<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Siłownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Konstantin

avatar

Age : 29
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Siłownia   Sob 5 Sty 2013 - 19:03

Jest to kompleks składający się z kilku urządzeń. Więźniowie upodobali sobie szczególnie podnoszenie sztang, które mogą ważyć nawet do 100kg. Drugą najbardziej obleganą zabawką jest tak zwany Wyciskacz. Tak naprawdę urządzenie to profesjonalnie nazwano Wyciągiem z Góry. Dodatkowo znajdują się tu różnego rodzaju sprzęty, ale nie są w zbyt dobrym stanie, bo mają najmniej piętnaście lat i są już wysłużone. Żadnych luksusów się nie spodziewajcie. Dostęp do siłowni maja tylko ci, którzy na to zasłużyli bądź zapłacili więzienną walutą.
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 19 Cze 2013 - 21:07

Jak zwykle był sam, możliwe, że  dlatego iż wszyscy odruchowo ulatniali się z  pomieszczenia, do którego wchodził. Wcale mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. W sumie nic się nie zmieniło od bardzo dawna, przynajmniej pod tym względem. Zmieniło się troche jego podejście. Zrobił się jakby mniej ponury i bardziej zadowolony z siebie, może odrobinę spokojniejszy. Aktualnie nie myślał o niczym konkretnym, skupiał się na intensywnej pracy mięśni ramion podnoszących obecnie stupiędziesięciokilowy ciężar. Leżał na ławeczce i wyciskał dość powolnie i miarowo, mimo tego, że ledwie co zabliźniła się rana na jego boku. Wciąż mial ją zasłoniętą opatrunkiem, ale krew już nie przesiąkała na widok publiczny. Również dłoń, która była przestrzelona nie przeszkadzała mu w treningu. Miał może odrobinę słabszy chwyt, ale bez przesady. niby można było cisnąć tutaj tylko sto kilo, ale Morozow miał swoje patenty na podwyższenie wagi sztangi. Po prostu nakładał na nią ile wlezie i zamiast zakręcić ją mocno dla bezpieczeństwa, ledwie zatykał. Nie szarżował, nie rzucał się, wiec nie było powodu dla którego miałoby coś się stać. Było dość gorąco na zewnątrz, a pod wpływem obciążających ćwiczeń zrobiło się mu jeszcze goręcej. Skórę miał wilgotną od potu. Kiedy wszyscy się ewakuowali zdjął podkoszulek, buty i skarpetki, żeby chociaż trochę się schłodzić. Po raz kolejny uniósł sztangę. Stopięćdziesiąt kilo to była optymalna waga, żeby podnosić ciężar przez pół godziny w tempie około 3 powtórzeń na minutę. Opuścił. Jego rekordem było dwa razy więcej - trzysta kilo. Sztanga w górę. Rekord świata wynosił 459,8 kilograma. Opuścił. Ciekawe czy Kasjan właśnie szuka w kieszeni kluczyka do szafki? Na samą myśl uśmiechnął się paskudnie do siebie. Ciekawe czy skojarzył fakty i połączył obmacywanie tyłka z niespodziewanym zniknięciem klucza. Morozow droczył się trochę, ale to chyba jak zwykle, nie? Taki już był. I znów podniósł sztangę na wyprost rąk. Jak na złość zaczął go swędzieć nos, a nie chciał przerywać.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 19 Cze 2013 - 21:42

Cóż... Oczywiście, po kolejnym dniu, który spędził w miarę spokojnie, poza krótkim spotkaniem z Morozowem, które rozpoczęło się i zakończyło na tym, że złapano go za tyłek i zmuszono do pocałunku, Reznow udał się do szatni. Tam zaczął przegrzebywać kieszenie w celu znalezienia kluczyka do swojej szafki. I... Nie ma. W żadnej kieszeni. Ani wewnętrznych, ani zewnętrznych. Zalał go przez moment zimny pot. Zgubił? Nie... Kieszenie były zbyt głębokie, a w żadnej nie było dziury. Przygryzł wargę zastanawiając się. Cholera... Ktoś musiał go zabrać, bo na sto procent miał go w spodniach... CHWILKĘ. Przecież jedyna osoba, która miała z nim dziś jakikolwiek kontakt na odległość mniej niż pół metra, to był Morozow. Zmrużył oczy, zły. Kurwa, będzie musiał go teraz znaleźć. Da sobie rękę uciąć, że ten dupek będzie udawał, że nic o niczym nie wie i jeszcze wykorzysta fakt, że sam do niego przyszedł. Potarł kark dłonią i przeczesał włosy palcami. Westchnął. Nie będzie miał jak wrócić do domu bez tego kluczyka. Rozpiął marynarkę i poluzował krawat. Było gorąco, nie miał ochoty pałętać się znowu po tych korytarza zapięty na ostatni guzik. Wyszedł z szatni i dłuższą chwilę zajęło mu zlokalizowanie Saszy. Koniec końców, dowiedział się, że osa siedzi dziś popołudniu na siłowni. Oh cudownie... Akurat po stronie, gdzie słońce wali teraz najmocniej. No nic. Ruszył więc na miejsce. No i jak się Morozow spodziewał, wkrótce po jego gdybaniach, drzwi do pomieszczenia zostały otworzone i stał w nich Kos. Włosy miał lekko poskręcane od tego, że było mu za ciepło w tym przeklętym garniaku nadzorcy. Uderzyła go oczywiście specyficzna aura i zapach panujące w siłowni, ale olał to. Bo zagapił się akurat na Saszę.
- Ty. Mój kluczyk. Oddaj.
Rzucił krótko podchodząc bliżej, wysuwając ręce z kieszeni. Odgiął kołnierzyk białej koszuli. Wszędzie było gorąco, no ale tu... Jakiś koszmar...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 19 Cze 2013 - 22:13

Usłyszał otwierające się drzwi, ale nie zareagował jakoś specjalnie. Dalej wyciskał potężną sztangę w górę i opuszczał nisko w dół. Robił to dokładnie, był uczciwy przede wszystkim wobec siebie. Nos go swędział niemiłosiernie, marzył o tym, żeby się po nim podrapać, ale zostało mu ledwie 5 minut. Piętnaście powtorzeń... Czternaście... Trzynaście... Cudem powstrzymywał się, żeby nie rzucić sztangi przed siebie i pozbyć się problemu. Skupienie odmalowało się na jego twarzy. Podniósł sztangę po raz ostatni, ostrożnie zakładając ją na stojaki, które nieprzystosowane do wagi powyżej maksimum zakolebaly się niebezpiecznie. Od razu podrapał nos, nie wstając z ławki, a potem potrząsnął ramionami i rozćwiczył zesztywniałe palce. Rzeczywiście w siłowni było upiornie gorąco, ale dzisiaj wyjątkowo nie śmierdziało tu tak, jak mogło. Jedynie niezbyt przyjemny zapach sztucznego tworzywa i duszna atmosfera dawały się we znaki. Morozow, przesunął się ze strefy bezpośredniego zagrożenia uderzeniem kolebiącej się na stojakach sztangi i dociskając dłoń położoną na opatrunku usiadł i potrząsnął głową, przeczesując mokre od potu włosy i przecierając twarz podkoszulkiem. Oparł dłoń na kolanie i dopiero wtedy, po okolo 10 minutach milczenia, spojrzał na klawisza lekko rozbawionym wzrokiem. Siedział okrakiem na ławce i jeszcze chwilę wbijał jak zwykle intensywne spojrzenie w niego, by po jakichś trzydziestu sekundach, bardzo bezczelnie i niezwykle wolno zjechać wzrokiem po jego sylwetce, nie poruszając przy tym głową. I dopiero kiedy dojechał do jego butów, błyskawicznie wrócił do oczu Kosa.
- Ja. Twój kluczyk. - mruknął i uniósł brew do góry. - Samo w sobie nie brzmi to zbyt sensownie. Po chuja mi on? I tak nie mam dostępu do administrala.
Wstał z ławki i obrócił się, zmuszając czerwonego do rozmowy z siatką gęstych blizn na jego szerokich plecach, podczas kiedy ostrożnie zdejmował obciążniki ze sztangi, przenosząc je na miejsce. W kilka minut posprzątał po sobie i wziął do ręki solidnie wyglądający stalowy hantel. On jeszcze nie skończył. Usiadł na poprzednim miejscu i zerknął na zegarek. Opierając łokieć o wnętrze uda, pochylił się z lekkim grymasem bólu, bo zaczął od strony, która była najbardziej pokiereszowana. Chwyt na drążku nie był do końca pewny przez tkwiący na dłoni bandaż, którego już i tak było mało. Podniósł ciężar kilka razy i nie patrząc na niego, mruknął, wciąż z rozbawioną miną:
- Mogę go poszukać. - tak, tak, całkiem bezinteresownie wbił spojrzenie gorące jak rozgrzane do białości żelazo w jego oczy. - Ale to będzie kosztować trochę twojego wysiłku.
I posłał mu niewinny uśmiech Lucyfera.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 19 Cze 2013 - 22:52

Patrzył na niego i gdzieś mu myśli odjeżdżały, więc, gdy nie odpowiedziano mu już kolejny raz. Zrezygnował. Usiadł na jakiejś ławeczce i czekał, aż się jaśnie książę na ćwiczy. Nie będzie przecież stał jak ten idiota przy drzwiach. No oczywiście... Potem został obcięty wzrokiem, by na koniec dostać informację, że nie ma kluczyka. Aż się uśmiechnął, przy sarknięciu. Pokręcił głową nie miał siły wmawiać mu, że jednak ma jego kluczyk. W sumie nawet zaczął rozważać, czy nie przejść się tej nocy do biblioteki delfina i tam nie zdrzemnąć. No przecież nadzorcy nie wyrzucą. A potem Sasza znowu swoje. Och, było coś jeszcze wartego uwagi? Spojrzał na niego lekko obojętnie i aż się wyprostował widząc tę intensywność w spojrzeniu. Przełknął ślinę, bo mu w ustach zaschło.
- Masz go sukinkocie... Zarąbałeś mi go wcześniej, a teraz chcesz, żebym za niego płacił. No chyba cię coś pofikało.
Pokręcił głową zbulwersowany i zły, że oczywiście wie o co mu chodziło, a nie chciał się przyznać, że wcale nie przeszkadzałoby mu to, czy chociażby nawet miał ochotę. Podniósł się i podszedł do niego.
- I jeszcze mam niby czekać, aż skończysz? Oddaj mi go...
Zażądał wymuszając u siebie zdecydowany ton. Swoją drogą, dopiero teraz zanotował, że w całej siłowni był tylko Morozow. Co on? Wypłaszał innych aurą, czy jak? Rozejrzał się zaskoczony i skonsternowany, w końcu to zaskakujące, że ludzie tak od niego wiali...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 19 Cze 2013 - 23:32

Dobił powtórzenia do okrągłej liczby i stłumił stęknięcie do cichego, choć dziwnie brzmiącego westchnienia, kiedy przerzucił ciężar do drugiej ręki, gwałtownie zmieniając pozycję. Wciąż przy tak mocnym napinaniu zranionych mięśni odczuwał ból i spory dyskomfort. Westchnął jeszcze raz z podłym uśmieszkiem czajacym się w kąciku ust. Drugą ręką szybciej pracował, była w pełni zdrowa. I cały czas wbijał wzrok w jego postać. 
- No skoro tak uważasz, to teraz powinienem zaprzestać ćwiczeń i ci go oddać? - spytał spokojnie, ale w jego tonie bylo słychać wyraźnie rozbawienie. Cała sytuacja była dość śmieszna według Morozowa. - Mam, przecież nie powiedziałem, że nie. - skończył powtórzenia i odłożył hantlę na ziemię. - Ale nie oddam dobrowolnie, bo wtedy nie miałoby to najmniejszego sensu.
- Nawiasem mówiąc, tak. Czekać aż skończę. - wstał, lekko pochylając się do przodu i łapiąc równowagę na palcach stóp. Zmniejszył tym sposobem dystans, dodatkowo lekko schylając się w dół, przybliżając swoją twarz do jego, ale nie tak mocno jak zazwyczaj. - Wiesz, może "proszę" załatwiłoby sprawę. No, chociaż w jakiejś tam części. W przeciwnym wypadku, będziesz musiał pozbawić mnie przytomności, żeby przeszukać kieszenie. I dopiero wtedy się zorientujesz, że nie mam go przy sobie. Rezultatem będzie fakt, że spędzisz noc albo na kozetce u Jaśnie Pana, Księcia Brytanii, albo w bibliotece, z której dzisiaj, z tego co widziałem, wynieśli wszystkie fotele, bo jakiś kretyn bawił się stłuczonym wazonem  i porwał obicia. - rzucił rzeczowym tonem i przelotnie musnął jego wargi z jadowitym uśmiechem, po czym przeszedł obok, jak gdyby nigdy nic lekko ściskając jego tyłek. Siłownia miała ten plus, że za zamkniętymi przed więźniami drzwiami, znajdowała się łazienka. Morozow miał ostatnio niezłe układy, rzecz jasna nie z klawiszami bezpośrednio. Troche postraszył tu i tam, dzięki czemu pod włącznikiem światła przyklejony byl kluczyk, którym własnie otworzył drzwi. Otworzył i zgasił światło w siłowni, która nie miała okien, a drzwi pozostawały zamknięte. Morozow zazwyczaj poruszał się jak duch. W szczególności wtedy, kiedy był boso. I miał dobry wzrok, który szybko przyzwyczajał się do ciemności. Dlatego doslownie parenaście sekund później, klawisz poczuł gorący oddech osy na karku, rozgrzaną dłoń pod brodą, drugą obejmującą go w pasie i przesuwającą się w dół, pod materiał spodni, a na koniec gorący dotyk warg na ustach. Sasza przylgnął torsem do jego pleców, a biodrami otarł się o niego z pewną dozą natarczywości.
- Ja wolałbym wrócić do domu... W szampanskim nastroju... - szepnął mu w usta i oblizał jego wargi zmysłowym ruchem.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 20 Cze 2013 - 0:03

Irytował go. Ćwiczył sobie w najlepsze, a on tu musiał siedzieć jak głupi, bo dał mu się w cudzysłowie 'wyruchać' na kluczyk do szafki. Był zły. Westchnął ciężko uspokajając się. Przygryzł wargę
- Czego chcesz...
Przeskoczył od razu do sedna sprawy. A potem dostał reprymendę apropo słowa 'proszę'. Cóż, gdyby sytuacja wyglądała z goła inaczej, na pewno nie zapomniałby o dobrych manierach. Ale, że klucz był skradzioną własnością, tak więc jakby go to umywało od obowiązku. Cóż, do tego szczerze nie chciał nikogo o nic prosić, a szczególnie jego... W efekcie westchnął, poddając się.
- Dobra, zrobię co chcesz, tylko oddaj mi mój kluczyk... PROSZĘ.
Zmarszczył lekko nos i skrzyżował ręce przed sobą. Oczywiście miał zamiar poczekać, aż Sasza skończy swoje ćwiczenia. No, a skoro ktoś rozwalił kanapy w bibliotece, ciekawe kto, a on sam obawiał się wystawiać panu doktorowi wyczuwając, że coś rzucał na niego okiem... To Kos nie miał wyboru jak przystać na układ z Morozowem. To nie wróżyło nic dobrego... Cóż, a może się mylił i nawet mu się spodoba? Kto wie. Kos nie miał pojęcia nic o kluczu do drzwi od łazienki. Obserwował Saszę jak wstaje, a potem? A potem nastała ciemność i aż się spiął. Otworzył szerzej oczy, bo jego wzrok nie przyzwyczajał się do ciemności tak szybko. Rozejrzał się, a potem niemal jęknął z zaskoczenia gdy dosłownie całym sobą wyczuł go za plecami. Osa bawił się w drapieżnika, a on miał być dziś jego ofiarą po raz kolejny. Tym razem jednak było znowu inaczej. Przełknął ślinę nerwowo i drgnął. Jedną ręką złapał za nadgarstek dłoni, która zmierzała do jego spodni. Drugą rękę zwiesił sobie wzdłuż boku. Mruknął cicho, gdy ich usta się zetknęły i czuł jak się podnieca od tej sytuacji. A tak naprawdę nie powinien... Przez materiał ubrania czuł gorąco buchające od nagrzanego ciała osy i aż zadrżał. Uśmiechnł się nerwowo
- Mówisz...
Syknął cicho i czuł jak mu adrenalina skacze...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 20 Cze 2013 - 1:02

Złapany za nadgarstek nawet na chwilę się nie zatrzymał, pełznąc powoli w dół. Ręką spod brody klawisza przesunął po jego torsie o wiele szybciej, by kontrastem pobudzić zmysły, które rozgrzewały się pod tamtym, spokojniejszym dotykiem.  Rozpiął sprawnie pasek jego spodni i przez ich materiał zacisnął dłoń na jego kroczu. Sam poczuł coś na kształt elektrycznego prądu, który przeszedł po nim od podbrzusza aż pod gardło, w wyniku czego niekontrolowanie zacisnął zęby na jego wardze. Wolną ręką zaczął rozpinać guziki koszuli, by po rozpięciu zaledwie trzech z nich, wsunąć dłoń pod materiał i musnąć palcami jego sutek drażniąco. Rozpiął jego koszulę dalej, do samego końca, drugą ręką nieznośnie wolno masując jego krocze przez spodnie. Ustami i językiem cały czas zajmował się głębokim, bardzo intymnym pocałunkiem, podgryzając go po wargach i ocierając się jezykiem o wnętrze jego ust. W końcu rozpiął jego spodnie i zsunął je trochę razem z bielizną, znów ocierając się o niego rosnącym wybrzuszeniem w swoich spodniach. 
- Zmyślam. - mruknął głebokim głosem z lekką chrypą, jak zwykle kiedy był napalony.  - Zerżnę cię, ogłuszę sztangą i zostawię bez klucza do szafki. - oczywiście droczył się. przytknął wargi do jego ucha. - Nie wrócisz do domu, póki nie zaspokoisz moich dzikich żądzy. - szepnął prosto w jego ucho. Teraz mówił całkiem poważnie i mimo szeptu bylo to słychać bardzo dobrze. Równocześnie z ostatnim zdaniem chwycił jego przyrodzenie, a drugą ręką ścisnął pośladek, by na koniec przygryźć jego ucho. Rozpiął swoje spodnie i pozbył się ich całkowicie razem z bielizną. Ściągnął z niego marynarkę i koszulę, zsunął spodnie z bielizną i obejmując ramionami w pasie, popchnął go biodrami i torsem, obracając i zmuszając do ruchu na przód. I tak znaleźli się w ciemnej łazience, która była chłodniesza zdecydowanie. Morozow dyskretnie zamknął drzwi na klucz po czym wepchnął go do kabiny, przycisnął przodem do ściany, lapiąc za jego nadgarstki. Twardym penisem otarł się o jego pośladki i złożył pocałunek na jego karku, złowieszczo czuły. Trzymając go jedną ręką, odkręcił letnią wodę. Tu zawsze taka była, nigdy nie dało się jej wyregulować. Przesunął dłonią między jego pośladkami, zahaczając palcami o wejście  i wsuwając w niego płytko palce. 
- Naprawdę zrobisz, co będę chciał? - zamruczal mu do ucha i wszedł w niego płytko, inaczej niż poprzednio. Poruszył biodrami powoli, trzymając się wejścia, nie zapuszcając się glębiej i łapiąc go z powrotem obiema dłońmi za nadgarstki przygwożdżone do ściany.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 20 Cze 2013 - 1:34

Przestał oddychać na moment, by za chwilę złapać gwałtownie trochę więcej powietrza. No tak... I tym razem, wyglądało na to, że Morozow rozbierze go sobie całkiem. Jeszcze mu się nie zdarzyło wcześniej. Przyjemnie podrażniony, sam odruchowo otarł się o niego tyłkiem i mruknął cicho. Oddech mu szalał, a jeszcze się nic nie działo. Zrzucił z siebie krawat gdzieś po drodze i nie przeszkadzał mu w procesie zdejmowania kolejnych warstw ubrań. Gorąco, bardzo... Przechylił głowę na bok i rozchylił usta korzystając z krótkiej chwili po pocałunku.
- No... To kto by mnie znalazł, dostałby ładny prezent...
Uśmiechnął się krzywo, ale wizja ta wcale mu nie leżała. Droczył się z nim, to wiedział. Wbrew pozorom, nie wydawał mu się być kimś, kto zrobiłby mu taki numer. Powiedzmy, że Kasjan tm razem w tej kwestii zdawał się na swój instynkt. A potem zadrżał wciągając powietrze przez zęby. Odwrócił głowę zerkając na niego błyszczącymi od podniecenia oczami i zawahał się. Cóż... Da radę, ale kosztem tego, że coraz bardziej zacznie się od niego uzależniać. To nie było zdrowe. Zmrużył oczy tocząc spór wewnętrzny. Saszka wykorzystał to rozkojarzenie i zaraz Kos został grzecznie zaprowadzony do łazienki. Morozow może nie mógł dokładnie dostrzec, ale na skórze nadzorcy mógł wyczuć mnóstwo drobnych blizn, szram i nierówności. Związane to było właśnie z tym, że nigdy nie czuł, gdy coś sobie robi, więc wiele razy zafundował sobie rany, po których zostaną mu na zawsze takie blizny. Dosłownie mapa życia Kasjana. Lepiej pamiętał skąd pochodzi który ślad, niż daty urodzin zmarłych rodziców, czy chociażby własnych. Często o nich zapominał swoją drogą... Ściana była zimna i przeszły go ciarki. Różnica temperatur była niemożliwa. Tu zimna ściana, tu letnia woda, a za plecami gorący Morozow. Brr... Poruszył się niespokojnie, znowu o niego ocierając i zaskoczony drgnął lekko. Zwiesił na moment głowę i uśmiechnął się słabo, czego Sasza w ciemności zobaczyć pewnie nie mógł, jak nerwowo wygląda teraz opanowany pan klawisz
- Z...Zrobię.
Wypowiedział te słowa powoli, potrząsając się wewnętrznie i mruknął, gdy poczuł go w sobie, cholernie płytko. Dobrze... Dobrze będzie grzeczny, chciał, nawet palić ten klucz...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 20 Cze 2013 - 2:39

Morozow był mile zaskoczony reaktywnością 'Pana Klawisza'. Przestał być bierny, ale w granicach dopuszczalnych przy tej konkretnej osie. Sasza nie lubił, kiedy ktoś przejmował inicjatywę. Czuł się wtedy zmuszany, naciskany. I robił się nadmiernie agresywny. 
Poruszał biodrami, drażniąc się, zanurzając w nim tylko główkę swojego fiuta. Jednocześnie ocierał się przy kazdym ruchu torsem o jego plecy, słuchając jego urywanego oddechu, z którego mógł nie zdawać sobie sprawy. Woda zamoczyła bandaże na jego dłoni i przesiąkała pod opatrunek na boku, szczypiąc swoją temperaturą drażliwą i niedogojoną bliznę. Pochylił się jakąś chwilę po jego ostatniej wypowiedzi i mocno ugryzł go w szyję. Dokładnie w to samo miejsce, co poprzednimi razy.
- Obciągniesz mi, kocurze - wymruczał mu do ucha niesamowicie rozpalonym głosem. Przesunął się trochę głębiej w jego wnętrze i przyspieszył, praktycznie wychodząc z niego za każdym ruchem i wchodząc od nowa. Mrużył oczy, starając się opanować narastającą potrzebę wbicia się w jego tyłek do samego końca. Kilka minut pracowal rownomiernie, w międzyczasie puścił jedną jego rękę i obrócił mu głowę w bok. A potem, po całej tej stabilności, wykonał szybszy ruch i dźgnął go w prostatę, zaraz się cofając i wracając do poprzedniego rytmu. W momencie gwaltownieszego ruchu wpił się w jego usta agresywnie, wręcz brutalnie. Kilka pchnięć i znowu wbił się w jego prostatę, tym razem dwa razy pod rząd. Dał mu więcej czasu, więcej równomiernego pieprzenia, a kiedy jego oddech był odpowiednio spokojniejszy, bez żadnego ostrzeżenia zaczął rżnąć go w prostatę gwałtownymi, szybkimi ruchami, niewiele się cofając, ale mocno uderzając w wrażliwy punkt. Tym razem nie przerywał, zaciskając zęby z odruchu, żeby nie wydarły się z niego żadne dźwięki. Wszedł w niego po raz któryś i zatrzymał się, nie cofając się. Dłonią powoli przesunął po jego boku, na biodro, podbrzusze i kiedy chwycił jego penisa, z całą agresywnością wynikającą z palącego pożądania zaczął go rżnąć długimi, szybkimi ruchami. Za każdym razem z pelnego rozpędu wbijał się bezlitośnie w jego prostatę, w tym momencie zaciskając paznokcie na jego przyrodzeniu i rozluźniając po chwili, by seksundę poźniej znów je zacisnąć. 
- Jęcz. - rzucił niespodziewanie ostrym tonem i puszczając drugi nadgarstek, uderzył go w pośladek, a potem złapał za biodro i pociągnął, nabijając go mocniej na siebie. I przyśpieszył tyle ile mógł zamieniając posuwanie w rżnięcie z siła młota pneumatycznego. Kilka głuchych jęków wyrwało się z jego ust.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 20 Cze 2013 - 22:36

Zauważył, że Morozow upodobał sobie to jedno miejsce na jego szyi i namiętnie je gryzł zostawiając bardzo wyraźny ślad. Oczywiście było to w takim miejscu, że ukrycie go sprawiało mu trochę problemu, ale nie przeszkadzało mu to, w końcu nie czuł... Kiedy dostał informację o tym co ma zrobić potem, wstrzymał oddech na moment. Oh... Nie ma to jak mnóstwo pierwszych razów z osą. Zastanawiał się nad tym dłuższą chwilę, a potem mruknął cicho, pod drobnymi pieszczotami Saszy i kiwnął głową, zgadzając się. Dobra, to było dla kluczyka, jasne? No... Żeby nie było wątpliwości... Zasyczał na pogłębienie posunięć Morozowa i zadrżał napinając mięśnie i mimo woli poruszył biodrami odpowiadając na jego pchnięcia, pomrukując z przyjemności. Zmrużył oczy i uśmiechnął się żałośnie nad samym sobą. Co się z nim narobiło. Matka by mu się w grobie przewróciła, gdyby wiedziała. A przy dźgnięciu w prostatę rozchylił usta szeroko i jęknął nie mogąc tego odruchu powstrzymać. Po drodze zachłysnął się wodą, bo nabrał powietrza zbyt gwałtownie, porywając kropelki wody wraz z nim. I zaraz znów spokój, a za chwilę znów w ten punkt. Sasza wyraźnie miał ubaw, albo był złośliwy próbując go doprowadzić do szaleństwa. Dyszał, rozkojarzony i lekko zirytowany tą przyjemnością. Aż pojękiwał z tego wszystkiego, próbując się lekko opanować, ale powoli zaczynał przegrywać pojedynek ze sobą. Znów zadrżał w oczekiwaniu na kolejne poczynania osy, gdy dłoń zsuwano po jego boku, do podbrzusza i niżej. Aż otworzył szerzej oczy na intensywność odczucia, którą mu zapewniono. A potem poszło jak z bicza strzelił. Morozow zaczął posuwać go mocno i zdecydowanie, w międzyczasie stymulując uciskami jego przyrodzenie. Kasjan odgiął głowę do tyłu łapiąc łapczywie powietrze i zaciskając powieki. Gdy miał wolne ręce, oparł je o ściankę i wystawił pazurki. Dostał polecenie, wcale nie trudne do wykonania, przy każdym kolejnym pchnięciu z jego ust wydzierać zaczęły się jęki i wzdychanie. Zakręciło mu się w głowie od intensywności odczuwanych bodźców, ale było to raczej przyjemne doznanie. Dosłyszał jęknięcia Saszy, otworzył oczy i zerknął na niego kątem oka...
- Jeszcze...
Mruknął zmysłowo, dyszał i chciał więcej. Tak bardzo było mu dobrze. Mógłby tak częściej... Woda sprawiała, że wszystko zdawało się bardziej bezpośrednie, albo może to fakt, że byli całkiem bez ubrań...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pią 21 Cze 2013 - 6:42

Morozow wkładał całą swoją siłę w niesamowicie szybkie i mocne pchnięcia, które wbijały czerwonego w ścianę. Gdyby była z gipsu, za chwilę mogłoby się to skonczyć twardym lądowaniem po drugiej stronie. Szczęście Koshki, że nie czuł bólu. Nikt normalny nie wytrzymałby takiej brutalności i agresji, większość po prostu osłabła by już na wstępie, by pogrążyć się w ciemnej nieświadomości już po kilku uderzeniach w prostatę. Ucisk na jego penisie wzmocnił się i już nie zelżał. Więzień kontrastując z rytmem pchnięć, zaczął poruszać dłonią wzdłuż jego trzonu jakby w zwolnionym tempie, podczas kiedy od tyłu fundował mu coś na kształt jazdy bez zabezpieczenia do góry nogami na rollercasterze. Rżnął go z dzikością o jaką trudno u przeciętnego czlowieka. Czuł jak mięśnie wokół jego fiuta zaciskają się i rozluźniają w sobie tylko znanym rytmie, ktorego nie dało się przewidzieć. I właśnie ta nieprzewidywalność wywindowała napięcie w podbrzuszu Morozowa na poziom absurdalny. Ciemność wokół wyostrzała jego zmysły, letnia woda uwrażliwiała skórę, a jego krew w ustach miała dziś smak rozpusty. Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego jak mocno zatopił zęby w jego szyi. Pieprzył go tak intensywnie, że w skali natężenia, jego spojrzenia mogły się schować. Jedną ręką w żółwim tempie, ale za to zaciskając ją z siła niedźwiedzia, pieścił jego przyrodzenie, wbijając w nie paznokcie i nawet tam zostawiając ślady swojej obecności. Drugą zaś początkowo trzymał na biodrze, by przenieść ją po jakimś czasie na jego ramię. Wówczas puścił jego szyję oblizując wargi i stworzył dźwignię. Przy każdym pchnięciu naginającym ścianę prostaty do granic możliwości, ciągnął go za ramię wbijając go na siebie z większą siłą. Ruchy dłoni na męskości klawisza nabrały więcej tempa i intensywności. Morozow czuł, że siła tego, co nadchodzi może zwalić go z nóg. Jego fiut był twardy jak kamień, dlatego każdy ruch w tyłku kochanka musiał nadwyrężać znacząco granice skóra-krew. W irytująco wolnym tempie zbliżał się do szczytu, a każdy ruch stawał się jeszcze silniejszy przez frustrację. Warknął głucho i wbił się w niego do końca, co było nie lada wyzwaniem przy znacznej wielkości jego fiuta. Użył przy tym tyle siły, że ślizgnął się po prostacie chłopaka, dalej i dźgnął go chujem kurewsko głęboko, o wiele głębiej. Cały, od podstawy aż po czubek przyrodzenia, wypełnił przestrzeń w jego wnętrzu. Mięśnie Kosa, jakby w jakimś odruchu zacisnęły się na całej długości. Dłoń Morozowa zwinęła się mocniej w spaźmie, gdzieś u podstawy fiuta Reznowa i przesunęła w górę, zadrapując mocno skórę. Więzień znieruchomiał, a spomiędzy jego rozchylonych warg wyrwał się głęboki, lekko zduszony zaciśniętym gardłem, niski krzyk. Doszedł, spuszczając się w nim obficie, z taką siłą, że nie tyle pociemniało mu przed oczyma, co błysnęło jakby uderzył w niego piorun. Jakby nagle spadł na autostradę przed rozpędzonego tira. Zamilkł próbując się nieco doprowadzić do porządku. Oddychał jakby sprintem przebiegł z Orenburga do Moskwy. Słychać było wyraźnie jak jego płuca rozprężają się i kurczą spazmatycznie. Nie było mu gorąco. On był rozpalony do białości. Rozluźnił dłoń na jego barku i zsunął ją po jego plecach, czując jak drżą mu mięśnie. Nogi miał jak z waty, kiedy przeniósł rękę z penisa czerwonego na jego biodro, drugą rękę także na nim opierając. Zaczął z niego wychodzić nieśpiesznie. Nie mógł złapać oddechu, on kurwa, który jeszcze niedługi czas temu tak po prostu wyciskał 150 kg przez pół godziny. Ale nie to było wkurwiające. Wkurwiające było to, że potrzebował jeszcze. Potrzebował się uspokoić, zanim rozniesie Delfina w drobny pył. Obrócił go stanowczo przodem, wychodząc z niego w tempie natychmiastowym i z bliska spojrzał mu w oczy, chociaż niewiele było widać. Klawisz wyraźnie mógł poczuć parzący oddech osy na swoich wargach. 
Jeszcze? Uważaj o co prosisz. - jego głos był niepokojąco naładowany stanowczością, energią i to wcale nie tą pozytywną. Sprawiał wrażenie rozjuszonego, ale ogień w jego głosie wskazywał na obezwładniające pożądanie. Czegoś takiego nie dało się przełknąć ze spokojem. I nie dało się zapomnieć. - Na kolana. Migiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon 24 Cze 2013 - 20:26

Cóż, może właśnie to, że nie czuł bólu, pozwalało mu ustać tak długo na nogach przy Saszy... Gdy inni odpadali, on czuł się najlepiej. Od seksu można umrzeć? Bo gdy Kos czuł całkowite spełnienie, inni pewnie by wykitowali. Nie o tym było mu teraz dane myśleć. Jego umysł kręcił się dziko wokół doznań zapewnianych przez osę. I był głód ciała, który od jakiegoś czasu zaczynał dawać o sobie znać. O dziwo, wcześniej nie był tak intensywny, ale odkąd poznał Morozowa, jakoś mu się wyostrzył... No nic. Po intensywności tego co się teraz działo, wnioskował, że gdy w najbliższym czasie odwiedzi lekarza i przyjdzie mu się pokazać, doktor przeżegna się i zapyta, czy czasem nie został zgwałcony i nie potrzebuje terapeuty. Znając Kasjana, zapewne machnie na to ręką i tylko poprosi o doleczenie. Musiał się mocniej zaprzeć rękami, bo naprawdę, Sasza wjebałby go na tę ścianę. Skąd w tym człowieku tyle dzikiej energii, by nawet on poczuł efekty tak intensywnie. To było wręcz nieludzkie. A jednak, miało miejsce. Nie czuł nawet, że krwawi intensywniej niż zwykle, bo Morozow postanowił zatopić w nim wszystko włącznie z kłami. Czuł wyraźnie jak mocno zetknięcie to wpływało na erekcję Saszy i szczerze był po prostu zaszokowany i podniecony do granic, o które by się nawet nie posądzał. Leniwe ruchy dłoni osy na jego chuju doprowadzały go do kurwicy, a jednocześnie sprawiały, że czuł zbliżający się koniec coraz bliżej. I w końcu po którymś razie nie wytrzymał i doszedł. Chwilę później Morozow skończyłw nim z takim impetem, że Kos cały zadrżał. Już drugi raz, bo wcześniej był zaskoczony, gdy ten wbił się w niego do samego końca. Koshka również dyszał ciężko. Oparł się czołem o ścianę i drżał, próbując uspokoić poruszone mięśnie. Wyszedł z niego i automatycznie mięśnie Kasjana zaczynały się uspokajać. A potem obrócono go gwałtownie. Spojrzał w oczy osy i aż się wzdrygnął po tym, co w nich zobaczył mimo ciemności. Aż się zapowietrzył i nie wiedział co ma powiedzieć. Bez zastanowienia opadł na kolana jak mu rozkazano. Takiemu tonowi i spojrzeniu, prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie się stawiać. Kos zachował się wręcz automatycznie i spojrzał na niego unosząc wzrok w górę, domyślał się jednak, co go zaraz oczywiście czeka...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 4 Lip 2013 - 11:14

Niebezpieczne, "czarne" pożądanie to zdecydowanie było coś co w oczach Morozowa gościło raczej rzadko. Zazwyczaj przypominał raczej tą przysłowiową, dziką, rozwścieczoną panterę wypuszczoną z klatki na arenę cyrku. Oślepiały go flesze, lampy, a on zamiast robic co mu kazano, rzucał się na publiczność.Ale teraz, nawet w ciemnościach można było zobaczyć i wyczuć coś, co bardziej upodabniało go do nosferatu rodem z opowieści Anne Rice. Jego oczy błyszczały niezdrowo, jakby zaciemnione jakimś siwym dymem, ciało było napięte do granic mozliwości, ale nie sztywne, wręcz przeciwnie. Nie do końca też kontrolował swoje reakcje, co zazwyczaj przypominało mu cały "zabójczy" rajd po Europie. Morozow nigd nie mordował z przyjemnością. Prawdę mówiąc... Większości rzeczy, wydarzen z tamtego czasu po prostu nie pamiętał, bo robił to jakby poza czasem i pamięcią. Jakby lunatykował i zabijał we śnie, budził się już po fakcie. A fakt iż czuje się obecnie podobnie, drażnił go, nakręcając spiralę. Powinien sie hamować, zanim go zabije. A tymczasem spojrzał w doł na niego, odsłaniając w nieprzyjemnym uśmiechu wszystkie zęby, także ostro spiłowane kły.
- Potrzebujesz dodatkowej zachęty? - spytał, a niewinność tonu, wibrującego żądzą i niemal namacalnym, złośliwym rozbawieniem, mogła przywodzić na myśl sytuację, w której bawiący się kot, podrzuca do góry na wpół martwego ptaka. Śmiało możnaby uznać, że gdyby ów zwierzak mógł wtedy coś powiedzieć, odezwałby się właśnie takim, a nie innym tonem. Sasza przejechał mu kciukiem po policzku, z satysfakcją zostawiając na nim rysę i naciskając jego szczękę, chociaż tylko w metodzie przypominało to pielęgniarkę, która na siłę pakuje leki wariatom do gardeł. W całym ogólnym wrażeniu, osa odgrywał tu rolę Pana, skupionego przede wszystkim nie na sobie czy na klawiszu, a na wiszącym między nimi podnieceniu, którego natężenie osiągało już zenit. A on chciał albo więcej, albo... jeszcze więcej. Jego nienormalne zainteresowanie osobą Kasjana, było wstępem do obsesji i uzależnienia. Nie, to nie Morozow tu się uzależniał, chociaż po trochu też. Jednak w przyszłości na pierwszy plan dużo bardziej miała wyjść "Saszomania" Reznowa.
Przesunął palcami drugiej dloni po jego rozchylonych wargach, rozcierajac na nich kropelki wody, wsunął w jego usta palce, mrużąc oczy. Testował jak wygląda w tej pozycji z rozchylonymi wargami, gotowymi by przyjąć jeszcze więcej Morozowa. Sprawdzał jak zareaguje, chociaż to nie mialo większego wpływu na dalsze ruchy. Upierdliwe podniecenie nie pozwalało Saszy myśleć, a jego erekcji chociaż trochę zelżeć. Otarł się fiutem, niby to przypadkiem, o jego wargi, rozchylając je palcami na odpowiednią szerokość, żeby po chwili wsunąć się do wnętrza jego ust. Dotyk drażnił, bardzo drażnił, ale Osa musiał, MUSIAŁ się uspokoić. Na przekór wszystkiemu, najpierw zatrzymał się i przyjrzał jego twarzy, mile usatysfakcjonowany tym co zobaczył.
- Teraz wyglądasz jeszcze bardziej seksownie. - rzucił z lekko tryumfalnym uśmiechem, zdecydowanie wyczekująco wbijając w niego spojrzenie szarych oczu. przesunął dłonią, żeby odgarnąć włosy klawisza. - Ssij, koteczku. - rzucił z ledwo skrywaną jadowitością i całą toną pożądania, wsuwając się głębiej, żeby dotknąć jego policzka od wewnątrz.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Czw 11 Lip 2013 - 16:18

Popatrzył na niego z dołu, zmieszany. Cóż... Nie żeby ta pozycja, czy sytuacja go nie krępowały. Oczywiście, że czuł się maksymalnie zmieszany, ale i na swój chory sposób podniecony. Więc wypieki na jego twarzy były czymś, co było połączeniem wstydu i pożądania. Zwiesił głowę na moment i przełknął ślinę. Nie wiedział jak zareaguje, nie robił tego nigdy. Coś tam pojęcie miał, to pewnie zacznie nieświadomie papugować co się nauczył... Mruknął i wzdrygnął się na mroczny ton Morozowa. Podniecał go tym jeszcze bardziej. Zachłysnął się
- Nie trzeba...
Szepnął, ale trochę za późno, bo dłoń Saszy już znalazła się na jego policzku, kreśląc linię i zmuszając go do rozchylenia ust. Nie bolało, ale nie miał siły się stawiać, więc rozchylił usta. Kiedy Sasza wsunął do nich palce, oblizał je lekko. Początkowo nieśmiało, potem trochę przygryzł i stał się odrobinę bardziej pewny. Jego wzrok mimowolnie padał na oczekującą zaspokojenia erekcję Morozowa i zastanawiał się, czy to przeżyje jak Sasza pozwoli sobie na tyle, co zwykle, gdy posuwa go od tyłu. No cóż. Raz kozie śmierć. Pozwolił rozchylić sobie usta jeszcze bardziej. A potem miał go już dla swojego języka. dla podrażnienia wysunął zęby, bardzo ostrożnie drapiąc nimi wrażliwą skórę Saszowego chuja. A potem jak na rozkaz, spojrzał w górę. Tak wyglądał seksownie? Z wilgotnymi włosami opadającymi, na błyszczące oczy, z rumieńcami, na kolanach i z chujem w ustach? Cóż pewnie tak... Zmrużył oczy skupiając się na wrażeniu. Oparł się dłońmi o podłogę, wypinając lekko tyłek i zassał się posłusznie na przyrodzeniu Saszy. Przy okazji drażniąc je językiem, tak z ciekawości na reakcję. Po pewnym czasie ruszył też głową, dla sprawdzenia. Czuł się dziwnie. Jakby nieswojo i nieziemsko podekscytowany zarazem...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pią 12 Lip 2013 - 8:23

Zmrużył oczy, wciąż pożądliwie wpatrując się w jego twarz. Jak każdy facet był wzrokowcem i bardzo lubił obserwować reakcje czy mimikę, działały na niego szczególnie te obrazy, które dodatkowo czuł. Teraz było to piekące mrowienie w podbrzuszu, zęby delikatnie przesuwające się po jego fiucie. Spotkał się z nim spojrzeniem , odgarniając mokre włosy z jego oczu, ale nie do końca. Mruknął niecierpliwie, lekko rozchylając wargi, kiedy zaczął ssać. Wyglądał odrobinę tak jakby wczuwał się w niego, w rzeczywistości nie mogąc opanować odruchu i ledwo tłumiąc jęk w gardle. Zorientował się po sposobie i lekkim braku pewności, że nigdy tego nie robił. A wtedy jego wargi rozsunęły się w złosliwym uśmiechu, chociaż zbladł on kiedy podrażnił go językiem i poruszył głową. Morozow, dotąd stojący z pochyloną głową, uniósł ją lekko mrużąc oczy. Kipiało w nim od podniecenia, żar spływał do podbrzusza, a letnia woda wydawała się być przez to wszystko zimniejsza. Jęknął cicho, ledwie słyszalnie ale długo i przeciągle, po czym pochylił głowę i wplótł palce w jego włosy, ciągnąc za nie niedelikatnie, ale lekko ku sobie. Dyszał z podniecenia, bo jak na pierwszy raz, klawisz radził sobie nieźle. Sporo osób nawet nie pomyślałoby o języku. Brakowało mu wprawy, precyzji... Sasza mało nie jebnął się w twarz za te myśli gdzieś na skraju umysłu, kiedy juz je zarejestrował. Oceniał go pod własnym kątem, a on był... Musiał się nauczyć perfekcji w takich i innych pieszczotach, za sprawą ojca, który za najdrobniejsze zgrzytnięcie, zakrztuszenie się czy nieodpowiednie ustawienie języka urządzał mu seans tortur rodem z piekła. Odrzucił więc to wszystko, starając się patrzeć 'obiektywnie' na ciemnowłosego chłopaka, aktualnie obejmującego ustami jego sztywną i twardą męskość. Widział tą iskrę w jego oczach, wzrok mocno przyzwyczajał mu się do ciemności, widział niemal jak kot.
- Instynkt...- mruknął, seksownie schrypnietym i podnieconym głosem, mocniej łapiąc go za włosy, jakby próbując wymusić na nim w ten sposób uwagę i podkreślić słowa.- Wyobraźnia... - przesunął palcami drugiej ręki po jego szyi, ustawiając mu głowę tak, by musiał ugiąć ręce i bardziej się wypiąć, jednocześnie biorąc go więcej w usta. -Pewność siebie.. - wymruczał, lekko wypychajac biodra do przodu, ale tak, by chlopak przed nim sie nie zakrztusił, z wyczuciem. -Trzy cechy tworzące naturalne reakcje. A im bardziej naturalnie, tym goręcej... - jego głos finalnie zawibrował w przestrzeni między nimi, kiedy pozwolił mu się lekko cofnąć, by złapać wreszcie oddech. Dziki, silny, nieokiełznany i nie pozwalający się okielznać... Dopiero teraz uchylił przed nim judasza, by mógł dostrzec przez niego niewidoczny dla innych zarys jego prawdziwej osobowości. Patrzył na niego chwilę tym swoim intensywnym, przerażająco ciemnym od pożądania wzrokiem. - Już zapamiętałeś? No to bierz się do roboty, Koshka. - rzucił inaczej niż przed chwilą, bardziej jak wcześniej. Nie pozwolił mu odszczeknąć, wsuwając się w jego usta, nawet głebiej niż przed chwilą i mrużąc oczy, kiedy przebiegł mu po kręgosłupie elektryzujący dreszcz. Dał mu kilka sekund na reakcję, a potem powoli, ale dośc stanowczo pociągnął go mocniej ku sobie, rzucając na głęboką wodę. Połaskotał go palcami po gardle w sugestywnym geście, żeby po prostu przełykał. Mruknął przeciagle, gdzieś w połowie zaczynając cicho jęczeć, mrużąc oczy i odchylając głowę do tyłu. I przesunął się jeszcze trochę, wysuwając biodra do przodu. Nieźle, naprawdę zajebiście jak na pierwszy raz. Mocno zagotowało mu się w podbrzuszu.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 24 Lip 2013 - 1:52

Nie musiał się zastanawiać jak mu szło. Obserwując i słuchając reakcji Saszy, uznał, że najwidoczniej nie najgorzej. To go podniosło na duchu. A potem rozpoczęła się lekcja Morozowa. Kos słuchał go i w międzyczasie dalej był zajęty robieniem mu loda. Nawet starał się trochę bardziej. Nie przeszkadzało mu, że Sasza przytrzymywał jego głowę trochę mocniej, czy że poruszał biodrami wchodząc w jego gardło trochę głębiej. Póki nie miał problemów z oddychaniem, nic mu nie przeszkadzało. Zduszane jęki, które wydobywały się z ust osy, były dla niego niezwykle przyjemne. Zatkało go trochę, w momencie, kiedy Sasza ruszył go trochę, sprawiając, że musiał się mocniej wypiąć. Uniósł lekko brwi , ale nie mógł w żaden sposób zareagować, bo właśnie już za chwilę był jeszcze trochę bardziej zajęty, niż moment temu. I im bardziej wcześniej nie zwracał uwagi i nie myślał nawet o tym, że jeszcze ani razu nie przełknął śliny, od czasu, gdy wziął go do ust. Teraz pobudzony nie mógł się powstrzymać i faktycznie przełknął. Okazało się, że to wcale nie takie straszne, tylko dziwnie gdy przestrzeń w jamie ustnej zwężała się na czymś, co ją w większości zapełniało. No nic, ssał lizał i drażnił go dalej. Mruknął cicho. Czuł, że i jemu jest jakoś podejrzanie ciepło. I czuł się podniecony i tak bardzo cierpiał teraz na brak jego dotyku. Aż mu się lekko w głowie zakręciło, ale dalej mu obciągał posłusznie...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon 14 Paź 2013 - 21:35

Morozow mruknął z aprobatą na poczynania klawisza i mrużył oczy, tylko co jakiś czas skupiając wzrok na jego twarzy czy wypiętym tyłku. Sam oparł jedną rękę o ścianę, drugą mierzwiąc jego włosy. Przy Reznowie czas się upiornie dłużył - więzień znów czuł jak buzuje mu w podbrzuszu, coraz mocniej i coraz wolniej. Tak przyjemnie, że całkowicie irytująco. I jeżeli erekcja Saszy jakkolwiek osłabła między jedną, a drugą pieszczotą, to teraz ponownie był do granic wytrzymałości sztywny. Oparł skroń o własne ramię i pociągnął go za włosy ku sobie, do samego końca. A potem cofnął się całkiem, na tyle szybko, że jego ciało sprawiało wrażenie jakby w ciagu tej sekundy nagle osiągnęło temperaturę słońca. Odchylił łeb ku górze zaciskając zęby na swoim ramieniu, głusząc jęk, ale oddech i tak zdradzał resztę. Głośny, spazmatyczny, nieregularny. Aż się zatrząsł od intensywności orgazmu. Dopiero po chwili spojrzał na niego w dół. I wcale pożądanie i podniecenie w jego oczach nie zmalało. Aczkolwiek Morozowowi nie przyszło raczej do głowy, że to dość niezwykłe jak na niego. Tak to się dzieje, kiedy mózg faceta ląduje metr niżej niż na co dzień. Po prostu chciał go jeszcze, więcej, bardziej. I bynajmniej nie zamierzał katować się niedosytem czy zachować jakikolwiek umiar. Lekko pochylił się i nie tyle pomógł mu wstać, co znienacka zerwał go z ziemi. W połowie drogi przesunął dłonią po jego boku w dół, podkładając ją pod pośladek i opierając o ścianę. Ulokował się pomiędzy jego udami, je również unosząc do góry i otarł się fiutem o jego wejście. Dzika żądza odmalowana w oczach Osy, równocześnie zamykała gardło, pozwalając mu tylko na chrapliwy oddech tuż nad twarzą klawisza. Wbił paznokcie w jego skórę zarówno na tyłku jak i na gardle, kiedy wbił się w niego bezceremonialnie, aż do samego końca, świszcząco wypuszczając powietrze prosto na wilgotną od wody szyję Kosa. I za chwilę wczepił się spiłowanymi kłami w jego gardło, zostawiając czerwone pręgi na jego plecach i pośladkach. Wjebał go na ścianę z takim impetem, że na łopatce klawisza rozprysł się plastikowy uchwyt na mydło. Nawet nie zauważył głośnego trzasku i momentu, w którym przeniósł usta nad jego wargi i wgryzł się w nie uwalniając kolejną porcję krwi z jego ciała. Pieprzył go w równym, ale dzikszym niż poprzednio tempie, chyba nie zdając sobie sprawy z tego, że jest bliski rozjebania jego ciała na dzwona. Gdyby się tylko odrobinę jeszcze postarał… Tymczasem znów wyrzeźbił krwawe pręgi na jego boku i szarpnął go za włosy odrywając jego usta od swoich zębów i tym samym definitywnie rozcinając jego wargę. Przesunął kłami po jego szyi, do ucha, przez skroń i policzek, wyrównując poziom ich oczu i dysząc w jego usta z każdym coraz szybszym dźgnięciem. Spojrzenie jakim obdarzył klawisza było równie nieprzyjemne co spojrzenia więźniów rzucane z daleka na Saszę.
- Twój kluczyk jest w zasięgu ręki, ale chyba ci już na nim nie zależy, co? – mruknął i nie dając czasu na odpowiedź, zmienił kąt i teraz z pomrukiem dzikiego kota jebał go w prostatę wymuszając w jego ciele spięcia. Przy każdym ruchu ciągnął jego włosy w tył, wyginając go w łuk i wbijając paznokcie jak pazury tuż nad wejściem. Po chwili czarne włosy klawisza wyślizgnęły mu się z ręki, a ta powędrowała w dół kręgosłupa zatrzymując się na lędźwiach, wyginając nadzorcę i „otwierając” go bardziej. A wtedy wślizgnął się palcami w jego wnętrze i wbił paznokcie tuż przed prostatą, wbijając się w nią fiutem i przesuwając głębiej gwałtownym ruchem. Jęknął nie hamując się ani trochę prosto w ucho Kosa i znienacka puścił go, pozwalając mu spaść twardo na ziemię. Pochylił się przed nim i pomachał mu czymś brzęczącym cicho, owiązanym sznurkiem na nadgarstku.
- Strasznie ci na nim zależało. –rzucił złośliwie i wyprostował się, opierając o ścianę. Kluczyk do szafki klawisza zwisał luźno w jego palcach, już nie na nadgarstku i dramatycznie blisko otwartego odpływu pod prysznicem.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sro 23 Paź 2013 - 19:56

Kos starał się by jak najlepiej wyszło mu to, co robił. W końcu nie miał jeszcze okazji wykazać się w jakikolwiek sposób w tej sztuce. Ale to już przerobiliśmy, że szło mu całkiem nieźle. Informowały go o tym zduszane jęknięcia i syknięcia, które wydzierały się sporadycznie z ust mężczyzny stojącego przed nim. Intensywność jego ruchów głową i poruszeń językiem była ciągle zmienna, nie chciał, by osa znudził się, czy przyzwyczaił do tego co klawisz robił. No tak, ale na horyzoncie był orgazm, a Kos nie wiedział jak go przyjmie. Koniec końców, okazało się, że połykanie nie było takie złe, no ale oczywisty było, że się zakrztusił i zaczął lekko kaszleć. Rozchylił usta szerzej, mrużąc oczy, które zaszły mu łzami od podniecenia i od tego głupiego rażenia w przełyku. Ręce i uda mu lekko drżały. Dostrzegł, że cień na posadzce się poszerza, więc Sasza się do niego pochylał. Spojrzał w górę. Chciał mu pomóc wstać? Błąd. Koshka został poderwany z podłogi gwałtownie, aż się zachłysnął powietrzem zmieszanym z parą wodną. Uderzeniem dla jego rozgrzanego organizmu, było dotknięcie powierzchnią pleców, zimnych kafelków na ścianie o którą Został za sekundę oparty. Aż zapomniał o oddychaniu na kilka sekund, gdy jego nogi wylądowały w znaczącym rozkroku, nad ziemią, a ciężar ciała Saszy dopchnął go do ściany. Gdyby tego było jeszcze mało, czuł jak ociera się o jego wejście i mimowolnie zaciskał mięśnie podbrzusza, podrażniony i rozpalony dzikością, która wstąpiła w osę. Kiedy spojrzał mu w oczy, odchylając głowę lekko w tył, zobaczył żądzę i musiał w tym momencie przypominać rybę, gdy otwierał i zamykał usta, ale nie wydzierał się z nich żaden dźwięk. Poczuł mocny dotyk na swojej skórze, a potem to jak bezpardonowo Sasza wbił się w niego mocno. Nie bolało, jak by w ogóle mogło? To było takie przyjemne, gdy miał wrażenie, że coś w nim pęka i się rozluźnia... Nie no moment, tak nie powinno być, przecież kobietą to on nie był. Coś węszył, że jego lekarz złapie się za głowę, albo położy go na tydzień do szpitala... No, może dwa, biorąc pod uwagę to, z jaką intensywnością osa wciąż go dotykał, maltretując nieczułe ciało. I sprawiając coraz bardziej intensywną przyjemność. Za chwilę został przeniesiony i Sasza uderzył jego plecami o drugą ścianę z takim impetem, że Kos tylko usłyszał jak mydelniczka pękła gdzieś z tyłu i opadła na posadzkę. Nie miał jednak czasu skupić się na tym mocniej, gdyż Sasza szarpał jego skórę zębami, przedzierając i sprawiając, że krew wyciekała z świeżo pozostawionych, kolejnych ran. Tak mocno, to rżnięty jeszcze nie był. W pewnym momencie do jego uszu dotarł głos, wysoko podciągany i urywany oddechami. Dopiero po chwili zrozumiał, że to krzyk... Co więcej, to był jego własny krzyk. Darł się głośno z przyjemności, aż tracił oddech. Zakręciło mu się wręcz w głowie. Ale końca nie było jeszcze widać. Czuł ciepło na skórze w specyficznych punkach. Gwałtowność i drapieżność Saszy była dla niego aż zdumiewająca i lekko przerażająca. Co najmniej tak, jakby chciał go pożreć. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że tak właśnie było. Drżał cały pod tymi ostrymi 'pieszczotami'. Spojrzenie, które mu podarowano, do najprzyjemniejszych jednak nie należało, więc równie szybko jak oczy otworzył, zamknął je, by chwilę później usłyszeć informację o swoim kluczyku.
- Gdzie...
Jęknął zduszonym głosem, ale więcej już z siebie nie wydusił, bo osa zmienił kąt pchnięć i trafiał prosto w prostatę. A Kasjanowi w płucach powietrza zabrakło, gdy zaczął krzyczeć znowu, wbijając paznokcie w ramiona i plecy osy. Dołożenie palców było jak gwóźdź do trumny, doszli obaj z jękiem. Ciałem nadzorcy wstrząsnęły ekstatyczne spazmy, ale chwilę później, wrażenie nieważkości, które zafundowano mu, w momencie upuszczenia na ziemię, sprawiło, że żołądek podjechał mu do gardła. Leżał teraz na ziemi i drżał. Krew mieszała się ze spływającą wodą, zakręcając i uciekając do odpływu. Do jego uszu dotarł jednak dźwięk należący do brzęczącego kluczyka. Uniósł głowę, marszcząc brwi, bo obraz mu się rozjeżdżał. Musiał się naprawdę mocno skupić, by dostrzec swój klucz, w dłoni osy, wiszący teraz nad odpływem. Zmusił się do uniesienia i niezdarnie zasłonił dłonią odpływ
- Oddaj mi go proszę... Zrobiłem co chciałeś...
Wyszeptał, bo mu fatalnie zaschło w gardle od tego krzyku, więc chwilę później musiał odkaszlnąć aż oczy przymknął i zadrżał od ruchu. Mimowolnie, bo to jego ciało czuło skutki tego rżnięcia, nie on...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Wto 19 Lis 2013 - 17:31

Z rozbawieniem obserwował drżenie ciała Reznowa, krew spływającą do odpływu i jego nieprzytomne spojrzenie skupione na kiwającym się kluczyku. Prychnął cicho, totalnie rozbawiony gestem zasłonięcia odpływu. Przekrzywil głowę, obserwując badawczym wzrokiem jak wzdraga się od kaszlnięcia i jak bardzo zmęczony się wydaje. Brzęknąl kluczykiem wesoło, podrzucając go w dłoni.
- A co jak powiem nie? Co jak okażę się być dupkiem, niesłownym chujem? wykorzystującym przewagę manipulatorem, nie dotrzymującym słowa lub dotrzymującym go sporadycznie, kiedy się tego nikt nie spodziewa, bądź będzie miał nadzieję, że zapomniałem? - strzelił monolog, swawolnym głosem, irytująco przeciagając pewne części wyrazów i zdań. Za chwilę zaśmiał się cicho, łapiąc kluczyk i ściskając go w palcach. Przyglądał mu się z umiarkowanym zainteresowaniem. A potem odrzucił go właścicielowi, idealnie trafiając w podrapany bok. Dobre serce? Nie, zwyczajnie chciał się obmyć. Przekręcił kurek na zimną, wręcz lodowatą wodę i z drugiego uchwytu ściągnął mydło. Ach, więzienne przyzwyczajenia - nigdy, NIGDY nie schylaj się po mydło. To groziło wypchaniem tyłka inną częścią ciała druieo, napalonego osobnika. I chociaż Kos nie wyglądał na zdolnego do ruchu, Sasza odruchowo znalazł lepsze wyjście z sytuacji. Z cichym mruknięciem wszedł pod strumień mrożącej wody i wzdrygnął się przy kontakcie zimna z rozgrzanym do czerwoności ciałem. Zanurzył łeb pod wodą z sykiem reagując na ukłucie bólu i opierając się o zimną ścianę. Cieszył się w sumie, że w łazience panuje półmrok. Blizny na plecach i chirurgiczna na klatce piersiowej nie były tym, czym chciałby się chwalić jakos specjalnie. Kojarzyły się naprawdę kiepsko - z bólem, upokorzeniem, patologicznym nastawieniem ojca, nieznoszącego sprzeciwu czy choćby lekkiego, niezaplanowanego drgnięcia. Raczej nie pokazałby po sobie wstydu, był skryty do granic mozliwości, co inni jakoś gubili w jego bezpośredniości i porywczym, agresywnym stylu bycia. A on sobie tylko kreował siebie. Był jak dzikie, zranione zwierzę. Ciężki do zobaczenia, nie do dotknięcia. Warczał na każdego kto pragnął się do niego zbliżyć w strachu przed jakąkolwiek obecnością. Nie atakiem, nawet nie dotykiem. Nienawidził ludzi. Nikt nie potrafił do niego dotrzeć, był zbyt uparty i silny - wzmocniony terrorem i koszmarem, który przerwal przecież sam. Co udowodniło mu, że nikogo nie potrzebuje. Czasem czuł żal, tęsknotę, ale na codzień nie pozwalał sobie na wyrażanie emocji. Oprócz tych zwyczajnych - gniew, rozbawienie. Wydawał się byc przez to nieco... tępawy. A nie był.
Przymknął oczy, zakladając ręce na klatce piersiowej i pozwalając sobie rozkoszować się kojącym chłodem wody.

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Sob 23 Lis 2013 - 19:37

Leżał jeszcze dłuższą chwilę na ziemi, niczym porzucona zabawka. Zbierał myśli i podsumowywał to, co się tutaj działo. Kiedy Sasza do niego mówił, na temat tego jaki mógł być, a jaki mógł nie być, tylko patrzył na niego w milczeniu, pilnując by powieki mu nie opadły. Szybko natomiast obudziła go zimna woda, dręcząc ciało. Cóż, miał kluczyk. Sięgnął po niego i zacisnął na nim palce, tym samym zamykając go w klatce swojej dłoni. Wypuścił powoli powietrze z płuc, zasłaniając twarz jedną dłonią. Zmarszczył brwi. Co on najlepszego wyprawiał. Na co on w ogóle pozwalał. Powinien go zastrzelić, ale nie chciał. Właśnie dlatego był na siebie jakiś zły, a jednocześnie sfrustrowany i smutny. Chętnie zwinąłby się teraz w kłębek i spłynął do odpływu, razem z tą wodą. Zamiast tego wyprostował się bardzo powoli, by za moment przekręcić na czworaka. Został tak chwilę, wciągając powietrze przez zęby. Bał się poruszać gwałtowniej, bo nie wiedział w jakim stanie jest jego ciało. Po chwili wsparł się wolną ręką o ścianę i spróbował wstać, co było trudne, bo kolana mu drżały, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Oparł się o nią nie patrząc na Morozowa. Nie miał już chyba nic do powiedzenia. A nie dostrzegł blizn, no bo rzecz jasna bał się podnieść wzroku. Podszedł do drugiego prysznica i odkręcił wodę, w przeciwieństwie do Saszy, ciepłą. Przechylił głowę do tyłu, zamykając oczy i pozwalając by obmyła mu twarz i zmęczone ciało. Zwilżył także w ten sposób usta. Musiał się jakoś pozbierać do kupy, bo szpital sam do niego nie przyjedzie. Spojrzał po chwili na ten smutny kluczyk, który wpakował go w tę sytuację. Zaczął się zastanawiać, czy to było tego warte i czy sprzedał by duszę diabłu, gdyby ten zarąbał mu jego pensję i powiedział, że odda pod tym warunkiem. Czuł coś na kształt niechęci do samego siebie w tym momencie...
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon 25 Lis 2013 - 0:01

Stał jeszcze chwilę pod ścianą, oparty o nagrzewające sie jego ciepłem kafelki. Z tym, że już nie mial zamkniętych oczu. W ciemnościach wbijał wzrok w sylwetkę nadzorcy majaczącą niejasno gdzieś niedaleko niego. Wyglądał jakby żalował swojego porywu, pluł sobie w brodę za chwilę uniesienia i dzikiego, bezposredniego seksu, pozbawionego kłamstw, gierek, tabu. Jakby ta wolnośc go przygniotła. Ha. Wolność wolnego człowieka. Ten paradoks, że to Sasza był dużo bardziej wolny niż klawisz, który dla bezpieczeństwa zapewne zamykał się we własnych czterech ścianach. Miał przecież swoje rzeczy, ubrania. One go więziły. Sasza natomiast nie miał nic prócz własnych blizn i wspomnień. Wolny jak ptak. Wzdrygnął się lekko na temperaturę wody, która dokładnie go schłodziła i zakręcił ją jednym ruchem. Bez zawahania podszedł do czarnowłosego i złożył lekki pocalunek na jego ustach.
- Wyglądasz jakby cię zaatakował Hrabia Dracula. - mruknął, przesuwając dłonią po szramach na jego boku, obrócił się na pięcie i ruszył do drzwi. Z ręką na klamce obrócił łeb do niego zapalając światło i ukazując mu swoje nagie ciało i poszatkowane bliznami plecy. - Do zobaczenia, kotku.
I z tymi słowami przeszedł do Siłowni, a potem podpierdolił pasek klawisza, ubierając się i znikając gdzieś w Delfinie.

/ZT

_________________
Powrót do góry Go down
Koshka
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 15
Join date : 17/05/2013

PisanieTemat: Re: Siłownia   Pon 25 Lis 2013 - 17:19

Wolność, nie wolność... Świat miał swoje zasady. Kiedy się było jego częścią, trzeba było przyjmować rolę i postawę, jaką nam narzucano. Ci, którzy nie potrafili sobie z tym poradzić zwykle byli potępiani. Normalna nienormalność. Brak logiki w czymś, co powinno być doskonałe i pomagać. No cóż... Kos czuł wzrok osy na sobie. Aż się spiął trochę, gdy Sasza podszedł bliżej, po dłuższej chwili. Obserwował go kątem oka, mając usta zaciśnięte w cienką linię. Kiedy przesunął ręką po jego skórze, drgnął tylko. Nie z bólu, lecz z majaczącej gdzieś na tyłach jego głowy, obietnicy przyjemności, która towarzyszyła zbliżeniu, do którego doszło nie tak dawno temu.
- Może powinienem zainwestować w jakieś kołki i czosnek...
Rzucił w odpowiedzi, kiedy Morozow już zmierzał do drzwi. Zerknął na niego. Kiedy światło się zapaliło, na krótką chwilę był w stanie dostrzec blizny i aż uniósł brwi w górę. Jak wo się stało? Morozow położył się na frytkownicy, czy jak? Patrzył za nim chwilę, osłupiały, a potem skończył się myć. Dług jeszcze stał bez ruchu pod strumieniem wody, nim wyszedł, ubrał się i udał dalej. W końcu by pozbierać i odwiedzić lekarza... Który potłukł swój ukochany kubek, upuszczając go na podłogę, kiedy Kasjan wszedł do gabinetu z jak zwykle uprzejmym 'Dzień dobry.', a parząca żądza Saszy pozostała gdzieś w umyśle nadzorcy. Zepchnięta, by o niej nie myśleć, ale majacząca i wracająca gdy tylko zapominał się przypilnować.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Siłownia   

Powrót do góry Go down
 
Siłownia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mini siłownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: WIĘZIENIE :: Teren zewnętrzny :: Spacerniak-
Skocz do: