<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sawielij Kondraszow

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sawielij

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 04/01/2014

PisanieTemat: Sawielij Kondraszow   Sob 4 Sty 2014 - 0:57

Imię i Nazwisko: Sawielij Kondraszow
Ksywa: Belyj
Wiek: 21
Charakter: Twardo stąpa po ziemi nie zważając na okoliczności. Będąc potomkiem generała został w wieku szesnastu lat zaciągnięty do wojska przez co posiadł dość sporą wiedzę i doświadczenie militarne. Sawielij bywa zdeterminowany, nie poddaje się łatwo nawet gdy wie, że dobrze się to nie skończy. Znając go już trochę można dostrzec, że ma dwie osobowości, które są skrajnie różne od siebie. Jedną z nich jest psychopatyczny morderca, a drugą łagodny, miły i opanowany, wobec osoby, którą będzie uważał za swojego przyjaciela. Lubi pastwić się nad swoimi ofiarami stopniowo zadając im ból. Potrafi zapanować nad tym, na przykład poprzez medytację. Tylko po co, skoro jest wtedy zabawa? Ogólnie ma dosyć trudny charakter, aczkolwiek zmienny. Wszystko chciałby mieć na wyciągnięcie ręki, bo inaczej popada w obłęd. Potrafi natomiast być sarkastyczny, co nie jest dobrą stroną jego charakteru. Nowo poznane osoby nie zawsze zrozumieją, co jest sarkazmem, a co nie i wtedy wychodzą nieporozumienia. Ciężko jest go urazić, ale jak już się tak stanie, to uważajcie, bo się zemści.
Wygląd: Sawielij jest średniego wzrostu, bowiem mierzy metr siedemdziesiąt sześć. Nie jest jakoś szczególnie rozbudowany, jednak jego prawy sierpowy jest porządny. Czasem wstępuje mu na wargi figlarny uśmieszek, jednak rzadko to się zdarza. Ma spokojne rysy twarzy, które dopełniają lodowato niebieskie oczy. Włosy natomiast są dla niego świętością. Nie dba o nie nazbyt, ale też nie da ich zniszczyć. Sięgają mu do połowy pleców i często są w artystycznym nieładzie. Mają one kolor biały który nie najlepiej wygląda z mleczną cerą. Sposób w jaki się porusza, daje do zrozumienia, że dba on o swoją kondycję. Nie jest to błędne przypuszczenie. Sawielij istotnie uważa, że dobra kondycja jest najważniejsza. Na szyi miał zawieszony krzyż, który ofiarowała mu babcia, jednak „wszechmogący” nadzorcy szybko mu go zabrali twierdząc, że jest to niebezpieczny przedmiot…
Typ: Ume
Grupa: Więźniowie
Stanowisko: -
Dodatkowe info: Dawny żołnierz, jeździ na motorze, lubi zapalić i wiadomo „Skończyła się boża chwała, teraz by się wódka zdała.”

Krótka biografia - To jest twoje dziecko! Musimy mu pomóc, nie rozumiesz?!
-To nie może być moje dziecko! Moje dziecko nie może być mordercą!
– z tego wszystkiego…To były ich ostatnie słowa. Jego matka, broniła go zaciekle, z resztą na prawniczkę tak przystało.. Podczas gdy ojciec, generał, chciał się go pozbyć. Jednak.. To on się go pozbył. No tak. Zapomniał. Jak do tego wszystkiego doszło? Żyli w spokojnej mieścinie na północy Syberii w Norylsku. Niespełna trzydzieści kilometrów na zachód była tajna baza wojskowa, w której jego ojciec był generałem. Na pozór zwykła, szczęśliwa rodzina, skrzętnie ukrywająca fakt, że ich syn najprawdopodobniej schizofrenikiem, bo przecież zaszkodziłoby ich to karierze. Rodzice mieli nadzieję, że leki będą trzymały go w ryzach. Tak czy inaczej udawali, że wszystko jest wspaniale. Jak wyglądał dzień takiej rodziny? Najpierw mama wstawała, bo szykowała śniadanie i budziła ich, znaczy jego i ojca. Potem wstawał ojciec, a na końcu on, bo miał niecałe pięć minut spacerem do szkoły. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu rozchodzili się, by wieczorem z powrotem usiąść przy jednym stole i porozmawiać o tym, kto miał jaki dzień. Gdy skończył szesnaście lat, ojciec zaproponował mu posadę w wojsku. Miał być zwykłym szeregowym, bo żeby nie gadali o koneksjach itd. Przyjął tą posadę, jednak ojciec chcąc dla niego „jak najlepiej” już pierwszego dnia mianował go na chorążego. Nie obyło się bez komentarzy, jednak służba to służba, czyż nie? Zapomniał wspomnieć, że aby rozładować nadmierną agresję, chodził do miejscowego klubu sportowego, w którym zaczerpnął nauk sztuk walki. Dzięki doświadczeniu z dzieciństwa, zajęcia na poligonie nie były dla niego problemem. I tak żył póki nie doszło do pewnego felernego dnia. Mięso armatnie odezwało się do niego, w sposób na tyle wulgarny i na tyle uchylający jego godności, że coś w nim pękło. Łyknął niezliczoną ilość tabletek by czasem nic się nie stało jednak nic to nie dało. Na nieszczęście ofiary dostali wspólną nocną wartę. Bez skrupułów i ze szczególną radością patrzył jak powoli się wykrwawia. W jak ciekawy sposób wypływają jego jelita i tryska krew z obciętej nogi(żołnierz przecież zawsze jest uzbrojony, niektórzy lepiej walczą i wygrywają). Uciekł zaraz po tym do domu, bo zbyt długo to trwało i zaczęto ich szukać. Wsiadł na motor, którym na co dzień dojeżdżał do, że tak to ujmę pracy i pojechał do domu. Stanął w progu, mając cały mundur we krwi. Matka spojrzała na niego i zaczęła płakać. Ona wiedziała, że prędzej czy później to się stanie. Zdjęła z niego zakrwawione ciuchy rękawiczkach gumowych by nie zostawić śladów i odwiesiła go. Znała procedury i wiedziała, że nie może być zbytnio naruszony dowód zbrodni. Tymczasem jemu kazała iść się wykąpać. Gdy wyszedł z łazienki usłyszał, że wrócił ojciec. Jego rodzice kłócili się. Kłócili się o to, że zamordował go. Zszedł na dół. Już ubrany na drogę, bo wiedział co zrobi. I co będzie potem musiał zrobić. Stanął w progu salonu, a za plecami miał już załadowany pistolet . Kiedy się spostrzegli, że stoi to umilkli. Widział matki oczy pełne bólu, i ojca pełne nienawiści. Zaraz potem padły dwa strzały, po czym schował broń w kaburę. Podszedł do zwłok mamy i ją przytulił. Miał gdzieś to, że będzie cały we krwi. Wyszedł z domu i czym prędzej odjechał. Niestety na nic zdały się jego próby ucieczki. Już przy wyjeździe z miasta czekała na niego specjalna grupa. Chciał ich ominąć, a jednak spróbować uciec. Niestety, jak pech to pech. Przestrzelono mu oponę przez co miał wypadek. Ot taka kolejna cicha nadzieja, że może nie przeżyje czy coś.. „Kilka obtarć i złamana ręka, nic poważnego”. Rozprawa nad wyraz szybko się potoczyła. Jedyne co go zaskoczyło to to, że został zesłany do „Czarnego delfina” – największego zadupia w całej Rossiji, w którym miał spędzić najbliższe 25 lat.

Multikonta: -

Ambient Posession


Ostatnio zmieniony przez Sawielij dnia Pon 6 Sty 2014 - 16:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Sawielij Kondraszow   Nie 5 Sty 2014 - 23:16

Podaj informację, ile lat odsiadki dostała Twoja postać.
I na przyszłość, proszę abyś pisał w 3 osobie. Lepiej się czyta.
Powrót do góry Go down
Sawielij

avatar

Liczba postów : 2
Join date : 04/01/2014

PisanieTemat: Re: Sawielij Kondraszow   Pon 6 Sty 2014 - 16:31

Gotowe?
Powrót do góry Go down
Maksimilian
Blok Więźniów
avatar

Liczba postów : 196
Join date : 06/01/2013

PisanieTemat: Re: Sawielij Kondraszow   Pon 6 Sty 2014 - 19:48

Akcept.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sawielij Kondraszow   

Powrót do góry Go down
 
Sawielij Kondraszow
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-
Skocz do: