<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Blok szpitalny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Konstantin



Age : 29
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Blok szpitalny   Sob 5 Sty 2013 - 19:00

~*~
Powrót do góry Go down
Heinrich



Liczba postów : 2
Join date : 11/02/2013

PisanieTemat: Re: Blok szpitalny   Pon 3 Cze 2013 - 16:10

Heinrich patrzył obojętnie na odrapaną ścianę izolatki. Znów tutaj siedział, a raczej pół leżał trzymając się za krwawiący bok. Ból mu nie dokuczał. Był zadowolony, że go czuł. To przynosiło ulgę. Nie myślał o niczym. Po prostu istniał. Czerpał głębokie miarowe oddechy, wsłuchiwał się w dudnienie własnego serca i patrzył niewidzącym wzrokiem przed siebie. Dla osoby postronnej mógł wyglądać na zamyślonego lub zwyczajnie słabnącego przez rozharatany bok. Efekty dostania kosą po żebrach, a on ładnie oberwał. Dał się ponieść wściekłości. Zapłacił za chwilę dekoncentracji raną wymagającą szycia. Kolejne starcie z grupą czarnuchów. Kurwa. Byli w jebanej Rosji, a te czarne karaluchy musiały przypełznąć nawet tutaj. Skurwysyny – pomstował w myślach by w końcu poddać się ponownie ogarniającej go pustce, która zawsze przychodziła po większych wybuchach agresji. Taki stan nie trwał rzecz jasna długo. Plama krwi na jego białej koszulce robiła wrażenie swoją wielkością i z każdą minutą się powiększała. Klawisze skopali go i wsadzili tu by ochłonął i bardziej się wykrwawił. Było to właściwe posunięcie z ich strony. W końcu opanował się na tyle by przestać wrzeszczeć i kopać w drzwi. Podczas ataków furii był nie do zatrzymania. Tłukł ludzi aż przestawali się ruszać lub wszędzie pełno było rozbryzgów krwi. Nie było nikogo kto miałby na niego jakiś pozytywny wpływ. Ludzie na których mu zależało byli martwi, a on przestał się hamować. Zapewne klawisze oraz szpital mieli teraz pełne ręce roboty by ogarnąć syf jaki zrobił. Być może ta akcja przyśpieszy termin jego egzekucji. Sąd nie wyznaczył jeszcze oficjalnej daty, ale wiedział że to nie uniknione. Często wdawał się w bójki lub załatwiał niewygodnych dla gangu ludzi. Owszem należał do jednej z grup, ale nigdy nie czuł się z nimi związany. Przystąpił do nich tylko ze względu na korzyści jakie to ze sobą niosło. Trudnił się mokrą robotą od dawna więc to nie była pierwszyzna czy problemem jak dla co niektórych. Słuchy o jego wyczynach w Niemczech oraz Rosji krążyły w murach Delfina zapewniając mu trochę spokoju. Więźniowie omijali go dzięki temu szerokim łukiem, a Ci z którymi „trzymał” wiedzieli, że lepiej zachować dystans i go nie obrażać.

Odgłos kroków na korytarzu i szczęk przesuwanej płyty boksu zwrócił uwagę Niemca. Podparł się ramieniem ściany i wstał w podłogi.
- Wagner, rusz się –powiedział ponaglająco jeden ze strażników. Przyszli po niego nadzorcy z popołudniowej zmiany, a ci którzy go tu wpakowali już pewnie mieli wolne. Mógłby się z nimi trochę pobawić, ale wiedział, że teraz mieli znaczącą przewagę, a poza tym wolał nie marnować sił w szczególności, że rana dalej krwawiła. Wiedział, że bez pomocy medycznej się niestety nie obędzie. Wizja ponownego „spaceru” w kajdankach łączonych na nogi i ręce nie zbyt mu odpowiadała. O wątpliwej przyjemności obcowania z klawiszami już nie wspominając. Podszedł do drzwi z ociąganiem i odwrócił się plecami do nich. Wiedział jakie były procedury, nie musieli mu tego powtarzać. Włożył ręce do prostokątnego otworu i lewą ręką złapał górnej powierzchni. Poczuł jak strażnik skuwa mu najpierw prawą rękę, a potem również lewą. Potem rozsunęli dolną zasuwę i podobnie postąpili z jego nogami. Odwrócił się przodem do drzwi, które otworzyli mundurowi. Jeden z nich złapał go pod prawe ramię, a drugi trzymał w pogotowiu paralizator gdyby coś kombinował. Idąc towarzyszyło im brzęczenie kajdanek i głosy więźniów. Heinrich maszerował ze zwyczajową niechęcią na twarzy do wszystkich i wrogością w oczach. Gdy doszli na miejsce jeden z klawiszy poszedł zawołać jakiegoś lekarza, a drugi w tym czasie kazał mu usiąść na łóżku, do którego poręczy go przypiął. Strażnik stał za jego plecami gotowy w każdej chwili mu przyłożyć, a on oczekiwał przyjścia lekarza. Opiekę medyczną też ledwie tolerował. Już nie raz usiłowali szprycować go lekami uspakajającymi. Był ciekawy czy teraz też podadzą mu coś tego typu. Nie znosił uczucia osłabienia jakie potem następowało. Końskie dawki robiły swoje. Rzucił klawiszowi przez ramie nienawistne spojrzenie.
- Odsuń się skurwiały ciulu – warknął agresywnie. Strasznie go irytowało gdy ktoś „dyszał” mu w kark. Nie rzucał się więc nie widział powodu by facet stał nad nim jak jakiś sęp przyglądający się padlinie.
Powrót do góry Go down
Nadia
Lekarz


Liczba postów : 4
Join date : 29/05/2013

PisanieTemat: Re: Blok szpitalny   Pon 3 Cze 2013 - 17:00

Ciche skrobanie długopisu o kartkę zdawało się być niezmiernie głośne w gabinecie Nadii. Ze skupieniem wypełniała zaległą dokumentację. Starała się też poznać jak najwięcej historii chorób pacjentów. Nie pracowała tu zbyt długo. Swoje jednak już się nauczyła. Zauważyła zasadniczą rzecz – jakieś dziewięćdziesiąt procent wizyt na oddziale szpitalnym było skutkiem bójek. Tylko jakieś dziesięć procent stanowiły zwykłe choroby. Uśmiechnęła się do siebie ponuro. Musiała przyznać, że trafiła do ciekawego miejsca. To był swoisty rodzaj terapii. Jej znajomi obstawiali i zakładali się jak długo tutaj wytrzyma. Bywało ciężko. Więźniowe czasami byli zaskoczeni widokiem kobiety. Różnie na nią reagowali. Nie każda reakcja jej się podobała.
W gruncie rzeczy to z tego powodu przesiadywała w gabinecie. Nie był on przytulnym miejscem. Białe ściany i brak jakiegokolwiek okna nie zachęcały. Jedynym źródłem światła była stara, zakurzona lampa zwisająca z sufitu. Lekarka kiedyś podśmiewywała się, że mogła trafić gorzej – zawsze zamiast lampy elektrycznej mogła przypaść jej oliwna.
Z westchnieniem zaczęła sprzątać dokumentację. Stukanie szafek zastąpiło skrobanie długopisu. Wszystko układała w porządku alfabetycznym. Prościej się tak odnajdowała. Przypuszczała jednak, że skład szuflady będzie się szybko zmieniał. Akt skazańców nie potrzebowała przetrzymywać dłużej niż to konieczne.
Wewnętrzne rozmyślania Nadii przerwały kroki. Słyszała je zza drzwi. Nie zamykała ich. No bo… Szczerze? Co mogło jej się stać w tak dobrze strzeżonym miejscu? Kobieta miała póki co klapki na oczach, albo raczej widziała to co chciała widzieć. Kroki zbliżały się do niej, w drzwiach stanął strażnik z ponurą miną.
- Masz pacjenta – usłyszała jego chłodny głos. Jedynie te dwa słowa wypłynęły z ust mężczyzny. Okręcił się na pięcie i wyszedł. Kiedyś to ją zadziwiało. Nie rozumiała jak można oświadczyć, że ktoś potrzebuje pomocy i nie udzielić podstawowych informacji na temat poszkodowanego. Z czasem jednak zrozumiała, że tak już musi być.
Kobieta wyszła za strażnikiem w milczeniu. Żadne z nich nie było rozmowne. Ciche stukotanie obcasów lekarki pobrzmiewało echem w korytarzu. Kobieta weszła na oddział szpitalny.
Nie skierowała się jednak od razu ku zebranym w pomieszczeniu osobnikom. Zbliżyła się do dużej szafki z przeszklonymi drzwiami. Zamknięta była na kluczyk, który Nadia wydobyła z kieszeni fartucha. Nie rozumiała, po co zamykać szafkę, skoro łatwo było rozbić szkło i dobrać się do wnętrza szafki. Kobieta miała już na szyi zawieszony stetoskop. Wyciągnęła z szafy swoją torbę z podstawowym sprzętem i przewiesiła ją sobie przez ramię.
Nie nosiła jej przy sobie. Tak czy siak nikogo w swoim gabinecie nie przyjmowała. Nikt świadomie nie pozwoliłby jej samej przebywać z więźniem. To byłoby zbyt niebezpieczne. Kobieta zgarnęła z półki też kilka pudełeczek. W kilku z opakowań zabrzęczały tabletki. W jednym znajdowała się strzykawka. Nadia wolała być gotowa na wszystko. Środki uspokajające także wolała mieć pod ręką. Zamknęła szafkę.
Ruszyła w stronę swojego pacjenta. Dwóch strażników przyglądało się to jej, to więźniowi. Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech mimo dość poważnej sytuacji. Bycie miłym miała głęboko zakorzenione w organizmie. Poza tym nikt jej nie obrzucał obelgami… Na razie. W gruncie rzeczy miała anielską cierpliwość nawet do najgorszych przypadków.
Kobieta zbliżyła się do więźnia, przesunęła przy tym jednego ze strażników. Czuła się niekomfortowo w takim kłębowisku ludzi. Poza tym – przeszkadzali jej.
- Zróbcie mi trochę miejsca, proszę – zwróciła się do mężczyzn w mundurach. Tak naprawdę nie zwracała już na nich uwagi. Była zaniepokojona. Czerwona plama na białej koszulce więźnia nie była powodem do radości. Przynajmniej nie dla niej.
- Imię i nazwisko poproszę – spojrzała na więźnia. Może strażnicy nie mieli zamiaru się podzielić z nią takimi informacjami, ale jej były potrzebne. Kobieta mówiąc to położyła torbę i pudełka na stoliku znajdującym się obok łóżka. Wyciągnęła z torby jednorazowe rękawiczki i ubrała je na dłonie. Nie chciała nikogo a tym bardziej siebie zarazić jakąś chorobą.
- Możesz opisać co się stało? – przybrała profesjonalny ton. Zbliżyła się jeszcze bardziej do Heinricha. Oparła dłoń o jego ramię i delikatnie odsunęła uniosła koszulkę mężczyzny do góry. Krew. W sumie to było jedyne co widziała. – Połóż się – zakomenderowała. Trafił jej się poważny przypadek. Musiała go dokładniej obejrzeć, oczyścić ranę. Jednak przede wszystkim potrzebowała wiedzieć jakie narzędzie zostało użyte do zadania ciosu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Blok szpitalny   

Powrót do góry Go down
 
Blok szpitalny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» 6.12.2014/więzienie stanowe - blok D/spacerniak
» Rozpadający się blok mieszkalny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: WIĘZIENIE :: Teren zewnętrzny :: Szpital-
Skocz do: