<br><br>
<span style="font-size: 18px;"><strong>Nowy Delfin Zaprasza : </strong></span><br /><br /> <a href="http://czarnydelfin.forumpl.net"><img src="http://imageshack.com/a/img268/2677/8lpv.png" /></a>


.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet dyrektora więzienia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Konstantin

avatar

Age : 30
Liczba postów : 141
Join date : 02/01/2013

PisanieTemat: Gabinet dyrektora więzienia   Sob 5 Sty 2013 - 18:52

~*~
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 7 Sty 2013 - 20:32

Z westchnieniem zaczął przeglądać papiery, jedne z ostatnich, które mu doręczono przed odejściem z więzienia. Tak, nadszedł dzień kiedy musiał spakować rzeczy i wynieść się z gabinetu. Tak zarządził sąd. Ale czy na pewno miał zamiar to zrobić? Nie był ostatnim durniem, żeby oddać życie bez walki. Bo tu chodziło o coś więcej niż tylko o posadę, stałą pracę czy wysokie dochody.
Borys od 9 lat pracował jako dyrektor JUK25/6 i nie był to przypadek. Od początku ten ruch byl zaplanowany przez mafię orenburską, która chciała mieć na oku swoich podopiecznych, którzy dali się złapać. Borys urodził się w rodzinie mafijnej, która dopiero rozwijała swoją działalność. Zawsze był najkochańszym synem swojej matki i strzałą ojca. Pilny uczeń jeżeli chodziło o handel, zarządzanie, intrygi i tajne akcje. Dorastał bawiąc się bronią ojca, aż na 13 urodziny otrzymał własną Berettę. Ojciec powiedział mu, że broń to dobra inwestycja. I tak mu się ukuło. Szef mafii potrzebował kogoś na miejscu, oczytanego i obeznanego z sytuacją. Zawsze darzył Borysa szacunkiem i otoczył go opieką kiedy zginęli jego rodzice. Sokołow od początku miał do tego dystans. Wiedział, że ponieśli konsekwencje swoich wcześniejszych czynów. Oczywiście, że było mu smutno, ale szybko zrozumiał, że to nic nie da i żył dalej. Śmierć była codziennością w jego życiu. Widział jak zabijali, jeździł z nimi pozbyć się ciała i dowodów. Szef wiedział o tym, że w każdym przypadku Borys wybierze wlaściwie. Mianował go swoim zastępcą, prawą ręką. I obsadził go na stołku dyrektora Czarnego Delfina.
Jeszcze nie powiedział o decyzji sądu szefowi. Nie wiedział jak zareaguje. Czy powie, że jakoś przez to przebrną, czy spróbuje go zabić. Na razie rozmawiał o tym tylko ze swoim przyjacielem mafiozem Ivietowem. Według niego reakcję można było ocenić na 50/50. Niewiadomą było to, co się stanie teraz z Delfinem. Sojuszom groziło zerwanie, a układom koniec.
Pozornie wszystko dzialo sie jak zwykle. Na biurku Sokołowa stala kawa i czekał na jednego z więźniow, którego dzięki uprzejmości tej suki Fiodorownej nie zdążył ocenić na swojej skali więziennej. Dzień jak co dzień, tylko że niedługo mialo mu brakować tej dozy "rozrywki", kiedy to temperował więźniów na sztywne, posłuszne ołóweczki.
Uprzątnął z biurka papiery wrzucając je niedbale do szuflady i wyjął akta skazańca.
- No ładny jesteś, naprawdę. Ciekawe co dla mnie masz.

_________________
Powrót do góry Go down
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 7 Sty 2013 - 21:08

- Dziękuję za komplement i stwierdzam, że nie rozumiem ukrytego pytania - Odrzekł spokojnie Litchi, oglądając gabinet z uprzejmym zdziwieniem, jakby zupełnie nie zwracał uwagi na wbijające się w jego nadgarstki kajdanki i strażnika, który wprowadził go szybko do gabinetu, po czym wyszedł, jakby bał się, że może się czymś zarazić, jeżeli będzie dłużej przebywał w jednym pomieszczeniu z Dyrektorem. Czy raczej Eks-dyrektorem, jeżeli mógł ufać chodzącym po więzieniu plotkom. Niektórzy nadzorcy powinni bardziej uważać na słowa, przez drzwi celi można naprawdę sporo usłyszeć.
Fakt faktem, Yong nie spędził w Delfinie zbyt wiele czasu, w końcu czym są niecałe trzy miesiące. Był grzeczny, nie przeszkadzał innym (jeśli nie liczyć kilku wyskoków podczas pierwszego tygodnia, kiedy o mały włos nie wydłubał oka jakiemuś prostemu handlarzowi bronią, który uznał, że może sobie z każdego zrobić swoją "dziewczynkę"), chodził grzecznie od ściany do ściany i jedynym, co sprawiało, że nigdy nie miał spokoju, była jego kobieca uroda. W końcu nie można się było temu dziwić, jakby nie patrzeć był w męskim więzieniu, gdzie facet facetowi kobietą, a on miał to wątpliwe szczęście, żeby całe jego jestestwo więc krzyczało "zgwałć mnie", a azjatyckie geny tylko potęgowały ten efekt. Chwała Bogu, że był Osą, to wstępnie zniechęcało to mniej zdeterminowanych petentów. Tak więc tygodnie mijały mu w ten sam, monotonny sposób, zupełnie tak, jakby wrócił na studia. Czasami poważnie zastanawiał się nad tym, czy gdyby poprosił o egzekucję, to czy naprawdę przyśpieszyliby wyrok.
Jakby nie było, czuł się dumny, że wciąż nikt nie położył na nim swoich łap.
Ten dzień miał być nieco inny. Pierwszy raz miał zobaczyć dyrektora Delfina, istniała też nikłą szansa, że będzie ostatnią osobą na terenie więzienia, która będzie mieć tą przyjemność.
Wepchnięty do gabinetu zachwiał się nieco i wyprostował spokojnie, pozwalając długim włosom spłynąć na ramiona i plecy, podczas gdy jego spojrzenie wbite było w oczy dyrektora w akcie cichej, kurtuazyjnej bezczelności.
- Nie sądziłem, że będę mieć przyjemność zobaczenia samego Pana Sokołowa twarzą w twarz... - Powiedział spokojnie, posyłając mężczyźnie promienny uśmiech i natychmiast pozbywając się swojego zwyczajowego, chińskiego akcentu. Utrzymywał go tylko i wyłącznie po to, żeby irytować innych więźniów, a nie wydawało mu się, żeby to była właściwa pora na wygłupy. Może i był znany jako "bezczelny świt", ale nie był idiotą. Wolał najpierw rozpoznać teren i, co najważniejsze, dowiedzieć się, po co został wezwany.

_________________
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Sro 9 Sty 2013 - 17:29

Uniósł wzrok znad akt i spojrzał oceniającym, surowym wzrokiem na wepchniętego do pomieszczenia więźnia. Obejrzał go sobie dokładnie od góry do dołu, bezczelnie zatrzymując wzrok na jego ustach i biodrach. Odchylił się w fotelu i przekręcił lekko, wciąż patrząc na Osę.
- Przyjemność? To się jeszcze okaże, Zhu. - jego głos był równie surowy co spojrzenie. Wyrażał otwartą niechęć i wyższość.
Wstał i okrążył go, oglądając go uważnie, trochę jak lew swoją zwierzynę. Nie dotykał go, chociaż przeszedł niebezpiecznie blisko, wyciągając dłonie za jego plecami, jakby chciał musnąć jego ramiona. Uśmiechnął się wreszcie paskudnie, stając przed nim i zaglądając w oczy, tak zuchwale wbijające spojrzenie w jego lodowate tęczówki. Mimo grymasu malującego sie na jego twarzy, a trzeba wspomnieć, że ten do przyjemnych nie należał, jego oczy mroziły spojrzeniem.
Milcząc podsunął mu krzesło i wskazał na nie. Sam okrążył biurko i otworzył ostatnią szufladę, spoglądając na pewien tobołek koloru khaki. Troche było mu szkoda jego pięknej buźki. Spojrzał na niego.
- Jak oceniasz JUK25/6 ? - pytanie było pozornie z dupy, ale miało rozwinąć nieco sytuację i zadecydować o dalszym losie więźnia. Borysowi nieco przeszkadzal spokój Osy. Zwykle oni rzucali sie najbardziej, ale do tego najwyraźniej nie dotarły jeszcze opowieści o Sokołowie. Pamiętał dokładnie dzień, w którym Morozow znalazł się u niego w gabinecie. To był pamiętny dzień.
Skupił sie całkowicie na więźniu.
Powrót do góry Go down
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 14 Sty 2013 - 18:33

- Jestem optymistą - Odparł beztrosko, całkowicie ignorując ton dyrektora. To było dość oczywiste, że będąc głową takiego więzienia jak Delfin, Sokołow musiał sprawiać wrażenie potężnego i okrutnego, ale prawda mogła być zupełnie inna. W końcu nie zawsze pokazujemy innym swoją prawdziwą twarz... Chociaż w sumie po co się oszukiwać - pewnie Borys był skończonym palantem, ale Litchi miał duszę romantyka, chociaż bardzo starał się to ukryć przed resztą świata, w tym przed samym sobą.Ludzie to jednak słabe istoty.
Nawet nie drgnął, gdy mężczyzna zaczął go okrążać, ba! Nawet wyprostował się dumnie i wbił spokojnie spojrzenie złotych oczu w ścianę naprzeciwko. Nie miał najmniejszego zamiaru okazywać wahania czy strachu, to równałoby się z natychmiastową przegraną, a on miał ochotę na nieco dłuższą zabawę.
Spojrzenie dyrektora nie wywarło na nim żadnego wrażenia. Wyprostował się dumnie i przymknął nieco oczy, których nie obejmował malujący się na jego twarzy lekki uśmiech. Może gdyby nie był aż tak często oceniany w taki sposób..? Może wtedy byłby w stanie zachowywać się grzecznie i nie odsłaniać chudego karku, gdy mężczyzna o mały włos nie dotknął jego ramion? Może. Ale jak na razie nie czuł potrzeby powstrzymywania się, w końcu i tak był wyjątkowo grzeczny
Z ulgą usiadł na podsuniętym krześle, dochodząc do wniosku, że długie stanie na baczność wyjątkowo męczy nogi. Przez chwilę wodził wzrokiem za Sokołowem, po czym zamrugał szybko, słysząc jego pytanie.
- Tak sobie wyobrażałem to więzienie, no może jest trochę czystsze niż w moich wyobrażeniach... - Potrząsnął nieco głową, strzepując włosy z twarzy. - Ale moja ocena może być nieco wypaczona, jestem tu z własnej, nieprzymuszonej woli - Zaśmiał się cicho.
Był inny od większości więźniów, taka prawda. On nie robił wszystkiego, żeby nie dać się złapać, wręcz przeciwnie - zrobił co chciał i zadzwonił grzecznie po policję siedząc na miejscu zbrodni. Więzienie traktował nie jako karę, a jako nową przygodę i, siłą rzeczy, miał co do niego zaskakująco przyjazne podejście, nawet jeśli czasami wolał nawet nie dotykać jedzenia. A swoją drogą...
- Chociaż nowy kucharz by nie zaszkodził - Stwierdził wesoło i posłał dyrektorowi piękny uśmiech zadowolonego z życia człowieka.

_________________
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Wto 29 Sty 2013 - 7:42

- I arogantem. - dokończył, chociaż i tak pewnie zdanie było skończone. Przebiegł wzrokiem po jego aktach, długimi palcami stukając w zdjęcie więźnia. Większość z nich wyglądała na nich na przestraszonych, nawet najwięksi, najbardziej niebezpieczni więźniowie. No z wyjątkiem kilku przypadków. W końcu nie dziwota, że niektórzy mieli nierówno pod sufitem. Długo milczał jakby się nad czymś zastanawiał, ale w istocie tylko oceniał jak długo osa z nim wytrzyma. W koncu cmoknął paskudnie.
- Dbam o to aby tak było. - powiedzial surowym tonem. Tylko tyle. Na jego ustach zakwitl znów klasyczny dla niego paskudny uśmiech, kiedy zapalił papierosa i spojrzał przez okno. Nie spieszył się z niczym. Spokojnie usiadł na skórzanym fotelu i nacisnął guzik interkomu, żeby równie mało rozemocjonowanym tonem oznajmić swojemu sekretarzowi, by mu nie przeszkadzano. Ale zanim to nastąpi by przynieść mu kawę. Usiadł na biurku i wbił lodowate spojrzenie w oczy więźnia.
- Pewnie jesteś z siebie zadowolony, że udało ci się tak długo przetrwać bez większych problemów. Albo raczej oczekujesz, że będzie to trwało dłużej. Jednak zadaniem więzienia jest resocjalizować, nie bezmyślnie zamykać wam horyzonty do szarych murów i małego kawałka szarego nieba. I nawet ktoś z dożywociem, i nawet ktoś skazany na śmierć ma PRAWO, czytaj obowiązek, uczestniczyć w resocjalizacji. Nie myśl, że gadanie o "własnej nieprzymuszonej woli" coś zmieni. - nieprzyjemny wręcz arktyczny ton Sokołowa przeciął powietrze tak mocno, że powinno z sykiem zmienić się w dużo cieższe i gęstsze, choćby ze względu na przyzwoitość. Zmrużył lekko oczy, patrzac na zimowe podwórko za oknem, a potem wrócił wzrokiem do chińczyka. Wstał i podszedł do niego nachylając się bardzo blisko jego twarzy i łapiąc niesforny kosmyk jego orzechowych włosów, żeby owinąć go wokół palca.
- Więc jeśli nadal uważasz, że jesteś tu z własnej woli to jestem bardzo zainteresowany zmienieniem twojego światopoglądu.
I z tymi słowami przypiał go do krzesła, otaczajac jego drobne ciało swoimi ramionami, by sięgnąć za niego, nie dotykajac go na razie jednak. Na razie. Odsunął się i w momencie, w którym drzwi drgnęły i sekretarz wkroczył do gabinetu, Borys już siedział za biurkiem i udawał szczerze zainteresowanego zapisaniem notatek w aktach Litchiego. Bez słowa, skinął głową sekretarzowi w ramach podziękowania za to za co i tak mu płaci i wstał. Upił kilka łyków kawy, żeby po chwili ją odstawić, podejść do więźnia z tyłu i pociągnąć krzesło z dywanu na kawałek linoleum. Metal skrzypnął o nie nieprzyjemnie. Sokołow podszedł z powrotem do biurka i rozwinął wcześniej wspomniany tobołek, żeby wyjąć z niego nożyczki i wcześniej podchodzac rozpiął sweter więzienny osy, a potem rozciał koszulkę, żeby w milczeniu sćiągnąć je z niego całkiem i obejść dookoła przyglądając się mu uważnie. Przejechał zimnymi palcami po skrawkach skory, które były ciemniejsze. Było ich niewiele. A między nimi rysowała się waska blizna.
Zaśmiał się cicho, jakby kpiąco, w końcu widać było, że chlopak dba o siebie, jest doprowadzony do porządku nie przez klawiszy, oj na pewno nie, a przez siebie samego, aż tu nagle takie coś. Sokołow przyjrzał się uważnie pochylając się nad nim i jedną ręką zmuszając go do spuszczenia głowy w dół. Szybko łączył fakty, wodząc zimnym palcem po skazie na jego plecach.
- Jaki miałeś powód, by zasłonić tatuaż? Tusz jest osadzony nieregularnie w skórze, to nie wykonanie u pierwszego lepszego tatuażysty. To horimono.
Akurat na tym się znał. Sam miał tatuaż na plecach. Wielkiego tygrysa syberyjskiego o zielonych oczach, które śledziły każdego, kto na niego spojrzał. Nie byle jaki tatuaż. Gdyby nie jego praca i "praca po tej pracy", oraz chęć osiągania szczytów mogłby zostać artystą. Wlaśnie zajmującym się tatuażem. Swojego czasu interesował się nim i stąd wiedział, co oznacza nieregularna głębokość. Mianowicie wykonanie ręczne tatuażu, bez użycia maszynek. W dodatku z tego co widział, blizna byla dość duża. Sokołow lekko szarpnął go za włosy odchylając głowę do tyłu, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Po wielkości zgaduję, że byłeś wysoko. A po aktach, stwierdzam iż przerosło cie zadanie. Co razem czyni...- tu paskudny uśmiech, niedokończone zdanie.
Powrót do góry Go down
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 1 Lip 2013 - 17:18

- Lepiej być szczerym arogantem niż zakłamanym lizusem, nieprawdaż? - Zaśmiał się chicho z własnego żartu, po czym wyprostował obolałe nogi przed siebie. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się z umiarkowanym zaciekawieniem we własne buty, nie czując potrzeby kontynuowania rozmowy. Skoro dyrektor chciał mieć towarzystwo do przeglądania papierów, to co on mógł zrobić? Rozmowa o pogodzie byłaby raczej nie na miejscu, nawet on zdawał sobie z tego sprawę.
- To dobrze - Odparł spokojnie, nawet nie próbując ukrywać znudzenia. Przez chwilę nawet chciał zapytać jak długo będzie musiał robić za element ozdobny, ale zanim słowa zdążyły opuścić jego lekko rozchylone usta, gabinet wypełnił głos dyrektora. Na miłość boską, czyżby nikogo tutaj nie uczono, że trzeba poczekać aż ktoś skończy myśl? Więzień przeciągnął się dyskretnie i oparł wygodniej o krzesło, myśląc nad tym, co powiedział Sokołow.
- Zaskoczy pana fakt, że zdaję sobie z tego sprawę? - Zapytał z czarującym uśmiechem, który tylko się poszerzył, gdy mężczyzna chwycił jego włosy. - Przeszłości nie da się zmienić, a wydawało mi się, że w moich aktach jest napisane, że dla mnie nie ma ratunku, więc... - Urwał, gdy tylko drzwi do gabinetu uchyliły się, ukazując kogoś, kto musiał być asystentem, czy innym pismakiem. Na odchodne pokazał nieznajomemu sam czubek języka i syknął głośno, ruszając się lekko na krześle, gdy ten go mijał. Mina mężczyzny była bezcenna.
Litchiemu nie dane było jednak długo cieszyć się sukcesem, jakim było podniesienie ciśnienia u chłopaka na posyłki. Spiął się odruchowo, gdy krzesło zaczęło się ruszać, po czym spojrzał z wyrzutem na dyrektora, jakby chciał mu bez słów dać do zrozumienia, że następnym razem mógłby łaskawie uprzedzić.
- Więc o to chodziło? - Zapytał z pełnym wyższości uśmieszkiem, starając się ukryć to, że po raz pierwszy od wejścia do gabinetu czuł się nieswojo. Nie ma się czemu dziwić, przez całe swoje życie wychodził z założenia, że ubrania zdejmuje się tylko przy kontakcie z wodą lub w łóżku. Bycie praktycznie przykutym do krzesła bez górnej części ubioru... Cóż, mogło to być całkiem zmysłowe, ale nie w tej sytuacji. Prawda jest taka, że mógłby się nawet nakręcić, pozwolić wyobraźni podsuwać mu najróżniejsze obrazy, byłaby to przyjemna odmiana... Tyle że czuł się trochę niedoceniony tym, że chwilowo na pierwszym planie były resztki tego cholernego tatuażu.
Litchi wzdrygnął się lekko, gdy chłodne palce dotknęły rozległej blizny. Czyżby problemy z krążeniem, panie Dyrektorze?
- Nie przemawiał do mnie wzór - Rzucił wymijająco, po czym jęknął głucho, gdy ten szarpnął go za włosy. Za jego ukochane, zadbane włosy. Za jego skarb i chlubę. Bezczelność.
Przez chwilę nie odpowiadał, po prostu przypatrując mu się z uprzejmym zaskoczeniem. najwidoczniej Sokołow nie należał do osób, które dobrze radziły sobie z własną mimiką, ale najwyraźniej znał się na działaniu azjatyckich mafii... Ciekawe.
- Prawie pan trafił, brawo. Ale nie byłem ani wysoko, ani nie wypełniałem zadania. Prawie robi wielką różnicę. Widział pan tą reklamę? - Zachichotał cicho i znów wyprostował przed sobą nogi, jakby opalał się na werandzie, a nie przechodził przesłuchania w połowicznym negliżu. - Do trzech razy sztuka, ma pan jeszcze dwie próby... Swoją drogą, możemy przejść na ty? To ciągłe powtarzanie "pan" sprawia, że czuję się jak na dywaniku u szefa rezydentów.

_________________
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Czw 4 Lip 2013 - 14:10

Słysząc jego odpowiedź nawet sie chyba nie zdziwił. Na jego twarzy wykwitł jedynie swego rodzaju uśmiech tryumfu. Dał mu poczucie wyższości, władzę poprzez doświadczenie i wiedzę na temat siebie. I watpliwą pewność, że dyrektor Delfina, nie odgadnie skąd tatuaż, ani kim tak naprawdę jest w Triadach. A Sokołow zwykł wnikliwie sprawdzać dane na temat interesujących go osób. Być może jego ukryta profesja, dla której więzienie było silnikiem i jednocześnie przykrywką, prowokowała takie zachowania.
- Jak uważasz, drogi Zhu. Borys Sokołow, niezwykle miło mi poznać kandydata na wroga numer jeden. - rzucił mu jadowicie, prosto do ucha. Ciekaw był jak szybko kojarzy fakty. Puścił jego włosy i odsunął się, żeby dokładnie obejrzeć sobie jego sylwetkę, okrążając go. - Szczerze mówiąc, spodziewałem się kogoś bardziej typowego. Ale cóż, Triady mają raczej dość "oryginalne" spojrzenie na swoich członków. - skrzywił się nieznacznie. Nie był fanem postępowań azjatów. Zreszta gdyby był, nie dowodziłby Glaz Volka(z rosyjskiego: Oko Wilka, czyli bardziej oficjalna nazwa mafii orenburskiej) w tak głębokim stopniu. "Rodzina" Miszy miała bardzo napięte stosunki z Triadami. Nierzadko dochodziło do porachunków w charakterze zaściankowym, pozornie przypadkowym dla szarych obywateli. A teraz, kiedy mieli "we władaniu" Yong'a Zhu, konflikt zaostrzył się maksymalnie. Aż czuło się złe wibracje, kiedy spotykali się członkowie Triady z Glaz Volka. A spotykali się, z racji pozornych chęci zawarcia pokoju. Ciagle dyskutowali o warunkach rozejmu, w międzczasie dopieprzając sobie prowokacyjnymi zaczepkami. Sokołow starał się byc ponadto i podziwiał Miszę, że ten tak dobrze trzyma nerwy na wodzy, idzie na ustępstwa, a jednocześnie ma doskonała kontrolę nad tym wszystkim. Ale szef już taki był.
Podszedł do biurka, usiadł na obrotowym fotelu i obrócił się do wysokiej szafy służącej za archiwum. Z głębokiej szuflady, czy raczej z jej bocznej ściany kryjącej pusta przestrzeń, wyciagnął dość solidny plik teczek. Odwrocił się, zamykajac szufladę i kładąc je na biurku.
- Co mógłbyś mi o sobie powiedziec? - spytał już neutralnie i wbił spojrzenie lodowatych jak powierzchnia neptuna oczu w jego złote ślepia. - Jesteś bardzo podobny. - ale nie zdradził do kogo, opierając się o oparcie fotela i zapalając papierosa.

_________________
Powrót do góry Go down
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Czw 4 Lip 2013 - 14:42

Wzdrygnął się lekko, słysząc głos mężczyzny tak blisko siebie, że był w stanie poczuć jego oddech na uchu. Nie do końca wiedział o co mu chodzi, ale gdzieś w jego głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Pamiętaj Zhu przypomniał sobie stwierdzenie ojca są na świecie ludzie, którzy wiedzą o tobie więcej, niż ty sam powinieneś. Wtedy nie rozumiał o co tamtemu chodziło, był bardziej zajęty bluzganiem w duchu na to, że przepadła mu randka, ale teraz musiał z bólem przyznać swojemu staruszkowi rację. Miał nadzieję, że w Delfinie spokojnie doczeka do egzekucji bez wywlekania swojego pochodzenia, ale najwyraźniej dyrektor świetnie zdawał sobie sprawę z tego kim jest. Chłopak westchnął ciężko i zarzucił lekko głową, żeby strzepnąć błękitną grzywkę z twarzy i spojrzał na mężczyznę nieco inaczej niż dotychczas. Teraz był gotów odgryźć sobie język i utopić się we własnej krwi, jeżeli ten zacznie zachowywać się podejrzanie. Nie po to planował zbrodnię niemożliwą to wyciszenia, żeby teraz znów zaczęło iść za nim widmo Triad.
On chciał tylko zniknąć z tego świata z hukiem, czy prosił aż tak wiele?
Litchi nie miał bladego pojęcia jak wygląda sytuacja na froncie Rosja - Chiny. Wiedział tylko tyle, że jego przeklęta rodzinka nie chce, żeby mafia orenburska dowiedziała się o jego istnieniu, co ciekawe, po części dla jego bezpieczeństwa. Początkowo on sam nie miał nic przeciwko wiązaniu się z Rosjanami, żeby zaszkodzić wujkowi, ale potem dotarło do niego, że gdyby to zrobił najprawdopodobniej umarłby po wielu "dyplomatycznych" torturach.
Kolejne słowa Sokołowa wyrwały go z zamyślenia. Sprowadzony na ziemię chłopak zamrugał szybko, wyprostował się dumnie, przywołał na twarz najbardziej promienny i beztroski uśmiech, po czym zaczął mówić wesołym, rozluźnionym tomem.
-Nazywam się Yong Zhu, mam dwadzieścia trzy lata. Studiowałem medycynę, ale pewnego dnia mi się nudziło i zacząłem mordować kobiety i dzieci, oraz pozbyłem się kilku irytujących i zakłamanych pielęgniarek. Lubię muzykę klasyczną i twórczość Alfonsa Muchy. Mój ulubiony kolor to brązowy, a ulubiona potrawa to sałatka ze smażonym kurczakiem. Aktualnie moim celem w życiu jest dożycie egzekucji, podczas której będę mógł na odchodne pokazać, że nie czuję skruchy ze swojego postępowania. Coś jeszcze?
Wypowiedź zakończył wdzięcznym skinieniem głowy, jakby dopiero co zakończył opowiadać jakąś anegdotę grupie dystyngowanych znajomych. Musiał robić dobrą minę do złej gry. Skoro już miał tego pecha wpaść na kogoś z rosyjskiej mafii (a tego po chwili rozważania wszystkich za i przeciw tej tezy był stuprocentowo pewny), to niewiele mógł zrobić. Postanowił się więc rozluźnić i odwołać do gromadzonej od kilku tygodni bezczelności. W końcu i tak chciał zginąć, więc co miał do stracenia?
-Błagam, jeśli powiesz, że do Lucy Liu to się zabiję ze wstydu. - Rzucił rozbawiony i mrugnął do mężczyzny. - Wiem, że dla Europejczyków wszyscy Azjaci wyglądają tak samo, ale ona wygląda jak wychudzona szkapa.

_________________
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 8 Lip 2013 - 20:25

Przyglądał mu się uważnie z nieskrywanym rozbawieniem, które wymalowało mu się na twarzy mniej więcej w momencie, kiedy Litchi zaczął beztrosko opowiadać o tym, co go tu sprowadziło. Jak zwykle ów wyraz twarzy nie sięgał oczu, które pozostawały czujne i lodowate. Słuchał spokojnie zaciagając się papierosem i wbijając to nieznośnie upiorne w wyrazie spojrzenie w postać więźnia. Kiedy skończył mówić, Sokołow strzepnął popiół do popielniczki, odwracając na chwilę wzrok, jakby całkowicie pochłonął go grawer na brzegu owego naczynia.
- Co do Lucy Liu się zgodzę. Jej usta przywodzą na myśl usta dziwki z trzydziestoletnim stażem. Niezbyt smaczne. Dodatkowo nie do końca jesteśmy Europejczykami. Azjatami, mimo położenia geograficznego także. Jesteśmy Rosjanami, nikim mniej i nikim więcej. - odpowiedział niesamowicie eleganckim, mocno wychłodzonym tonem, lekko wzruszając ramionami przy ostatnim zdaniu i spoglądając na starą mapę kraju wiszącą na ścianie w rogu gabinetu, oprawioną w srebrne, nowoczesne ramy. Po chwili spojrzał w otwartą teczkę, gasząc papierosa w popielniczce i lekko otrzepał dłonie, jak kucharz po ugniataniu maki z proszkiem do pieczenia.
-Yong Zhu, dwadzieścia trzy lata. Niedokończone studia, ojciec umarł na raka, matka popełniła samobójstwo. Pierwszy w kolejce do "tronu" Głowy Smoka. - zaznaczył cudzysłów palcami obu rąk i spojrzał na niego z lekkim, chociaż nieprzyjemnym uśmiechem.- I faktycznie, większość uważa, że Azjaci są identyczni. Zazwyczaj ten sam kolor włosów lub zbliżony, czarne lub brązowe oczy, rzadziej złote jak twoje. Ale każdy z was ma coś w rysach twarzy, co ja jako posiadacz pamięci fotograficznej dostrzegam błyskawicznie. Jestes podobny do niej. Do Yong Lan.
Wypiął zdjęcie z teczki i wstał, przyglądając się mu. Podszedł do niego leniwym krokiem i zerknął to na niego, to na zdjęcie. A potem obrócił je do niego ukazując mu portret jego matki. I patrzył na całość jego reakcji, nie spodziewając się niczego konkretnego. Dał mu chwilę, a potem cofnął się rzucając zdjęcie na biurko i opierając się na nim z przekrzywionym łbem wpatrując się w jego oczy. Sam miał na twarzy dość zagadkową minę. I milczał. Bo pod tą tajemniczą mimiką twarzy zawsze kryły się jakieś niechlubne emocje, których nie lubił zazwyczaj okazywać. W końcu był profesjonalistą i perfekcjonistą w każdej dziedzinie. A u takich raczej krucho z głębszymi namiętnościami jak gniew czy tęsknota. Sokołow był człowiekiem opanowanym i dramatycznie spokojnym, bez względu na sytuację. Nic nie było w stanie wpłynąć na równowagę jego zachowania. Prawdziwy dorosły człowiek, odpowiedzialny za siebie i innych. Ale i tak do góry lodowej bylo mu daleko, tam wewnątrz. Szczególnie kiedy dostrzegał pewne schematy, które kojarzyły się z jego przeszłością.

_________________
Powrót do góry Go down
Litchi

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Pon 8 Lip 2013 - 20:58

- To się nazywa chorobliwy patriotyzm... - Mruknął rozbawiony.
On sam nigdy nie czuł się jakoś przywiązany do ojczyzny, więc takie dumne podchodzenie do swojego, jak to się mówi, dziedzictwa, zawsze go bawiło. Powędrował spojrzeniem za wzrokiem mężczyzny. No tak, mapa w gabinecie. Chłopak uśmiechnął się lekko do siebie. Więc dyrektor był jednym z tych beznadziejnych przypadków... Jakoś go to nie zaskoczyło. Do jego stereotypowego obrazu Rosjanina z dziana pradziada Sokołowowi brakowało tylko wielkiej papachy.
Słuchając kolejnych słów mężczyzny nawet na chwilę nie przestawał się uśmiechać. Wziął głęboki oddech, policzył w myślach to dziesięciu i wmówił sobie, że jest poza tym wszystkim. Takie podejście pomagało mu nie wpadać w panikę w krytycznych sytuacjach, a samej sztuczki nauczył go wykładowca. Panie, świeć jego duszy. Może i był złośliwy, ale nie zasługiwał na śmierć potrącony przez pianego kierowcę.
Swoją drogą ciekawe, że wszystkich otaczających go ludzi spotykało coś złego...
Litchi na chwilę zamknął się w swoim świecie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ciąży na nim klątwa, a otrzeźwiał dopiero wtedy, gdy przed oczami objawiła mu się matka. Zaskoczony zamrugał nieco nieprzytomnymi oczami i skupił wzrok na zdjęciu. Tego nie znał, a albumy ojca studiował od małego, więc pamiętał wszystkie... Ciekawe, ale nie na tyle, żeby miał dyrektora o to zapytać.
Przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywał mu się z niewinnym zainteresowaniem. Ciekawe jak łączył obowiązki gangstera z pracą w więzieniu. Chociaż może to praca w więzieniu była jego gangsterskim obowiązkiem? Jeśli tak, to intryga gęstniała, a jeśli rząd zdawał sobie z tego sprawę... Chłopak zachichotał pod nosem. Właśnie znalazł materiał na całkiem niezłą książkę, szkoda, że nigdy jej nie napisze. Znaczy, nie to, żeby czuł się z tym źle, jeśli miał do wyboru użeranie się z wydawcą a rozmowy z Mussolinim w piekle, to druga opcja wydawała mu się ciekawsza.
- No i... - Zaczął powoli, zakładając nogę na nogę. - Wezwał mnie pan... Nie, kazałeś mnie wyprowadzić w kajdankach z celi, żeby dać mi do zrozumienia, że wie pan kim jestem? Musi ci się nudzić w pracy Borys. Nie masz nic przeciwko używaniu imion? Wiesz, ty mi przed chwilą machałeś martwą matką przed nosem, wydaje mi się, że w porównaniu z tym, mój brak taktu nie jest niczym wielkim.

_________________
Powrót do góry Go down
Borys
Dyrektor
avatar

Liczba postów : 13
Join date : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   Wto 9 Lip 2013 - 1:00

Nie zareagował na komentarz dotyczący patriotyzmu. Nie uważał, że jest to coś, o czym chciałby dyskutować z więzniem w tej chwili. Mapa była pamiątką, widać było na niej zarówno plamy krwi, jak i przetarcia od czestego zginania, kilka kresek od dlugopisu i kółek zaznaczających pewne istotne miejsca. Patrzył na niego i jednocześnie nie patrzył. Myślał, ale nie gorączkowo. Nie powstrzymywał goryczy, żalu czy bólu, które mógłby z calą pewnością odczuwac w tej chwili. Kilka obrazów, które sam przywołał było całowicie pozbawionych ładunku emocjonalnego. Jego oczy pozostały czujne i skupione, jedynie po lekkim rozluźnieniu mięśni w okolicach szczęki i miarowo stukających o kant biurka palcach dalo się poznać zamyślenie - dla kogoś kto go nie znał, gesty zagadkowe, niejednoznaczne, niespójne z wyrazem spojrzenia wbitego głęboko w oczy więźnia, lustrujacego jakby dno jego duszy. Myślał, obserwował i słuchał. Podzielność uwagi była mocną stroną dyrektora więzienia.
-Zdecyduj się. - powiedział wcinając się mu w pół zdania, ale już dalej mu nie przerwał, nie odezwał się słowem, dopóki nie skończył.Pozostał całkowicie opanowany na zewnątrz. W środku zrobiło mu się dość pusto. Machał mu martwą matką przed nosem. Dlaczego nie pomachał mu martwym ojcem? Znów zerknął na mapę, zupełnie jakby szukał tego, co chce powiedzieć. W rzeczywistości szukał siły, motywacji, bo ni z tego ni z owego odechciało mu się rozmawiać. Mapa była symbolem drogi z samego dołu, szczebli jakie pokonał. Całkowicie sam, bez niczyjej pomocy. A teraz czuł, że może jakoś wyrzucić tą plamę krwi z tej kartki, plamę na honorze. Tylko, słuchając osy, zaczynał dusić w sobie chęć jakiejkolwiek współpracy, mimo że ten pojawił się jak grom z nieba. Cholerny znak, że pora zmyć tą plamę z mapy życia. Spojrzał na niego maksymalnie ostrym wzrokiem, przypominającym zaostrzony diament do ciecia szkła.
-Albo pan, albo Borys. - jego głos przypominał dźwięk pękającej góry lodowej. Mroził wyrazem, przeszywał jak zimno Syberii w najgorszym sezonie. Przy następnej wypowiedzi nadal chłodny, ale stracił już na ostrości. I wcale nie było to oznaką wybuchu czy irytacji. - Masz rację. Nudze się jak mops w pracy biurowej. Dużo bardziej cenię sobie zarzynanie bezbronnych, przykutych do krzesła więźniów. Ba, uwielbiam eksperymentować z nazistowskimi broszurkami, akurat jestem w posiadaniu kilku. To antyki.
Cos błysnęło w jego oczach, kiedy oderwal się od biurka i z szuflady wyjął mocno sfatygowaną broszurkę z podobizną Hitlera. Coś na kształt lekkiej ekscytacji spowodowanej faktem, że może się z kimś podzielić zainteresowaniami.
- Pokusiłem się też o wylicytowanie podstawowego zestawu narzędzi nazistowskich, ktorych zastosowania wyliczono w tych, jakże kunsztownych opisach tortur. - obrócił broszurkę, patrząc na jej tylną okładkę. -Interesujesz się może takimi zagadnieniami?- jakby gadali przy kawie. Podszedł do niego powoli i obszedł dookoła. Rozkuł mu ręce.
- Wybacz mi ten nietakt z mojej strony. Chęć poznania istotnej części mojego życia czasami przybiera w moim przypadku dość nietypową formę. - rzucił enigmatycznie i już był zupełnie inną osobą niż wcześniej. Już nie surowym dyrektorem więzienia i nie działaczem mafijnym nie posiadającym skrupułów. Teraz był pasjonatem antyków, który chcial zarazić bakcylem swojego rozmówcę. Człowiek o wielu twarzach. Nie, nie maskach. Borys nie musiał nic ukrywać, był w pełni naturalny, wybierał odpowiednią twarz do konkretnego rozmówcy. Rzadko zdarzalo się, że musiał ją zmienić, jak w tej chwili, ale był elastyczny. Nigdy się nie poddawał, ani nigdy nie przestawał próbować. Wyznawał zasadę, że jeżeli ktoś dawał drugą szansę, dai trzecią, czwartą, kolejne...
Przypiął kajdanki do paska, przy którym miał dwa desert eagle - najcięższe i największe, bo model Magnum. Cechowały się dużym i silnym odrzutem, zdolnym złamać nadgarstek niewprawnemu strzelcowi. Przeszedł obok niego i wskazał mu wygodniejsze, bo obite szarą tkaniną krzesło, zapraszając go by usiadł. W jego całym gabinecie, a także w mieszkaniu zastępczym dominowały odcienie szarości i czerń. Żadnej bieli, conajwyżej jasnoszary kolor, podobny do nieba w pochmurny dzień. Meble były czarne, ściany grafitowe, sufit jasnoszary, dywan pod biurkiem oscylował pomiędzy czernią a grafitem. Nawet kawalek linoleum był gołębioszary. Wszystko w surowym, industrialnym stylu, nieco minimalistycznym. Obszedł biurko i usiadł w skórzanym fotelu, zerkajac na niego z serdecznym usmiechem, znów nie sięgającym wiecznie zamarźniętych tęczówek i źrenic. Można było odnieść wrażenie, że i jego serce wraz z duszą skostniały z tego arktycznego zimna w ciągu całego jego życia. Poskładał teczki odsuwając je na bok i wyjmując swoje "skarby", które rzeczywiście były warte setki tysięcy, jak nie więcej, rubli. Chciał nawiązać z nim kontakt.

_________________
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet dyrektora więzienia   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet dyrektora więzienia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet Dyrektora Hogwartu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: WIĘZIENIE :: Teren zewnętrzny :: Budynek administracyjny-
Skocz do: