<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sasza Morozow [uwaga, tekst kopie po dupie, serio]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Sasza Morozow [uwaga, tekst kopie po dupie, serio]   Sro 19 Cze 2013 - 18:17

Imię i Nazwisko: Aleksandriej Morozow
Ksywa: Sasza
Wiek: 15.05.1987 rok (26 lat)
Charakter:
Aleksandriej to człowiek głęboko zamykający się przed otaczającym światem. Gdyby porównać jego umysł do domu z zewnątrz byłaby to waląca się rudera, której progi są tak nieprzyjazne, że okrzyknięto je nawiedzonymi, a dach grozi zawaleniem i śmiercią w odosobnieniu, gdyż dom ten stoi zawsze na pustkowiu. A kiedy ktoś przezwycięży odpychające zewnętrze i spróbuje remontować, szybko dojdzie do wniosku, że łatwiej byłoby zburzyć budynek i postawić nowy na jego miejscu. Nikt natomiast nie dotarł do piwnic, gdzie mógłby odnaleźć bibliotekę zawierającą miliony pozycji dotyczących najważniejszej dziedziny: doświadczeń życiowych. Dodatkowo mógłby zasiąść w wygodnym fotelu i zapomnieć o całym świecie. Problem leży w tym, że biblioteka zdaje się nie mieć wejścia.
Z punktu widzenia osoby pobocznej, Morozow jest po prostu tępym, doprowadzającym do szewskiej pasji osiłkiem i idiotą. Raczej nie waży słów ani czynów, wygląda na lekkomyślnego i impulsywnego idiotę. Tylko patrzeć jak rozbije sobie czaszkę o ścianę z powodu własnego ograniczenia umysłowego. Dziwnym trafem jednak zawsze wychodzi obronną ręką z każdej sytuacji. Ci, którzy go nie znają, twierdzą zgodnie, że głupi zawsze ma szczęście. Nic go nie obchodzi i mimo swojego kiepskiego położenia (znajduje się przecież w Delfinie, wisi nad nim widmo egzekucji) zachowuje się jakby wciąż był wolnym człowiekiem. I nawet głowy kraju nie mają takiej swobody jak on. Paradoksanie więźnia takiego jak on, nie można kontrolować. On nie ma nic do stracenia, a obecne życie nie przedstawia dla niego żadnej wartości. Tacy ludzie są zdolni do wszystkiego i przede wszystkim ultra niebezpieczni. Morozow wśród nich błyszczy jak Gwiazda Polarna, wyróżnia się skrajną wręcz wersją powyższego schematu. Cechuje go brak jakichkolwiek zahamowań, ograniczeń, blokad. Nie stosuje się do żadnych zasad, które mu nie odpowiadają. Żeby dojść z nim do porozumienia trzeba bez sprzeciwu przystać na jego warunki, które często są nie do spełnienia. Celowo stawia tak wysoką poprzeczkę, by zniechęcić do podjęcia jakiejkolwiek próby dotarcia do jego prawdziwej mentalności.
W 999 przypadkach na 1000 działa pod wpływem impulsu, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swoich zachowań i czynów. Zazwyczaj ma na celu odepchnięcie na dystans każdego, kto podejdzie zbyt blisko. Paradoksalnie często wchodzi w czyjąś sferę nie tyle prywatną, co intymną, żeby uderzyć w najsłabszy punkt i odsunąć się z powrotem na dystans. Podkreśla swoje wady, kryje zalety. Broni się w ten sposób przed wszystkimi, nikomu nie ufa, liczy tylko na siebie. Nikomu nie powierzyłby swojego życia, woli sam o nie dbać i walczyć. Najważniejszą wartością w jego życiu jest wolność, która w jego opinii jest nie czymś, co można odebrać, a sposobem w jaki się myśli. Dba o to, by nikt nie zburzył jego światopoglądu, bo dzięki wolności nie ma rzeczy niemożliwych, co udowadnia sobie i innym na każdym kroku.
Agresją i brutalnością maskuje fakt iż w głębi duszy posiada jakiekolwiek ludzkie odruchy, emocje i uczucia. Wydaje się być wolny od skrupułów, poczucia winy i głębszych refleksji, co nie jest ani trochę prawdą. Jest złośliwy, arogancki, niezwykle bezczelny, wredny, chamski. Budzi w otoczeniu najgorsze emocje, dlatego nie ma żadnych przyjaciół i nie chce mieć. Uszczypliwe uwagi przychodzą mu tak odruchowo jak mruganie czy oddychanie. Często irytuje się już faktem samej obecności drugiej osoby, a wystarczy dmuchnąć mu na kark, żeby wpadł w furię. Wysoce ceni sobie przestrzeń osobistą. Nie ma respektu, ani za grosz szacunku do nikogo, nie dba o to, co o nim myślą. Jego relacje są ograniczone do długiej na kilometr listy wrogów i kilku neutralnych osób, które da się wyliczyć na palcach u jednej ręki. Jakiekolwiek związki opierają się głównie na seksie, rzadko nawet na neutralnej rozmowie. Chociaż nie za bardzo można nazwać tego typu relacje „związkami”. Morozow ma swoje dziwki i nie czuje się ani trochę zobowiązany by być wiernym jednej z nich. Zresztą nawet najtańsza dziwka dostaje coś w zamian, a Sasza nie daje z siebie nic. Wykorzystuje, manipuluje, a kiedy dostaje, co chciał, bądź osiąga zamierzony cel, porzuca bezładnie resztki jestestwa swojej ofiary. Szybko przechodzi ze skrajności w skrajność. Najpierw wchłania i pożera, jest zdecydowanie bliżej niż ludzie w nawet najbliższych relacjach, po prostu jest wszędzie, a potem znów jest za daleko, na dystans i wtedy ofiara orientuje się, że była zabawką, chwilowym umilaczem czasu.
Nawet ślepy zauważyłby moment, w którym nastrój Morozowa ulega zmianie. Są to bardzo wyraźne sygnały. Cała jego sylwetka spina się, oczy jakby ciemnieją, a ich spojrzenie dziczeje. Nierzadko pojawia się też obłąkańczy uśmiech, a złowieszczy cichy śmiech wyrywa się z gardła właściciela. Cała postawa Aleksandrieja robi piorunujące wrażenie za każdym razem i odbiorca niewerbalnej wiadomości o złamaniu podstawowej zasady „Odpierdol się ode mnie” zaczyna odczuwać znaczny dyskomfort, choćby przebywając w tym samym pomieszczeniu. Lepiej nie patrzeć mu wtedy w oczy, to go rozwściecza jeszcze bardziej i pobudza kreatywność do działania. A ciężko to zrobić, kiedy wywierca ci wzrokiem dziurę w czaszce.
Z natury jest buntowniczo nastawiony do życia, od początku walczył z podstawowymi zasadami społecznymi. Jednocześnie jest samotnikiem jak mało kto. Tłamsi w sobie szczerość, ludzkie uczucia zamienia w zwierzęce instynkty, spokój zatrzymuje jedynie dla siebie samego, swojego wnętrza. Potrafi zdusić w sobie z łatwością jakąkolwiek potrzebę pomagania czy kontaktu z drugim człowiekiem. Uważa, że jest samowystarczalny.
Cały obraz sylwetki psychologicznej Morozowa jednoznacznie wskazuje na traumatyczne przeżycia we wczesnym etapie życia, ale dostrzec to mogą tylko osoby wykwalifikowane lub znające dokładnie jego przeszłość. A tak naprawdę nikt jej nie zna, oprócz niego samego. Nigdzie nie zostały udokumentowane obrażenia jakich doznał, wywiady psychologiczne i nikt ze znających go jako dzieciaka nie wie nic, poza tym, że uciekł z domu i zniknął w tłumie, by pojawić się ponownie już jako bezwzględny morderca, niemal uosobienie zła i kwintesencja nienawiści. Ówcześni sąsiedzi opowiadają tylko o tym, że z tym chłopakiem zawsze było coś nie tak. Inne dzieci bawiły się, rozrabiały, a on siedział z nosem w książkach, myśląc o niebieskich migdałach. Emanowało od niego lodowatym spokojem, cechowała go ubogość wyrażanych emocji. Nawet kiedy rozbił kolano, lub kiedy rzekomo spadł ze schodów i złamał rękę nie płakał jak inne dzieci. Nigdy też nikt nie zauważył, żeby miał przyjaciół lub też przyjaciółkę. Wówczas jego najlepszymi przyjaciółmi były słowa wydrukowane na pożółkłych kartkach bibliotecznych książek.
Nawykami Morozowa jest przede wszystkim uzależnienie od najtańszych i jednocześnie najmocniejszych papierosów krajowej produkcji. Pali ich bardzo dużo, chociaż uważa, że i tak to jest umiarkowana ilość. Można uznać, że jest uzależniony w jakiejś części od seksu. I nie mowa tu o seksie „waniliowym”. Jego domeną jest „szara strefa”, ostry i bezuczuciowy seks, sprowadzający partnera do rangi szmaty podłogowej. Nieodłącznym elementem jest tu ból i upokorzenie drugiej osoby. Przedmiotowe traktowanie, sprawia, że nawet dziwki czują się przy nim nieswojo. Nigdy nie prosi o pozwolenie, rzadko idzie na kompromisy i ustawicznie łamie podstawowe prawo człowieka do nietykalności. Tylko czasami daje dojść do głosu poczuciu długu i daje ofierze (już nie partnerowi raczej) chwilę fizycznej przyjemności, co w wielu przypadkach niszczy doszczętnie „niewinność” ofiary, która zapewnia podporę psychiczną w takiej sytuacji.
Nie ma pewnego i skutecznego sposobu na odstręczenie Morozowa. Każda kolejna odmowa, każdy opór stanowi dla niego nowe wyzwanie. „Granie niedostępnego” powoduje, że Sasza jeszcze mocniej oplata mackami, metodycznie sprawdzając wszystkie dostępne opcje i często kiedy już osiągnie swój cel, traci zainteresowanie.
Szybko staje się podniecony, kiedy ma przed sobą wyzwanie. Mało kto wie, że zadawanie bólu Aleksandriejowi podnieca go dużo mocniej niż seksowne ciało, na które można patrzeć cały dzień. Warunek jest prosty: nie może być to ból intensywny, ani upokarzający. W przeciwnym wypadku… odwdzięczy się z nadwyżką.
Nigdy nie zastanawiał się nad swoją orientacją, jedyny seks jaki zna to ten, który sam preferuje. Nigdy nie kochał się z kobietą. Umownie można przyjąć, że jest homoseksualny. Zdecydowanie jest dominantę, zarówno w aspekcie seksualnym jak i codziennym. Nie pozwala na przejęcie kontroli, wykazanie większej inicjatywy. Na co dzień raczej nie pozwala się nawet dotknąć, tym bardziej kiedy jest poirytowany.Wstręt do dotyku pojawia się u niego także w przyjemnych sytuacjach. Odmiennie jednak w momencie, w którym jest przestraszony (co raczej nie zdarza się częściej niż raz na kilka lat) – wtedy nie szuka kontaktu, ale ulgę przynosi mu otrzymanie go z woli drugiej osoby.
Całość jego preferencji ma swoje podłoże w jego przeszłości.
Neutralny Sasza to energiczny i uśmiechnięty chłopak, który lubi się wyzłośliwiać i droczyć. Jednocześnie bije od niego wtedy ten niezmącony, wręcz dziwaczny spokój i zdaje się być bardziej otwarty niż w stanie furii, bądź podniecenia. Łatwo go jednak wytrącić z tej zazwyczaj chwilowej równowagi, czasem wystarczy drgnięcie palca.
Nie wierzy w Boga. Uważa, że gdyby istniał, nie pozwoliłby, by jego przeszłość doszła do głosu w decydujących chwilach jego życia. Gdyby istniał, przeszłość nie miałaby dla Morozowa żadnej wartości, a doświadczone krzywdy wykorzystałby przeciwko oprawcom wielu istnień. Kiedy wybierał miał przed oczami okrucieństwo, ból i cierpienie. Znał te słowa, więc właśnie je wybrał. Nie lubił zmian, więc nigdy nie zawrócił, a kiedy zorientował się, że chce… Było już za późno.

Nie pytaj Boga o drogę do nieba, bo wskaże ci najtrudniejszą.
Stanisław Jerzy Lec

Wygląd:
Przyznam szczerze, że jest wielki jak byk. I każdy to potwierdzi patrząc na ponad dwumetrowego faceta. Spod czupryny czarnych włosów do siegajacych szczęki, wyziera zazwyczaj jedno szare oko. Bezbarwnie szare, ale za to z niezdrowym, dzikim błyskiem. Nie lubi sie czesać, więc zazwyczaj jedynie rozgrarnia włosy palcami, by nie wyglądać jak ostatnie nieszczęście. Jego skóra ma kolor mleczny, być moze dlatego, że jego matka byla albinoską. Twarz Morozowa to portret Adonisa. Idealne połączenie matki i ojca widać w krzywiźnie mocnej szczęki, wysokich kościach policzkowych, proporcjonalnych, kuszących malinowych wargach i długich, gęstych rzęsach okalających oczy. Gdyby nie lekko garbaty od złamań nos, mógłby zostać najprzystojniejszym mężczyzną na ziemi. Jego umięśnienie jest skutkiem ubocznym charakteru. W wojsku zawsze to on zaliczał dodatkowe pompki, okrążenia i biegi z plecakiem wyładowanym cegłami. W więzieniu nie próżnuje i cały czas pracuje nad swoją aparycją. Niczym Upadły Aniol z Nieba od zawsze podobał się nie tylko kobietom, ale także i mężczyznom, którzy mu zazdrościli… i nie tylko.
Posiada liczne skazy na ciele. Najbardziej widoczne są poszatkowane bliznami plecy o nierównomiernej fakturze skóry. Na prawym nadgarstku, aż do połowy przedramienia ma bliznę po oparzeniu gorącym żelazem z kuchenki. Na brzuchu widnieje pojedyncza blizna, która przeraża zarówno swoim umieszczeniem dokładnie pośrodku klatki piersiowej, zaczynając od mostka, kończąc nad pępkiem jak i gładkimi krawędziami, wskazującymi na wprawę osoby rozcinającej skórę i zakładającej szwy. Nie jest to blizna pooperacyjna. Wskazuje na to, choćby jej umieszczenie. Ma też kilka cieńszych blizn w okolicach krocza. Wszystkie powyższe pochodzą z dzieciństwa Saszy. Oprócz nich ma jeszcze bliznę na gardle z czasów więziennych oraz kilka widocznych tylko z bliska blizn-kropek jeszcze z okresu wojskowego – pamiątka po odłamkach z moździerza. Zazwyczaj zasłania je włosami. Mało kto wie, że Morozow ma wytatuowany napis na wierzchu lewej dłoni. Dlaczego tatuaż jest niewidoczny? Jest zrobiony jasnoszarym tuszem, dlatego trzeba spojrzeć z bliska, by go dostrzec i przeczytać. Głosi on : Bunt, walka, wolność i marzenia i jest jawną manifestacją drogi jaką przebył.
Typ: Seme
Grupa: Osy
Stanowisko: Serio czy na poważnie?
Dodatkowe info:
- Pochodzi z Orenburga.
- Jego matka (Anna Orłowna-Morozow) zmarła przy porodzie. Przez długi czas myślał, że jego biologiczną jest ówczesna partnerka Siewerina Morozowa. Po niej odziedziczył częściowy brak pigmentu w skórze (była albinoską). Sasza choćby spędził długie godziny w pełnym słońcu tylko nieznacznie się opali.
- Z niewiadomych powodów jego karę śmierci przekłada się coraz dalej, mimo wszelkich przewinień, a większość strażników zwyczajnie pasuje, schodzi mu z drogi lub wymownie milczy, jakby ktoś powiedział im, że mają być głusi na docinki osy.
- Ulubione książki Morozowa to te autorstwa Fiodora Dostojewskiego. Nie zgadza się z nim w kilku kwestiach, ale podoba mu się wydźwięk jego słów. Szczególnie sentymentalną książką jest dla Saszy powieść "Zbrodnia i kara".
- Swojego czasu interesował się historią Anglii, zna sporo faktów i szczegółów.
- W kręgu jego zainteresowań leży także historia tortur i kar cielesnych.
- Zarówno o powyższym, jak i o "Zbrodni i karze" niespecjalnie lubi rozmawiać. Ma natomiast dużo do powiedzenia w sprawie Hitlera, czy ogólnie pojętej sztuki wojennej.
- Sprawnie posługuje się każdą bronią palną, nożami. Potrafi obsługiwać działa bojowe, wyrzutnie małych rakiet i pocisków. Ma sokole oko, dzięki czemu trafia w cel zarówno strzelając, jak i rzucając np. granatem czy nożem. Potrafi prowadzić zarówno samochód osobowy, jak i wojskowe transportery. Niezbyt lubi, ale umiejętnie kieruje czołgiem. Zna też panel sterujący samolotu zwiadowczego. W kwestii wojny, jest "człowiekiem-orkiestrą".
- Za to jego słabą stroną jest władanie bronią białą o zasięgu większym niż pół metra.
- Zawsze chciał polatać myśliwcem.
- Kiedy pierwszy raz skakał ze spadochronem, lądując tak manewrował, żeby przewrócić swojego przyjaciela i pod osłoną czaszy skraść mu całusa. Potem, już w bazie, z uśmiechem pełnym satysfakcji odbębniał około trzech tysięcy pompek w samo południe przy trzydziestostopniowym upale.
- Nigdy nie awansował. W każdym starciu z Irakijczykami wyrywał się przed orkiestrę i niszczył rosyjski, i tak kiepski, pr, strzelając do kogo popadnie z ckm-u.
- Wkurwiał amerykanów kiedy tylko mógł, rzucając niewybredne żarty na temat ich narodu("Wow, karabiny też powinniście mieć samonakierowujące, bo strzelacie jak na sprawdzianie - na chybił trafił. (wtrącając się w rozmowę o pociskach)" ; "A wy co? Nie pojechaliście do McDonalda na obiad, prosiaczki?(w stołówce wspólnej bazy)" ; "(po pierwszym spotkaniu taktycznym)Pocałuj mnie w dupę, jak będę wam oczyszczał teren pod nowe KFC."). Często kończyło się to rękoczynami.
- Raport do swojego dowódcy zawsze zaczynał niemieckim "Lieber Hauptmann", pamiętając plotki o tym, że jego rodzice są Niemcami. Resztę sprawozdania przekazywał po rosyjsku. Z niemieckim akcentem. I nie pomagało bieganie z plecakiem wypełnionym cegłami, ani stanie przez kilka godzin na baczność w pełnym umundurowaniu na środku bazy. Zawsze miał na twarzy ten złośliwy uśmieszek.
- Chociaż się nie przyznaje, ma słabość do psów, szczególnie szczeniaków. Ulubioną rasą Morozowa jest owczarek belgijski.
- Jest bardzo silny. Jednorazowo potrafi wycisnąć około trzystu kilogramów, a optymalna waga do podnoszenia przez około pół godziny to dla niego stopięćdziesiąt.
- Dość ciekawym elementem aparycji Morozowa są nienaturalnie ostre kły. Nie urodził się z nimi, ale swojego czasu spiłował je lekko by nadać im ten agresywny kształt. Rzadko jednak uśmiecha się na tyle szeroko, żeby ktokolwiek pamiętał o tym szczególe.


Krótka biografia
Wiele osób o Saszy wie tylko tyle, co widzieli i słyszeli. Nikt go nie znał w wieku dojrzewania, zawsze był zamknięty w sobie, pozornie bez żadnego większego powodu. A razem z wiekiem zamykał się coraz bardziej również bez przyczyny. Był niewidzialny, żaden z dorosłych dzisiaj dzieciaków z podwórka szkolnego, nie byłby w stanie przypomnieć sobie tego chłopaka o niesamowicie jasnej skórze, kruczoczarnych włosach i bezbarwnych szarych tęczówkach. Jednak jeżeli spytacie, gdziekolwiek w Euroazji, w dowolnym miejscu, do którego docierają informacje, o A.Morozowa, każdy człowiek wskaże na jednego z najniebezpieczniejszych kryminalistów świata. Ciężko połączyć te dwa obrazy – chłopca o spokojnym i pogodnym spojrzeniu, może trochę zbyt mocno skupionego na książkach przeznaczonych dla ambitnych czytelników z dorosłym mężczyzną o spojrzeniu dzikszym i bardziej intensywnym, niż spojrzenie drapieżnika w chwili ataku na ofiarę. Z jednej strony dziecko, symbol niewinności, anioł i przyszłość, z drugiej zaś dzikie zwierzę rządzące się swoimi własnymi prawami i instynktami. Historia dziś 26-letniego skazańca to opis bólu, cierpienia i samoświadomości, w każdym aspekcie ich znaczeń. Coś, czego nikt nigdy nie wiedział i nikt nigdy się nie dowie.
Nigdy nie było tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Aleksandriej urodził się kilka minut po północy, 15 maja 1987 roku, po skomplikowanym porodzie, w wyniku którego jego matka zmarła zanim usłyszała krzyk swojego pierwszego i ostatniego dziecka. Nic nie wskazywało na to, że kiedyś będzie mierzył ponad dwa metry wzrostu , ani na to, że w ogóle przeżyje. Jakimś cudem jednak przeżył, chociaż w tym przypadku to chyba pech, gdyż ojcem dziecka był Siewerin Morozow. Chłopcu imię nadały pielęgniarki, a ojciec tylko wyraził zgodę. Aleksandriej.
Ojciec przez 5 lat nie interesował się zbytnio dorastającym dzieckiem, oddając je pod opiekę swojej ówczesnej partnerki, która odeszła od niego właśnie z tego powodu. Była młoda i nie chciała być matką, bez znaczenia było to, że chłopiec nawet nie mówił do niej w ten sposób, a pokochał ją za to, że czytała mu książki. Kiedy odeszła, Sasza dostał pierwszy cios od życia, wcale nie lekki. Ojciec nigdy mu nie wytłumaczył niczego. Chłopak zaczął uczyć się czytać i spędzał całe dnie właśnie przy książkach zabijając nudę i tęsknotę. Nie zmienilo się to nawet, kiedy poszedł do szkoły. Zawsze nosił ze sobą aktualnie czytaną książkę, zawsze na wyrost względem jego wieku. Ojciec zapewniał mu minimum potrzebne do przeżycia, z wiekiem obciążając go coraz trudniejszymi obowiązkami, których ilość tylko rosła. Pierwszy raz, kiedy go uderzył, miał miejsce pod koniec roku szkolnego w trzeciej klasie. Wychowawczyni wezwała Siewerina , zaniepokojona brakiem jakichkolwiek reakcji, chłopaka z otoczeniem. Ojciec jednak zamiast pomóc ukarał go pasem i nakazał bardziej się postarać. Aleksandriej dokładnie pamięta godziny spędzone w ciemnym pokoju i uczucia jakie tłukły mu się po głowie. Strach, samotność, ból i beznadzieja.
W ciągu roku na ciele chłopaka pojawiły się blizny, głównie na plecach. Nikt nie miał pojęcia o tym, co przeżywa. Stłamszony przez ojca, nauczył przekazywać światu obraz nieco rozmarzonego i lekkomyślnego chłopaka, który często był też niezdarny – stad te blizny. I znowu obraz ten był zupełnym przeciwieństwem. Każdy ruch 10latka był przemyślany, chłopak był uważny i przewidujący, schodził z drogi ojcu jak mógł, wykazywał się niesamowitą sprawnością przy wykonywaniu obowiązków domowych. W pewnym sensie zastępował ojcu gospodynię domową, dbał o niego, a kiedy tylko najdrobniejszy szczegół nie był zgodny z wymaganiami ojca, dzielnie znosił obelgi i kolejne razy spadające na jego kark.
Starszy Morozow szukał długo partnera lub partnerki, jednak nikt nie był dla niego wystarczająco dobry. W pewnym momencie przestał szukać, skupił się na swoich zainteresowaniach. Zanim urodził się Sasza, Siewerin pracował jako lekarz medycyny sądowej- patomorfolog. Doskonale znał fizjologię ludzkiego ciała, sprawnie operował narzędziami chirurgicznymi, ale nie myślał o bólu – martwe ciało jest pozbawione takich odczuć. Kiedy jego synem opiekowała się jego dziewczyna, starszy zainteresował się szkoleniami ASG. Odstąpił od wykonywania zawodu lekarza, kiedy zdobył uprawnienia instruktora i organizatora symulowanych pól bitwy. To w jakiś sposób odpychało potencjalną bratnią duszę, co z kolei skutkowało frustracją na tle seksualnym. Całą agresję przenosił na syna, wymyślając wymagania nie z tej ziemi, by wyżyć się, okładając go pogrzebaczem, chociaż to tylko przykład.
Sasza nic nie rozumiał, ojciec niczego mu nie tłumaczył, ale i tak starał się ze wszystkich sił unikać sytuacji, w których gniew ojca skupiał się na nim. Nie miał czasu już na czytanie czegoś poza podręcznikami szkolnymi. Znacznie spadły jego oceny w szkole, a to powodowało kolejne kłótnie. W wakacje, między szkołą podstawową a gimnazjum, młody był już mocno zahartowany. Ogromny dom ojca, który znajdował się na obrzeżach miasta, potrafił sprzątnąć w zaledwie dwie godziny, jednocześnie przygotowując obiad. Nie było mu lekko, ale nie narzekał nigdy, chyba uznał, że mógłby się załamać, gdyby zaczął. I tak już słabo sypiał.
Szczególnie bolesnym wspomnieniem było właśnie to z tego okresu. Starszy Morozow wrócił z pracy wcześniej, mocno rozgniewany, a jeszcze mocniej rozjuszył go fakt, że jego syn dopiero zaczął przygotowywać obiad. Napięcie między nimi osiągnęło stan krytyczny i wybuchło w momencie, w którym Sasza obrócił się od kuchenki i zaskoczony spojrzał na ojca. Siewerin złapał go za gardło, przechylając tak mocno, że gdyby chłopak nie oparł się dłonią o rozgrzaną kuchenkę, przewróciłby się i z impetem wybił okno. Łzy bólu zadziałały na ojca jak płachta na byka. Wykręcił mu rękę, nie dbając o rozległe poparzenie, wybijając bark i bez trudu zaciągnął go do piwnicy. Nie chciał, żeby ktoś go usłyszał. Mieszkali prawie w lesie, gdzie w okresie wakacyjnym pojawiało się mnóstwo spacerowiczów i grzybiarzy. Rąbnął nim o ceglaną ścianę, pozbawiając tchu i związał jego dłonie za plecami. Niewiele myśląc szarpnął go za włosy i ściągnął z niego ubranie, rozdzierając na nim koszulkę. Bynajmniej nie myślał o tym, o czym myślisz w tej chwili. Chciał odsłonić skórę, by zintensyfikować zadawany ból. Uderzył go kilka razy odkręconą nogą od stołu, który poskładany leżał obok. Mimo gruchotu łamanych kości, chłopak, wówczas mający już 13 lat, nawet nie syknął. Był przygotowany, już nie raz ojciec łamał mu kości. W takich chwilach oddalał się umysłem, starał się wyciszyć, myśleć o miejscu i rzeczach, które przynoszą mu spokój. Siewerin jednak zauważył po raz pierwszy jego atrakcyjne ciało, które z wiekiem nabrało mięśni, czyniąc go przystojnym. Spojrzał na niego nie jak na swojego syna, członka rodziny, czy chociażby osobę, która ciężko pracowała, by jego otoczenie było pełne ładu, a obiad stawiany był na stole w momencie, w którym wchodził do domu. Nie jak na osobę, która rano podawała mu świeżą gazetę i jeszcze ciepłe bulki, mimo że najbliższy sklep znajdował się 15 km od domu. Zobaczył w nim dziwkę. W dodatku nie byle jaką.
Reszty można się domyślić. Morozow zrujnował psychikę chłopaka. Mimo to z jego punktu widzenia nic się nie zmieniło. Nadal był mu posłuszny, nadal wywiązywał się z obowiązków, nadal wstając czuł zapach zaparzonej kawy. Sasza wszystkie emocje zdusił wewnątrz. Nie pozwolił się im wydostać. Czuł do siebie wstręt, przestał patrzeć ludziom w oczy i stał się nie tyle zdystansowany, co wręcz odpychająco obcy. Przełykał truciznę podawaną przez ojca bez najmniejszego grymasu twarzy. Pozwalał mu robić, co mu się żywnie podobało, a piwnica, która zmieniła się w sterylne pomieszczenie przypominające prosektorium, stała się stanem jego umysłu. Nie stawiał oporu, żadnego. Długo trwało zanim na nowo poukładał sobie w głowie, tłumacząc wszystko pustymi frazesami o przysłudze, pomocy i naturze, która rekompensuje ból we właściwym czasie. I czekał. Znienawidził swoje imię, tylko ojcu pozwalał mówić do niego ‘Aleksandriej’, bo właściwie nie miał wyboru. Innych poprawiał. Oddzielał Saszę od Aleksandrieja. Do czasu, kiedy nie usłyszał rozmowy ojca z jego przyjacielem. Czyścił wtedy talerz, kiedy przez uchylone okno usłyszał przechwałki ojca, pełne pogardy dla jego osoby. Upuścił go na ziemię, a kiedy ojciec wszedł do kuchni, nadział się na dzikie, pełne furii i bólu spojrzenie Saszy. Tego dnia i przez następne półtora roku buntował się i szarpał z ojcem jak tylko mógł. Wiele razy ranił go tym, co miał pod ręką, przestał słuchać jego poleceń i zadawał coraz mocniejsze ciosy. Walczył z całej siły za każdym razem, kiedy lądował na ścianie w kaftanie bezpieczeństwa, wyrywał łańcuchy ze ścian, łamał mu kości.
Dokładnie trzy lata po pierwszym gwałcie, w wakacje poprzedzające liceum, Sasza uciekł z domu. Miał dużo pieniędzy, które zarabiał za plecami ojca, a tuż przed ucieczką okradł go z oszczędności. Wyjechał na trzy lata z Rosji do Anglii. Nie było to trudne. Nie miał się z kim żegnać, nie miał cennych rzeczy, które chciałby zabrać. Po prostu wyszedł z domu i już nie wrócił do niego nigdy.
Nawet za granicą miał ciągłe problemy. Ze względu na agresję jaką doświadczał otoczenie, dystans do ludzi, brak zaufania. Jednak było to niczym, wreszcie oddychał i mógł poczuć wolność całym sobą. Wrócił do Rosji i mając 19 lat i zaciągnął się do wojska. I tam pierwszy raz spotkał ludzi, którzy również nie mieli lekko. Zaprzyjaźnił się z charyzmatycznym Miszą Ivanowem i pierwszy raz poznał prawdziwy smak bliskości i seksu. Razem walczyli w Iraku, ramię w ramię z amerykanami. Trzymali się ze sobą, uczyli od siebie. I kiedy Sasza miał 23 lata, dokładnie w jego urodziny Misza zginął. A jego ukochany Sasza stał się kimś, przed kim ostrzegano nawet antyterrorystów. Zamordował dowódcę oddziału i dezerterował. Przez pół roku uciekał po Europie, zostawiając krwawy szlak w Niemczech, Polsce, Czechach, na Litwie, w Anglii. Zabił około 30 młodych chłopaków w wieku od 8 do 17 lat. Przetrzymywał ich osobno i traktował tak, jak kiedyś jego traktował ojciec. Złapano go w Szwajcarii. Adwokat przydzielony przez sąd podzielił los wcześniejszych ofiar, dodatkowo Morozow zeżarł jego serce, chcąc przerazić świat i pokazać, że wszystko może. Kilka razy przenosili go z więzienia do więzienia, tocząc burzliwe i kontrowersyjne procesy. W końcu, po wyroku skazującym na karę śmierci, wylądował w Delfinie, stając się jego postrachem. I kiedy kolejny raz przesunięto jego egzekucję, uciekł z więzienia. Trzy tygodnie później, przed jego domem, którego prawowity właściciel udzielił mu pomocy, rozegrała się prawdziwa bitwa. Antyterroryści złapali Morozowa, oceniając straty w ludziach na 2 zabitych i 3 rannych oraz tracąc ciężarówkę w wybuchu. I znów wylądował w Delfinie, ale kara śmierci, którą chciał przyspieszyć, nagle oddaliła się o kilometry. Strażnicy więzienia dostali wyraźne rozkazy od nowego szefostwa, żeby uważać na niego, pilnować, ale nie wchodzić w drogę i nie reagować na jego chamskie zachowanie. W gazetach lokalnych codziennie piszą o zbulwersowanym społeczeństwie, które domaga się kary odpowiedniej do winy.

I nikt, nawet przez chwilę, nie pomyślał dlaczego.

Multikonta: Misza, Arsen, Siewerin Morozow

Professional Gamblers.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Sasza dnia Sob 22 Cze 2013 - 15:55, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Sasza

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Sasza Morozow [uwaga, tekst kopie po dupie, serio]   Sro 19 Cze 2013 - 18:23

Samo

_________________
Powrót do góry Go down
 
Sasza Morozow [uwaga, tekst kopie po dupie, serio]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pub pod trzema miotłami
» Proza, poezja, teksty !
» [UWAGA SPOILERY] WASZE WRAŻENIA PO FILMIE [UWAGA SPOILERY]
» Pojechane teksty, które mogłeś przegapić!
» UWAGA! Ważne informacje!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Organizacja :: Kartoteka-
Skocz do: