnym skurczu. Chciał pomóc Saszy z długiem, który na pewno uzbierał się u jego ojca, psychopaty, dlatego wziął kartkę z lodówki i podszedł do telefonu domowego po czym ostrożnie wybrał numer, zagryzając dolną wargę do środka. Oparł się plecami o mały kredens przesuwając wzrokiem po linoleum, które w trasie wyjście-piwnica rysowało się mokrymi śladami, dlatego nie chwilę przed pierwszym sygnałem rozłączył się, przełykając głośno ślinę. Walczył ze sobą, bo nie chciał wracać do umieralni, ani nie chciał łamać obietnic danych Saszy, ale jak miał go tam zostawić ? W końcu jednak postanowił, że jednak coś zrobi. Poszedł do kuchni, wyjął z szuflady krótki nóż wojskowy i ruszył w stronę piwnicy, do której w końcu wszedł, a widząc Seweina, uśmiechnął się lekko.
- Nie mógł pan zadzwonić, że wróci pan wcześniej ? Wtedy bym chociaż poprosił o jakieś zakupy i zrobiłbym obiad... - powiedział ciepłym tonem głosu, podchodząc do mężczyzn, z czego kochankowi wsunął do tylnej kieszeni spodni nożyk. - Albo zawsze można było gdzieś pojechać...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 23:36

Jego uśmiech nieco zrzedł kiedy Sasza ani drgnął. Cóż, nie podejrzewał, że jest takim głupcem. Miał go raczej za bardziej inteligentnego, ale mało oczytanego. Na jego wypowiedź jedynie uniósł brew i zaśmiał sie krótko, ostro.
- Zwolniłem się z dyżuru, chyba... chyba jestem chory. - uśmiech wykrzywił jego twarz w paskudny grymas. Podszedł do młodego i palnął go w pysk.
- Rusz się, daję ci ostatnią... -urwał słysząc dźwięk zamka. - Policzę sie z tobą. Dałeś mu klucze, gnoju. - szepnął, całkiem rozeźlony, ale szybko przybrał maskę rozbawienia.
- Zostawiłem telefon w biurze. - skłamał, uśmiechając się do Matta. - Następnym razem nie zapomnę. A umiesz gotować? - spytał jak gdyby nigdy nic. Obszedł go dookoła i oddzielił ich od drzwi swoją zacną osobą. Odłożył linę na hak w ścianie i wyłamał palce z głośnym trzaskiem.
- Jeśli tak, to przydasz mi się. Rzadko kiedy zdarza mi się zjeść obiad lub kolację w domu.
Spojrzał na Alexandra i uśmiechnął się do niego uprzejmie. Podszedł bliżej Matta i jednym ruchem wpakował mu szprycę ogłupiającą w kark. Coś jak narkoza, ale o słabszym i krótszym działaniu. No i chłopak mógł patrzeć, mógł podziwiać, spływając w dół na podłogę.
Spojrzał na swojego młodego.
- Ani sie waż użyć tego noża, który ci wsadził do kieszeni. Wtedy będzie patrzył jak z twoich jelit robię dla niego szubienicę.
Uśmiechnął się triumfalnie, kłdąc Matta pod ścianą.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Sob 12 Sty 2013 - 23:57


Chciał coś odwarknąć, ale kiedy spojrzał na drzwi, przeraził się. Chciał krzyknąć na niego, żeby spierdalał, żeby uciekł do lasu, żeby schował sie gdziekolwiek. Ale Matt już był w środku i chociaż widział, że jego ukochany brzydzi sie tym miejscem, to ten przybrał jak narazie uprzejmą postawę wobec Siewerina i Morozow odetchnął nieco z ulgą. Widząc ich rozmowę, poczuł, że w kieszeni ma coś zimnego i siegnął do niej ukradkiem. Był to mały wojskowy nóż. I wtedy zobaczył jak Matt rozluźnia się i opada na ziemię. Jak w zwolnionym tempie widział, ze Siewerin go łapie i kładzie pod ścianą przodem do wnętrza sali. Ścisnął nóż w ręce i zrobił krok do przodu. A potem drugi. I szybko się zamachnął na ojca rozcinając jego koszulę.
- CO ŻEŚ MU KURWA ZROBIŁ?! - ryknął wściekle i pchnął go w kierunku ściany prostopadłej do tej pod, którą leżał Matt. Martwił sie, bał sie i musiał coś z tym zrobić. Trzymając nóż w ręce przywalił mu w mordę. A potem wbił go w jego ramię, zupełnie odruchowo kopiąc w brzuch. Odwrócił sie i dopadł do Matta.
- Kochanie? Wszystko w porządku? - wziął go częściowo na ręce i głaskał przestraszony jego skroń. Zupełnie zapomniał o obecności ojca, cała uwagę skupiając na ukochanym.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 0:11

- No właśnie... Panie Morozow... I tak, umiem gotować, więc zawsze mógłbym coś zrobić. To nie problem. - obserwował go cały czas kątem oka z ciepłym uśmiechem. Udawał sympatycznego narkomana przez co naprawdę dobrze wyszedł, bo zauważył ten szybki ruch i zdążył zrobić minimalny unik przez co Siew nie trafił w główną żyłę, a w tkankę mięśniową przez co chłopak w jednej chwili został idealnie rozluźniony bez utraty przytomności i cóż.. Zamierzał udawać teraz dlatego pozwolił mu się zaciągnąć pod ścianę po czym tępym wzrokiem spojrzał na przerażonego Saszę. Wiedział, że ten go zabije, ale cóż.. To zawsze była jakaś dywersja i niestety.. Sewein chyba niezbyt wczytał się w akta Rammsteinera skoro myślał, że taka dawka coś mu zrobi.. A jeszcze źle wcelowana. Poza tym, blondyn w chwili gdy ten go transportował pod ścianę ukradkiem sięgnął po skalpel, który spadł na ziemie, a potem podsunął go sobie pod tyłek. W milczeniu, z lekko rozchylonymi wargami obserwował sytuacje, a kiedy tylko Sasza się nad nim pochylił mrugnął jednym okiem na "tak" po czym ostrożnie, zauważalnie zerknął w dół starając się nakierować oczy Saszy na srebrne ostrze.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 0:52

Młody chyba sie zapomniał. Siewerin zrozumiał to kiedy Sasza obrócił się do niego tyłem. Wtedy on sam podszedł do niego bezszelestnie i gwałtownym ruchem odciągnął od Rammsteinera. Od razu złapał go za ręce i ciągnąc go za sobą, walnął nim o stół, przypinając do niego ręce. Stół przyśrubowany do ziemi, nawet z siłą Saszy nie mógł być ruszony. Siewerin mocno walnął go w łeb blokiem z drewna. Tak ogłuszonego wepchnął całkiem na stół i przechylił go do pionu, przypinajac jego nogi. Saszę miał z głowy, więc ruszył do Matta, zgarniając z półki kajdanki i wyjmując nóż z ramienia.
- To jemu powinienem to wstrzyknąć. - mruknął łapiąc go za ręce i szarpiąc za nie w górę. Podniósł go do pionu i pchnął na ścianę naprzeciwko Saszy. Złapał go za rękę, zanim ten użył skalpela i rąbnął nią o ściane. Aż taki naiwny nie był, swoje wiedział. I tak, czytał dokładnie akta zakochanej dwójki. Przestudiował je od strony tytułowej i zdjęć, aż do wyroku sądu.
- Żałuj, że cię nie znieczuliło. - warknął mu do ucha, wyjmując skalpel z dłoni chlopaka i mocno przyciskając do ściany jego ciało, wsunął dłoń pomiędzy jego uda i ścisnął za jaja z całej siły. A potem, jak szmacianą lalkę rzucił go pod nogi juniora.
- Napatrz się. I naucz szczeniaka nie wtrącać się w nie swoje sprawy. - podszedł do Matta i złapał go jedną ręką za zabandażowany bok, wbijajac palce w zgrubienia opatrunków.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 1:21

Zaskoczył go i wykręcając ręce do tyłu mógł z nim zrobić co chciał. Zawlókłby go nawet po schodach w górę i z powrotem. Na koniec świata. Sasza miał dosyc horroru jaki zaczynał się objawiać w pomieszczeniu. Szarpał się z Siewerinem, kilkakrotnie dając mu z kopa, ale ten niewzruszony i tak robił swoje. Morozow wpadł w popłoch, kiedy nagle zrobiło mu sie ciemno przed oczami i nie mógł sie poruszyć. Kiedy się ocknął był przypięty do stołu, który przechylał sie znajomo w dół, do pionu.
- Siewerin, utnę ci jaja jak go tniesz. - warknął widząc jak ten podchodzi do Matta. Wcześniej jego ukochany dawał mu znaki. Sasza nie był głupi, zrozumiał je, ale na razie nie mógł nic zrobić.
- Siewerin! - widział jak jego ostatnia nadzieja ląduje w ręku seniora i staje sie jego utrapieniem. Morozow patrzył zamurowany na Matta, jak ląduje pod jego nogami i potem jak Siewerin wbija palce w jego rany.
- Matthew! - wygiął się w rozpaczy i zacisnął zęby patrząc na niego. Myśli kotłowały mu się w głowie stadami dzikich koni.
- Tato, weź mnie. Błagam, zerżnij mnie. Będę... posłuszny.
Slowa ledwo przechodziły mu przez gardło, patrzył tylko na Matta, aż w końcu spojrzal w surowe oczy swego niegdysiejszego kata.
- Proszę. - I znów jego spojrzenie powędrowało do ukochanego. - Matt wyjdź.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 1:33

Nie zdążył go uprzedzić, nie dał rady, ale na szczęście przytrzymał w dłoniach skalpel i trzymał go nawet w chwili gdy przeleciał pod nogi Saszy udając mu się dość mocno naruszyć skórzane pasy na nogach, którymi był przypięty po czym puścił ostrze i wykopał je pod szafę.
- Żaluję.. - wyszeptał mu w twarz po czym z ledwością zatrzymał w swoim gardle krzyk. Był przerażony, a w chwili gdy tylko poczuł palce na świeżo zabandażowanym boku.. Nie wytrzymał. Momentalnie objął w karku seniora i przycisnął go ku sobie by dostać się do jego ucha. Ignorował ból i to całkiem skutecznie, aczkolwiek bezradność i strach w jego oczach wybijały się nawet poza aurę. Nie chciał by ten ranił Saszę, a jesli już to nie chciał na to patrzeć.. Z resztą wiedział, że ten i tak wybierze swojego synka.
- Sewein, zrobię wszystko... Błagam tylko zostaw Saszę, zrobię dla Ciebie wszystko, ale daj Saszy spokój... On zginie ze zmęczenia, proszę.. Dostaniesz.. kurwa... Wszystko co będziesz chciał. - nie wiedział po co to mówił. - Albo mnie wypuść... Błagam... Zrobię obiad, zrobię ci z życia kurwa raj, ale zostaw Saszę.. Tylko dzisiaj... Proszę...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 2:22

Siewerin spojrzał na nich z lekkim rozbawieniem.
- Oj, bo się wzruszę. Obaj chcecie siebie chronić, jakie to słodkie. - odepchnął Matta od siebie i złapał go za włosy. - I wiecie co? Biorę obu za słowo.
Zaśmiał sie tubalnie i krytycznym spojrzeniem obrzucił mlodszego.
- A ty nie zdechniesz? Przeceniasz swój organizm. Z takimi obrazeniami to nawet fiuta w garści nie utrzymasz dzisiaj. - szarpnął go mocno do tyłu wyginając w łuk i dając mu jakby do zrozumienia, że wie co mówi poprzez ból jaki chłopak musiał odczuć w tej chwili. Przylgnął do niego cały i szepnął do ucha.
- Na górze jest łóżko. Sasza sie stąd nie ruszy, dopóki go nie przygotujesz. Przyjdę do ciebie z nim. Ale teraz musisz wyjść. Chyba, że grzecznie popatrzysz. - spojrzał na niego, prosto w oczy i mrugnął zawadiacko.
A potem puścił go i spojrzał na Morozowa juniora ostro.
- Kochanie, czy dobrze uslyszałem?Będziesz posłuszny. Zrobisz wszystko?
Nie czekał na odpowiedź tylko podszedł do niego i z łoskotem sprężyn opuścił stół do poziomu, pochylając się i głaszcząc go po policzku, niby to troskliwy ojciec.
- I naprawdę nie będziesz niesforny jak dziecko? - spojrzał na Matta. - Rammsteiner, twoja decyzja. Raz, raz, też chcę się położyć spać.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 2:26

Patrzył tylko na Matta, na grymas na jego twarzy, na ręce, które oplotły ojca w karku i szepty, których nie dosłyszał. Widząc jak wygina go w łuk z łatwościa, zastanawiał się, kiedy Matthew pęknie na pół. Zamknął oczy.
- Tak, ojcze. - powiedział machinalnie, a kiedy otworzył swe szare ślepia, czaiło się w nich zniechęcenie i zrezygnowanie. Kiedy Siewerin opuścił stół nawet nie wydał z siebie dźwięku, mimo że jego głowa mocno uderzyła o jego blat.
- Nie będę. - powiedział tak samo machinalnie jak przed chwilą, patrząc na niego cały czas. Nie odzywał sie więcej, nie patrzył na Matta. Wiedział, że jeśli na niego spojrzy, to Siewerin mu nie uwierzy. Gapił się więc na niego. W duchu nienawidził go tak bardzo, że już było mu wszystko jedno co ten z nim zrobi. Ale miał nie dotykać Matta. wiedział, że będzie próbował. Leżał na stole bezsilny lekko poprawiając dłonie w kajdankach ze skóry. odetchnął głębiej i przymknął oczy, oddalając sie myślami do chwil kiedy był z Mattem szczęśliwy - zaledwie kilkadziesiąt minut temu. I tak miało teraz wyglądać życie. To było pierwsze zderzenie z rzeczywistością, zupełnie podobne do zderzenia pierwszej fali z klifem. Sasza rozprysł się na kawałki, pozostał zraniony dzieciak, który jest bezradny wobec mocy rodzica.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 2:42

Zawył głośno z bólu, ale nie był w stanie niczego zrobić, niczego powiedzieć.. Dopiero gdy ten go puścił, zdał sobie sprawę, że byli już martwi, dlatego jasnowłosy podszedł do Siewa, wsunął dłoń za jego koszulę po czym pociągnął go za materiał ku sobie.
- Dostaniesz wszystko co tylko będziesz chciał, panie Morozow. - mruknął po czym ruszył w stronę schodów, na których się potknął. Zrobił to co prawda przypadkiem, ale w duchu ucieszył się jak głupi chowając klucz do piwnicy w swój rękach po czym trzymając się ściany wszedł na piętro i przymknął drzwi by niczego nie słyszeć. Następnie schował zapasowy kluczyk do umieralni pod oparcie fotela po czym spokojnie poszedł na piętro, prosto do sypialni Siewa gdzie zabrał się za przygotowanie łóżka dla dwojga. Włączył przy okazji radio wsłuchując się w jakieś angielskie szajsy.. Nie chciał słyszeć tego co się dzialo na dole, chciał mieć już wszystko za sobą..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 15:37

Spojrzał na Saszę. Chłopak poddał się, by ratować ukochanego, jak już wspomniał słodkie. Aż do porzygu. Spoglądał na niego z triumfalnym uśmiechem, kiedy ten przymknął oczy. Matthew również się poddał. Wiedzieli, że ma ich w garści i wygra. Kiedy młodszy z nich przyciągnął go za koszulę, Siewerin uśmiechnął się paskudnie.
- I tak ma być, kochanie. - klepnął go w tyłek i patrzył jak odchodzi, zamykając za sobą drzwi. Zostali sami. Aleksandriej wyglądał jakby spał, niespokojny wyraz twarzy wskazywał na to, że były to niezbyt dobre sny. Senior podszedł do niego i przejechał zgarniętymi z szafki nożyczkami po jego policzku.
- Rozgrzałeś mnie w więzieniu. A to całe 3 godziny temu. Wiesz jak upiorne jest myślenie o was kiedy obok siedzi kierowca?
Klapnął nożyczkami przy jego twarzy. Młody zastanawiał sie pewnie, co teraz. Czy obetnie mu ucho, rozetnie klawiszowską koszulę, którą miał na sobie, a może zetnie mu te śliczne czarne włoski? Morozow chętnie by go oszpecił, gdyby nie zależało mu na jego wyglądzie. Zamiast tego, zaczął wycinać dziurę na sercu juniora, odsłaniając jego sutek. A potem drugą, odsłaniając drugi.
- Aleksandriej, spójrz na mnie. - powiedział ostrym tonem i wbił złożone nożyczki pod jego brodę, nie przecinając jednak skóry. - Dlaczego uciekłeś z domu? Sądziłeś, ze cie nie znajdę? A teraz czeka cie kara, którą zapamiętasz.
Pochylił się do niego i złapał mocno za szczękę.
- Milcz.
Powoli przejechał ręką między jego nogi i rozpiął spodnie jednym ruchem. Wsunął w nie dłoń i przymrużył oczy, kiedy złapał go za jądra i popełzł dalej, między jego pośladki, żeby dotknąć tyłka.
- Ciasny. Moze warto było poczekać tyle czasu. - puścił jego szczękę. - Ale jesteś goracy. Szkoda tylko, że taki suchy. Ale zaraz coś na to poradzimy.
Przesunął się i mocno rozchylając jego uda, przejechał ostrzem nożyczek pod jego jądrami, nacinając skórę.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 16:01

Słyszał jak Matt wychodzi i jego serce ścisnęło się nieprzyjemnie, gdy starszy przejechał nożyczkami po jego twarzy. Nie, nie zastanawiał sie nad tym, co zamierza, a raczej nad jego słowami. Powiedział "o was". A to znaczyło, że junior musiał zapobiec temu. Musiał jakoś przetrwać dzisiejszy wieczór, a potem wyciągnąć Matthew z tego domu. Z dala od niego i jego sadystycznych planów o podłożu seksualnym. Gdziekolwiek, byle dalej. W planowaniu był dobry, gorzej z wykonaniem planu. Zawsze zdarzało sie coś, czego nie sposób przewidzieć.
Zgodnie z prośbą ojca, spojrzał na niego, unosząc nieco głowę. Milczał, starszy nie musiał go pouczać, on wiedział, co ma robić. Pamiętał zasady jakie wtłukł mu w dzieciństwie do głowy. Ale z drugiej strony on się zmienił.
Sasza nie zareagował, kiedy zimna dłoń Siewerina dotknęła jego wejścia. Nawet sie nie wzdrygnął, kiedy jego palce wsunęły się w niego trochę i cofnęły. Czuł się upokorzony, ale nie odzywał się, patrząc tępo w jego oczy. Kiedy puścił jego szczękę i rozchylił uda, Sasza pomyślał o tym jaki był pewien siebie jeszcze 15 minut temu. I szał pojawił sie w jego oczach. Szarpnął nogami i kopnął Siewerina w mordę, czując jak krew spływa mu między pośladkami.
- Czep sie jeża. Spierdalaj. Myślałeś, że tak łatwo się złamię?
Szarpnął silnie dłońmi, oswobodził jedną i zaczął odpinać drugą. Szybko skoczył na ziemię, po drugiej stronie stołu, obrócił się i złapał za metalowe narzędzie o kształcie spirali. Spojrzał na Siewerina i podciągnął spodnie.
- Moze i mnie ugiąłeś, ale jednak...
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 16:29

Przygotował w sumie wszystko, nawet kąpiel dla Seweina, bo chciał mu się najzwyczajniej w świecie podlizać. Nie chciał zginąć, nie po to tyle przeszedł by teraz dać się jakiemuś psychopacie... Z resztą.. Tutaj mimo wszystko czuł się dziwnie bezpieczniej, bo był w całkiem normalnych warunkach.. I nawet jeśli już miał ginąć, to wolał zginąć w ciepłym domu, niżeli żałośnie na dworze lub bohatersko na krześle elektrycznym. Co mu po chwale w więzieniu ? Książki o nim i tak nikt nie napisze.
- Błagam, niech to się skończy... - wyszeptał cicho wstając ze skraju wanny by zdjąć z siebie koszulę, która obwiązał sie po chwili w pasie po czym spojrzał w lustro. Był nienaturalnie blady, oczy podkrążone, ciało zaniedbane, wyniszczone przez stres, narkotyki.. Nie wierzył w to co się działo dlatego w końcu wyszedl z łazienki by na siebie nie patrzeć. Miał dość swojego wyglądu dlatego wrócił do sypialni mężczyzny i z niepewnie sięgnął po leżące na komodzie zdjęcia. Nie wierzył w to co na nich widział, nie wierzył w ten dziecięcy uśmiech Saszy..
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 23:23

Już miał kontynuuować, kiedy Sasza wyrwał się z krępujących go kajdan i stanął naprzeciwko niego po drugiej stronie stołu. Siewerin uniósł brew, a jego mina mówiła jasno, że a) przegiął, b)czy na pewno tego chciał? Nadzorca podrzucił nożyczki w ręce i oparł się luźno o stół.
- I ugnę cię znowu.
Podniósł stół do pionu szybkim ruchem i skoczył na niego, pchając na ścianę. Pech chciał, że wisiał na niej hak rzeźnicki i Siewerin nadział go na niego. Zorientowawszy się, wykorzystał chwilowe zaskoczenie Saszy i wyrwał mu z ręki spiralne narzędzie, rzucając je na półkę.
- Nie masz wyboru, Aleksandriej. Jeśli się poddasz, to uratujesz dzieciaka. Jeśli nie, zgubisz was obu. - złapał za linę trzymającą hak i pociągnął ją w górę. Usłyszał chrupnięcie kości. Żebro od tyłu musiało nie wytrzymać obciążenia. Prawie westchnął, kiedy sięgnął po kajdanki i dociskając Saszę do ściany zapiął mu je na rękach obracając go na haku. Jego nogi wisiały nieco nad ziemią. Starszy Morozow uśmiechnął sie szeroko widząc krew wsiąkającą w koszulę nadzorczą, którą miał na sobie jego syn. Z lubością pogładził wystający z pleców juniora hak i oblizał zakrwawione palce.
- Twoja krew smakuje strachem. - powiedział i popchnął go lekko, żeby bujał się na linie. Tymczasem on sam podszedł do stalowej szafki i wyjął z niej kilka narzędzi.
- Zawsze chciałem zrobić sekcję zwłok.
Powrót do góry Go down
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   Nie 13 Sty 2013 - 23:42

- Nie.- powiedział hardo i już miał sie rzucić do wyjścia, gdy ojciec popchnął go na ścianę. Z jego ust wydobył się krótki krzyk zaskoczenia gdy nabił sie na hak. Zacisnął mocno zęby, bo ostry jak brzytwa zadzior wszedł głęboko w jego ciało, pomiędzy żebrami. Spojrzał na niego załzawionymi z bólu oczyma i oddychając płytko, szarpnął się do przodu. To był wielki błąd, bo dokładnie w tym samym momencie ojciec pociągnął linę do góry. Morozow zawył tak głośno, kiedy pękło mu żebro a hak wbił się głębiej, że Matthew mimo grajacego radia na pewno go usłyszał. Chyba że już spał, przeszło przez myśl Saszy i zacisnął zęby, kiedy ojciec obrócił go i skuł dłonie za plecami, co wywołało kolejną falę bólu.
- W takim razie wybieram śmierć dla nas obu. - warknął głośno i uśmiechnął się gdy ten stwierdził iż jego krew trąci strachem. - A to może twoja raczej, może się skaleczyleś.
Wisiał lekko się obracając na haku i zaciskając zęby w szczękościsku, by nie dać mu satysfakcji ze swoich krzyków. Jego wzrok miotał błyskawice, mimo że wyraźnie było widać w nim iskierki bólu.
- Ale zanim umrę, przysięgam, że zabije ciebie.
Nie mógł na niego spojrzeć gdy to mówił, bo właśnie obracał sie tyłem do niego. Lekkie ukłucie przerażenia, lodowatego jak woda źródlana wbilo się w jego serce, kiedy Siewerin między wierszami powiedział co zrobi. Sasza dopowiedział sobie, co będzie dalej i zamarł, jednak nie dając po sobie poznać, że sie boi.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Morozowów   

Powrót do góry Go down
 
Dom Morozowów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Wolna :: Archiwum X-
Skocz do: